Archive for the ‘Bycie rodzicem’ Category

Sprawy do przemyślenia

•        Popatrz, jak żyje twoje dziecko; zastanów się, czy ma odpowiednie warunki do rozwijania własnej niezależności i zdobywania doświadczeń w realnym świecie.

•        Ciesz się dzieckiem i nie upatruj w nim zbioru problemów.

•        Chwal się i nagradzaj za trud, jaki wkładasz w wychowanie dziecka.

•        Rozmawiaj z doświadczonymi rodzicami o rodzicielstwie, gdy tylko zaistnieje ku temu okazja.

•        Okazuj dziecku szacunek.

•        Rozmawiaj z dzieckiem i szczególnie uważnie słuchaj jego wypo­wiedzi.

•        Czytaj mu i dziel z nim codzienne obowiązki, nawet banalne na po­zór czynności warte są tego, by wykonywać je wspólnie.

•        Powierzaj dziecku obowiązki odpowiednie do jego możliwości.

Nawiązywanie kontaktu

Bruno Bettelheim nazywał psychoterapię „sztuką oczywistości". Często najlepszym sposobem na poradzenie sobie z problemem jest rozmowa o nim.

Poznałam kiedyś czterech mężczyzn, którzy regularnie, mniej wię­cej raz w miesiącu, od przynajmniej sześciu lat spotykali się kolejno w domach każdego z nich, żeby porozmawiać tylko o swoich rodzi­nach. Jeden z nich, Mike, wyznał w trakcie naszej rozmowy, że traktu­je kolegów z grupy jak braci.

To wyznanie zaskoczyło nieco jego współtowarzyszy, ale nie było im niemiłe. Mike świetnie scharakteryzował wzajemne relacje między ni­mi, ich stosunki nie miały u podstaw żadnego innego rodzaju intymno­ści. Chociaż widać było, że panowie się lubią, nie spotykali się ze sobą poza comiesięcznymi mityngami. Uznali bowiem, że zachowanie dy­stansu umożliwi im swobodną rozmowę, na przykład o życiowych part­nerach, bez obawy, że wynikną z tego plotki czy nieporozumienia.

Pierwotnym celem ich spotkań było prowadzenie rozmów o ojco­stwie, choć John przyznał, że próbowali również dyskutować o pracy i związkach małżeńskich. Powiedział mi:

Zaczęliśmy rozmawiać o pra­cy dopiero po długim czasie, ponieważ uważaliśmy, że nasze dyskusje ma­ją dotyczyć stosunków i życia w rodzinie. Dopiero potem zauważyliśmy, że kłopoty w pracy mają bezpośredni związek z życiem rodzinnym.

Przez te lata grupa dzieliła się swoimi odczuciami, kłopotami i ra­dosnymi wydarzeniami, które miały miejsce w rodzinach. Rozmawiali o swoim dzieciństwie i porównywali je z dzieciństwem swoich pociech. Omawiali problemy związane z zachowaniem się dzieci i trudnościami w komunikowaniu się z nimi.

Czwarty z grupy, Patrick, który kiedyś pracował z młodocianymi przestępcami, odkrył, że teraz, kiedy sam jest rodzicem, bardziej uświadamia sobie własne ignoranctwo w sprawach dzieci, związków z ludźmi, życia.

Czasami rozmowy przekształcały się w generalne narzekania, ale i one były twórcze. Przynajmniej jeden z członków grupy miał poczu­cie, że otrzymał wsparcie i zastrzyk energii, bynajmniej nie w wyniku wypitego w trakcie spotkania piwa.

Inna nieformalna grupa, która spotykała się przez kilka lat, zawią­zała się wokół Zoe, matki siedmiorga dzieci. Zoe mówiła:

Podoba mi się styl rodziny, w której jest więcej dorosłych. Zaimponowało mi, jak so­bie pomagają i wspierają się nawzajem we wczesnym okresie rodziciel­stwa kobiety arabskie. Powinniśmy uczyć się od nich. Ja założyłam grupę dla matek w mojej parafii. Spotykamy się raz w tygodniu, najczęściej, że­by wymieniać doświadczenia. Modlimy się za nasze dzieci, odpoczywamy, rozmawiamy. W ten sposób wspieramy się, a to jest bardzo pomocne. Utwierdzamy się, że nie popełniamy zasadniczych błędów w tym co robi­my i że inni myślą podobnie jak my.

Rodzice obojga płci, zwykle bardzo zapracowani, są często osamot­nieni. Wymieniają się informacjami na temat wychowania dzieci, ale z reguły są to krótkie, naprędce udzielane porady w trakcie towarzy­skich spotkań. Grupa, jaką stworzyli wspomniani przeze mnie bracia, to jedna z metod na przełamanie tego stereotypu.

Kiedy szok związany z rodzicielstwem mija, rodzic, który cieszy się z własnych dzieci i ceni swoje relacje z nimi, zaczyna odczuwać swoistą wewnętrzną moc. Przedtem nikt nie uważał cię za osobę wszystkowie­dzącą i wszechmocną, a teraz masz przed sobą małą istotę, która pyta, jak jest w niebie, jak działa komputer i jest przekonana, że znasz od­powiedź. I chodź wiesz, że nie jesteś naprawdę wszechmocny, miłość dziecka sprawia, że czujesz się silny. Czujesz, że możesz dla niego zro­bić wszystko, wyratować z każdej opresji, spowodować, że przydarzą się mu rzeczy niezwykłe. Tę myśl pięknie wyraziła matka czternastolet­niego syna, który przed laty zmarł na raka:

Kiedy doktor oświadczył, że najlepsze, co możemy zrobić dla naszego dziecka, to pozwolić mu spędzić ostatnie dni w domu z rodziną, nagle ogarnęła mnie radość. Pomyślałam, Boże, ja mogę zająć się moim synem lepiej, niż wszyscy doktorzy. Oni już nic nie pomogą, a ja sprawię, że poczuje się lepiej, bo jestem jego matką.
 

Cieszyć się dziećmi

Kategorią, która będzie użyteczna w życiowym planie doświadczeń, jest „zadowolenie z siebie". Bycie rodzicem to niezwykle trudna i ab­sorbująca praca, a zapłata często przychodzi późno i wcale nie jest pewna. Od czasu do czasu pochwal więc siebie i zrób sobie jakąś przy­jemność.

Wszyscy rodzice wychowujący dzieci osiągają jakieś sukcesy, z których mogą być dumni. Większość moich rozmówców początkowo deprecjo­nowała swoje osiągnięcia i twierdziła, że nie uważa się za wyjątkowych. Niemniej, mimo owego samokrytycyzmu, nie kryli zadowolenia z nie­których swoich dokonań. Mieli też zawsze coś pozytywnego do powie­dzenia o dzieciach: „Podziwiam go za to, jak poradził sobie z naszym rozwodem", „Nigdy nie uskarża się z powodu egzemy, jest taka dziel­na", „Byłam dumna z ich zachowania podczas przyjęcia", „Ona ma swój styl", „On jest najzabawniejszą osobą, jaką znam".

Przekonasz się, że i tobie zachwycanie się dziećmi zacznie sprawiać przyjemność.

Rodzice powinni cieszyć się z rodzicielstwa, a to nie jest łatwe, zwłaszcza gdy obydwoje pracują. Skomplikowane zabiegi organizacyj­ne, które muszą być podejmowane w celu zapewnienia dziecku opie­ki, powodują, że maluchy coraz częściej postrzegane są bardziej jako kłopot, niż źródło radości.

„Wszystkie moje dzieci są darem", powiedziała Zoe, której drugie dziecko, Peter, zmarło w wieku dwóch lat. Był środkowym dzieckiem w trójce rodzeństwa. Po jego śmierci matka urodziła jeszcze piątkę. Du­że rodziny nie są akceptowane przez nasze społeczeństwo, które zdecy­dowanie oddziela aktywność seksualną od płodności. Dlatego Zoe wy­powiadała się w sposób typowo obronny, mówiąc: „Ja mam liczną rodzinę, ponieważ tak zaplanowałam. Macierzyństwo daje mi bardzo dużo radości". Nie wszystkie kobiety mówią tak otwarcie. Te, które przy­znają się do tego, że lubią pozostawać w domu, traktowane są często ja­ko osoby o niezbyt wygórowanych ambicjach. A przecież to nieprawda.

Napisałam książkę z myślą o rodzicach, rodzicach zastępczych i opiekunach bez względu na to, czy są płatnymi wychowawcami czy nie, którzy mają dobre relacje z dziećmi, ale chcieliby je jeszcze ulep­szyć. Adresuję ją do rodziców, o których psychiatra Bruno Bettelheim mawiał „wystarczająco dobrzy rodzice". Wielu z nich podoba się idea, żeby nie być tylko „wystarczająco dobrymi", wielu chciałoby cieszyć się dziećmi bardziej, niż dotychczas.

Obserwowanie, jak dziecko się kształtuje

Wielką radością lub horrorem, w zależności od tego, jak podchodzi się do roli bycia rodzicem, jest odkrycie, że mamy w swoich rękach „materiał" łatwo poddający się formowaniu. W krótkim czasie rodzic się jednak przekonuje, że ta krucha istota tak naprawdę kształtuje się po swojemu. Wtedy uczucie radości jest zastępowane przez poczucie winy i porażki; wydaje się, że można było zrobić więcej, być skutecz­niejszym.

Sferą życia twojego dziecka, którą możesz kontrolować, są co­dzienne, rutynowe czynności. Możesz wziąć odpowiedzialność za ma­łe rzeczy, które stanowią fundament życia dziecka. Poświęć kilka mi­nut jednego wieczoru na wykonanie następującej pracy. Na dużym arkuszu papieru spisz wszystkie zajęcia, w których uczestniczy twój syn czy córka:

•        Codziennie (chodzenie do szkoły, pobyt w szkole, przygotowania do snu i tym podobne).
•        Co tydzień (zajęcia sportowe, zbiórki zuchów, lekcje gry na pianinie).
•        Przeważnie w każdym tygodniu (to, co w założeniu ma się odbywać co tydzień, ale w praktyce tak się nie dzieje).
•        W każdym miesiącu lub co kilka miesięcy (urodzinowe przyjęcia, rodzinne wyjazdy, odwiedziny u dziadków).
•        W jednej lub dwóch porach roku (jazda na rowerze w parku, pły­wanie).
•        Corocznie (letnie wakacje nad morzem, spotkania z krewnymi w Boże Narodzenie).

Możesz także oszacować, ile czasu w tygodniu dziecko spędza z tobą, z drugim rodzicem, a także z innymi ważnymi osobami w jego życiu.

Wybierz główne kategorie czynności dziecka, które uważasz za waż­ne. Przeprowadzając to ćwiczenie w odniesieniu do dzieci, uwzględni­łam poniższe kategorie:
•        Zajęcia fizyczne.
•        Zajęcia twórcze.
•        Zajęcia edukacyjne.
•        Możliwości uczenia się obcowania z innymi ludźmi.
•        Możliwości rozwoju własnej niezależności i pewności siebie.
•        Możliwości rozwoju poczucia odpowiedzialności.
•        Możliwości prowadzenia rozmów.

Jakie kategorie wybierzesz, i w jaki sposób je uporządkujesz, zależy od ciebie, ja zdecydowałam się na prosty system punktowy. Na przy­kład zamiast pisać: droga do szkoły z tatą autobusem i metrem, wpisy­wałam literę B (ćwiczenia fizyczne, bo szli pieszo do autobusu) oraz S (możliwość rozwoju własnej niezależności i pewności siebie) i T (moż­liwość rozmawiania). Pozostałe czynności zaznaczałam w ten sam spo­sób, używając E do oznaczania zajęć edukacyjnych, R do możliwości rozwoju odpowiedzialności, P do interakcji z innymi ludźmi, I do za­jęć twórczych.

Nie miałam ambicji, aby powyższe kategorie obejmowały cało­kształt życia mojego dziecka. Chciałam natomiast, żeby były jak naj­bardziej ogólne. Jako osoba niezbyt związana z muzyką, zdecydowa­łam się zakwalifikować lekcje gry na pianinie do zajęć fizycznych, edukacyjnych i twórczych, a nie tworzyłam oddzielnej kategorii zaję­cia muzyczne.

Na koniec, już tylko dla zabawy, podliczyłam punkty dla każdej jed­nostki osobno. 5 punktów przyznawałam za występowanie danej czyn­ności codziennie, 4 za cotygodniowe zajęcia, 3 za przeważnie cotygo­dniowe, 2 za zajęcia comiesięczne i sezonowe, a 1 punkt za coroczne. Przy ocenianiu zachowywałam dużą swobodę lub nieco naciągałam wyniki, i tak za szkołę w kategorii „zajęcia edukacyjne" wpisywałam aż 10 punktów, ponieważ nauka pochłania znaczną część dnia, a za tele­wizję jedynie 3, bo chociaż mój syn spędza przed telewizorem mniej więcej pół godziny każdego dnia, wartość informacyjna jego ulubio­nych programów jest wątpliwa.

Po dodaniu punktów otrzymany rezultat pomimo mojego naciąga­nia był dla mnie szokujący. Syn uzyskał 59 punktów za zajęcia fizycz­ne i tylko 21 za okazje do rozwoju poczucia własnej niezależności. W zakresie kształtowania odpowiedzialności zdobył 0 punktów. Zaję­cia twórcze znalazły się za fizycznymi, co było dla mnie wielkim zasko­czeniem, ponieważ wydawało mi się, że moja rodzina raczej stroni od sportu.

Uważnie przyjrzałam się mojej liście i stwierdziłam, że zupełnie po­minęłam relacje syna z rodzeństwem. Zapomniałam na przykład, że kiedy ogląda kreskówki, towarzyszy mu trzyletnia siostra, a w pokoju bawi się również nad wyraz ruchliwy malutki braciszek. Ja zwykle je­stem w pobliżu, ale to on uważa na maluchy. Wiem, że zawoła mnie, kiedy zajdzie potrzeba, i jest dumny, ponieważ na nim polegam.

Nawet jeśli uwzględniłam obowiązki syna podczas oglądania telewi­zji, jego życie okazało się – co wyraźnie sobie uświadomiłam, doko­nawszy wnikliwej analizy – dalekie od tego, jakie chciałabym, żeby by­ło. Dlatego postanowiłam traktować go bardziej dorośle i wyznaczyć mu jakieś znaczące prace w domu, aby poczuł się odpowiedzialny.

Każda rodzina określa sobie własne priorytety i może wypracować inny system. Myślałam o całkiem różnych kategoriach dla tego same­go dziecka, a i tak wydaje mi się, że mogłabym dowiedzieć się o jego życiu czegoś, czego nie byłam świadoma. Wymyślanie kategorii może być świetną zabawą. Postaraj się, żeby były możliwie szerokie. Na przy­kład dla większości dzieci nie trzeba tworzyć kategorii „nauka bycia uprzejmym", bez względu na to, jak jest dla ciebie ważna, bo więk­szość zajęć daje możliwość treningu w tym zakresie. Jeśli jednak mar­twisz się, że dziecko spędza dużo czasu samo, możesz umieścić ją od­dzielnie.

Kategorie, które wybierzesz, będą miały inne znaczenie dla każde­go dziecka. Na przykład moja dziesięcioletnia chrześnica, która miesz­ka na wsi, nigdy nie miała okazji nauczyć się korzystania ze środków komunikacji miejskiej. Umie to natomiast mój pięcioletni syn. Ona zaś czyści, karmi i ujeżdża codziennie kucyka, za co należy się jej du­żo punktów w kategoriach „odpowiedzialność i niezależność".

Wydaje się, że dla każdego współczesnego dziecka warto wziąć pod uwagę kategorię „doświadczenia życiowe", a więc te, które dziecko czerpie ze świata realnego, świata, który istnieje poza wirtualną rze­czywistością oglądaną na ekranach telewizora i komputera. Dzieci mają prawo znać rzeczywistość.

Jeśli zdecydujesz się wykonać to zadanie, nie traktuj go zbyt poważ­nie. Nie jest to plan na przyszłość, a jedynie konstruktywny sposób przyjrzenia się życiu dziecka.

Swoboda i obowiązki

Swobodę dzieci wyznacza stopień przyzwolenia rodziców na to, że­by ubierały się w to, co chcą, oglądały to, na co mają ochotę, mówiły to, co myślą, natomiast ich fizyczna wolność jest znacznie ograniczo­na. Skuteczni rodzice próbują przezwyciężyć ten stan nierównowagi, rozszerzając zakres fizycznej wolności swoich dzieci w taki sposób, aby nie narażać ich na niebezpieczeństwo. Potrafią również zminimalizo­wać skutki ograniczeń w sferze swobodnego poruszania się przez po­wierzanie im bardziej odpowiedzialnych zadań w domu. Obowiązki te mogą w pewnym stopniu stanowić źródło doświadczeń niezbędnych do prawidłowego rozwoju, których dziecku „przywiązanemu" do do­mu i samochodu brakuje.

Powierzanie dziecku odpowiedzialnych obowiązków jest częścią procesu, w którym rodzice zachęcają do dobrych zachowań i odwodzą od złych. Jeśli malec rysuje po ścianach i niszczy swój pokój, skutecz­ni rodzice mogą go za karę wysłać wcześnie do łóżka lub nałożyć po­dobną sankcję, ale większość preferuje odmienne rozwiązanie – wolą uczynić go odpowiedzialnym za odnowienie pokoju. Uważają, że jest to lepsze, niż odmowa kupna nowej tapety.

Pozwolić dzieciom być dziećmi

Straciłam już rachubę, ileż to razy słyszałam, że obecnie dzieciń­stwo trwa krócej, a dzieci są o wiele bardziej przemądrzale. Mam nie­co inne zdanie.

Dzieciństwo jest krótsze w tym sensie, że dzieci wcześniej dojrzewa­ją fizycznie. Dziewczynki, które zaczynają miesiączkować w wieku dziewięciu lat, mają całkiem inne przeżycia i potrzeby emocjonalne niż te, u których miesiączka pojawi się później.

Dzieciństwo natomiast jest dłuższe w tym znaczeniu, że młodzi lu­dzie długo są zależni finansowo od rodziców, co z reguły łączy się z uzależnieniem emocjonalnym i społecznym. Dzieci tylko wydają się być samodzielne, ale nie są. Bywa, iż jedenastoletnie panienki, którym nie wolno przejść bez opieki przez jezdnię, wprawia w zdumienie fakt, że ich matki z zażenowaniem rozmawiają o seksie.
Radzenie sobie z tymi skomplikowanymi zmianami, które następu­ją w dzieciństwie, jest bardzo ważną częścią efektywnego pełnienia funkcji rodzica. Dziesięcioletnia dziewczynka, która zaczęła miesiącz­kować i nosi swój pierwszy stanik, pod wieloma względami nadal jest dzieckiem. Przeżywa pierwsze erotyczne emocje, szaleńczo zakochuje się w bardzo nieciekawym, twoim zdaniem, piosenkarzu, ale czasami ma ochotę bawić się misiem. Twoją powinnością jako rodzica jest utwierdzenie córki w przekonaniu, że miłość do muzycznych idoli i za­bawa z misiem są tak samo ważne w tym okresie jej życia. Na nic zda­dzą się uwagi, że jest za młoda, by mieć chłopaka, czy za duża, żeby ba­wić się zabawkami.

„Przemądrzały" jest dziwnym określeniem. Niewiele trzeba, żeby przylgnęło do dziecka.

Słyszałam, jak mówiono tak o dzieciach, które nie chciały nosić bu­tów firmy Adidas tylko Nike. Te dzieci nie były przemądrzałe, one po prostu wiedziały, że są buty różnych marek i większe wrażenie zrobiły na nich reklamy firmy Nike. Wybór nie był związany z jakością obuwia czy jego ceną, raczej należałoby tu mówić o sztuce skutecznego rekla­mowania.

Uważa się dzieci za przemądrzałe, jeśli na przykład wiedzą więcej o seksie czy śmiercionośnej broni niż wiedzieli rodzice, kiedy byli w ich wieku. Są jednak dziedziny, które nieobce były ich rodzicom, a które pozostają tajemnicze. Dzieci są nadal dziećmi.
Skuteczni rodzice przybliżają dzieciom otaczający je świat. Udziela­ją odpowiedzi na trudne pytania dotyczące pieniędzy, marketingu, handlu i mnóstwa innych problemów.

Dziecko, które nie jest zainteresowane poznaniem ważnych struk­tur świata, a wie, że chce buty Nike a nie Adidas, jest po prostu dziec­kiem. Jego wiedza jest fragmentaryczna i niekompletna. Próbuje zło­żyć w sensowną całość pokawałkowane informacje, które do niego docierają, ale często mu się to nie udaje.

Wspólne działanie

Nie można być rodziną, jeśli nie spędza się razem czasu. Dla rozwo­dzących się rodziców jest to jedno z najbardziej bolesnych odkryć.
Zawsze, kiedy odbierasz córkę lub syna ze szkoły, masz specjal­ne spotkanie z nowym dzieckiem, a gdy się rozstajecie, żegnasz człowieka, którego już nigdy nie zobaczysz, ponieważ dzieci zmieniają się niezwykle szybko! Następnym razem on lub ona będą już całkiem inną osobą. Nawet wspólne oglądanie telewizji jest formą życia ro­dzinnego. Każda nudna, codzienna domowa czynność jest unikalną częścią różnorodnych doświadczeń, które tworzą życie dziecka. Wszystkie okazje do bycia razem i okazywania drugiemu miłości są czymś specjalnym.

 

Czytanie

Byłam zdumiona tym, jak wiele rodzin kontynuuje zwyczaj czytania bajki na dobranoc, mimo że ich dzieci od dawna mogłyby robić to sa­modzielnie. Potrzeba słuchania opowiadań nie jest potrzebą wyłącznie praktyczną, która zanika, gdy tylko dziecko opanuje sztukę czytania. Dopóki rodzice czytają, jest to rodzaj wspólnej aktywności. Nawet głę­boko skłócone rodziny jednoczą się przy czytaniu. Jest to jeden z naj­bardziej oczywistych i wygodnych sposobów zagłębiania się z dziec­kiem w świat fantazji. Mistyka czytania zajmuje centralne miejsce w dziecięcym życiu.

Współczesna autorka książek dla dzieci, Theresa Breslin, rozwija tezę o mistycznym charakterze czytania w jednej ze swych nowel.
Ojciec chłopca, głównego bohatera, jest analfabetą. Ukrywa fakt, że nie umie czytać i wymyśla synowi historie pasujące do obrazków w oglądanych książkach. Świat wyobraźni, w który wchodzą razem ojciec i syn, jest równie bogaty jak ten, który przynosi dziecku dru­kowane opowiadanie, ale ponieważ opiera się na oszustwie, jego czar pryska, gdy chłopiec odkrywa, że tata nie umie przeczytać ani słowa.

Rozmowy

W domach skutecznych rodziców dużo się rozmawia. Nawet jeśli ojciec czy matka w towarzystwie osób dorosłych są nieśmiali i wyco­fujący się, z dziećmi rozmawiają o wszystkim. Nie obawiają się przed­stawiania własnych poglądów, zachęcają dzieci do formułowania sa­modzielnych opinii i nie czują się dotknięci, jeśli pociechy mają inne zdanie. Przyznają, że nie mieli racji i nie obrażają się, gdy dzieci mó­wią, że to oni są w błędzie. Wymagają natomiast, żeby zwracano się do nich z szacunkiem.

Rodzice ci potrafią rozmawiać na wiele różnych sposobów. Nie trwają przy jednym podejściu: złości, besztaniu, uspokajaniu czy ja­kimkolwiek innym. Dbają o „jakość" rozmowy, na przykład, żeby nie przeklinać. Uczą umiejętności komunikowania się i tego, że dorośli zasługują na szacunek, ponieważ są dorosłymi.

Przede wszystkim jednak ci rodzice umieją słuchać własnych dzieci. Reagują na ich pragnienia i tęsknoty. Nie śmieją się z dziecka, jeśli użyło niewłaściwego słowa czy wyraziło się w zabawny sposób. Słucha­ją, co ma do powiedzenia. Niektórzy nawet zapisują owe wypowiedzi, ale nie dlatego, że są śmieszne czy szczególnie mądre, lecz dlatego, że odzwierciedlają, co naprawdę dziecko myśli.
Rodzice, którzy zwykle pracują poza domem, z reguły mają niewie­le czasu na rozmowy z dzieckiem, stąd idea czasu jakościowego. Za­chęca się rodziców, aby w swoim napiętym terminarzu obowiązków wygospodarowali minutowe bloki, poświęcając je całkowicie dziecku. Można na przykład wspólnie z dzieckiem robić wycinanki z kartonu czy modele. Idea ta powstała w oparciu o przekonanie, że jakość na­szej aktywności z dzieckiem znaczy więcej, niż czas na nią przezna­czony.

W prawdziwym życiu czas jakościowy rzadko bywa twórczy. Dzieci nie można włączać i wyłączać jak komputery, mogą nie wpasować się w nasze okienko przeznaczone na rozmowę. Jakość często niewiele ma wspólnego z samą aktywnością. Zdarzało mi się prowadzić wspa­niale konwersacje z dziećmi podczas rozczesywania włosów.

Szacunek

Skuteczni rodzice szanują prawa dzieci do fizycznej i duchowej pry­watności; pozwalają im sprawować kontrolę nad własnym ciałem i umysłem. Mają do nich zaufanie i nie instalują elektronicznych sys­temów podsłuchowych w ich sypialniach. Szanują swe pociechy jako osoby podejmujące samodzielne decyzje. I właśnie dlatego odmawia­ją pomocy, z wyjątkiem sytuacji zagrażających bezpieczeństwu.

Siedmioletni Paul był wściekły na kierowcę szkolnego autobusu, który zabronił chłopcom zajmowania miejsca na przodzie, ponieważ bardzo mu przeszkadzali. Paul argumentował, że nigdy nie brał udzia­łu w żartach kolegów i dlatego może siedzieć z przodu. Uważał, że nie zasłużył na karę wymierzoną źle zachowującym się chłopcom. Posta­nowił zaprotestować. Kiedy autokar nadjechał, Paul oświadczył, że ani on, ani jego koledzy – wszyscy, którzy dobrze się zachowywali – nie wsiądą, jeżeli nie będą mogli usiąść z przodu. Kierowca, jak można so­bie łatwo wyobrazić, nie przejął się groźbą i powiedział, żeby poszli do domu piechotą (mieli do przejścia około dwóch kilometrów).

Matka Paula, Breda, dowiedziawszy się o tym, powiedziała- Dobrze, jeśli chcesz wracać do domu pieszo, nie mam nic przeciwko temu. Przede wszystkim jednak uświadom sobie, że prawdopodobnie będziesz chodził sam, bo inni chłopcy na pewno wycofają się i jutro wsiądą do autobusu. Weź także pod uwagę, że nadchodzi zima i jeśli myślisz, że będę cię odwo­ziła i przywoziła tylko dlatego, że odmawiasz korzystania ze szkolnego transportu, to się mylisz.

Kiedy Breda opowiedziała mi tę historię, pomyślałam, że ja postą­piłabym inaczej. Pewnie następnego dnia obsztorcowałabym kierowcę za to, że pozwolił chłopcom wracać pieszo. Breda, matka o większym doświadczeniu niż ja, wiedziała, że postawa Paula nie miałaby warto­ści, gdyby nie zapłacił za nią – w tym wypadku tą ceną była niewygoda.

Sprawa zakończyła się kompromisowo. Następnego dnia odprowa­dziłam go do autobusu; syn po uprzedniej rozmowie ze mną poprosił, że­by chłopcy co drugi dzień mogli siadać z przodu. Natomiast ci przeszka­dzający przez tydzień będą zajmować miejsca z tyłu. Kierowcy podobało się takie rozwiązanie, a Paul miał poczucie, że umowa jest sprawiedliwa.

W tej historii nie ma nic nadzwyczajnego. Dzieciństwo to milion małych doświadczeń, które rozwijają malca, choć nie wszystkie muszą dotyczyć bojkotowania szkolnego autobusu. Skuteczni rodzice to tacy, którzy są otwarci na coraz bogatsze doświadczenie życiowe dziecka i pozwalają mu w pełni z niego korzystać.

Bycie rodzicem

Odkrycie, że jesteś rodzicem, było największym szokiem w twoim życiu. Szok mógł mieszać się z przyjemnością i podnieceniem lub ze strachem i paniką, mogłaś wyczekiwać na zostanie rodzicem, rodzi­cielstwo mogło cię też zaskoczyć.

Może nastąpiło to w momencie, kiedy uświadomiłaś sobie, że pra­gniesz spędzić resztę swojego życia z kimś, kto już miał dziecko lub dzieci i wtedy doznałaś olśnienia, że łącząc się z tą osobą, jednocześnie bierzesz na siebie obowiązki rodzica. Mogłaś również zostać rodzicem w powolnym, emocjonalnie wyczerpującym procesie adopcyjnym.

W jakikolwiek sposób to się stało, było dla ciebie szokiem, bowiem dla wielu ludzi ów fakt jest ostatnim, wciąż żywym rytuałem pasowa­nia na dorosłego.

Inne obrzędy wyblakły, straciły na znaczeniu wskutek erozji kon­wencji. Można uczyć się mając dwadzieścia kilka lat, a nawet w póź­niejszym wieku, jeśli się chce. Bycie nastolatkiem – pojęcie, które ma mniej niż sto lat – zaciera granicę przejścia od dzieciństwa do dorosło­ści.

Bogaty w wybory styl życia, jaki prowadzą ludzie niemający dzieci, nie jest dobrym przygotowaniem do bycia rodzicem. Przez mniej wię­cej trzydzieści lat zamożna, bezdzietna osoba podejmuje życiowe de­cyzje, kierując się własną wygodą, ambicją i przyjemnością. Tacy ludzie mają niewiele ograniczeń w wyborze sposobu życia. Nie muszą czuć się skrępowani przez społeczeństwo, naturę czy obyczaje rodzinne, gdy zastanawiają się, jakiej pracy szukać, z jakimi partnerami chodzić do łóżka, gdzie mieszkać, kiedy i z kim mieć dzieci. Coraz trudniej jest znaleźć w zachodnich społeczeństwach samotną, bezdzietną osobę, która by podejmowała ważną decyzję pod naciskiem rodziny czy ze względów religijnych. Wśród najbiedniejszych presja moralna jest bar­dziej widoczna, ale i tak czynniki ekonomiczne – brak wykształcenia, bezrobocie – silniej wpływają na ich życie.

Kiedy zostajemy rodzicami, wszystko się zmienia. Tracimy pozycję numer jeden, stajemy się numerem dwa. Jedno z rodziców czuje się zepchnięte na miejsce trzecie. Żaden podręcznik pielęgnacji niemow­ląt czy macierzyństwa nie przygotuje cię w pełni na szok, towarzyszą­cy zwykle temu odkryciu.

Osoba numer jeden jest maleńka, bezbronna i nieprzewidywalna. Może się obudzić i przeraźliwie płakać, właśnie gdy siądziesz coś zjeść lub położysz się zdrzemnąć. Od tej chwili swoboda to wspomnienie z przeszłości. Już nigdy bez uprzedniego zorganizowania opieki dla dziecka nie wyskoczysz do baru. Nie możesz pod wpływem impulsu narzucić kurtki i wyjść z domu, wrzucając klucze do kieszeni. Od teraz każde wyjście wymaga specjalnego przygotowania. Lista zajęć jest dłu­ga – zmiana pieluchy, założenie kombinezonu lub czapki od słońca, spakowanie torby, znalezienie butelki i smoczka, rozłożenie wózka, naszykowanie zabawek i… znowu zmiana pieluchy.

Stopniowo szok mija. Odkrywasz, że inni też mają niemowlęta i czują się podobnie jak ty. Współczujecie sobie i przywykacie do no­wej sytuacji. Jesteśmy na tym etapie – powiedział jeden z ojców dwój­ki maluchów – kiedy nowość już spowszedniała i wiemy, co nas czeka przez następnych dwadzieścia lat.

Obecnie – ponieważ nasze rodziny są z reguły mniejsze niż dawniej i rzadko dziadkowie oraz krewni, którzy mają dzieci nieco starsze od naszych, mieszkają w pobliżu – każdy kolejny etap wychowania jest niespodzianką. Dla wielu z nas dzieci to tajemnicze istoty, które cały czas odkrywamy. Jeśli chodzimy z dzieckiem na zajęcia, na przykład do jakiegoś klubu, spotykamy tam rodziców z maluchami w tym sa­mym wieku co nasze, ale nieliczni z nich są bardziej doświadczeni, ja­ko że tylko 25 procent rodzin ma więcej niż dwójkę potomstwa.

Większość młodych rodziców, których znam (prawdopodobnie tak samo jest w twoim wypadku), obraca się w kręgu przyjaciół, będących mniej więcej w tym samym wieku. Jeśli znajomi mają dzieci, na ogół są one rówieśnikami naszych pociech. Niewielu z nich ma starsze o więcej niż pięć lat, czyli mówiąc krótko, tylko kilka osób zna nas na tyle dobrze, żeby pozwolić sobie na uwagę: W ten sposób niczego nie osiągniesz, my próbowaliśmy tej metody przed laty, ale okazała się nie­skuteczna.

Obcy nastolatek raczej nie budzi zainteresowania. Przyglądamy się bacznie tylko dzieciom, które są mniej więcej w tym samym wieku co nasze. Zatem od ich rodziców nie nauczymy się wiele. I prawdopodob­nie popełnimy te same małe, głupie błędy, które wcześniej zrobili ro­dzice nieco starszych dzieci.

Nie chcę popełniać w wychowaniu ani małych, głupich błędów, ani wielkich. Dlatego opracowałam program samokształcenia. Wyszuki­wałam rodziców, którzy są w tym zawodzie – bowiem jest to zawód – dobrzy, których młodsze dzieci lub nastolatki nie tylko zachowują się nienagannie, ale także mają satysfakcjonujące i szczęśliwe życie. Dzięki znajomym poznałam rodziny, które w ich oczach uchodziły za wzorowe.

Nie wszystkie z nich były tak zwanymi przykładnymi rodzinami, składającymi się z rodziców i dwójki dzieci. Byli rodzice samotni po rozwodzie lub tacy, którzy pozostawali w wolnym związku. Znalazły się w tej grupie rodziny, mające dzieci z poprzednich małżeństw. Nie­którzy rodzice przeżywali trudności w relacjach między sobą. Skutecz­ni rodzice to wcale nie idealni rodzice, ale tacy, którzy potrafią najle­piej wykorzystać własne błędy.

Wypytywałam moich rozmówców o źródła ich sukcesów. Intere­sowało mnie, czego uczyli się stopniowo dopiero będąc rodzicami, a o czym nie wiedzieli wcześniej. Starałam się dociec, co sprawia, że są dobrymi rodzinami i dobrymi rodzicami.

Zauważyłam pewne wspólne cechy. We wszystkich rodzinach:
•        Odnoszono się do dzieci z szacunkiem.
•        Dużo rozmawiano z dziećmi.
•        Wiele prac wykonywano wspólnie z dziećmi.
•        Czytano dzieciom książki.
•        Pozwalano, by były dziećmi, a jednocześnie nakładano na nie obo­wiązki.
•        Zwracano szczególną uwagę na wszechstronny rozwój dziecka.
•        Często rezygnowano z czegoś na rzecz dzieci, ale owe wyrzeczenia nie stanowiły dla rodziców udręki.
•        Dzieci w tych rodzinach były źródłem radości; pozostawały pod kontrolą, ale jednocześnie zachowywały niezależność.

Bycie rodzicem wydaje się uciążliwym obowiązkiem, ale funkcję tę wypełnisz szybciej, niż się spodziewasz. Za siedem lat twój dzisiaj pię­cioletni malec nie będzie już małym dzieckiem. W niedługim czasie złoty okres w jego życiu będzie zakończony.