Archive for the ‘Granica i obowiązki’ Category

Kontrola, i to podwójna

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, do czego zdolne jest dziecko i co może zrobić pod naszą nieobecność. Należy jednak dokładnie obejrzeć pomieszczenia, by stwierdzić, co ewentualnie stanowi zagrożenie. Przede wszystkim sprawdź, czy nie ma źle izolowanych przewodów elektrycznych, ostrych noży pozostawionych na blacie, pękniętych szyb, podwiniętych wykładzin, stojących w dostępnym miejscu środków czy­stości. Generalnie możesz zabronić dotykania urządzeń elektrycznych, wtyczek i kabli, zapalania lub gaszenia świateł (jeśli jesteś szczególnie przewrażliwiona), wspinania się, robienia czegokolwiek z ogniem lub z ostrymi narzędziami (wliczając w to nawet scyzoryki), używania two­ich sprzętów sportowych, jak ciężarki czy rower do ćwiczeń.

Nie do przyjęcia jest ograniczanie dziecku swobody ruchu przez za­mykanie w jednym pokoju, ale nie urażając jego dumy, możesz zabro­nić mu wykonywania, gdy jest samo w domu, wielu zwyczajnych czyn­ności. Ważne, abyś czuła się spokojniejsza. Żadna lista zakazów nie zakłóci dziecku odczuwanej przyjemności i smaku wolności z prostego faktu bycia samemu.

Nim wyjdziesz, warto, żebyś porozmawiała z dzieckiem i wyjaśniła mu, co może robić bez narażania się na niebezpieczeństwo. Jeśli ma na to ochotę, włącz mu telewizor lub komputer. Wymyśl jakieś zajęcie, np. nakrycie stołu do kolacji, posprzątanie w szufladzie, składanie ubrań.Zabroń dziecku otwierania drzwi, nawet przyjaciołom. Niektórzy rodzice pozwalają wpuszczać zaprzyjaźnione dzieci, ale myślę, że le­piej tego zabronić. Prościej jest wprowadzić jasną zasadę, że nikomu nie wolno otwierać drzwi, niż rozważać, kto może wejść, a kto nie. Wy­chodząc, zamknij drzwi, ale przedtem sprawdź, czy dziecko umie je otworzyć, omów z nim także, którędy może się wydostać w razie wybu­chu pożaru.

Zaleca się zakładanie łańcuchów na drzwi, ale wydaje mi się, że od­powiednie zamki wystarczą. Poza tym, gdy dziecko założy łańcuch, w sytuacji awaryjnej nie będziesz mogła dostać się do mieszkania.

Mało użyteczny jest zakaz odbierania telefonów, ponieważ sama możesz chcieć skontaktować się z dzieckiem. Z drugiej strony lepiej, aby jakiś intruz nie wiedział, że twoje dzieci są same w domu. Dla­tego wielu rodziców instruuje swoje pociechy, by mówiły, że mama jest w wannie albo śpi. Kłopot w tym, że wiele dzieci kłamie jak z nut i namawianie ich, żeby mówiły nieprawdę, jest dość haniebnym pro­cederem. Rozwiązaniem idealnym jest automatyczna sekretarka, zwłaszcza taka, która umożliwia słuchanie nagrywanego głosu. Kiedy zaopatrzysz się w automatyczną sekretarkę, naucz dziecko, że gdy jest samo, ma odbierać telefon tylko wtedy, gdy usłyszy twój głos. I oczy­wiście przekonaj, że zawsze ma prawo odwiesić słuchawkę, gdy ktoś odzywa się niegrzecznie i go niepokoi. Jeśli nie masz nic przeciwko te­mu, żeby dziecko odbierało telefon, dopilnuj, żeby zgłaszało się tylko słowem halo, a nie podawało nazwiska i numeru. Na polecenie, aby poprosiło mamę lub tatę, powinno odpowiedzieć, że rodzice nie mo­gą podejść, ale ono zanotuje i przekaże wiadomość. Przed wyjściem zostaw numery telefonów, pod które dziecko ma zadzwonić, gdy bę­dzie miało problem.

Nim zdecydujesz się na ten wielki krok, żeby zostawić dziecko po raz pierwszy samo w domu, wielokrotnie przećwicz z nim zasady bez­pieczeństwa. Musi wiedzieć, że w wypadku pożaru, wejścia kogoś ob­cego, czy jakiegokolwiek zagrożenia, ma wybiec z domu i wzywać po­mocy.

Niektóre dzieci wracają ze szkoły do pustego domu. Ich powinny obowiązywać te same zasady. Powinnaś ponadto zadbać o bezpieczeń­stwo przy wejściu do domu, np. instalując światła, przycinając żywo­płot, żeby żaden intruz nie mógł się schować. W bloku natomiast do­brze jest umówić się z zaufanym sąsiadem, aby wprowadzał dziecko do mieszkania.

Dziecko powinno być nauczone, że przed otwarciem drzwi ma uważnie nasłuchiwać, czy ze środka nie dochodzą jakieś dźwięki. Po wejściu do mieszkania musi zamknąć dokładnie drzwi i dać znać umó­wionej osobie, że bezpiecznie dotarło do domu.

Zakładam, że pierwsze doświadczenie „bycia samemu" będzie mia­ło miejsce w ciągu dnia. Zostawianie dzieci samych wieczorem to zu­pełnie inna sprawa. Dopiero gdy przynajmniej jedno ma ponad dzie­sięć lat i jest godne zaufania, można o tym myśleć.
Opowiada Belinda, samotna matka trzech chłopców:

Synowie zosta­li pierwszy raz wieczorem bez opiekuna, gdy mieli czternaście, trzynaście i dziesięć lat. Kwadrans po dziewiątej najstarszy zadzwonił do przyjaciół, u których byłam, i powiedział, że Tom (dziesięciolatek) założył kajdanki, chociaż on mu zabraniał, i teraz potrzebny jest klucz. Nie miałam poję­cia, gdzie jest. Wtedy usłyszałam, że muszą je przeciąć, że mam się nie martwić o meble, bo zrobią to w ogrodzie. Powiedziałam, że mają być ostrożni. Kiedy wróciłam wieczorem, przed domem było zbiegowisko. Szczęśliwie Tom byt już uwolniony z kajdanków i nie odniósł obrażeń. Te­raz wiem, że powinnam do dzieci zadzwonić lub wrócić natychmiast po telefonie, ale wtedy myślałam przede wszystkim o sobie. Chciałam spę­dzić miły wieczór z przyjaciółmi. Wiedziałam, że najstarszy syn nie skrzywdzi Toma, że przestanie piłować kajdanki, kiedy się przekona, że jest to bardzo trudne.

Zaniedbywanie dzieci jest przestępstwem. Zaś nadmierna opieka, brak warunków do poznawania własnych możliwości przemienia nasze dzieci w sfrustrowanych młodych ludzi.

Samo w domu

Opowiada Neris, matka czterolatka:

Kiedyś, zanim zostawiłam To­ma samego na półgodziny, przestrzegałam go, żeby nie zapalał świec, nie bawił się zapałkami, nie włączał kuchenki i oczywiście, żeby nie otwierał nikomu drzwi. Po powrocie stwierdziłam, ze naostrzył wszystkie noże ku­chenne. Następnym razem, gdy musiałam wyjść, powiedziałam więc: nie zapalaj świec, nie baw się zapałkami, nie dotykaj kuchenki, nie otwieraj drzwi i nie ostrz noży.

A to relacja Giny:

Miałam pójść po dziewięcioletnią córkę do kole­żanki z sąsiedztwa, pomyślałam więc, że na chwilę zostawię siedmiolet­niego syna w domu, przed telewizorem. Chociaż wszystko przemyślałam i zaplanowałam, czułam niepokój, choć wiedziałam, że podczas mojej nieobecności będzie oglądał kreskówki. Przygotowałam się do wyjścia, ale w ostatniej chwili spanikowałam i zabrałam chłopca ze sobą.

Zostawianie dzieci samych w domu nieco przypomina karanie klap­sem. Prawie wszyscy rodzice z konieczności to czynią, ale zawsze ze stra­chem i poczuciem winy. Opisywane w prasie straszne historie o dzie­ciach pozostawionych bez opieki utwierdzają rodziców w przekonaniu, że w ogóle nie należy zostawiać milusińskich w domu. Wiele osób myśli nawet, że pozostawienie osoby poniżej dwunastego roku życia samej w mieszkaniu jest poważnym wykroczeniem. Prawo interesuje się jedy­nie dziećmi zaniedbanymi, na przykład gdy zostanie stwierdzone, że są pozbawione opieki przez długi czas. W pierwszych latach dziecko nie powinno być zostawiane na dłużej, niż godzinę. Przedtem upewnij się, czy dobrze rozumie, co może robić, a czego absolutnie mu nie wolno.
Obecnie, ponieważ coraz mniej chętnie pozwalamy dzieciom wy­chodzić samym z domu, jedynym dostępnym im sposobem na to, żeby poczuć smak odpowiedzialności za siebie, jest zostawanie w domu bez opieki.

Rodzice, którzy czasem zostawiają dzieci, sądzą, że jest to bezpiecz­ne, gdy najstarsze ma przynajmniej osiem lat, a najmłodsze pięć. Jed­nak zanim to zrobisz, sama musisz ocenić możliwości dziecka. Gina, która bała się zostawić w domu siedmiolatka, powiedziała, że nie ma takich obaw mniej więcej od roku w stosunku do dziewięcioletniej cór­ki, bo uważa, że jest ona rozsądniejsza niż syn.
Starszy syn Ismene pierwszy raz został sam z młodszym rodzeń­stwem (najmłodsze dziecko miało zaledwie trzy lata), gdy mial dzie­sięć lat. Ale dzieci Ismene są wyjątkowo samodzielne, a to dzięki te­mu, że od dawna pozwalano im wychodzić bez dorosłych, oczywiście zawsze po szczegółowym omówieniu wyprawy. W jej domu pod nie­obecność rodziców obowiązują następujące zasady:

Nie ruszać czajni­ka, piecyków elektrycznych, nie wspinać się po ustawionych w ogródku drabinkach. Wolno wyjąć chleb z piekarnika.

Rupa, Azjatka mieszkająca na podmiejskim osiedlu, pierwszy raz zostawiła dzieci same na pól godziny, gdy jedno miało dziewięć lat, a drugie siedem. Kiedy są same, nie mogą nikogo wpuszczać do domu, nawet przyjaciół, ani dotykać czajnika lub jakichkolwiek urządzeń elek­trycznych.

Różne zasady obowiązują w rodzinach i w rzeczywistości w więk­szym stopniu są odzwierciedleniem obsesji rodziców, niż obiektywnie istniejącego zagrożenia dla bezpieczeństwa dzieci. Przestrzegaj dziec­ko przed obcymi intruzami, ale pamiętaj, że statystycznie większym zagrożeniem jest pożar.

Wypożyczony maluch

Gerry i Deborah są przekonani, że duże rodziny stwarzają starsze­mu rodzeństwu lepsze warunki do uczenia się odpowiedzialności. Ale większość z nas ma nie więcej niż dwoje dzieci, a wielu tylko po jed­nym. Dlatego te dzieci nie mają sposobności nauczenia się opiekowa­nia młodszymi.

Mówi Rita:

Starsze dzieci, jeśli mają właściwe podejście, wspaniale ba­wią się z maluchami. Ważne jest, żeby dzieci, gdy tylko to możliwe, bawiły się w grupach zróżnicowanych wiekowo, ponieważ muszą się uczyć, że każde z nich jest odpowiedzialne za młodszych od siebie. Myślę, że przygo­towywanie do rodzicielstwa zaczyna się od wczesnego dzieciństwa.

Dlatego postaraj się „wypożyczyć" na troszkę energicznego malca, by w ten sposób dostarczyć własnemu dziecku tego typu doświadczeń. Bobas może być wielką atrakcją dla jedynaka albo dla rodziny, w któ­rej wkrótce ma przyjść na świat dziecko, a także dla dzieci w wieku pięciu, siedmiu lat, najmłodszych w domu, które ciągle traktowane są jak maleństwa. Na początek przez dłuższy czas baw się jednocześnie z maluchem i własnym dzieckiem. Pokaż córce lub synowi, jak odno­sić się do bobasa. Jeśli twoje dziecko nie miało dotąd styczności z nie­mowlętami, wyjaśnij dokładnie, co taki maluch potrafi, a czego nie, co jest bezpieczne, a co niebezpieczne.

Pamiętaj, że wiele dzieci nie traktuje niemowląt jak ludzi. Przede wszystkim więc musisz wyjaśnić, że mała istotka nie jest zabawką, a twoje dziecko, gdy ty na chwilę wyjdziesz z pokoju, będzie jedynym opiekunem maluszka. Następnie po uprzednim upewnieniu się, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa, wyjdź na dwie minuty, ale nie dłużej. Nie sugeruję przez to, żeby zostawiać malucha całkowicie pod opieką dziecka, ono będzie jedynie przez moment twoim pomocnikiem. Takie doświadczenia mają na celu rozwijanie u syna czy córki poczucia od­powiedzialności. Z czasem, gdy nabierzesz zaufania do umiejętności dziecka, możesz zostawiać je z niemowlęciem na nieco dłużej. Dzieci powyżej ósmego roku życia zaskakująco szybko uczą się, jak należy postępować z maluchami, ale oczywiście nie wolno powierzać im opie­ki nad sprawnie raczkującym bobasem ani zostawiać na ulicy z ruchli­wym dwulatkiem.

Spodziewam się, że wiele osób będzie oburzonych tym pomysłem, ale faktem jest, że wszyscy rodzice, którzy mają więcej niż jedno dziec­ko, kilka razy dziennie zostawiają swoje maleństwa w pokoju, ogród­ku, na podwórku, tylko ze starszym rodzeństwem. Inaczej nie mogliby żyć normalnie. Jeśli będziemy traktować nasze dzieci jak osoby pozba­wione rozsądku, one nie będą zachowywać się rozsądnie.

Do piątego roku życia

•        Samoobsługa: Dziecko korzysta z klozetu, myje i wyciera ręce i twarz, myje zęby, czesze włosy, kąpie się w wannie, ubiera się w rzeczy, które łatwo się wkłada, zapina guziki, suwaki, rzepy, wią­że buty.

•        Podstawowe porządki: Z czyjąś pomocą sprząta swój pokój, odwie­sza odzież na nisko umieszczony haczyk. Odkłada na miejsce ręcz­nik w łazience, brudne ubrania wrzuca do kosza na bieliznę.

•        Obowiązki domowe: Proszone podaje oraz odnosi nietłukące się przedmioty, składa prześcieradła, pomaga odstawiać na miejsce zakupy. Na polecenie wyłącza telewizor.

•        Posiłki: Uciera ser, jabłka, marchew, miesza sałatki, składniki na ciasto. Pomaga obsługiwać w domu dorosłych gości, serwuje dese­ry i sałatki nakładane łyżką, pomaga zbierać ze stołu drobne rze­czy, przede wszystkim odnosi swoje nakrycie.

•        Zadania specjalne: Czyści lustro w łazience (ty nakładasz emulsję na ściereczkę) i inne płaskie powierzchnie szklane.


W WIEKU PIĘCIU LAT

•        Samoobsługa: Dziecko doskonali umiejętność czesania i szczotko­wania włosów. Wychodząc na dwór, wkłada rzeczy odpowiednie do pory roku, ubiera się, wiąże sznurowadła (od czasu wprowadzenia
rzepów jest to dla dziecka wielkie wyzwanie, ponieważ dzieci nie mają w tym zakresie praktyki, niemniej jest to ważna umiejętność).

Jest odpowiedzialne za bilet miesięczny czy jednorazowy.

•        Podstawowe porządki: Samodzielnie sprząta swój pokój i zabawki.

•        Obowiązki domowe: Umie bawić się z domowym zwierzakiem. Po­maga nosić zakupy, rozkłada je na miejsce. Sortuje do prania rze­czy białe i ciemne (powinnaś sprawdzić przed włożeniem do pral­ki, czy przypadkiem coś się nie zaplątało). Jeśli jest wystarczająco wysokie, gasi światła. Potrafi pozamiatać przed drzwiami i pobawić się z młodszym rodzeństwem.

•        Posiłki: Bierze udział w planowaniu posiłków. Z pokrojonego chle­ba robi sobie proste kanapki. Rwie liście zielonej sałaty, obiera wa­rzywa za pomocą specjalnej obieraczki, nakrywa do stołu. Samo przygotowuje sobie mleko z gotowymi płatkami, nalewa sok do ku­beczka. Sprząta ze stołu.


W WIEKU SZEŚCIU LAT

•        Samoobsługa: Dziecko odwiesza rzeczy na wieszaki, sensownie od­biera telefony. Obsługuje po konsultacji zdalnie sterowane wideo.

•        Obowiązki domowe: Porządkuje szuflady z ubraniami i szuflady kuchenne ze sztućcami, półeczki w łazience ze szczotkami do zę­bów, półkę z kasetami. Układa i wstrząsa poduszki na kanapie i wyciąga spod niej przedmioty.

•        Posiłki: Kroi grzyby, pomidory, ser, zagniata ciasto. Uczy się robić grzanki. Poznaje wiele różnych czynności kuchennych, ale samo nie wkłada ani nie wyjmuje niczego z piekarnika. Pod kontrolą uży­wa miksera – przygotowuje koktajle. Dekoruje i serwuje lody. Mie­sza proste sosy do jarzyn i frytek.

•        Zadania specjalne: Podlewa kwiatki w ogródku, pieli chwasty, umie posługiwać się grabkami.


W WIEKU SIEDMIU LAT

•        Samoobsługa: Dziecko samodzielnie wstaje i kładzie się do łóżka. Czyści skórzane buty pod kontrolą dorosłego. Wiesza w swoim po­koju wybrane przez siebie plakaty.

•        Ogólne porządki: Samo wybiera miejsce na odkładanie rzeczy w swoim pokoju lub w swoim kąciku.

•        Obowiązki domowe: Zapisuje wiadomości przekazywane przez telefon. Jest odpowiedzialne za pielęgnację zwierzęcia, karmi go i poi, gdy mu się o tym przypomina. Prasuje po wyłączeniu żelazka małe rzeczy – ściereczki, serwetki. Rozwiesza pranie na nisko umieszczonej lince. Z dobrym skutkiem odkurza ściereczką i zamiata. Pomaga zmieniać pościel, kładzie prześcieradło, zakłada czyste poszewki. Używa odkurzacza, ale nie włącza do kontaktu.

•        Posiłki: Myje sztućce i naczynia, ale nie garnki i szkło. Ładuje zmy­warkę, ale pozostawia, dorosłym uruchomienie. Próbuje z pomocą smażyć jajka i omlety. Posługuje się prostym w użyciu otwieraczem do konserw.

•        Zadania specjalne: Przynosi ci do łóżka proste śniadanie, ale bez gorącego napoju. Przyszywa guzik.


W WIEKU OŚMIU LAT

•        Samoobsługa: Dziecko myje włosy w wannie i dobrze spłukuje. Przyszywa guzik i próbuje zszywać odpruty brzeg (zarówno dziew­częta, jak i chłopcy). Pisze samodzielnie list. Przygotowuje zapro­szenia na przyjęcie i samo planuje swoje urodziny. Programuje wi­deo do nagrywania ulubionych programów.

•        Obowiązki domowe: Bez przypominania zajmuje się domowym zwierzęciem, czyści klatkę chomikowi itp. Pomaga ubrać się młod­szemu rodzeństwu, czyta im od czasu do czasu. Włącza ogrodowy spryskiwacz i pamięta w odpowiednim czasie go wyłączyć. Umie grabić, przycinać brzegi trawnika, pielić ogród. Rozkłada wypraso­wane ubrania całej rodziny do właściwych szuflad.

•        Posiłki: Przenosi tacę z naczyniami, jeśli ma dość siły. Pod nadzo­rem używa mikrofali. Przygotowuje sobie drugie śniadanie na na­stępny dzień do szkoły.

•        Zadania specjalne: Podaje ci do łóżka bardziej wyszukane śniada­nie. Opiekuje się tobą podczas lekkiej choroby. Potrafi przeprowa­dzić generalne porządki w szafkach z zabawkami.


W WIEKU DZIEWIĘCIU LAT

• Samoobsługa: Dziecko obcina sobie paznokcie. Samodzielnie czy­ści buty. Robi na drutach i szyje. Potrafi rozsądnie gospodarować
pieniędzmi. Odpowiedzialnie zaprasza przyjaciół i przyjmuje za­proszenia, uzgadniając swoje poczynania z rodzicami.

•        Obowiązki domowe: Samodzielnie obsługuje zmywarkę i pralkę. Rozwiesza pranie. W ogródku pieli, używa motyki. Chodzi po drobne zakupy do osiedlowych sklepów.

•        Posiłki: Gotuje w czajniku wodę na kawę i herbatę, zupę itp. Kroi produkty ostrym nożem, gotuje jajka. Nosi załadowaną tacę po schodach na górę.

•        Zadania specjalne: Czyści samochód w środku i na zewnątrz. Po­maga młodszemu rodzeństwu w ortografii i matematyce. Opiekuje się małymi dziećmi.


W WIEKU DZIESIĘCIU LAT

•        Samoobsługa: W większym stopniu odpowiada za kontakty towa­rzyskie, zaprasza do siebie przyjaciół i przyjmuje zaproszenia od znajomych.

•        Obowiązki domowe: Bierze odpowiedzialność za młodsze rodzeń­stwo na krótki okres. Potrafi je wykąpać, ubrać, przygotować im prosty posiłek. Prasuje żelazkiem włączonym do kontaktu własne rzeczy, jeśli nie ma zbyt dużo obowiązków szkolnych. Myje blaty kuchenne i zlew. Czyści kuchenkę.

•        Posiłki: Używa samodzielnie kuchenki mikrofalowej. Zmywa garn­ki i szklanki.

•        Zadania specjalne: Zależnie od potrzeb. Sama musisz ocenić, któ­re prace uznać za obowiązki dziecka, a które powinny być wyna­grodzone ekstra, bo wymagają znacznego wysiłku.

 

Obowiązki, rok po roku

Poniżej podaję listę czynności, których wykonywania możesz ocze­kiwać od normalnie rozwijającego się, przeciętnego dziecka. Sporzą­dziłam ją na podstawie sugestii różnych rodziców. Nie wyobrażam sobie, aby jakiekolwiek dziecko na świecie mogło to wszystko wykony­wać w ustalonym wieku. Dobrze pamiętam wieczór, kiedy po raz pierwszy w życiu, w wieku jedenastu lat, miałam przygotować sobie kolację. Rodzice zostawili mi kilka puszek i otwieracz do konserw. By­łam bardzo zadowolona i dumna z siebie, z radością oczekiwałam mo­mentu, kiedy zasiądę do uczty. Czar prysł, gdy zostałam sama. Szybko odkryłam, że nie mam pojęcia, jak posłużyć się otwieraczem. Smutna, musiałam się zadowolić znalezionymi herbatnikami.

Może postanowisz niektóre wymienione czynności włączyć do listy obowiązków twojego dziecka. Oznacza to, że poza absolutnie wyjątko­wymi sytuacjami nie będziesz tych czynności za nie wykonywała. To podstawowa zasada. Postaraj się włączyć wszystkie obowiązki z zakre­su samoobsługi i przynajmniej po dwie pozycje z innych kategorii. Je­śli dziecko rozwija się normalnie i jest zdrowe fizycznie, nie ograniczaj jego obowiązków do samoobsługi. Dziecko odczuwa potrzebę bycia odpowiedzialnym za rzeczy, które nie dotyczą go bezpośrednio. Nawet dzieci z poważnymi fizycznymi schorzeniami, dla których nauka ubie­rania się jest zadaniem na całe życie, chcą czuć się odpowiedzialne za coś więcej, niż własne ciało.

Inne zadania z listy możesz pozostawić jako takie, które twoje dziecko wykonuje, gdy się do niego zwrócisz. Proszenie dziecka o wy­konanie czegoś odbierane jest jako coś pozytywnego, w odróżnieniu od ciągłego napominania, żeby zaprzestało robienia czegoś. Nie prze­sadzaj jednak z ilością. Jeśli syn czy córka bez przypominania wywią­zują się z nałożonych na nich obowiązków, nie dokładaj im kolejnych.

I na koniec zajęcia specjalne, na przykład zmiatanie liści sprzed do­mu, mycie samochodu, czy czyszczenie kuchennych półek. Te prace wy­konywane są tylko od czasu do czasu i za nie warto dziecku zapłacić.

Pieniężne wynagradzanie za wykonaną pracę

Obowiązki powierzane dzieciom przez rodziców powinny być trakto­wane jako ich wkład w prowadzenie domu. Niemniej wielu rodziców nie ma nic przeciwko płaceniu dzieciom za wykonaną pracę. Trzeba jednak pamiętać o długofalowych efektach takiego postępowania. Dzieci w ten sposób otrzymują komunikat, że jeśli wystarczająco długo będą odma­wiać zrobienia czegoś, to w końcu za wykonanie otrzymają zapłatę.

Niektórzy skuteczni rodzice wynagradzają pieniężnie za wybrane, re­gularnie wykonywane zadania, które wyraźnie wykraczają poza zwycza­jowe dziecinne obowiązki. Dziewięcioletnia córka Giny jest niezwykle samodzielną dziewczynką. Potrafi przygotować mamie kawę, upiec za­mrożoną pizzę, podgrzać francuskie rogaliki i zrobić tosty. Za trzy fun­ty tygodniowo ścieli łóżko swoje oraz siedmioletniego brata, sprząta swój pokój, przygotowuje śniadanie dla siebie i dwóch młodszych braci. Dziewczynka uwielbia oszczędzać pieniądze na różne modne drobiazgi i ciuszki. Natomiast jej siedmioletni brat zupełnie nie jest zainteresowa­ny możliwością zarobienia pieniędzy za sprzątanie swojego pokoju. Ro­dzice mają nadzieję, że pewnego dnia dotrze do niego, iż siostra bar­dziej korzysta finansowo, wykonując rozmaite prace za niego.

Na razie chłopiec gromadzi kieszonkowe w inny sposób. Otóż ro­dzice uważają, że wymaga dodatkowej pomocy z matematyki i płacą mu za odbyte z tatą lekcje w sobotnie i niedzielne poranki. Po wpro­wadzeniu opłat za naukę rodzice uświadomili sobie, że ta praktyka nie jest sprawiedliwa. Córka otrzymywała zapłatę za wykonywanie pracy na rzecz rodziny, zaś chłopiec za uczenie się, co leżało w jego intere­sie. Ponadto zyskiwał cenne towarzystwo ojca. Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, jak różnie traktowane są w domu dzieci w zależności od płci. Od dziewczynki oczekujemy zaangażowania w domowe sprawy, zaś chłopiec jest nagradzany za odmowę uczestniczenia w codziennych obowiązkach. Siedmiolatek zorientował się, że jeśli nie będzie chciał posłać swojego łóżka, ktoś zrobi to za niego, on zaś i tak dostanie kie­szonkowe za robienie rzeczy, które służą głównie jemu, bo przyczynia­ją się do poszerzenia jego wiedzy. Gina i jej mąż Anwar, żeby zlikwi­dować tę niesprawiedliwą praktykę, zaczęli również wynagradzać córkę za dodatkową naukę matematyki. W sumie kosztowało ich to trochę więcej, ale dzięki temu dzieci uświadomiły sobie, że postępy w nauce każdego z nich są traktowane równie poważnie.

Jeśli jednak popatrzymy na opisany przebieg zdarzeń z pewnego dystansu, dostrzeżemy, że to chłopiec jest podwójną ofiarą. Nie tylko nie nauczy się dbać o siebie i otoczenie, ale także zarabia mniej od sio­stry. Dziewczynka znacznie wyprzedza go w rozwijaniu samodzielno­ści i umiejętnościach zarządzania własnymi dochodami. Choć począt­kowo chłopcu będzie się wydawało, że jest uprzywilejowany, później zorientuje się, że jest odwrotnie.

Płacenie dzieciom za wykonywanie rutynowych domowych obo­wiązków obarczone jest niebezpieczeństwem. Możesz się znaleźć w sy­tuacji, w której szantażem będziesz zmuszana do płacenia dziecku za pozbieranie jego własnych, brudnych skarpetek. Ryzykujesz także, że dziecko nie będzie odczuwało innych niż finansowe korzyści z czyste­go, uporządkowanego pokoju.

Dlatego lepiej płacić dziecku ustaloną z góry sumę tylko za określone, wybrane prace, które wykonuje się od czasu do czasu – klasycznym przy­kładem takiego zajęcia jest mycie samochodu – a codzienne obowiązki, mimo protestów, pozostawić jako bezpłatne powinności, choć oczywiście i tu mogą zdarzyć się sytuacje wyjątkowe, wymagające nagrody.

Trzeci aspekt wychowania dziecka: obowiązki czy służba?

Idea powierzania dzieciom obowiązków ma bardzo niesympatyczną historię. Każdy uczeń w Wielkiej Brytanii uczy się o koszmarnej nie­doli dzieci w dziewiętnastym wieku, wykorzystywanych do katorżni­czej pracy w młynach czy kopalniach. Przerażają nas współczesne opo­wieści z Dalekiego Wschodu o prostytucji nieletnich, o dzieciach tyrających w fabrykach, zasypiających przy warsztatach.

Powszechne oburzenie wywołują podawane przez media rewelacje, że setki dzieci w Wielkiej Brytanii jest odpowiedzialnych za sprawowa­nie opieki nad niepełnosprawnymi rodzicami. To obowiązki ponad si­ły dzieci i nic dziwnego, że obciążanie ich tego typu zajęciami budzi powszechny sprzeciw.

Rita jest matką trójki dzieci, z których każde zostało poczęte „przy­padkiem" i ma innego ojca. Chociaż sama w młodości nie umiała do­konywać trafnych wyborów i jak sama przyznaje, była wykorzystywana przez mężczyzn, spożytkowała właściwie swoje doświadczenia. Zosta­ła podziwu godną matką, całkowicie poświęciła się dzieciom. Uważnie obserwuje ich rozwój i dobrze rozumie rolę w jego kształtowaniu. Dzieci sprawiają jej radość i wiedzą o tym. Rita zaskakująco trzeźwo patrzy na swoje błędy i robi wszystko, żeby jej dzieci bardziej odpowie­dzialnie pokierowały własnym życiem. Za czynnik najważniejszy w procesie usamodzielniania uznała możliwie jak najwcześniejsze wchodzenie w świat dorosłych. Każdy ma ochotę powiedzieć dzieciom, żeby poszły się pobawić. Niech bawią się lalkami. Niech mają wspaniałe dzieciństwo i nie robią nic realnego. Niech mają wszystko i nie uczestni­czą w świecie dorosłych. Ałe one przede wszystkim pragną brać udział w naszym życiu. Nie chcą być odstawiane do pudełek, jak lalka Barbie.

Dzieci muszą mieć możliwość uczenia się na własnych błędach. Po­trzebują swobody, żeby poznawać prawdziwy świat przez podejmowa­nie prawdziwych obowiązków. Muszą uczestniczyć w życiu dorosłych w sposób na tyle prosty, żeby mogły sobie radzić, a jednocześnie na ty­le znaczący, żeby wzrastało ich poczucie własnej wartości.

Odpowiedzialność, obok poczucia własnej wartości i niezależności, jest częścią tego życiowo ważnego zespołu cech, który jest niezbędny twojemu dziecku. Rodzice na wiele różnych sposobów mogą doprowa­dzić do tego, że ich dzieci staną się nadmiernie zależne. Często popeł­nianym błędem jest oczekiwanie, że dzieci będą powielać nasze posta­wy i przekonania. Rzadziej spotykanym zjawiskiem jest narzucanie dziecku wzorów przeniesionych ze swojego dzieciństwa, bez zastana­wiania się, w jakim stopniu pasują one do syna czy córki.

Jednak najpowszechniejszą przyczyną zamykania w pułapce zależ­ności są podejmowane przez rodziców starania, które mają na celu chronienie dziecka przed wszelkim ryzykiem i niebezpieczeństwem. Jakiś czas temu media sensacyjnie opisywały bohaterski wyczyn czter­nastoletniego chłopca, który na kartę kredytową ojca kupił bilet lotni­czy i poleciał do Malezji. Postrzegano go jako buntownika, wędrowca, snuto domysły, dlaczego poszukuje przygód. Linie lotnicze, straż gra­niczną i władze lotniska ostro krytykowano za to, że nie zatrzymały chłopca i nie odstawiły do domu.

Mówiąc krótko, chłopca potraktowano jak czterolatka, a nie czter­nastolatka. A przecież to wcale nie jest dziwne, przynajmniej mnie tak się wydaje, że czternastoletni chłopiec posiada wiedzę potrzebną do odbycia podróży na drugi koniec świata. Jeśli raz przyjrzał się, jak wy­gląda procedura na jednym lotnisku, wie, jak wygląda na każdym in­nym. Nie musi nawet, żeby podróżować, mówić w obcych językach.

W całej tej sprawie najbardziej zaskoczyła mnie reakcja opinii pu­blicznej. Dlaczego wyczyn chłopca uznano za niewyobrażalnie boha­terski. Smuci mnie raczej niż dziwi fakt, że chłopiec, aby udowodnić, iż potrafi zachowywać się jak dorosły, został zmuszony do podjęcia tak dramatycznych kroków.

Rita, jak wielu rodziców, nie pozwala swoim córkom, ośmio- i sied­mioletniej, samym wychodzić na ulicę, a więc ten szczególny obszar, gdzie budowana jest samodzielność i odpowiedzialność jest dla nich zamknięty. Kiedy mieszkali w bloku, pozwalała dziewczynkom bawić się z innymi dziećmi na podwórku, bo mogła patrzeć na nie z okna, ale teraz, kiedy przenieśli się do szeregowca z dużym ogrodem, już same nie wychodzą, ich doświadczenie życiowe, zamiast się poszerzyć, zawę­ziło się.

Rita stara się wbudowywać odpowiedzialność w codzienne życie có­rek w inny sposób. Wciąga córki w przygotowywanie posiłków; kroje­nie grzybów tępym nożem to dobre na początek, podobnie jak tarcie sera. Znalazła na targu stary, używany ręczny mikser, bezpieczny w użyciu, bo ze schowanymi ostrzami. Teraz dziewczynki ucierają róż­nego rodzaju produkty. Pomagają w robieniu pizzy i sałatek. Dostają od matki samodzielne prace do wykonania w kuchni, których nie mo­gą porzucić po kilku minutach, gdy się znudzą.
Na subkontynencie azjatyckim wiele dzieci pracuje razem ze swoimi rodzicami. My odrzuciliśmy pracę dzieci, ale nie oferujemy im w to miejsce nic innego, co mogłoby umacniać ich poczucie własnej wartości.

Jamila, urodzona w Bombaju, absolwentka Uniwersytetu w Cam­bridge, mieszkająca obecnie w Anglii z mężem i dwiema córkami, z sukcesem przenosi na grunt europejski indyjskie postawy wycho­wawcze. Pewnego dnia jej starsza, ośmioletnia dziewczynka spytała, czy mogłaby sama wyprasować swoje rzeczy. Jamila, w odróżnieniu od wielu matek, które by od razu powiedziały: W żadnym wypadku, to zbyt niebezpieczne, jesteś za mała, zaczęła dawać jej lekcje prasowania. Wy­łączała żelazko i czekała, aż trochę ostygnie, dawała małej ścierki i chusteczki, a potem podkoszulki, spódnice i dżinsy. Teraz w wieku dziewięciu lat córka potrafi wyprasować swoje rzeczy i Jamila wkrótce pozwoli jej używać włączonego żelazka.

Prawdopodobnie w następnym etapie, za rok lub za dwa, dziew­czynka przejmie, przynajmniej w czasie wakacji, całkowitą odpowie­dzialność za prasowanie swoich rzeczy. Tymczasem jej młodsza, sze­ścioletnia siostra pomaga prasować małe chusteczki.

Dziewięciolatka szczególnie lubi robić coś dla siebie, prawdopo­dobnie dlatego, że zasmakowała w niezależności. Potrafi przygotować kanapki do szkoły (oczywiście matka nauczyła ją posługiwać się ostrym nożem do chleba), każdego wieczoru kroi warzywa na sałatkę, od dziewiątych urodzin sama robi herbatę (wielu jej rówieśników ni­gdy jeszcze nie dotknęło czajnika ani tostera).

Jamila, z zawodu architekt, podkreśla, że nauczenie dzieci nowej umiejętności w początkowym etapie wymaga czasu i cierpliwości. Sa­ma miała okazję się o tym przekonać, bo ćwiczy z nimi szycie i hafto­wanie. Ma jednak poczucie, że jest to czas dobrze wykorzystany. Dziewczynki nie tylko świetnie się bawią, ale i rozwijają twórczo.

Dla pracujących rodziców podejmowanie takich działań z dziećmi nie jest łatwe, bo zabiera bardzo dużo czasu. Jeśli jednak nie wygospo­darujesz go teraz, w przyszłości będziesz marnowała mnóstwo własnego czasu, wykonując codzienne czynności za swoje nastoletnie pociechy.

Zastanów się, jakie obowiązki mają w domu twoje dzieci. Czy mo­głyby sprostać większym wyzwaniom? Kiedy ostatnio były uczone cze­goś nowego? Jeśli wydaje ci się, że minęło od tamtej pory więcej niż pół roku, rozejrzyj się po mieszkaniu (i ogrodzie, jeśli takowy posia­dasz), pomyśl, jakie wykonujesz czynności i zastanów się, które z nich po pewnym treningu mogłyby bezpiecznie przejąć dzieci. Bądź cierpli­wa, one nie zostaną od razu ekspertami od pielęgnowania trawnika czy składania prześcieradeł. Do wszystkiego potrzebna jest praktyka. Ale im później zaczną się uczyć, tym później dojdą do wprawy. Począt­kowo skup się na obowiązkach, które wykonuje się tylko w weekendy lub w innym czasie, kiedy jesteś w domu, żebyś mogła sprawdzić, czy wszystko zostało zrobione jak należy.

Ważne jest, abyś powierzała dzieciom takie zadania, które nie będą wykonane, jeśli one same się do nich nie zabiorą. Większość dzieci rozpoczyna od porządków we własnym pokoju. Szkopuł w tym, że ba­łagan dopiero po długim czasie zaczyna im przeszkadzać. Wiele dzie­ci żyje sobie szczęśliwie pochłoniętych swoimi sprawami i stan ich sy­pialni mało ich obchodzi.

Alister ma niemal obsesję na punkcie porządku. Po powrocie z pra­cy chodzi po całym mieszkaniu i porozrzucane rzeczy odkłada na wła­ściwe miejsce. Rodzina odkryła, że gdy robią to wszyscy, porządkowa­nie nie zabiera więcej czasu niż kwadrans. Dzieciom wolno cały dzień bałaganić ile chcą, pod warunkiem że potem przyłożą się do sprząta­nia. Nawyki tworzą się szybko. Siedmiolatek Alistera znany jest z te­go, że teraz nie może spać w pokoju, w którym jest bałagan.

Wdrażanie dzieci do obowiązków udaje się szczególnie wtedy, gdy powierza się im zadania, od których zależy funkcjonowanie całego domowego gospodarstwa. Zwróć przy tym uwagę, że dziecko ma in­ne podejście do obowiązków, gdy jest w pełni odpowiedzialne za ich realizację, niż wtedy, gdy wie, że zrobisz za niego to, czego ono z róż­nych powodów nie wykona. A taka sytuacja jest dla nas prawie nie­możliwa do przeskoczenia. Znacznie łatwiej jest zastąpić syna czy córkę i klnąc zrobić wszystko samej, od początku do końca. Może, je­śli wyręczasz dzieci często, przyszedł czas na zmianę taktyki? Nie de­nerwuj się. Jeśli do zadań dziecka należy nakrycie stołu do kolacji, a ono tego nie zrobi, może jednego wieczoru, nim do niego dotrze, o co chodzi, będziecie musieli posiedzieć przy pustym stole. Bez względu na to, jak się sprawy potoczą, ten wieczór przynajmniej za­padnie wam w pamięć.

W przypadku jedynaków zachęcanie do podejmowania obowiąz­ków często się nie udaje, ponieważ łatwo i szybko można obsłużyć jed­no dziecko. Nessie, matce ośmiolatki, wydaje się, że córka mogłaby być bardziej samodzielna, gdyby udało się przełamać jej strach przed byciem samej. Jej pokój znajduje się na piętrze i dziewczynka niena­widzi przebywać w nim sama. Z tego powodu ścieli swoje łóżko tylko wtedy, gdy ktoś drugi jest z nią w sypialni.

W dużych rodzinach można popełnić inny błąd – przerzucić na star­sze dziecko więcej obowiązków, niż wynikałoby to ze sprawiedliwego podziału.

Gerry, artystka, ma tylko dwie córki. Chce, żeby jej rodzina była zu­pełnie inna niż ta, w której wychowywała się ona. Miała pięcioro ro­dzeństwa. Mówi:


Teraz wiem, że dziewięcioletnia dziewczynka powinna sama uprać swoje ubrania w pralce, a siedmioletnia poskładać swoje rze­czy na stole, zaś obie powinny ścielić swoje łóżka. Jednak od moich có­rek oczekuję bardzo mało w porównaniu z tym, czego wymagano ode mnie, głównie dlatego, że jesteśmy zamożniejsi. W moim domu panowa­ła bieda i dzieci miały dużo obowiązków. Była trójka starszych i trójka młodszych. My starsi byliśmy odpowiedzialni za wychowanie młodszych. Pamiętam, że mieliśmy ściśle wyznaczone dyżury popołudniowe do opie­ki nad rodzeństwem. Myślę, że ja po prostu nie chcę uprzykrzać moim dzieciom życia.

Niemniej Gerry pilnuje bardzo, żeby dziewczynki wdrażały się do obowiązków. Niezwykle stanowczo egzekwuje zbieranie ubrań z pod­łogi. Jedenastolatka, z wyjątkiem dni, kiedy jest poza domem, odpo­wiada za karmienie kota i gotowanie niedzielnego lunchu. Przygotowu­je kluski z sosem, nic wykwintnego, ale chodzi o to, że ja nic nie robię. Ona może zrobić to sama.

Deborah, która ma dziewięcioro dzieci i była w ciąży z jedenastym (jedno zmarło w niemowlęctwie), również wspominała o tym, że musi się pilnować, by nie przeciążać obowiązkami starszych dzieci. Wyszłam do toalety, zostawiłam niemowlaka pod opieką starszego dziecka. Gdy wróciłam, maluch leżał porzucony na podłodze, a „opiekuna" wcale nie interesowało, czy nie wkłada sobie czegoś do buzi. Dlatego wolę dwuna- sto- czy dziewięciolatka wysłać do kuchni załadować zmywarkę i samej zajmować się malcem. W czasie szkoły, kiedy mają lekcje do odrabiania i inne sprawy, nie można za dużo od nich wymagać.

Belinda, rozwiedziona matka trzech nastoletnich chłopaków, zmu­siła synów do prasowania koszul. Niedawno nauczyłam ich, jak to się robi, ponieważ ciągle jęczeli, żeby im wyprasować. Oczywiście narzekają, że ja robię to lepiej, ale odpowiadam, że nabiorą wprawy. Belinda uczy­ła chłopców od bardzo młodego wieku prać własne rzeczy. Próbowa­łam wbić im do głów, że nie wkłada się nowych granatowych podkoszul­ków z białymi, ale chłopcom taka nauka przychodzi z trudem. Gdy zabierają się do prania, zawsze liczą na moją pomoc.

Nerys, matka piątki dzieci, lubi mieć poczucie, że nie zleca dzie­ciom zadań do wykonania, ale że razem dochodzą do wniosku, dlacze­go należy lub nie należy robić pewnych rzeczy. Mam nadzieję, że kiedy dorosną, będą traktowali obowiązki odpowiedzialnie, będą się kierować własnym rozumem, a nie tym, co ktoś im powiedział. Zbiór zasad dla malców jest bardzo prosty, potem dostosowuje się go do występujących w danym wieku problemów, picia, palenia, zażywania narkotyków. Jeśli ufacie sobie nawzajem, kiedy dzieci są malutkie, wtedy będziecie mogli sobie wierzyć, kiedy dorosną.

Czteroletni synek Nerys, który, jak większość najmłodszych dzieci w rodzinach, ma więcej swobody, niż miało w tym samym wieku starsze rodzeństwo, sam przygotowuje sobie grzanki w tosterze. Starsze dzieci w wieku dziewięciu lat zostały nauczone prasowania, a siedmioletnia dziewczynka potrafi usmażyć jajka i robi to, gdy w kuchni są rodzice lub dwunastoletnia siostra. Wszystkie dzieci gotują, ale nie wolno im otwierać piekarnika. Kiedy potrawa jest gotowa, kontrolują proces pie­czenia przez szybkę, wołają do kuchni mamę, żeby wyjęła naczynie na blat. Ostatnio Nerys zezwala dwunastolatce wystawiać chleb z pieca.

Nerys mówi: Zawsze bardzo łatwo jest wtrącać się, a bardzo trudno stać z boku i obserwować, jak sobie dają radę. Trzeba być przygotowanym na bałagan. Sytuacja jest analogiczna jak wówczas, kiedy byli mali i uczy­li się wspinać po drabinkach. Nie powinno się pomagać, bo oni muszą poczuć, że wdrapują się samodzielnie, muszą czuć radość z odkrywania własnej siły.

Nancy, energiczna, skuteczna w działaniu matka trzech dziewczy­nek, mówi, że ma podobne problemy: Muszę się pilnować, żeby nie wy­ręczać dziesięcioletniej córki, która wszystko robi bardzo powoli. Czasami jedynym wyjściem, które nam pozostaje, oczywiście poza wybuchem złości, jest opuszczenie pomieszczenia. Żadne dziecko nie nabierze sprawności, jeśli nie będzie mu wolno wykonywać danej czynności.

Jeśli podczas pielenia wyrwie razem z chwastami kwiaty, przyjmij to ze spokojem. Zrób dobrą minę, poklep dziecko po ramieniu, podzię­kuj za pomoc. Wstrzymaj się z ponownym sadzeniem wyrwanych kwia­tów do czasu, aż pójdzie do łóżka albo do przyszłego roku.

Chłopcy mają opinię bardziej opornych, jeśli chodzi o podejmowa­nie domowych obowiązków, choć nie zawsze jest to zgodne z prawdą. Breda Joyce mówi, że gdy chce mieć coś naprawdę pięknie wypraso­wane, zwraca się z prośbą do młodszego, nastoletniego syna. Dwaj niezwykle męscy synowie Theresy już w wieku sześciu lat potrafili przygotować sobie śniadanie i wstawić brudne naczynia do zmywarki. Theresa nie wymaga od chłopców, aby rano ścielili łóżka, ponieważ, jak większość dzieci w tym wieku, wcześnie wychodzą do szkoły. Nato­miast stanowczo żąda, żeby w weekendy porządkowali swoje pokoje.

Życie dzieci z natury związane jest z domem. Dorośli mają pracę i tam wykazują się odpowiedzialnością i siłą. Dla dziecka ekwiwalen­tem pracy jest szkoła, ale jeśli uczniom ze szkoły podstawowej odma­wia się podejmowania odpowiedzialnych zadań w domu, wtedy samo­dzielne zadania oferowane im przez szkołę nie wystarczają, żeby zaspokoić ich potrzebę niezależności. Miejscem, w którym dziecko może zaprezentować swoją siłę, jest dom.

Jeśli chłopcom nie stworzymy warunków, aby mogli czuć się odpo­wiedzialnymi za dom w takim samym stopniu jak dziewczynki, będą mieli poczucie, że są wyłączeni z prawdziwego życia.

Miej czas na rozmowy o podejmowanych decyzjach

Czas jest towarem najbardziej deficytowym, szczególnie w rodzi­nach, w których oboje rodzice pracują. Kiedy dzieci są małe, łatwo jest uzasadniać różne rzeczy: nie dotykaj kuchenki, bo się sparzysz, myj rę­ce po wyjściu z toalety, bo bakterie wywołują choroby. Z wiekiem dziecko wymaga coraz dokładniejszych wyjaśnień i możesz wygospo­darować czas na rozmowy z nim o tym, dlaczego właśnie coś jest takie, a nie inne. W przeciwnym razie zadręczy cię pytaniami.


System nagród

Pochwały same w sobie i otwarcie okazywana miłość oraz podziw pod wieloma względami są najlepszą formą nagrody, ale niektórym rodzicom wydaje się, że ich dzieci potrzebują czegoś ekstra. Ingrid miała problemy ze swoją ośmioletnią córką.

Spróbowałam stosować nagrody. Każdego ranka miała przygotowaną listę czynności, które musi wykonać – mycie zębów, ubieranie się i tym podobne, razem około dzie­sięciu. Nie wiedzieliśmy, czy nie nadąża, bo jest powolna, nie chce iść do szkoły, czy też po prostu nie pamięta, co ma zrobić. Wprowadziliśmy sys­tem nagradzania. Dostawała jednego pensa za każdą czynność, którą zdołała wykonać w określonym czasie. To trwało kilka miesięcy. Później córka stwierdziła, że nie chce brać w tym udziału. Po zaprzestaniu pie­niężnych nagród przez jakiś czas mieliśmy z nią jeszcze problemy, ale te­raz jest w porządku.

Wprowadzony przez Ingrid system był dobrze przyjęty przez jej cór­kę, która, jak się okazało, była w szkole ofiarą rówieśniczej przemocy. System nagród pomógł dziewczynce przebrnąć przez trudny okres, nim została przeniesiona do innej szkoły, gdzie poczuła się znacznie lepiej. Poranne wstawanie nie było już takie trudne.

Inne systemy to naklejanie gwiazdek w specjalnej tabelce każdego dnia czy wystawianie ocen. Wydaje mi się, że takie nagradzanie w ro­dzinie jest zbyt formalne, ale gdy dziecko ma wyraźnie zdefiniowany problem albo gdy masz pod opieką dużo dzieci lub musisz zintegrować pod jednym dachem dzieci z dwóch różnych małżeństw, wtedy tego ty­pu systemy mogą okazać się przydatne.

Próbuj oceniać za specyficzne zachowania, a nie ogólnie za bycie grzecznym. Wyznaczaj cele pozytywne – być ubranym rano do godzi­ny 7.30, posprzątać pokój wieczorem bez przypominania – a nie nega­tywne – na przykład nie przeklinać, nie szczypać w nos – bo one, po­dobnie jak te dotyczące dorosłych – nie jeść za dużo czy nie palić – są bardzo trudne do zrealizowania.

Sankcje, nagrody, pochwały, rozsądek, uczucia; składniki te dobrze zmieszane tworzą razem DOBREGO RODZICA. To sprawdza się w stosunku do większości dzieci. Niestety, wielu rodzicom właściwe zachowanie proporcji w mieszance sprawia trudność. Składnikiem, który działa na dzieci tak spektakularnie jak drożdże na mąkę, jest od­powiedzialność.

Bądź szczera

Zawsze bierz pod uwagę siłę własnej osobowości. Sarah, matka dwunasto-, dziesięcio- i siedmiolatka nie zawraca sobie głowy sankcja­mi, nigdy też nie daje klapsów, ale złości się, gdy dzieci zrobią coś nie­właściwego i wyraźnie pokazuje im, że jest zła.
Nauczyciele i osoby profesjonalnie zajmujące się dziećmi wiedzą, że nie wolno okazywać złości i tracić kontroli.
Rodzice muszą sobie uświadomić, jak wielką mają siłę, i że wyzwi­skami i groźbami mogą dziecku wyrządzić krzywdę. Pod żadnym pozo­rem nie powinnaś sobie pozwolić na niekontrolowany wybuch ani wte­dy, gdy dziecko patrzy lub słucha, ani wtedy, gdy swoim zachowaniem możesz je zranić.

Takie rozumowanie przynosi też szkody. Rodzicom wydaje się, że nie mogą zachowywać się naturalnie w obecności dzieci, pokazywać, że są zmartwieni, źli, lub że cierpią.

Jednak w świecie realnym skutecznym rodzicom puszczają nerwy, przeżywają w obecności dzieci silne emocje i nie dręczy ich z tego po­wodu poczucie winy.

Nancy, bardzo przestrzegająca samokontroli i poważnie traktująca swoją rolę matki trzech dziewczynek, mówi:

Płaczę w obecności córek.
Dorośli też bywają smutni, takie jest życie. Jeżeli widzę, że dziewczynki są dla siebie niedobre, chce mi się płakać. Trzeba pokazywać dzieciom swo­je uczucia, niech widzą, że też przeżywasz. Niech nie myślą, że jesteś ro­botem. Prędzej czy później dorosną i przekonają się, jak to jest.

Jeśli nie kamuflujesz swoich uczuć przed dziećmi, kiedy są małe, może łatwiej ci będzie nawiązać z nimi bliski kontakt później. Starsze dzieci i młodzież, odkąd zaczynają zauważać prawdziwe twarze pod maskami, mają obsesje na punkcie hipokryzji. Reagują gwałtownie, gdy ktoś mówi coś innego niż myśli. Jeśli rodzice, oczywiście w rozsąd­nych granicach, będą dzielić się z dziećmi swoimi prawdziwymi uczu­ciami, wtedy trudne lata dojrzewania mogą być dla nich łatwiejsze.

Na to się nie zgadzam

Rodzice, którzy twierdzą, że nie stosują sankcji ani kar, a mają za­dziwiająco dobrze wychowane dzieci, w rzeczywistości, choć nieświa­domie, posługują się nimi. Prawdopodobnie przeszli przez etap, w któ­rym dość ostro egzekwowali posłuszeństwo. Wydają się tolerancyjni, ale doświadczenie dzieci kłóci się z tym obrazem. Są na przeciwnym biegunie w stosunku do tych rodziców, którzy najpierw w milczeniu znoszą złe zachowanie swoich pociech, a potem nagle wybuchają, krzyczą, wymierzają klapsy, w furii wyrzucają z pokoju. Ci niestosują­cy kar na każdy przejaw niewłaściwego zachowania reagują stanow­czym, spokojnym, ale natychmiastowym: Nie, na to się nie zgadzam, a potem wymyślają szybko jakieś inne zajęcie dla dzieci. Jeśli takie rozwiązanie uważasz za niemożliwe w twoim domu, nie zamartwiaj się. Nie jesteś w tym odosobniona. Realistki, w odróżnieniu od akade­mickich feministek, przyznają, że poleganie na zasadzie Na to się nie zgadzam jest znacznie łatwiejsze, gdy ma się tylko dziewczynki lub je­dynaka.

Jesteśmy racjonalne i dobrze komunikujemy się słownie, mówi Ma- rion, której związek z córką przypomina raczej relacje pomiędzy dwie­ma zaprzyjaźnionymi kobietami. Matka, jeśli nie ma nastroju, żeby jeść w towarzystwie, wychodzi. Wyjść tak po prostu, to luksus, przepra­szam, jeśli sprawiam komuś przykrość, na który mogą sobie pozwolić tylko samotni rodzice z jednym dzieckiem. Między nimi czasem po­wstaje taki rodzaj związku, w którym wraz z dojrzewaniem syna czy córki zaciera się granica pomiędzy zachowaniem dorosłego i dziecka. Większość z nas nie może sobie na to pozwolić, ponieważ w tym sa­mym czasie musimy dbać o dobre stosunki z innymi dziećmi i dorosły­mi. Jeśli rodzic po prostu wyjdzie z pokoju, w którym dwóch lub trzech rozwścieczonych chłopców się bije, bójka, zanim ustanie, najpierw rozgorzeje na dobre.Takie postępowanie nie odbija się natomiast na związku Marion i jej córki. Ta inteligentna, czasami dość uparta dziewczynka nie ma wątpliwości, że matka rzeczywiście niektóre rzeczy uważa za absolut­nie niedopuszczalne. Do takich należy na przykład niefrasobliwy sto­sunek do obowiązków szkolnych, czy ostatnio naśladowanie pewnych zachowań nastoletnich koleżanek.

Gwoli uściślenia dodam, że jeśli uważasz niektóre zachowania za absolutnie niedopuszczalne, musisz bezwzględnie dawać temu wyraz.

Weźmy na przykład brzydkie słownictwo. Jeśli, choć to cię bardzo drażni, pozwolisz sześciolatkowi, żeby przez dziesięć minut opowiadał przy stole dowcipy na temat czynności fizjologicznych załatwianych w toalecie, a dopiero potem każesz mu przestać, w istocie akceptujesz jego zachowanie. Lepiej powiedzieć mu od razu, że ma natychmiast skończyć, bo inaczej zostanie odesłany na jakiś czas do toalety. Nie od­stępuj od spełnienia groźby, nawet jeśli znasz wielu dorosłych, którzy wyrażają się i zachowują podobnie. Ty nie zmienisz całego świata, masz natomiast przekazać własnemu dziecku, że używanie brzydkiego słownictwa jest niewłaściwe.
Jeśli klozetowe słownictwo ci nie przeszkadza, twoje wysiłki, żeby je wyeliminować, nie będą przekonujące.