Rozmowy

W domach skutecznych rodziców dużo się rozmawia. Nawet jeśli ojciec czy matka w towarzystwie osób dorosłych są nieśmiali i wyco­fujący się, z dziećmi rozmawiają o wszystkim. Nie obawiają się przed­stawiania własnych poglądów, zachęcają dzieci do formułowania sa­modzielnych opinii i nie czują się dotknięci, jeśli pociechy mają inne zdanie. Przyznają, że nie mieli racji i nie obrażają się, gdy dzieci mó­wią, że to oni są w błędzie. Wymagają natomiast, żeby zwracano się do nich z szacunkiem.

Rodzice ci potrafią rozmawiać na wiele różnych sposobów. Nie trwają przy jednym podejściu: złości, besztaniu, uspokajaniu czy ja­kimkolwiek innym. Dbają o „jakość" rozmowy, na przykład, żeby nie przeklinać. Uczą umiejętności komunikowania się i tego, że dorośli zasługują na szacunek, ponieważ są dorosłymi.

Przede wszystkim jednak ci rodzice umieją słuchać własnych dzieci. Reagują na ich pragnienia i tęsknoty. Nie śmieją się z dziecka, jeśli użyło niewłaściwego słowa czy wyraziło się w zabawny sposób. Słucha­ją, co ma do powiedzenia. Niektórzy nawet zapisują owe wypowiedzi, ale nie dlatego, że są śmieszne czy szczególnie mądre, lecz dlatego, że odzwierciedlają, co naprawdę dziecko myśli.
Rodzice, którzy zwykle pracują poza domem, z reguły mają niewie­le czasu na rozmowy z dzieckiem, stąd idea czasu jakościowego. Za­chęca się rodziców, aby w swoim napiętym terminarzu obowiązków wygospodarowali minutowe bloki, poświęcając je całkowicie dziecku. Można na przykład wspólnie z dzieckiem robić wycinanki z kartonu czy modele. Idea ta powstała w oparciu o przekonanie, że jakość na­szej aktywności z dzieckiem znaczy więcej, niż czas na nią przezna­czony.

W prawdziwym życiu czas jakościowy rzadko bywa twórczy. Dzieci nie można włączać i wyłączać jak komputery, mogą nie wpasować się w nasze okienko przeznaczone na rozmowę. Jakość często niewiele ma wspólnego z samą aktywnością. Zdarzało mi się prowadzić wspa­niale konwersacje z dziećmi podczas rozczesywania włosów.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.