Bycie rodzicem

Odkrycie, że jesteś rodzicem, było największym szokiem w twoim życiu. Szok mógł mieszać się z przyjemnością i podnieceniem lub ze strachem i paniką, mogłaś wyczekiwać na zostanie rodzicem, rodzi­cielstwo mogło cię też zaskoczyć.

Może nastąpiło to w momencie, kiedy uświadomiłaś sobie, że pra­gniesz spędzić resztę swojego życia z kimś, kto już miał dziecko lub dzieci i wtedy doznałaś olśnienia, że łącząc się z tą osobą, jednocześnie bierzesz na siebie obowiązki rodzica. Mogłaś również zostać rodzicem w powolnym, emocjonalnie wyczerpującym procesie adopcyjnym.

W jakikolwiek sposób to się stało, było dla ciebie szokiem, bowiem dla wielu ludzi ów fakt jest ostatnim, wciąż żywym rytuałem pasowa­nia na dorosłego.

Inne obrzędy wyblakły, straciły na znaczeniu wskutek erozji kon­wencji. Można uczyć się mając dwadzieścia kilka lat, a nawet w póź­niejszym wieku, jeśli się chce. Bycie nastolatkiem – pojęcie, które ma mniej niż sto lat – zaciera granicę przejścia od dzieciństwa do dorosło­ści.

Bogaty w wybory styl życia, jaki prowadzą ludzie niemający dzieci, nie jest dobrym przygotowaniem do bycia rodzicem. Przez mniej wię­cej trzydzieści lat zamożna, bezdzietna osoba podejmuje życiowe de­cyzje, kierując się własną wygodą, ambicją i przyjemnością. Tacy ludzie mają niewiele ograniczeń w wyborze sposobu życia. Nie muszą czuć się skrępowani przez społeczeństwo, naturę czy obyczaje rodzinne, gdy zastanawiają się, jakiej pracy szukać, z jakimi partnerami chodzić do łóżka, gdzie mieszkać, kiedy i z kim mieć dzieci. Coraz trudniej jest znaleźć w zachodnich społeczeństwach samotną, bezdzietną osobę, która by podejmowała ważną decyzję pod naciskiem rodziny czy ze względów religijnych. Wśród najbiedniejszych presja moralna jest bar­dziej widoczna, ale i tak czynniki ekonomiczne – brak wykształcenia, bezrobocie – silniej wpływają na ich życie.

Kiedy zostajemy rodzicami, wszystko się zmienia. Tracimy pozycję numer jeden, stajemy się numerem dwa. Jedno z rodziców czuje się zepchnięte na miejsce trzecie. Żaden podręcznik pielęgnacji niemow­ląt czy macierzyństwa nie przygotuje cię w pełni na szok, towarzyszą­cy zwykle temu odkryciu.

Osoba numer jeden jest maleńka, bezbronna i nieprzewidywalna. Może się obudzić i przeraźliwie płakać, właśnie gdy siądziesz coś zjeść lub położysz się zdrzemnąć. Od tej chwili swoboda to wspomnienie z przeszłości. Już nigdy bez uprzedniego zorganizowania opieki dla dziecka nie wyskoczysz do baru. Nie możesz pod wpływem impulsu narzucić kurtki i wyjść z domu, wrzucając klucze do kieszeni. Od teraz każde wyjście wymaga specjalnego przygotowania. Lista zajęć jest dłu­ga – zmiana pieluchy, założenie kombinezonu lub czapki od słońca, spakowanie torby, znalezienie butelki i smoczka, rozłożenie wózka, naszykowanie zabawek i… znowu zmiana pieluchy.

Stopniowo szok mija. Odkrywasz, że inni też mają niemowlęta i czują się podobnie jak ty. Współczujecie sobie i przywykacie do no­wej sytuacji. Jesteśmy na tym etapie – powiedział jeden z ojców dwój­ki maluchów – kiedy nowość już spowszedniała i wiemy, co nas czeka przez następnych dwadzieścia lat.

Obecnie – ponieważ nasze rodziny są z reguły mniejsze niż dawniej i rzadko dziadkowie oraz krewni, którzy mają dzieci nieco starsze od naszych, mieszkają w pobliżu – każdy kolejny etap wychowania jest niespodzianką. Dla wielu z nas dzieci to tajemnicze istoty, które cały czas odkrywamy. Jeśli chodzimy z dzieckiem na zajęcia, na przykład do jakiegoś klubu, spotykamy tam rodziców z maluchami w tym sa­mym wieku co nasze, ale nieliczni z nich są bardziej doświadczeni, ja­ko że tylko 25 procent rodzin ma więcej niż dwójkę potomstwa.

Większość młodych rodziców, których znam (prawdopodobnie tak samo jest w twoim wypadku), obraca się w kręgu przyjaciół, będących mniej więcej w tym samym wieku. Jeśli znajomi mają dzieci, na ogół są one rówieśnikami naszych pociech. Niewielu z nich ma starsze o więcej niż pięć lat, czyli mówiąc krótko, tylko kilka osób zna nas na tyle dobrze, żeby pozwolić sobie na uwagę: W ten sposób niczego nie osiągniesz, my próbowaliśmy tej metody przed laty, ale okazała się nie­skuteczna.

Obcy nastolatek raczej nie budzi zainteresowania. Przyglądamy się bacznie tylko dzieciom, które są mniej więcej w tym samym wieku co nasze. Zatem od ich rodziców nie nauczymy się wiele. I prawdopodob­nie popełnimy te same małe, głupie błędy, które wcześniej zrobili ro­dzice nieco starszych dzieci.

Nie chcę popełniać w wychowaniu ani małych, głupich błędów, ani wielkich. Dlatego opracowałam program samokształcenia. Wyszuki­wałam rodziców, którzy są w tym zawodzie – bowiem jest to zawód – dobrzy, których młodsze dzieci lub nastolatki nie tylko zachowują się nienagannie, ale także mają satysfakcjonujące i szczęśliwe życie. Dzięki znajomym poznałam rodziny, które w ich oczach uchodziły za wzorowe.

Nie wszystkie z nich były tak zwanymi przykładnymi rodzinami, składającymi się z rodziców i dwójki dzieci. Byli rodzice samotni po rozwodzie lub tacy, którzy pozostawali w wolnym związku. Znalazły się w tej grupie rodziny, mające dzieci z poprzednich małżeństw. Nie­którzy rodzice przeżywali trudności w relacjach między sobą. Skutecz­ni rodzice to wcale nie idealni rodzice, ale tacy, którzy potrafią najle­piej wykorzystać własne błędy.

Wypytywałam moich rozmówców o źródła ich sukcesów. Intere­sowało mnie, czego uczyli się stopniowo dopiero będąc rodzicami, a o czym nie wiedzieli wcześniej. Starałam się dociec, co sprawia, że są dobrymi rodzinami i dobrymi rodzicami.

Zauważyłam pewne wspólne cechy. We wszystkich rodzinach:
•        Odnoszono się do dzieci z szacunkiem.
•        Dużo rozmawiano z dziećmi.
•        Wiele prac wykonywano wspólnie z dziećmi.
•        Czytano dzieciom książki.
•        Pozwalano, by były dziećmi, a jednocześnie nakładano na nie obo­wiązki.
•        Zwracano szczególną uwagę na wszechstronny rozwój dziecka.
•        Często rezygnowano z czegoś na rzecz dzieci, ale owe wyrzeczenia nie stanowiły dla rodziców udręki.
•        Dzieci w tych rodzinach były źródłem radości; pozostawały pod kontrolą, ale jednocześnie zachowywały niezależność.

Bycie rodzicem wydaje się uciążliwym obowiązkiem, ale funkcję tę wypełnisz szybciej, niż się spodziewasz. Za siedem lat twój dzisiaj pię­cioletni malec nie będzie już małym dzieckiem. W niedługim czasie złoty okres w jego życiu będzie zakończony.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.