Archive for Styczeń, 2012

Miesiączki

Wiele dziewcząt nosi staniki i miesiączkuje przed dwunastym ro­kiem życia. Chociaż większość czytelników tej książki ma dzieci znacz­nie młodsze, warto zwrócić uwagę, że dziewczynki mogą zacząć mie­siączkować w wieku dziewięciu lat, nawet jeśli u ich matek nastąpiło to później. Wcześniej, a przynajmniej w tym wieku, dzieci obojga płci po­winny wiedzieć, co to jest miesiączka, dlaczego występuje u kobiet i ja­ki ma związek ze zdolnością do posiadania dzieci. Sięgnij więc po książki, które pomogą ci wyjaśnić dzieciom ten temat.

Bywa, że młodsze dziewczynki, które miesiączkują, nieraz bardzo cierpią z powodu docinków rówieśników. W związku z tym czują się zawstydzone, onieśmielone i źle czują się w szkole. Nie zawsze mają odwagę zwolnić się u nauczyciela z lekcji wychowania fizycznego i w rezultacie, roztrzęsione, nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Bóle mie­siączkowe i wahania nastroju bywają w tym wieku silniejsze, niż u do­rosłych kobiet. Dziewczynki, które już się rozwinęły, dostrzegają, że ich zainteresowania i emocje są na innym poziomie niż koleżanek bę­dących przed okresem dojrzewania. W tym czasie następują podziały w grupie rówieśniczej. Razem trzymają się dziewczynki, które już mie­siączkują, inne paczki tworzą te, które są jeszcze przed okresem pokwitania.

Oficjalnie nie stwierdzono żadnych medycznych powodów, dla któ­rych młode dziewczyny nie powinny używać tamponów i wydaje się, że tampony są najlepszym sposobem na uniknięcie zakłopotania na lek­cjach pływania czy innych zajęciach sportowych. Niemniej podpaski są wygodniejsze w użyciu, nigdy nie były łączone z przypadkami zespołu szoku toksycznego i nie pozostawiają w pochwie żadnych pozostałości, dlatego ja osobiście uważam je za znacznie lepsze dła młodych dziew­cząt, z wyjątkiem szczególnych sytuacji.


Nazywanie rzeczy po imieniu

Jest zadziwiające, jak bardzo niechętnie dorośli opisują dzieciom żeńskie genitalia. Myszkując w księgarni w północnym Londynie w do­brze zaopatrzonym dziale dziecięcym, zauważyłam, że żadna z prezen­towanych tam książek na temat płci nie wymieniła łechtaczki. We wszystkich idea współżycia w aspekcie fizycznej przyjemności była po­minięta, tak jakby miała znaczenie marginalne.
Pewna matka dwóch malutkich córeczek powiedziała:

 Zawsze mó­wi się, że dziewczynki coś tracą z tej racji, że są pozbawione penisa. W do­mu mamy wyrażenie na genitalia córek, nazywamy je pączkami róży. Nazwę tę przejęliśmy od stareńkiej niani, która opiekowała się dziewczyn­kami, gdy były malutkie. Raz pięcioletni chłopiec tonem typowym dla małego chłopca powiedział, że on ma penisa, a niania nie. Wtedy ona zu­pełnie spokojnie odrzekła, że ma pączek róży. Zabrzmiało to uroczo, nie medycznie, a „kwiatowo". Dzieci podchwyciły natychmiast to określenie, spodobało się również koleżankom.

Nie wszyscy rodzice czują się dobrze, rozprawiając o pączkach róży, większość używa ohydnego, eufemistycznego wyrażenia – „przednia pupa". A przecież problem jest prawdziwy. Mówimy o siusiakach, na­tomiast w bardzo niejasny i nieokreślony sposób opisujemy pochwę, srom i łechtaczkę. Myślę, że słuszne jest rozmawianie nawet z bardzo małymi dziewczynkami w taki sposób, żeby rozumiały, że ich genitalia są ważne, by wiedziały, że nie służą tylko do siusiania, lecz będą istot­ne, kiedy dorosną i zechcą mieć dzieci.

Ruch i aktywność fizyczna

Granie w piłkę czy wdrapywanie się na drzewa to pasje stare jak świat, natomiast komputery, Internet, gry wirtualne to nowości, a skutki długotrwałego ich oddziaływania na organizm nie są jeszcze dokładnie poznane. Na pewno żadne z owych dobrodziejstw nie po­prawia kondycji dziecka, nie wymusza aktywności fizycznej.

Dlatego rodzice zatroskani o zdrowie dzieci powinni więcej uwagi poświęcać aktywności fizycznej swoich pociech, ponieważ właśnie ru­chu najbardziej im brakuje. Znam bezkompromisowego ojca, który mówi, że weekendy w domu byłyby nie do zniesienia, gdyby swoich trzech synów zwolnił z porannego biegania. Poziom podniecenia i agresji w domu byłby wówczas niewyobrażalnie wysoki.
Przyjrzyj się dokładnie, w jaki sposób żyje twoje dziecko i zastanów się, czy nie brakuje mu ruchu.

•        Czy twoje dziecko podróżuje codziennie do szkoły i z powrotem sa­mochodem?

•        Czy ma nadwagę?

•        Czy dostaje zadyszki, gdy biegnie, chociaż wiadomo, że nie ma astmy?

•        Czy niechętnie włącza się do gier, które wymagają biegania, cho­ciaż jest prawidłowo zbudowane i nie ma żadnej kontuzji?

•        Czy uskarża się na bóle mięśni następnego ranka po intensywnych ćwiczeniach fizycznych, które trwały ponad trzydzieści minut?

Jeśli odpowiedziałaś „tak" na większość pytań, twojemu dziecku trzeba zmienić plan dnia. Zajęcia sportowe w szkole nigdy nie zastą­pią ruchu, który jest potrzebny dziecku każdego dnia, czyli zabaw na podwórku. Chyba że masz w domu pasjonata, który chciałby cały czas trenować jedną dyscyplinę sportową. Wówczas najlepszym rozwiąza­niem są kreatywne zajęcia, pozwalające cieszyć się odkrywaniem moż­liwości własnego ciała.Lęk współczesnych rodziców o bezpieczeństwo dzieci powoduje, że chyba większość z nich poświęca mnóstwo czasu na podwożenie swo­ich latorośli na rozmaite zajęcia, a następnie zamiast zorganizować im samodzielny powrót, krąży wokół miejsc, gdzie pociechy ćwiczą judo, tańce czy skoki, w oczekiwaniu na zakończenie lekcji czy treningu. A może byłoby lepiej i zdrowiej dla rodziców, gdyby w tym czasie rów­nież mieli judo, tańce, skoki lub inne podobne zajęcia?

Rupa, Azjatka, matka dwójki dzieci mieszkająca w środkowej An­glii, w okolicy, w której mały procent mieszkańców należy do etnicznej mniejszości, spędza wraz z rodziną jeden dzień w indyjskim centrum kulturalnym, w którym jej córka uczy się klasycznego tańca hinduskie­go, mąż gry na tabla, a ona na harmonii. Rupa mówi:

Dzięki lekcjom tańca córka nabrała śmiałości. Szkoda, że mojemu synowi, ponieważ w grupie nie ma chłopców, brakuje odwagi, żeby się przyłączyć, choć ma na to ochotę.

Rzeczywiście szkoda, że chłopców nie zachęca się do tańca. Kiedy jest nudno lub wybucha kłótnia, Sarah, córka Rupy, nastawia płytę i cała rodzina zapamiętale tańczy przez kilka minut, co bardzo rozła­dowuje napięcie.

Używanie rozpuszczalników

Bardzo małe dzieci mogą być wciągnięte w zagrażające ich życiu praktyki wąchania oparów różnych produktów, takich jak kleje, farby, lakiery, paliwa lekkie, aerozole.

O wąchaniu kleju świadczą między innymi: ranki wokół ust i nosa, zmęczenie i senność. Na trop wąchacza czasem może naprowadzić plastikowa torebka ze śladowymi ilościami rozpuszczalnika, zniknięcie substancji z warsztatu lub garażu, albo ewidentna kradzież pieniędzy z twojego portfela, która nie pozostawia wątpliwości, że sprawcą było dziecko. Dzieci potrzebujące środków na klej lub narkotyki stosują również różne fortele, żeby wyżebrać pieniądze od obcych.

Wąchanie kleju zabija. Wywołuje zawroty głowy, halucynacje, albo krótkotrwałe okresy dobrego samopoczucia. Wąchacz traci orientację i jest narażony na wypadki, na przykład może wtargnąć na jezdnię wprost pod samochód. Aerozole, jeśli wstrzyknięte prosto do gardła, mogą spowodować natychmiastową śmierć, ponieważ „zamrażają" drogi oddechowe. Dzieci mogą się także udusić, trzymając głowy w plastikowych torebkach, albo wymiocinami, gdy tracą świadomość i jednocześnie wymiotują. Długotrwałe wąchanie kleju uszkadza mózg, nerki i wątrobę. Jeśli jednak dziecko, które próbowało wąchać klej, zaprzestaniu tego, prawdopodobnie nie będzie miało żadnych chronicznych problemów zdrowotnych.


Nielegalne narkotyki

Konopie, heroina, kokaina/kompot, ekstazy i inne nielegalne lub pozostające pod kontrolą narkotyki rzadko kiedy oferowane są dzie­ciom poniżej dwunastego roku życia z bardzo prostego powodu – ma­łe dzieci zwykle nie mają pieniędzy. Dealerom nie opłaca się handlo­wać z maluchami, choć czasem takie fakty mają miejsce. Niekiedy starsze dzieci próbują sprzedawać narkotyki młodszym, albo w imie­niu starszego rodzeństwa, które potrzebuje pieniędzy na swoje cele, albo na własne konto. Dzieci z zamożnych domów, mieszkające w do­brych dzielnicach, o których wiadomo, że mają niezwykle duże kie­szonkowe, stanowią idealne środowisko do tworzenia narkotykowego rynku.

Krążą legendy o halucynogennych środkach oferowanych dzieciom w postaci kalkomanii i naklejek. Jest mało prawdopodobne, żeby nar­kotyki trafiały do dzieci tą drogą, ale zamieszanie wokół tej sprawy na­rasta, ponieważ zwykłe kalkomanie i naklejki czasem wyglądają bar­dzo podobnie do kartoników nasączonych substancjami odurzającymi.

Nie możesz liczyć na to, że uda ci się zawsze trzymać dziecko pod ścisłą kontrolą. Twoim głównym celem powinno być kreowanie nawy­ku polegania na sobie samym i utrzymywanie dobrej komunikacji z dzieckiem.

Jeśli dziecko przyzwyczajone jest do podejmowania samodzielnych decyzji i uczy się szacunku dla samego siebie, nie ulega presji rówie­śników, jest wielce prawdopodobne, że nie sięgnie po narkotyki. Jeśli spokojnie słuchasz i okazujesz empatię dziecku, które zwierza się ze złych uczynków, jeśli chwalisz za przyznanie się do winy i zaraz potem wyciągasz przyjazną dłoń, jeśli słuchasz i rozmawiasz z dzieckiem o najróżniejszych sprawach, jesteś na dobrej drodze, żeby uchronić je od uzależnienia się od narkotyków.

Papierosy, narkotyki, alkohol

Twoje dziecko prawdopodobnie będzie miało w szkole podstawo­wej lekcje na temat szkodliwości nikotyny, narkotyków i alkoholu. Dzieci w młodszym wieku szkolnym są najbardziej podatne na infor­macje o szkodliwym działaniu wszelkich używek, dlatego nie miej opo­rów i rozmawiaj o tym z dzieckiem, zwłaszcza z takim, które już skoń­czyło dziewięć lat. Zdecydowana większość dzieci przed dwunastym rokiem życia wie, co to jest alkohol, nikotyna czy rozpuszczalniki.

Edukacja odgrywa istotną rolę w walce z nadużywaniem wszelkiego rodzaju używek. Do programów szkolnych dotyczących tego problemu odnoszę się z rezerwą, ponieważ zwykle pomijają fakt, że ludzie zaczy­nają brać narkotyki, pić i palić, bo sprawia im to przyjemność. Dziew­czynka, którą uczono tylko, że palenie jest wstrętne, śmierdzi się od niego jak popielniczka, rujnuje zdrowie i może prowadzić do wczesnej śmierci, będzie zdziwiona, gdy jako nastolatka odkryje, że z papiero­sem w ręku czuje się dziesięć razy pewniejsza siebie i doroślejsza – w rezultacie może polubić cierpki smak nikotyny.


Palenie i picie

Papierosy i alkohol są używkami, z którymi twoje dziecko ma szansę zetknąć się najwcześniej. Palenie i używanie wyrobów tytoniowych przez osoby poniżej szesnastego roku życia nie jest nielegalne i prawie jedna trzecia szesnastolatków pali regularnie. W Wielkiej Brytanii nielegalna jest tylko sprzedaż tych wyrobów osobom poniżej szesnastego roku ży­cia. Nikotyna znacznie zmniejsza apetyt, co sprawia, że papierosy stają się podwójnie atrakcyjne dla młodych ludzi pragnących schudnąć.

Niezgodne z prawem jest sprzedawanie alkoholu osobom poniżej osiemnastego roku życia. Większość ludzi nie zadaje sobie trudu, by właściwie przechowywać trunki w swoich domach, a to znaczy, że jest on łatwo dostępny dla dzieci. Nawet niewielka dawka alkoholu u ma­łego dziecka może wywołać groźne w skutkach następstwa.

Moczenie nocne

Jedno dziecko na sześcioro moczy się w nocy w wieku pięciu lat, jedno na czternaścioro w wieku siedmiu lat i jedno na dwadzieścioro wśród dziesięciolatków. Dzieci, które moczą się w nocy po ukończeniu siódmego roku życia, powinny być pod opieką lekarza rodzinnego, po­nieważ mogą mieć problemy zdrowotne albo psychologiczne.

Do siódmego roku życia najlepszym sposobem radzenia sobie z mo­czeniem nocnym jest bazowanie na pozytywnych wzmocnieniach i za­chętach. Chwal za suche noce, do specjalnego dzienniczka wklejaj gwiazdki, nagradzaj za „suchy tydzień", na przykład obiecaj nagrodę w postaci nowego stroju dla lalki.

Miej w zapasie ubrania na noc i prześcieradła. Koszule nocne, a nie piżamy mogą się okazać przydatniejsze tej przełomowej nocy, kiedy to twoje dziecko obudzi się i dobiegnie do ubikacji, nim zmoczy pościel.

Niektórzy rodzice ograniczają dzieciom ilość płynów w drugiej po­łowie dnia, natomiast nakłaniają do picia rano. Nie rób tego bez kon­sultacji z lekarzem. Nie odmawiaj dzieciom napoju przed spaniem, gdy są spragnione. Rodzice, którzy mają moczące się w nocy dzieci, doradzają, żeby unikać gazowanych płynów, a szczególnie coca-coli.

Spróbuj ćwiczyć dziecko w napinaniu mięśni miednicy, są to w za­sadzie te same ćwiczenia, które zaleca się młodym matkom. Kiedy dziecko wybiera się do ubikacji, zaproponuj, żeby zaśpiewało piosen­kę lub policzyło do dziesięciu, zanim zacznie siusiać.
Jest rzeczą niezwykle ważną, aby, ilekroć dziecku zdarzy się zsiu- siać, nie popadać w złość. Najważniejsze, co potwierdzają wszyscy bo­rykający się z tym problemem rodzice, jest utwierdzenie dziecka w przekonaniu, że naprawdę nie stało się nic strasznego. Chociaż dziecko wygląda na spokojne, może czuć się znacznie bardziej upoko­rzone, niż się na pozór wydaje.

Niemniej każdego wieczoru starannie się przygotuj, sprawdź, czy na materacu jest cerata i czy masz zapasowe prześcieradła. Niestety, za każdym razem, kiedy dziecku się zdarza zmoczyć, ty masz nieprzespa­ną noc. Okresy nocnego moczenia często pojawiają się wówczas, gdy dziecko lub inni członkowie rodziny są pod wpływem silnego stresu.

Mówi Nerys, była pielęgniarka:

Eliza, moje najstarsze dziecko, moczy­ła się w nocy do mniej więcej siedmiu lat. Przez środek łóżka w poprzek kładłam jej stare prześcieradła z dziecinnego łóżeczka z ceratą pod spodem. Kiedy się zmoczyła, nie musiałam prześciełać całego łóżka, wy­ciągałam tylko ten podkład, kładłam suchy i córka mogła od razu iść spać.

Dzieciom powyżej siedmiu lat lekarze niekiedy zapisują lekarstwo zawierające syntetyczny hormon, który redukuje ilość uryny produko­wanej przez nerki. Lek ten stosuje się krótko, na przykład na czas wy­jazdu dziecka na obóz. Mniej więcej połowa dzieci, która stosowała tę kurację, po jej zakończeniu nie moczy się wcale lub znacznie rzadziej. Nie wiadomo, czy dzieje się tak na skutek radykalnego wzrostu pew­ności siebie po dwóch „suchych tygodniach", czy też dzieci po prostu wyrastają z nocnego siusiania w łóżko.
W dłuższym przedziale czasu osiemdziesiąt procent dzieci moczą­cych się w nocy po ukończeniu siódmego roku życia przestaje się mo­czyć po zastosowaniu brzęczyka lub systemu alarmowego, który wybu- dza je ze snu, gdy tylko zaczynają siusiać. Istnieją dwa typy tego rodzaju urządzeń. Można włożyć je dziecku pod ubranie lub umieścić pod prześcieradłem. Panuje pogląd, że dzieci młodsze niż siedmiolet­nie nie są w stanie obsługiwać systemu alarmowego, ponieważ wyma­ga on po zadziałaniu ponownego włączenia. Po użyciu detektor nale­ży wysuszyć i prześcielić łóżko.

Zadaniem alarmu jest ćwiczenie dziecka w budzeniu się w odpo­wiednim momencie i rozpoznawaniu sygnałów o wypełnionym pęche­rzu moczowym. Dziecko uczy się, że na dźwięk brzęczyka ma wstrzy­mać oddawanie moczu. Nie zawsze jednak działa w ten sposób. Caroline, matka inteligentnego, świetnie uczącego się, prawie dzie­więcioletniego Christophera, któremu nadal zdarza się moczyć, opo­wiada:

W wieku siedmiu lat syn moczył się średnio raz na trzy noce, był nerwowy i przygnębiony. Lekarz rodzinny zaproponował alarm w łóżku. Po kilku miesiącach liczba mokrych nocy zmniejszyła się do jednej na trzy tygodnie, choć alarm nie obudził go ani razu, za to stawiał na nogi resztę rodziny. Chłopcu pomogło samo wkładanie alarmu, czuł się lepiej, więc sytuacja się poprawiła. Christopher dużo się poci, a że jego pokój jest wyjątkowo ciepły, alarm często uruchamiany jest przez pot. Kiedyś rzeczy­wiście się zmoczył i gdy go obudziliśmy, nie mógł zrozumieć, co się stało.

Zaburzenia łaknienia

Coraz więcej małych dzieci, nawet sześcioletnich, trafia do szpitali z powodu zaburzeń łaknienia: anoreksji, czyli celowego samogłodzenia się, lub bulimii, która zwykle następuje po niej i polega na kompulsywnym samooczyszczaniu się poprzez prowokowanie wymiotów lub przyjmowanie środków przeczyszczających.

Wydaje się, że zaburzenia te dotykają coraz młodszych grup wieko­wych, chociaż lekarze uważają, że dzieci poniżej szóstego roku życia nie mają na tyle wykształconych zdolności poznawczych, czy jeśli wo­lisz „umysłowego wyposażenia", które są potrzebne jednostce, by by­ła zdolna rozwinąć zaburzenia łaknienia. Dziewczęta cierpią z tego powodu mniej więcej trzy razy częściej niż chłopcy, z kolei chłopcy są bardziej podatni, niż dorośli mężczyźni.

Dzieci mogą bezkarnie stracić znacznie mniej masy ciała, a więc fi­zyczne komplikacje spowodowane anoreksją ujawniają się wcześniej, niż u dorosłych. Należą do nich poważne problemy z krążeniem krwi, które mogą prowadzić do wrzodów na stopach i gangreny. Dzieje się tak, ponieważ serce nie pracuje prawidłowo i nie pompuje krwi do ca­łego ciała. U niektórych chorych dziewczynek macica i jajniki nie są w pełni rozwinięte i w związku z tym późniejsze macierzyństwo stoi pod znakiem zapytania. Czasem pojawia się krwawienie z żołądka, wy­wołane uporczywymi wymiotami. Problemy zdrowotne są wielorakie, od kłopotów z nerkami do trwałego zniszczenia szkliwa zębów. I zda­rza się niestety, że anorektycy umierają.

Typowe anorektyczne dziecko często postrzegane jest jako dziecko idealne, które zawsze zachowuje się wzorowo. W szkole zwykle jest su­mienne, świetnie się uczy i zadziwiająco dojrzale rozmawia o swojej chorobie. Znawcy nie podzielają poglądu, że anoreksja i bulimia wy­stępują u osób pragnących zwrócić na siebie uwagę. Jest to zaburzenie znacznie bardziej skomplikowane. Najważniejsze, aby rodzice wspól­nie pomagali dziecku z zaburzeniami łaknienia. Fakty mówią, że wśród dzieci, których nie udaje się wyprowadzić z choroby, prawie wszystkie mają rodziców niepotrafiących porozumieć się ze sobą lub z lekarzami. W leczeniu stosuje się terapię rodzinną ukierunkowaną na pomoc w zmianie relacji interpersonalnych między jej członkami. Początkowo bardzo może boleć to, że jest się postrzeganym jako „część problemu". Warto wtedy pamiętać, że lekarze nie mają zamia­ru rozbić rodziny, lecz pomóc jej funkcjonować prawidłowo. Proces zdrowienia jest szczególnie trudny dla rodziców, ponieważ dziecko staje się bardziej asertywne i wrogie wobec dorosłych. Etap ten odgry­wa istotną rolę w powracaniu do zdrowia.

Profesjonaliści pracujący z dziećmi z zaburzeniami łaknienia uwa­żają, że niektóre dzieci mają genetyczne predyspozycje do anoreksji. Nie oznacza to wcale, że bezwzględnie zostaną anorektykami, a jedy­nie, że choroba rozwinie się, jeśli zaistnieje określona kombinacja sprzyjających czynników. Tak jak w przypadku wielu innych zaburzeń psychicznych, cały splot wydarzeń, a nie jedno określone, prowadzi do wystąpienia zaburzeń łaknienia. Anorektyczne dzieci wywodzą się z rozmaitych typów rodzin z mnóstwem najróżniejszych problemów lub, pozornie, bez problemów. Niektórzy rodzice mówią do lekarza: Nic złego się z córką nie dzieje, ona po prostu nie je, to wszystko, tak jak­by odmowę jedzenia można było oddzielić od reszty życia dziecka.

Być może obsesja na punkcie seksu i fizycznej atrakcyjności, która ogarnęła społeczeństwo, ma coś wspólnego z tym, że coraz więcej mło­docianych dotkniętych jest zaburzeniami łaknienia. Dzieci z predyspo­zycją do anoreksji czy bulimii mają skłonność do bycia kompulsywnymi perfekcjonistami, chcą robić wszystko najlepiej. Jeśli więc zorientują się, że szczupła figura to ideał, zrobią wszystko, by osiągnąć pożądane kształty. Pomysłowość i przebiegłość, jaką wykazują dzieci z anoreksją, by ukryć fakt, że nie jedzą, są doprawdy zadziwiające. Dorosły może opuszczać posiłki, nikt go nie pyta, czy jadł śniadanie ani nie sprawdza, czy był w stołówce. Dzieci natomiast często są kontrolowane, muszą więc rozbudowywać strategie. Dyrektor Rhodes Farm Cłinic, kliniki dla anorektycznych dzieci i nastolatków, dr Dee Dawson, mówi:

Znam dzieci, które wsmarowywały sobie masło we włosy, żeby uniknąć jedzenia. Dzieci chowają żywność do skarpetek, majtek, dosłownie wszędzie. Raz zamknąłem sześcioletnią dziewczynkę w pokoju, w którym znajdował się tylko stół i wyściełane miękkie krzesło. Powiedziałem, że opuści pokój po zjedzeniu kanapek, które otrzymała. Kiedy wróciłem, zniknęły. Przeszuka­łem małą i pokój, niczego nie znalazłem. Po kilku dniach odkryliśmy, że dziewczynka rozpnda szew w siedzisku krzesła i tam schowała kanapki.

Wystarczy moment, żeby opróżnić miskę mleka z płatkami śniada­niowymi. Zdeterminowane anorektyczne dziecko poprosi cię o przy­gotowanie kanapek do szkoły, bo szkolne obiady są paskudne, albo nie chcę jadać zwierzątek, a potem w drodze do domu ze szkoły wrzuci je do ulicznego kosza na śmieci. Ośmioletnie dziecko, którego rodzina nigdy nie siada razem do posiłku, zawsze znajdzie sposób na pozbycie się jedzenia.

Dieta dla dziecka

W krajach zachodnich zdrowa dieta dzieci zagrożona jest głównie przez dwa czynniki.
Pierwszym jest sposób karmienia. Dziecku wolno jeść mniej więcej wszystko, na co ma ochotę. Może więc wybierać wśród wielkiej rozmai­tości prostych przekąsek, smażonych potraw, słodyczy, herbatników, ciast i słodzonych napojów. Taka dieta z reguły zawiera dużo tłuszczu i rafinowanego cukru (czyli takiego, który nie występuje naturalnie, na przykład w owocach czy mleku). Może to prowadzić do różnego ro­dzaju problemów zdrowotnych, nawet do niedoboru witamin.

Większość rodziców zdaje sobie sprawę z tego, że taki sposób odży­wiania jest niewłaściwy. Można temu zaradzić, podając o określonych porach posiłki i obserwując, co dziecko je oraz dostarczając bardziej urozmaicone potrawy. Na przykład w miejsce chipsów lub podobnych przekąsek proponuj świeże lub suszone owoce, orzechy (tam, gdzie nie ma ryzyka zakrztuszenia czy alergii), zamiast ciastek i herbatników podawaj pełnoziarnisty chleb, chleb z owocami, pożywne pasty i sma­rowidła do kanapek, takie jak masło orzechowe, a słodzone napoje zastąp sokiem lub jeszcze lepiej mlekiem (sojowym w przypadku uczu­lenia na mleko krowie). Używaj wodę mineralną i syfon do przygoto­wywania naturalnie gazowanych napojów. Smażone potrawy zastąp grillowanymi, frytki gotowanymi lub pieczonymi ziemniakami albo niskotłuszczowymi frytkami do pieczenia. Do każdego posiłku podawaj atrakcyjnie przygotowane gotowane warzywa (brokuły, groszek, mar­chewkę, kukurydzę, które w miarę chętnie są jadane przez wrogo na­stawione do warzyw dzieci, ale także staraj się wprowadzać mniej po­pularne gatunki, aby poszerzyć menu).

Próbuj zastępować przetworzone produkty mięsne chudym mięsem, drobiem oraz rybami i wprowadzaj je regularnie do jadłospisu. Więk­szości dzieci świetnie służy urozmaicona dieta bogata w świeżą, natu­ralną żywność, natomiast uboga dieta obfituje w puste kalorie, które dają niewiele więcej niż cukier i tłuszcz. Dzieci mają swoje upodobania i przeważnie nie zjadają wszystkiego, co im się poda. Mają dni, kiedy wybrzydzają i takie, kiedy zjadają wszystko z wilczym apetytem, ale je­śli dostają różnorodną żywność, wybiorą to, co jest im potrzebne.

Rodzice, którzy sami bardzo przestrzegają diety – szczególnie, gdy eliminują mięso i jednocześnie ograniczają spożycie tłuszczu i cukru – często nie dostrzegają zagrożenia dla prawidłowej diety rosnącego dziecka, namawiając maluchy do naśladowania ich własnych „zdro­wych" nawyków żywieniowych i z wolna wpędzając dzieci w niedoży­wienie w ostrej postaci.

W poradniku dietetycznym, opublikowanym w 1994 roku przez Committee on Medical Aspects of Food Policy (COMA), w celu zapo­biegania chorobom serca, rekomenduje się, aby dzieci powyżej piąte­go roku życia odżywiały się według tych samych ogólnych reguł diete­tycznych, co dorośli. Główne proponowane zmiany w przeciętnej die­cie Brytyjczyków, zarówno dorosłych, jak i dzieci, to:

•        Zwiększenie spożycia owoców, warzyw i ryb, szczególnie ryb ole­istych.

•        Zmniejszenie udziału tłuszczów w średnim bilansie energetycznym jednostki do 35 procent.

•        Zwiększenie udziału zespołu węglowodanów (chleba, ziemnia­ków, nieoczyszczonych zbóż) w spożyciu energetycznym jednostki do 50 procent.

•        Używanie odtłuszczonych margaryn i produktów mlecznych, takich jak chude mleko zamiast produktów pełnotłustych.

•        Spożywanie nienasyconych tłuszczów – niektóre oleje roślinne – za­miast nasyconych, które występują w mięsie i produktach mlecznych.

•        Ograniczenie soli.

Powyższe zalecenia są korzystne dla dorosłych i dobra rodzinna die­ta powinna je uwzględniać. Jednak dietetyczne potrzeby rosnącego dziecka różnią się zasadniczo od potrzeb odchudzającej się kobiety lub zaniepokojonego niedomaganiami serca mężczyzny. Dzieci potrzebują dużo białka i energii. Białka prawdopodobnie mniej niż kiedyś sądzo­no, ale i tak więcej niż dorośli w stosunku do masy ciała i wzrostu.

Dwoma doskonałymi, ogólnodostępnymi, i co bardzo ważne smacz­nymi źródłami białka i energii są mięso i artykuły mleczne. Jeśli te produkty wyeliminujemy lub usuniemy z nich tłuszcz w celu zreduko­wania kalorii, musimy się dobrze zastanowić, skąd dzieci mają czerpać białko i energię.

COMA rekomenduje, by zarówno osoby dorosłe, jak i dzieci spoży­wały więcej ziemniaków, warzyw, owoców oraz chleba. Całkowite za­lecane spożycie to około sześciu porcji warzyw lub owoców, dwie por­cje ziemniaków, makaronu lub ryżu i cztery kromki chleba dziennie.

Sześć porcji warzyw lub owoców? A jak to przeprowadzić z dziećmi nienawidzącymi zieleniny, które odmawiają wzięcia do ust maleńkie­go, zielonego groszku? W tej sercowej diecie chodzi o uzupełnienie energii straconej przez wyrzucenie z jadłospisu innych składników. Nie wyrównuje to jednak braku białka utraconego w wyniku drastycz­nego ograniczenia spożycia mięsa. Dlatego rodzic, próbujący rygorystycznie stosować się do tych zaleceń, będzie miał trudności z dostar­czeniem dziecku pełnej dziennej dawki kalorii.
Nawet jeśli zastąpisz białka zwierzęce roślinami strączkowymi i gro­chem, musisz bardzo uważać, żeby dziecko otrzymało potrzebną mu ilość białka. Ryby nie szkodzą (chyba że jest się na nie uczulonym), ale dzieci nie chcą ich jeść codziennie. Dziecko, które raczej nie zje sze­ściu porcji warzyw, prawdopodobnie w jakimś momencie poczuje głód i zacznie poszukiwać słodyczy, herbatników, chipsów i innych kalo­rycznych, ale bezwartościowych przekąsek.

Niektórzy dietetycy są przeciwni podawaniu dzieciom odtłuszczo­nego mleka i niskokalorycznych margaryn, optują za pełno tłustymi produktami. Po pierwsze, dzieciom potrzebny jest tłuszcz w celu uzy­skania energii, a po drugie, większości z nich produkty pełnomleczne, z dużą zawartością tłuszczu, bardziej smakują. Kiedy proponuje się im odtłuszczone mleko lub niskokaloryczne margaryny, często odmawia­ją i wybierają do picia sok lub coca-colę, a do jedzenia chipsy. Jeśli próbujesz zniechęcić dzieci do chipsów i innych tego rodzaju paczko­wanych przekąsek, spróbuj pójść na kompromis i zezwól na „smacz­niejsze alternatywy" w postaci świeżego masła, a nie margaryny i pie­czonych ziemniaków, zamiast pełnoziarnistego chleba.

Reasumując, zalecenia COMA prawdopodobnie sprawdzają się we wzorcowej rodzinie, w której każdy zjada dokładnie to, co dostanie, ale trudno je zastosować w zwyczajnej rodzinie. Dieta powinna być ta­ka, by rodzice nie mieli trudności z dostarczaniem dzieciakom atrak­cyjnych posiłków.

Eksperci zajmujący się zaburzeniami łaknienia zaobserwowali, że dzieci i młodzi dorośli, którzy pragną ograniczyć spożycie tłuszczu w ce­lu uzyskania spadku wagi, przeważnie przechodzą na wegetarianizm. Czasami jest to pierwsza zauważana przez rodziców zmiana w diecie dziecka lub nastolatka, u którego później rozwinęła się anoreksja.

Egzema, alergie skórne

Jest kilka typów egzemy i zapaleń skóry, które wywołują u dzieci bolesne, swędzące wysypki, pękanie skóry, infekcje. Wymagają one stałych zabiegów i leczenia według określonego programu. Egzema nasila się pod wpływem takich czynników jak ciepło, pot, chemikalia w wodzie na pływalni, proszek do prania, czy materiał z tworzyw sztucznych. Jedna osoba na dziesięć cierpi na egzemę.

Dziecko nie zarazi się egzemą w szkole. Ale chorujący na egzemę cierpią zarówno z powodu swędzącej skóry, jak i nastawienia do nich kolegów z klasy. Jeśli w otoczeniu twojego dziecka jest uczeń z egze­mą, wyjaśnij, że to nie wina dziecka, iż choruje, i że nie wolno kolegi odrzucać tylko dlatego, że jego skóra brzydko wygląda.

Dziecko z egzemą potrzebuje dużo sympatii i zrozumienia ze stro­ny nauczycieli.

Inne alergie skórne to pokrzywka (skóra wygląda jak poparzona przez pokrzywy, schorzenie wywoływane jest przez wiele różnych aler­genów) oraz uczulenie powodujące obrzęk twarzy i powiek.

Obecnie dużo się mówi o leczeniu egzemy chińskimi ziołami i środ­kami homeopatycznymi.

Astma, nieżyt nosa, gorączka sienna

Cierpienia, które są spowodowane alergiczną reakcją dróg odde­chowych, można wymieniać w nieskończoność. Najpowszechniejszą ze wszystkich alergii jest gorączka sienna. Nieżyt nosa to uciążliwy katar wywołany przez coś innego niż sezonowe pylenie roślin, a nieleczona astma może doprowadzić do ciężkich powikłań.

Wrogiem numer jeden astmatyków są mikroskopijne roztocza w kurzu, znakomicie rozwijające się w ciepłych pomieszczeniach ze szczelnymi oknami. Roztocza nie lubią zimna ani suchego powietrza, uwielbiają natomiast zaduch i grube, miękkie dywany.Zanieczyszczenia i spaliny samochodowe, a także dym papierosowy również odgrywają znaczącą rolę w pobudzaniu astmatycznych reakcji u dzieci. Nawet tlenki wydzielane podczas spalania gazu w twojej ku­chence mogą wywoływać reakcję uczuleniową.

W pewnych porach roku pyłki kwiatowe i zarodniki traw, chwastów, drzew oraz – szczególnie w miastach – pleśń wywołują różnorodne re­akcje uczuleniowe, często bardzo dolegliwe u dzieci z gorączką sienną i astmą. Rodzice dziecka, u którego zdiagnozowano astmę lub innego rodzaju alergię zasypywani są poradami, jak unikać sytuacji, w których może dojść do ataku. Natomiast po jego wystąpieniu zadają sobie py­tanie, czy zrobili wszystko, by temu zapobiec. Podstawowe działania to zakup antyalergicznej pościeli, która nie jest relatywnie droga, odda­nie kota w dobre ręce, i odkurzanie nie raz, a co najmniej kilka razy w tygodniu. Teoretycznie możesz zastosować znacznie radykalniejsze środki w celu wyeliminowania zbiorowisk kurzu, a mianowicie zastą­pić antyki robionymi na wymiar meblami, obrazy w ramach malunka­mi ściennymi. Możesz też kupić najwyższej klasy odkurzacz z filtrami, usunąć dywany i zostawić drewnianą podłogę, kotary zastąpić cienki­mi firankami, zmienić ogrzewanie na podłogowe. Możesz też wyrzucić kuchenkę gazową i zastąpić ją kuchnią ekologiczną. I w końcu możesz się wyprowadzić i zamieszkać w okolicy, gdzie jeszcze jest czyste, zdro­we powietrze.

Matka sześcioletniego chłopca, u którego w wieku siedemnastu miesięcy stwierdzono astmę, żaliła się:

 Gdybym wiedziała, że jego przytulanka z baraniej skóry to nie miła zabawka, lecz siedlisko roztoczy! Wy­daliśmy mnóstwo pieniędzy na specjalne posianie, które jednak niewiele pomogło.

Poważnym problemem rodziców astmatyków i dzieci z innymi aler­giami oddechowymi, oprócz zapewnienia im właściwego medycznego leczenia, jest stworzenie warunków do prowadzenia normalnego życia w szkole, tak aby nie czuły się gorsze, czy inne. Kiedy po raz pierwszy dowiadujesz się od lekarza, że twoje dziecko ma atak astmy i koniecz­ne jest leczenie szpitalne, doznajesz szoku. Trudno się z tym pogodzić. Kiedy jednak nauczysz się już żyć z owym problemem, najważniejsza jest dbałość o to, żeby dziecko czuło się normalnie.

Sześcioletnia Rebecca, mieszkająca na farmie w zachodniej Anglii, jest uczulona na konie, samochody i pomidory. Dwa pierwsze czynniki są stale w jej otoczeniu, a pomidory uwielbia. Dziewczynka cierpi tak­że na egzemę i astmę. Jej mama, Margaret, mówi:


 Zawsze proszę na­uczycieli, żeby nie traktowali jej inaczej. Tłumaczę córce, że każdy ma coś, co go wyróżnia. Inne dziecko może mieć na przykład znamię na policzku.

Stara się jej uświadomić, że to ona sama jest odpowiedzialna za chro­nienie się przed alergenami. Jeśli dziewczynka ma ochotę na pomido­ry, matka nie zabrania jej ich jeść, ale przypomina, co się stanie i prosi, żeby nie użalała się z powodu wysypki. Mała więc zjada pomidory, a po­tem swędzi ją skóra i matka nakłada na piekące miejsca maść. Rodzice bardzo się starają, żeby nie rozpieścić dziewczynki, ponieważ mają tę świadomość, że kiedyś będzie musiała radzić sobie sama.

Szok anafilaktyczny

Jest to jedna z najgroźniejszych odmian reakcji alergicznych, zwłaszcza że może być wywoływana przez powszechnie występujące produkty żywnościowe, takie jak orzechy, jajka czy mleko krowie.

Przyczyną jej wystąpienia może być również jad zawarty w żądle os i pszczół.

Po zetknięciu się z alergenem, usta, gardło i język nabrzmiewają, osoba uczulona ma trudności z przełykaniem. Występuje uogólniona wysypka, przyspieszenie akcji serca, osłabienie, niebezpieczny spadek ciśnienia krwi. U małych dzieci pierwszymi symptomami szoku są także skurcze żołądka i wymioty. Pojawić się może również ostry atak astmy, znacznie utrudniający oddychanie. Bywa, że chory traci przy­tomność.

Natychmiast trzeba wezwać karetkę, bowiem jest to stan zagrażają­cy życiu. Rutynowo stosuje się antyhistaminę lub adrenalinę w for­mie inhalacji lub zastrzyku. Osoby z grupy wysokiego ryzyka powinny zawsze mieć ze sobą zestaw pierwszej pomocy. U niektórych chorych reakcja alergiczna może wystąpić nawet przy braku bezpośrednie­go kontaktu z alergenem. Dzieci uczulone na orzechy, a jest to obok użądlenia najczęstsza przyczyna szoku anafilaktycznego, mogą reagować niezwykle silnie, nawet gdy zostaną lekko pocałowane przez kogoś, kto jadł orzechy.

Dzieci z silnymi reakcjami uczuleniowymi na artykuły spożywcze ni­gdy nie powinny mieć swobodnego dostępu do żywności. Kupując go­towe produkty, trzeba dokładnie przeczytać na etykiecie ich skład, i w razie najmniejszych nawet wątpliwości nie podawać dziecku. Na przykład chipsy, słone paluszki i inne tego rodzaju przekąski często za­wierają olej orzechowy.