Cieszyć się dziećmi

Kategorią, która będzie użyteczna w życiowym planie doświadczeń, jest „zadowolenie z siebie". Bycie rodzicem to niezwykle trudna i ab­sorbująca praca, a zapłata często przychodzi późno i wcale nie jest pewna. Od czasu do czasu pochwal więc siebie i zrób sobie jakąś przy­jemność.

Wszyscy rodzice wychowujący dzieci osiągają jakieś sukcesy, z których mogą być dumni. Większość moich rozmówców początkowo deprecjo­nowała swoje osiągnięcia i twierdziła, że nie uważa się za wyjątkowych. Niemniej, mimo owego samokrytycyzmu, nie kryli zadowolenia z nie­których swoich dokonań. Mieli też zawsze coś pozytywnego do powie­dzenia o dzieciach: „Podziwiam go za to, jak poradził sobie z naszym rozwodem", „Nigdy nie uskarża się z powodu egzemy, jest taka dziel­na", „Byłam dumna z ich zachowania podczas przyjęcia", „Ona ma swój styl", „On jest najzabawniejszą osobą, jaką znam".

Przekonasz się, że i tobie zachwycanie się dziećmi zacznie sprawiać przyjemność.

Rodzice powinni cieszyć się z rodzicielstwa, a to nie jest łatwe, zwłaszcza gdy obydwoje pracują. Skomplikowane zabiegi organizacyj­ne, które muszą być podejmowane w celu zapewnienia dziecku opie­ki, powodują, że maluchy coraz częściej postrzegane są bardziej jako kłopot, niż źródło radości.

„Wszystkie moje dzieci są darem", powiedziała Zoe, której drugie dziecko, Peter, zmarło w wieku dwóch lat. Był środkowym dzieckiem w trójce rodzeństwa. Po jego śmierci matka urodziła jeszcze piątkę. Du­że rodziny nie są akceptowane przez nasze społeczeństwo, które zdecy­dowanie oddziela aktywność seksualną od płodności. Dlatego Zoe wy­powiadała się w sposób typowo obronny, mówiąc: „Ja mam liczną rodzinę, ponieważ tak zaplanowałam. Macierzyństwo daje mi bardzo dużo radości". Nie wszystkie kobiety mówią tak otwarcie. Te, które przy­znają się do tego, że lubią pozostawać w domu, traktowane są często ja­ko osoby o niezbyt wygórowanych ambicjach. A przecież to nieprawda.

Napisałam książkę z myślą o rodzicach, rodzicach zastępczych i opiekunach bez względu na to, czy są płatnymi wychowawcami czy nie, którzy mają dobre relacje z dziećmi, ale chcieliby je jeszcze ulep­szyć. Adresuję ją do rodziców, o których psychiatra Bruno Bettelheim mawiał „wystarczająco dobrzy rodzice". Wielu z nich podoba się idea, żeby nie być tylko „wystarczająco dobrymi", wielu chciałoby cieszyć się dziećmi bardziej, niż dotychczas.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.