Nawiązywanie kontaktu

Bruno Bettelheim nazywał psychoterapię „sztuką oczywistości". Często najlepszym sposobem na poradzenie sobie z problemem jest rozmowa o nim.

Poznałam kiedyś czterech mężczyzn, którzy regularnie, mniej wię­cej raz w miesiącu, od przynajmniej sześciu lat spotykali się kolejno w domach każdego z nich, żeby porozmawiać tylko o swoich rodzi­nach. Jeden z nich, Mike, wyznał w trakcie naszej rozmowy, że traktu­je kolegów z grupy jak braci.

To wyznanie zaskoczyło nieco jego współtowarzyszy, ale nie było im niemiłe. Mike świetnie scharakteryzował wzajemne relacje między ni­mi, ich stosunki nie miały u podstaw żadnego innego rodzaju intymno­ści. Chociaż widać było, że panowie się lubią, nie spotykali się ze sobą poza comiesięcznymi mityngami. Uznali bowiem, że zachowanie dy­stansu umożliwi im swobodną rozmowę, na przykład o życiowych part­nerach, bez obawy, że wynikną z tego plotki czy nieporozumienia.

Pierwotnym celem ich spotkań było prowadzenie rozmów o ojco­stwie, choć John przyznał, że próbowali również dyskutować o pracy i związkach małżeńskich. Powiedział mi:

Zaczęliśmy rozmawiać o pra­cy dopiero po długim czasie, ponieważ uważaliśmy, że nasze dyskusje ma­ją dotyczyć stosunków i życia w rodzinie. Dopiero potem zauważyliśmy, że kłopoty w pracy mają bezpośredni związek z życiem rodzinnym.

Przez te lata grupa dzieliła się swoimi odczuciami, kłopotami i ra­dosnymi wydarzeniami, które miały miejsce w rodzinach. Rozmawiali o swoim dzieciństwie i porównywali je z dzieciństwem swoich pociech. Omawiali problemy związane z zachowaniem się dzieci i trudnościami w komunikowaniu się z nimi.

Czwarty z grupy, Patrick, który kiedyś pracował z młodocianymi przestępcami, odkrył, że teraz, kiedy sam jest rodzicem, bardziej uświadamia sobie własne ignoranctwo w sprawach dzieci, związków z ludźmi, życia.

Czasami rozmowy przekształcały się w generalne narzekania, ale i one były twórcze. Przynajmniej jeden z członków grupy miał poczu­cie, że otrzymał wsparcie i zastrzyk energii, bynajmniej nie w wyniku wypitego w trakcie spotkania piwa.

Inna nieformalna grupa, która spotykała się przez kilka lat, zawią­zała się wokół Zoe, matki siedmiorga dzieci. Zoe mówiła:

Podoba mi się styl rodziny, w której jest więcej dorosłych. Zaimponowało mi, jak so­bie pomagają i wspierają się nawzajem we wczesnym okresie rodziciel­stwa kobiety arabskie. Powinniśmy uczyć się od nich. Ja założyłam grupę dla matek w mojej parafii. Spotykamy się raz w tygodniu, najczęściej, że­by wymieniać doświadczenia. Modlimy się za nasze dzieci, odpoczywamy, rozmawiamy. W ten sposób wspieramy się, a to jest bardzo pomocne. Utwierdzamy się, że nie popełniamy zasadniczych błędów w tym co robi­my i że inni myślą podobnie jak my.

Rodzice obojga płci, zwykle bardzo zapracowani, są często osamot­nieni. Wymieniają się informacjami na temat wychowania dzieci, ale z reguły są to krótkie, naprędce udzielane porady w trakcie towarzy­skich spotkań. Grupa, jaką stworzyli wspomniani przeze mnie bracia, to jedna z metod na przełamanie tego stereotypu.

Kiedy szok związany z rodzicielstwem mija, rodzic, który cieszy się z własnych dzieci i ceni swoje relacje z nimi, zaczyna odczuwać swoistą wewnętrzną moc. Przedtem nikt nie uważał cię za osobę wszystkowie­dzącą i wszechmocną, a teraz masz przed sobą małą istotę, która pyta, jak jest w niebie, jak działa komputer i jest przekonana, że znasz od­powiedź. I chodź wiesz, że nie jesteś naprawdę wszechmocny, miłość dziecka sprawia, że czujesz się silny. Czujesz, że możesz dla niego zro­bić wszystko, wyratować z każdej opresji, spowodować, że przydarzą się mu rzeczy niezwykłe. Tę myśl pięknie wyraziła matka czternastolet­niego syna, który przed laty zmarł na raka:

Kiedy doktor oświadczył, że najlepsze, co możemy zrobić dla naszego dziecka, to pozwolić mu spędzić ostatnie dni w domu z rodziną, nagle ogarnęła mnie radość. Pomyślałam, Boże, ja mogę zająć się moim synem lepiej, niż wszyscy doktorzy. Oni już nic nie pomogą, a ja sprawię, że poczuje się lepiej, bo jestem jego matką.
 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.