Archive for the ‘Granica i obowiązki’ Category

Zamiast sankcji

Miej świadomość, że ostatecznym celem jest osiągnięcie w przyszło­ści z twoimi dziećmi relacji na płaszczyźnie dorosły-dorosły, bez po­trzeby odwoływania się do jakichkolwiek sankcji i gróźb. Wielu sku­tecznych rodziców, z którymi przeprowadzałam wywiady, miało kłopoty z odpowiedzią na pytanie, jak często używali bardzo poważ­nych gróźb. Odpowiadali, że może jeden raz albo nigdy.

Ci rodzice zwracali wielką uwagę na to, żeby konsekwentnie wy­chwalać dziecko za dobre zachowanie, pomoc innym i miłe gesty, szczególnie te podjęte z własnej woli.

Nie będzie w tym nic odkrywczego, jeśli powiem, że jedną z najcen­niejszych rzeczy, którą możesz ofiarować dziecku, jest pochwała. Wy­korzystaj więc swoje możliwości. Miej w zwyczaju chwalenie, powiedz dobre słowo, gdy twój agresywny, nieznośny sześciolatek podejmie wy­siłek i posprząta lub będzie miły dla siostry. Pochwała nie tylko pozy­tywnie wpłynie na twoje dziecko, ale również przypomni tobie, że ten malec wcale nie jest taki najgorszy.

Klapsy

Rodzic, który twierdzi, że nigdy nie dał dziecku klapsa, ma według mnie albo bardzo krótką pamięć, albo kłamie. Wszystkim się to kiedyś zdarzyło. Wielu ludzi z odrazą myśli o fizycznym karceniu dzieci, inni chcą, aby klapsy prawnie zostały zakazane. Są też tacy, którzy uważa­ją, że mają prawo uderzyć własne dziecko, a próby nałożenia legalnych sankcji traktują jako poważne naruszenie ich praw.

Skuteczni rodzice przeważnie przyznają się do dawania klapsów, ale podkreślają, że karali w ten sposób tylko małe dzieci. To dziwne, że wolimy uderzyć dziecko wtedy, gdy jest malutkie i słabe, ale właśnie tak postępujemy. Teoretycznie klaps staje się zbyteczny, z chwilą gdy dziecko zaczyna rozumieć przekaz słowny. Możemy wtedy je przeko­nywać i stosować bardziej konstruktywne strategie i sankcje. Moje osobiste doświadczenia z własnymi dziećmi potwierdzają pogląd, że klaps nie przynosi nic dobrego. Maluchy płaczą, zaczynają się bunto­wać, obrażają się. Rodzic czuje się okropnie, wpada w panikę, sytuacja wymyka się spod kontroli.

Ingrid, matka dziewięcioletniej dziewczynki i siedmioletniego chłopca, przeczytała książkę, której autorzy radzili karcić dzieci klapsem za uporczywe ignorowanie poleceń. Sugestia była taka, że­by tylko raz powiedzieć dziecku, co ma zrobić. Jeśli nie wykona pole­cenia, dać klapsa. Metoda rzeczywiście okazała się skuteczna, ale bezwzględne jej stosowanie było dla mnie trudne. Bo to jest tak: Ty nie chcesz uderzyć dziecka. Nie chcesz także przyznać sama przed so­bą, że zasłużyło na klapsa, bo zachowało się źłe. Odkładasz więc mo­ment kary. Próbujesz innych metod. To nie pomaga. Stajesz się więc coraz bardziej zla, aż wybuchasz i uderzasz dziecko ze złości. A tego nie powinnaś robić, bo wtedy widać, że tracisz kontrolę. Starałam się, żeby klaps był krótkim, ostrym jednym uderzeniem.

Silnym środkiem dyscyplinującym. Teraz również karcę dzieci w ten sposób, ale rza­dziej.

Metoda kontrolowanego, fizycznego karcenia zalecana w niektó­rych podręcznikach surowego wychowywania dzieci jest bardzo trud­na do zastosowania, ponieważ wymaga, abyśmy bili dziecko, kiedy wcale nie mamy na to ochoty. Na poziomie czysto emocjonalnym jest to bardzo przykre uczucie i tak samo złe, jak bicie ze złości, gdy traci się kontrolę. Niektóre poradniki przekonują, że dobremu rodzicowi nawet nie przyjdzie do głowy uderzyć własne dziecko, co również brzmi nierealistycznie, a ponadto kwalifikuje 99 procent rodziców do grupy dysfunkcyjnej.

Rodzina Joyce'ów podśmiewa się z polityki kontrolowanego fizycz­nego karcenia uprawianej przez ich ojca Micheala. Starsze nastolatki czasem odgrywają, jak próbuje zmusić się, żeby uderzyć ich małe sio­stry, sześcio- lub dziesięcioletnią: Naprawdę zaraz dostaniesz klapsa, ja nie żartuję. Po czym lekko poklepuje dziewczynkę po ramieniu. Micheal należy do tych rodziców, którzy funkcjonują najlepiej, gdy nie odczu­wają przymusu wymierzenia kary cielesnej. Szczęśliwie, jest wielu ta­tusiów takich jak on.

Jeśli jednak fizyczne karcenie w formie klapsów stanie się nielegal­ne lub będzie społecznie nieakceptowane, wtedy nawet najłagodniej­szym rodzicom będzie go brakowało. Katya jest matką, która nigdy nie uderzyła żadnego z dwójki swoich dzieci. Jest typem osoby bardzo się kontrolującej, pewnej siebie, którą trudno podejrzewać o bicie dzieci pod wpływem złości. Jest rzeźbiarką, kobietą atrakcyjną, która łatwo potrafi wyartykułować swoje myśli. Nie odczuwa potrzeby fizycznego karania dzieci, ale nawet ona mówi: Myślę, że dziewięciolatek może pa­miętać jednego klapsa, którego dostał bardzo dawno temu. To wystarcza, żeby w umysłach dzieci powstała idea, że można być w ten sposób ukara­nym, że są przewinienia, za które dostaje się klapsy, na przykład umyślne niszczenie komuś rzeczy, złośliwe działanie. Teraz nazywam jej słowa bardzo szczerym wyznaniem.

Inna bardzo łagodna matka, Marsha, której dwaj synowie, dwuna­stoletni i trzynastoletni, są obecnie co najmniej tak silni jak ona, opo­wiada o torturach, jakie przeżywa z powodu stosowania kary fizycznej. Wybiera jednak ten sposób karcenia, ponieważ, gdy próbuje zganić chłopców, cisną się jej na usta słowa tak przykre, że potem trudno jej nad sobą zapanować.

Może to brzmi niewiarygodnie, ale dzieci akceptują klapsa, jeśli jest on ostatecznym środkiem zapobiegawczym. Natomiast jeśli często bi­jesz dziecko, możesz mieć pewność, że będzie ono agresywne w sto­sunku do ciebie lub młodszych i słabszych dzieci.
Pięcioletni synek Diany zaczął się szarpać, a kiedy próbowała przy­wołać go do porządku, usłyszała: Dlaczego tobie wolno mnie bić, a mnie ciebie nie? Ja mogę ci oddać! Scenę obserwowała starsza, dziesięciolet­nia córka, która powiedziała: Teraz już nas mamo nie bijesz, ale robiłaś to, gdy byliśmy mali. A kiedy Diana spytała, dlaczego dostawali klapsy, dziewczynka dodała: Bo byliśmy tak bardzo niegrzeczni, że nie wiedzia­łaś, co robić, więc nas biłaś.

Klapsy są degradujące i okropne, ale to jeszcze nie koniec świata. Rodziny mogą cierpieć z powodu bicia i nadal funkcjonować w miarę normalnie. Pamiętaj jednak, że natychmiast powinnaś przestać bić dziecko, jeśli:

Wydaje ci się, że masz prawo je bić, bo sama byłaś bita w dzieciń­stwie.

•        Bicie rozładowuje twoje napięcie i sprawia ci przyjemność.
•        Zdarza ci się uderzyć dziecko częściej niż raz w tygodniu i częściej, niż potrafisz się kontrolować.
•        Bicie jest pierwszym środkiem, do którego się odwołujesz, a nie ostatnim.
•        Jeśli kiedykolwiek uderzyłaś dziecko na tyle mocno, że pozostał ślad lub siniak.

Wymienione powyżej powody są naprawdę niepokojące. Jeśli wyda­je ci się, że któryś z nich odnosi się do ciebie, koniecznie porozmawiaj o tym z zaufaną osobą. Kiedy będziecie dyskutować, zapewne uświa­domisz sobie, że bijesz w tajemnicy, gdy nikt postronny nie widzi, a to jest sygnał alarmujący.

Jeśli wydaje ci się, że masz znacznie poważniejszy problem, bo nie tyle bijesz dziecko, co je katujesz – choć to mało prawdopodobne, że­byś w tym wypadku czytała tego rodzaju poradnik – zaprzestań tych praktyk już teraz. Jest to przemoc fizyczna, a może i przestępstwo i nie ma na nie żadnego usprawiedliwienia. Zwróć się do zaufanego leka­rza, najlepiej takiego, który sam ma dzieci, nie będzie oceniał cię zbyt surowo. Pamiętaj, że ty i przede wszystkim twoje dziecko potrzebuje­cie pomocy.

Jesteś najpodlejszą, najokropniejszą mamą na świecie

Jeśli nie podoba ci się odsyłanie dziecka za karę do osobnego po­koju, wypróbuj taktykę Louise, matki czworga dzieci. Ona zamiast ka­rać, pozbawia przywilejów, a że lubi wymyślać dla swoich dzieci naj­różniejsze nagrody i specjalne wyróżnienia, nigdy nie ma problemów ze znalezieniem czegoś, co można by odebrać. Louise dodaje:

Czasem widzą, że płaczę i jest im przykro, szczególnie wtedy, gdy są dla siebie okropni. Nie zalewam się Izami, żeby ich wzruszać, wiedzą, że plączę, bo jest mi bardzo smutno.

Ismene, inna matka czwórki dzieci, zaczęła pozbawiać je różnych przyjemności z chwilą, gdy skończyły siedem lat. Uważa, że wysyłanie za karę do oddzielnego pokoju jest właściwe dla młodszych dziecia­ków. Wprowadzanie bardziej skomplikowanych sankcji jest niesłycha­nie trudne, gdy młody człowiek w zemście obrzuca obelgami, dąsa się i w inny sposób wyraża swoje niezadowolenie.

Ciężko jest wytrwać na swoich pozycjach. Pewnego razu zabroniłam dzieciom zaprosić przyjaciół w piątek na podwieczorek, ponieważ byli niesforni w poniedziałek. W związku z tym przez cały tydzień atakowali mnie. Choć było to okrop­ne, cieszę się, że się nie złamałam. Oni muszą wiedzieć, że na przyjem­ność w weekend pracuje się cały tydzień.

Diana, która ma trójkę dzieci, mówi:

Nie jest miło słyszeć, że jest się najpodlejszą, najokropniejszą mamusią na całym świecie. Ale ja nic so­bie nie robię z tych inwektyw, bo dla nich jestem uosobieniem siły, a te obelgi są jedynym dostępnym im sposobem odegrania się na mnie.

Curtis wiele razy prosił trójkę swoich dzieci, żeby posprzątały za­bawki. Niestety, jego prośby nie skutkowały. Wreszcie zapowiedział, że jeśli do określonej godziny nie zrobią porządku, wszystkie im zabie­rze. Ponieważ dzieci nie posłuchały, wpakował do worka wszystkie po­rozrzucane zabawki. Okrutne? Nie, jeśli po kilku dniach dzieciaki spo­kojnie będą mogły je wyjąć.

Synowie Teresy w wieku sześciu i ośmiu lat wiedzą doskonale, że je­żeli coś przeskrobią w ciągu tygodnia, spędzą sobotnie przedpołudnie w swoich pokojach, oczywiście bez telewizora. Jeśli przez przypadek zostawisz dzieciom telewizor, cały twój plan nałożenia kary spali na panewce.

Użyteczne sankcje to takie, które nie są okrutne i nie wymagają specjalnych przygotowań. Dzieci poniżej siedmiu, a może ośmiu lat powinny być karane w ciągu dwudziestu czterech godzin od chwili przewinienia. Wtedy wiedzą, jakie są rezultaty niewłaściwego postę­powania. Natomiast w odniesieniu do starszych niektórzy rodzice, na przykład Ismene, uważają, że warto wymierzyć karę odroczoną w cza­sie, żeby pokazać, jak poważnie ją traktujemy.

Zoe widzi teraz (jej dzieci mają już po dwadzieścia kilka lat), ile musiała się nauczyć, żeby umieć karać.

Przekonałam się, że trzeba umieć dobierać sankcje. Obowiązywała u nas prosta zasada, że jeżeli dzieci nie zrobią tego, o co prosiłam, za­powiadana groźba natychmiast była spełniana. A więc, jeśli nawet wy­myśliłam głupią karę, nie mogłam od niej odstąpić. Jeżeli powiedzia­łam któremuś, że przez tydzień nie ma oglądania telewizji, nie było odwrotu. Oczywiście trzeciego dnia sankcja stawała się okropnie irytu­jąca, bo wszyscy chcieliśmy zobaczyć jakiś program, a z powodu kary nałożonej na jedno dziecko cierpiała cała rodzina. Wtedy zrozumia­łam, że zanim podejmę jakieś dyscyplinujące kroki, muszę wszystko do­brze przemyśleć.

A oto lista prostych sankcji:

•        Wysianie wcześniej do łóżka bez kolacji albo tylko o chlebie z ma­słem w ilościach dowolnych. Może to brzmi absurdalnie, niemod­nie, ma jednak tę niewątpliwą zaletę, że taką karę można zastoso­wać natychmiast i nie jest ona brutalna. Daje ci odrobinę spokoju. Pozwala także dogadać się później w ramach rozmów zostańmy znowu przyjaciółmi. Staraj się nie pomniejszać znaczenia kary przez przynoszenie dziecku prezencików, żeby zrekompensować przykrość.

•        Odwołanie wizyty przyjaciela. Stosuj tę sankcję tylko wtedy, gdy kolega przychodzi często, w przeciwnym razie kara jest zbyt okrutna. Jeśli nie planujesz z góry takich wizyt, lecz zapraszasz spontanicznie pod wpływem chwili, wtedy na określony czas po­winnaś zrobić przerwę, mówiąc na przykład: Fred nie może do nas przychodzić przez tydzień. Taka kara jest wystarczająco długa, a poza tym wprawia dziecko w zakłopotanie (co nie zawsze jest złe) i w jakiś sposób karze również przyjaciela, zwłaszcza jeśli jest on współwinny.

•        Zakaz oglądania ulubionych programów telewizyjnych. Kara szyb­ka i łatwa do zastosowania w dni wolne od pracy. Pomyśl jednak, że gdy dziecko ma telewizor w swoim pokoju, będziesz czuła się śmiesznie, wynosząc aparat za każdym razem.

•        Pozbawianie przywilejów. Upewnij się, czy starsze dziecko zacho­wało jednak coś ze swoich specjalnych uprawnień.

Szkolne zasady

Szkoła jest specjalnym rodzajem społeczności i ważne jest, aby dziecko nauczyło się przystosowywać do zasad obowiązujących w grupie, do której należy. Czasami nie widzi ono powodu, aby ich prze­strzegać, a i tobie mogą się wydać błahe i bezsensowne. Dzieci na przykład mogą być uczone, że fryzura i obuwie reprezentują coś bar­dzo ważnego – świadczą o przynależności do danej szkoły, o członko­stwie w społeczności uczniowskiej.

Jeśli nie będziesz traktować błahych zasad poważnie, dasz do zro­zumienia swojemu dziecku, że wszystkie normy można naginać. W ten sposób poprowadzisz je przez moralny labirynt na skróty. A dzieci naj­pierw muszą przyjąć regułę o stałości zasad, by po latach były gotowe do zrozumienia idei zasady naginanej do potrzeb.

Formułuj groźby, które jesteś gotowa spełnić

Jeśli hałas z tyłu nie ucichnie, wracamy do domu, nie pojedziemy do Francji.
Jeśli jeszcze raz uderzysz siostrę, pójdziesz spać bez kolacji.
Jeśli to zrobisz, wyprowadzę się.

To są właśnie trzy puste groźby, a szczególnie ostatnia jest nie tylko brutalna, ale i zasługująca na pogardę.Trący ma siedmioletnie bliźniaki i trójkę młodszych dzieci. Kiedy bliźniaki miały pięć lat, pewnego dnia zachowywały się w parku szcze­gólnie nieznośnie.

Poskarżyłam się mojej przyjaciółce, że już nie wiem, co robić. Ona odparła, że po prostu mam się trzymać tego, co powiedzia­łam. Uświadomiłam sobie wtedy, że tego nie robię, choć myślałam, że tak jest. Zawsze obiecywałam sobie, że spełnię groźbę, a w końcu dawałam za wygraną.

Najwłaściwsze są takie groźby i sankcje, które można szybko i sku­tecznie wykonać. Wysłanie dzieci do pokoju na czas, który wydaje się odpowiedni, jest nie tylko dobrym sposobem na rozdzielenie walczą­cych stron wtedy, gdy zaczyna się bójka, ale także nieagresywną, łatwą do wymierzenia karą.

Niektórzy rodzice unikają tego rodzaju środków, ponieważ nie chcą, aby dzieci kojarzyły jakiś pokój z karaniem. Maluchy są często wysyłane do kąta albo na specjalny fotel dla niegrzecznych, jednak skuteczni rodzice uważają, że dzieci mające więcej niż pięć lat powin­ny za złe zachowanie być usuwane z pomieszczenia, w którym przeby­wają inni.

Wybrany pokój może służyć do odbywania kary, nie wywołując ne­gatywnych, długotrwałych skutków. Jeśli masz w domu jadalnię, mo­żesz posadzić tam dziecko przy stole bez obawy, że na zawsze zrazi się do jedzenia. Jeśli masz łazienkę, możesz odesłać do niej dziecko, a z pewnością nie zacznie patologicznie bać się klozetu. Natomiast kuchnia nie jest dobrym miejscem do odbywania kary, ponieważ znaj­dują się w niej przedmioty, które w rękach rozzłoszczonego, zostawio­nego samotnie dziecka mogą być niebezpieczne, ale jeśli nawet je tam zamkniesz, tylko niezwykle dociekliwy psychoterapeuta może wpaść na pomysł, że awersja do zmywania naczyń u młodego człowieka ma związek z zamykaniem go w dzieciństwie w kuchni za złe zachowanie.

Poza tym odesłanie do pokoju może być dla dziecka błogosławio­nym schronieniem, szansą na ucieczkę z sytuacji, która wymknęła się spod kontroli. Kiedy dziecko naładowane jest złością, a duma nie po­zwala przeprosić, chwile samotności przynoszą ulgę, pomagają uleczyć rany. Młody człowiek dojrzewa do momentu, w którym może wyjść i powiedzieć przepraszam.

Nigdy nie zamykaj dziecka w pokoju na klucz, nie stój pod drzwia­mi, żeby spotęgować dramatyzm chwili. Po pewnym czasie podejdź spokojnie, poproś, żeby wyszło, przeprosiło, i to nie tylko ciebie oraz osoby poszkodowane, ale wszystkich domowników za spowodowanie zamieszania. Próbuj rzeczywiście przetrzymać dziecko w odosobnie­niu tak długo, jak zapowiedziałaś. W przypadku kłótni między dzieć­mi, dobrze sprawdzoną metodą jest odsyłanie ich do pokoju na czas dwukrotnie dłuższy, niż trwała awantura.

Stanowi to dla nich zachętę do szybkiego załagodzenia sporu między sobą. Jeśli nie wiesz, jak dłu­go się kłócili, oszacuj sama.
Jedna z córek Oliwii demonstracyjnie okazuje zły humor. Wydyma dolną wargę, garbi się i zamyka w sobie. Matka wtedy mówi do niej:

Odejdź i bądź sama, jeśli chcesz zachowywać się w ten sposób. Nieład­nie ci z tą miną. Proszę, wyjdź, bo my nie chcemy patrzeć na ciebie, gdy tak wyglądasz. Albo rozchmurz się i daj mi całusa, albo idź gdzie indziej. Będzie nam miło cię zobaczyć, gdy przestaniesz wyglądać jak stara cza­rownica.

Nigdy się nie poddawaj, ani nie odstępuj od swoich zasad

Kirstie przypomina, że zdarzają się sytuacje, kiedy tracisz argumen­ty i nie możesz narzucić swoich zasad. Nie trzeba się tym przejmować. Jeden dzień, w którym dziecko wygra batalię i otrzyma dodatkową paczkę cukierków lub później pójdzie spać, bo wbrew tobie nie wyłą­czy na czas komputera, czy zauważy, jak pokonana sprzątasz za niego pokój, nie zmieni go w groźnego mordercę.
Następnym razem, kiedy powróci przedmiot sporu przegranego przez ciebie, dziecko triumfalnie powie: Ale ostatnim razem mi pozwo­liłaś! Na co ty spokojnie odpowiesz:

Tak, i właśnie dlatego jestem zde­cydowana nie ustąpić tym razem. Szczerze wyjaśniaj swoje stanowisko. Byłam zmęczona i dlatego dla świętego spokoju zgodziłam się na te cu­kierki, ale jeśli pozwolę ci je jeść codziennie, będzie to szkodliwe dla two­jego zdrowia, albo: Żałuję, że pozwoliłam ci siedzieć do późna przy kom­puterze, następnego dnia byłeś zmęczony i w złym humorze, albo: Byłam wściekła, sprzątając twój pokój, i rozzłoszczona na ciebie, nie chcę, żeby­śmy gniewali się na siebie.


Oczekuj rezultatów

…a przynajmniej zachowuj się tak, jakbyś oczekiwała. Zoe powie­działa: Odnoszę się do dzieci w ten sposób, jakbym była pewna, że zrobią to, o co prosiłam.

Co mówią rodzice starający się skłonić dziecko do porannego wsta­nia:

Rodzic A: Proszę wstań, powtarzam już setny raz. Ta wypowiedź ak­centuje poświęcenie rodzica i użalanie się nad sobą, skupia się na re­lacji pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Jest w istocie szantażem emocjo­nalnym słabo zamaskowanym.
Rodzic B: Wielkie nieba, jeszcze jesteś w łóżku? Chyba oszalałeś, wszyscy twoi koledzy są już w drodze do szkoły! Takie wesołe podejście akcentuje relacje między dzieckiem a rówieśnikami. Opiera się na za­łożeniu, że woli ono być z przyjaciółmi w szkole, niż wylegiwać się w łóżku.

Zachowuj proporcje

Twoje dziecko nie będzie miało nieszczęśliwego życia, jeśli nie umie składać piżamy, choć być może nie dostanie pracy opiekunki do dziec­ka. Nie będzie nieszczęśliwe, jeśli spróbuje papierosa w parku za krza­kami, choć być może skróci sobie życie. Będzie natomiast miało bar­dzo nieszczęśliwe życie i unieszczęśliwi innych, jeśli myśli, że wolno mu wyżywać się na ludziach, kłamać, ranić słowami, zachowywać się egoistycznie. Czy twoje reakcje do tych różnych przewinień oddają te różnice?

Wprowadź rozróżnienie pomiędzy różnymi typami zasad. Nigdy nie odrzucę mojego dziecka z powodu fryzury. Liczy się to, czy młoda osoba postępuje honorowo i czy można jej zaufać – mówi Breda Joyce.

Są zasady, które bezpośrednio zapewniają dziecku bezpieczeństwo, od których zależy jego życie i w pewnych wypadkach życie innych. Te zasady nigdy, przenigdy nie mogą być łamane bez przykrych konse­kwencji, ponieważ muszą tworzyć fundament jego życia. Następnie są zasady moralne, tak samo ważne jak zasady bezpieczeństwa i również nigdy bez surowych konsekwencji nie mogą być łamane, stanowią bo­wiem o relacjach dziecka z ludźmi.

Raczej mniej ważne są zasady organizacyjne, dotyczące wstawania, chodzenia spać, porządkowania, ubierania się. One sprawiają, że życie w twoim domu staje się przyjemniejsze. Rodzice więcej czasu poświę­cają na utrwalanie tych zasad, niż norm moralnych i bezpieczeństwa.

Najmniej istotne są te zasady, których łamanie wywołuje najżywsze reakcje u niektórych osób. Dotyczą palenia, picia, ubioru, właściwej diety. One też są ważne na swój sposób, ale nie mają wymiaru moral­nego. Nie trzeba ich bagatelizować, ale dziecko nie może nabrać prze­świadczenia, że dla ciebie brudny podkoszulek albo zjedzenie kawałka czekolady jest takim samym przestępstwem, jak kopanie mniejszego dziecka.

Ustalaj zasady i ich przestrzegaj

łona, matka dwójki dzieci, wspomina swoją ulubioną opiekunkę, której klasyczne, staromodne podejście zaskarbiło sobie serce jej cór­ki. Wydaje się, że rzecz polega głównie na wielokrotnym powtarzaniu za­sady, jeszcze i jeszcze raz.

Breda Joyce, choć w pewnych sprawach, głównie dotyczących wła­ściwego stosunku do ludzi, przestrzega surowych norm, w innych ob­szarach zostawia dzieciom dużo swobody.

Oliwia, matka dwóch bardzo różnych córek, mówi: Jestem wielką zwolenniczką wprowadzania zasad od samego początku. Miałam bardzo starą nianię, która, nim zajęła się moimi dziećmi, była w naszej rodzinie dwadzieścia sześć lat. Otóż, kiedy moja młodsza córka miała dwa dni, stara kobieta powiedziała, że mam postępować bardzo stanowczo z tym dzieckiem, bo nie dam sobie rady. I miała rację.
Nawet jeśli niania spodziewała się, jakie skłonności w zachowaniu może przejawiać córka Oliwii, bo znała dobrze charakter rodziny, nie ma wątpliwości, że łatwiej jest sobie poradzić z dziećmi, gdy najszyb­ciej, jak to tylko możliwe, wprowadzi się określone zasady.

Odróżniaj samo dziecko od jego zachowania

Zwyczaj mówienia: Jesteś taki niegrzeczny, należy do bardziej de­struktywnych. Twoim zadaniem, jako rodzica, jest oddzielenie dziecka, które kochasz, od zachowania, które doprowadza cię do szalu. Wtedy on czy ona widzi, że nieakceptowane zachowanie nie jest jego lub jej integralną częścią, lecz czymś, co można zmienić.

Lepsze rezultaty uzyskasz, mówiąc: Jest mi przykro, gdy bijesz się z malutkim braciszkiem, niż: Jesteś okropną dziewczynką, jak możesz bić malutkiego braciszka.

Zaskakujące, ale to samo odnosi się do stwierdzeń pozytywnych. Chociaż nie ma nic złego w powiedzeniu: Jesteś bardzo miły, dzieląc się słodyczami, to stwierdzenie w taki sam sposób szufladkuje dziecko, jak uwaga negatywna. Osoba określana jako mila musi rozumieć, że mo­że czasem sama decydować, czy chce być mila, że to nie dzieje się au­tomatycznie.

 

Nie krzycz

Skuteczni rodzice nie krzyczą na swoje dzieci, a na pewno nie robią tego często. Rita, samotna matka dwóch dziewczynek w wieku sied­miu i ośmiu lat oraz malutkiego chłopca, wspomina:

Raz latem krzy­czałam na całą trójkę. Zwykle nie wrzeszczę od razu. Najpierw po prostu mówię – zostaw to, jest niebezpieczne, a jeśli nie posłuchają, wtedy krzy­czę. Tego szczególnego dnia wszyscy zrobili coś niewyobrażalnie głupiego i złego, a maluch na dokładkę popsuł mi radio. Nagle sąsiadka zawoła­ła przez płot, że jeśli nie przestanę się drzeć, zawoła policję. Poczułam się strasznie, bo jako samotna matka muszę zachowywać kontrolę, nikt mnie nie wesprze. To było okropne słuchać groźby w obecności dzieci, ale całkowicie rozumiałam tę kobietę. Ja też nie lubię wrzasków. No, ale cóż. W całej tej sprawie męczy mnie przekonanie, że gdybym była mężczyzną, sąsiadka nie zdobyłaby się na interwencję.

Krzyk rodzi krzyk. Uczy dzieci krzyczeć na ciebie i na innych. Bar­dzo szybko w całym domu wszyscy drą się na siebie. Kiedy krzyczysz, szybko tracisz kontrolę nad tym, co mówisz. Wypowiadasz słowa, któ­re ranią dzieci i pogarszają sytuację.

Jeśli ostatnio było za głośno, spróbuj wprowadzić dzień szeptany. Udawajcie, że wszyscy macie zapalenie gardła, choćby przez dwie go­dziny. Pierwsza osoba, która podniesie głos bez uzasadnionej potrze­by, będzie musiała coś zrobić, np. zmyć naczynia, zasłać łóżka, wyko­nać jakieś usługi dla innych członków rodziny. I uważaj, bo tą osobą możesz być ty.

Trzymaj się tego, co powiedziałaś

Breda Joyce uważa, że rodzice tracą zaufanie dzieci między innymi dlatego, że wydają rozporządzenia i się z nich wycofują. Z jednej stro­ny łatwo nas namówić do zmiany decyzji, a z drugiej mówimy – bardzo cię kocham! Czy więc dzieci nie mogą podejrzewać, że w końcu odstąpi­my także od kochania ich? One muszą wiedzieć, do jakiego stopnia jeste­śmy poważni. Czy rzeczywiście mówisz to, co myślisz? Jak łatwo zmie­niasz zdanie?

Zoe podkreśla: Każde dziecko musi czuć, że są pewne rzeczy czy spra­wy, co do których matka zawsze powie – nie.

Dzieci wynajdują dziesięć najróżniejszych powodów, żeby nie zrobić tego, o co je prosisz. Owe argumenty służą do testowania twoich moż­liwości egzekwowania decyzji. W ten sposób sprawdzają, czy jesteś „nadludzkim" rodzicem. Nigdy nie daj się wciągnąć w dyskusje oparte na błędnej dziecięcej logice. Podejmując taki spór, akceptujesz warun­ki dziecka i dajesz mu do zrozumienia, że nie kontrolujesz sytuacji, że może ono wytaczać przeróżne argumenty, a ty je uznasz za ważne.

Taka postawa rodziców budzi strach u dzieci, a ponadto prowadzi do marnotrawienia mnóstwa czasu. Zrób to teraz, a potem będziesz py­tał, mówi Breda Joyce do dziecka. Daje jej to oddech i czas na później­sze omówienie sprawy.

Oliwer próbuje być, jak sam się nazywa, tatusiem pięć razy dlaczego. W rozmowach z siedmioletnimi bliźniakami zawsze chętnie podaje pięć argumentów na pytanie dlaczego, zanim kategorycznie stwierdzi – bo tatuś tak uważa. W ten sposób pozwala domagać się racjonalne­go wyjaśnienia, co jest prawem dziecka, a jednocześnie, gdy dyskusja staje się surrealistyczna, ma drogę odwrotu.