Archive for the ‘Miłość, nienawiść i inne miłe zajęcia’ Category

Zabawki

Ostatnim przejawem oporu ludzkości przeciw siłom rynku jest to, że dzieci rzadko bawią się najmodniejszymi zabawkami zgodnie z su­gestiami producenta. Lalki Barbie i kucyki My Little Ponieś używane są do walki z trollami. Walczą aż do śmierci, ale wszystko, jak mówi Nerys, odbywa się w przyjacielskiej atmosferze.

Nawet w rodzinach, w których dzieci są już nastolatkami, pewne za­bawki przetrwały. Klocki Duplo, wersja Lego dla najmłodszych okaza­ły się być świetnymi zabawkami konstrukcyjnymi dla dzieci w każdym wieku. Są też znacznie praktyczniejsze, bo nie gubią się tak łatwo. Obecnie klocki Lego są bardzo wyspecjalizowane i utrata jednego ma­leńkiego elementu uniemożliwia zbudowanie kosmicznego pojazdu, przedstawionego na pudełku.

Znam rodzinę, w której dzieci (najstarsze dziewięć lat) mają impo­nującą kolekcję setek klocków Duplo, gromadzoną przez lata. Są to ich podstawowe zabawki. Ojciec, dwie córeczki i malutki synek, wyko­rzystując w bardzo przemyślny sposób poszczególne elementy, zbudo­wali olbrzymi statek oceaniczny i inne urządzenia, a następnie sfoto­grafowali owe konstrukcje. Zabawa klockami angażuje wyobraźnię i pomysłowość dzieci.

Każda z nas zna dzieci, które choć mają mnóstwo zabawek, nigdy się nimi nie bawią. Wybierając zabawki, lepiej kierować się ich przeznacze­niem i funkcjonalnością, niż znakiem firmowym. Kolekcja powinna skła­dać się z elementów, które łatwo dostosować do aktualnych potrzeb i które mogą być różnorodnie wykorzystywane. Te warunki spełniają za­bawki konstrukcyjne i klocki. Wśród lalek i figurek najlepsze są te, które mogą grać najróżniejsze role. Natomiast niezwykle popularne piękności, jak Barbie, Sindy, czy inne ofiary mody o taliach osy, raz wyjęte z firmo­wego pudełka, walają się potem oblepione brudem. Pewien ośmioletni chłopiec, zamiast batalionu plastikowych figurek superherosów, ma ko­lekcję pluszowych misiów. Kiedy odwiedza go przyjaciel, urządzają wspa­niałe bitwy misiów, a na koniec sami turlają się po pokoju.

Gerry mówi:


Dzieci powinny mieć przedmioty, z których można zro­bić inne rzeczy. My kolekcjonujemy pudelka po butach oraz różne pojem­niki i budujemy z nich domy dla myszy. Najlepszą inwestycją okazał się być wielki, ciężki aparat do odcinania taśmy klejącej, taki, co to stoi na biurku i nie spada.

Louise ma szczęście posiadać wielki dom, w którym jest miejsce na glinę do lepienia. Glina z pewnością jest ciekawszym tworzywem niż sztuczne materiały do modelowania. Niestety brudzi i przechowywa­nie jej w domu jest kłopotliwe. Lepiej skupić się na gromadzeniu tek­turowych pudeł, kolorowych papierów po prezentach, skrawków ma­teriałów, resztce wełny i wszystkich papierów, które z jednej strony mają niezadrukowaną powierzchnię i nadają się do rysowania.

Spytaj rodziców, które zabawki ich dzieci ocaliłyby z powodzi. Większość odpowie, że konstrukcyjne albo blok rysunkowy i kredki. Mów co chcesz, zabawki są bardzo ważne.

Zabawy angażujące wyobraźnię

Nie wszystkie dzieci wybierają w dzieciństwie zabawy angażujące wyobraźnię, takie jak odgrywanie ról czy zabawy w teatr. Deborah uważa, że dziesiątkę jej dzieci można podzielić z grubsza na dwie ka­tegorie – zainteresowanych sportem i lubiących zabawy z odgrywa­niem ról. Ci pierwsi spędzają całe popołudnia ćwicząc uderzenia pi­łeczką tenisową o ścianę, a drudzy zamieniają się w dorosłych – naśladują najróżniejsze czynności, od układania fryzur do udawania, że tańczą w klubie nocnym.

Czworo dzieci Nerys, mając szczęśliwych i zdrowych rodziców, uwielbia bawić się w coś, co nazywa się w ich języku „dzieci-wdowy" (Nerys dopiero po długim czasie zrozumiała nazwę, kiedy olśniło ją, że dzieci nie znają słowa „sierota"). W tej zabawie odkrywają różne sposoby radzenia sobie o własnych siłach. Zabawa ta dotyka samego sedna dzieciństwa, wyraża potrzebę dojrzewania i stawania się doro­słym. Niemal we wszystkich zabawach z odgrywaniem ról ujawnia się w jakiejś postaci pragnienie bycia dojrzałym – albo poprzez granie osób dorosłych, albo poprzez karykaturalne przedstawianie postaci dzieci w wersji nieznośnych uczniów. Przy czym warto zauważyć, że w tej niby-szkole uczeń udający nauczyciela jest dwadzieścia razy ostrzejszy od prawdziwego. Dzieci również chętnie grają role rozwy­drzonych maluchów, pokazują nam wtedy, jak bardzo już się zmie­niły.Trący zaobserwowała, że czwórka jej starszych dzieci w wieku od lat dwóch do sześciu rzadko kiedy bawi się zabawkami. W wolnym czasie głównie odgrywają sytuacje rodzinne, z reguły tragiczne łub z akcen­tem dramatycznym.

Zabawy z odgrywaniem ról mają nieocenione znaczenie dla rozwo­ju dzieci, a ponadto są bardzo praktyczne, nie wymagają wielu rekwi­zytów, i umożliwiają wspólną aktywność dzieciom z różnych grup wie­kowych. Ostatnia z wymienionych cech ma wartość sama w sobie, ponieważ dzieci mają bardzo ograniczony wpływ na swoje życie, rodzi­ce dobierają im znajomych, pozbawiając je sposobności naśladowania zachowań starszych dzieci. Dzieci starsze nie powinny być odbierane przez młodsze jako obce, dobre istoty, które bawią się na innym boi­sku. Ich zalety i wady widać z bliska.

Małe dzieci są zafascynowane nastolatkami. Jednym z wielu nega­tywnych efektów odebrania dzieciom swobody jest pozbawienie ich nieformalnych kontaktów z nastolatkami, których z tego powodu ide­alizują jeszcze bardziej. Dzieci same muszą zobaczyć, że z chwilą ukończenia dwunastu czy trzynastu lat nie zmienią się w superherosów.

Dziewięcioletnia córka Kirstie i jej najlepsza przyjaciółka posta­nowiły kiedyś zabawić się w supermodelki. Ubrały się w swoje naj­lepsze rzeczy, choć w niekonwencjonalny sposób – podkoszulki po­zakładały na bluzy, pożyczyły od Kirstie szminki, tusz i cienie do powiek, następnie spędziły godziny na wymyślaniu niezwykłych fry­zur. Na koniec zrobiły sobie zdjęcia. W szkole zabawa przeobraziła się w prawdziwy pokaz mody. Dzieci zaprosiły lokalną prasę i sprze­dawały bilety, z których dochód przeznaczyły na cele charytatywne. Jeśli zastanawiasz się, skąd u dziewczynek wzięło się zamiłowanie do mody, pewnie się zdziwisz, gdy się dowiesz, że córka Kirstie nigdy nie interesowała się Barbie ani innymi lalkami, uważając je za zbyt dzie­cinne.

Wszystko, co robią dorośli, bardzo interesuje dzieci. One poznają świat poprzez odtwarzanie go w zabawie. Córka pracującej w domu Marion przez całe dzieciństwo zbierała niezliczone ilości zapisanych przez siebie karteczek oraz katalogów książek zrobionych z pospina­nych kartek. W ten sposób naśladowała zajęcie matki. Dopiero nie­dawno matka i córka zrozumiały, jak wielki wpływ na dziewczynkę miało obserwowanie Marion przy pracy.

Zabawa w pojedynkę

Jeśli chodzi o zabawę, nie jest dobrze, gdy dziecko spędza cały swój wolny czas za zamkniętymi drzwiami, ale także nie jest dobrze, gdy każdą minutę ma zaplanowaną przez rodziców i przeznaczoną na sty­mulowanie rozwoju i rozwijanie umiejętności. Dziecko samo musi na­uczyć się wybierania dla siebie odpowiednich zajęć.
Mówi Diana:

Odrobina nudy potrzebna jest dzieciom, szczególnie podczas wakacji. Dobrze, jeśli spędzą trochę czasu w domu same. Naj­pierw pomarudzą, ale potem znajdą sobie zajęcie. Zawsze zaczynają od pytania, które w istocie jest żądaniem: A co my dzisiaj będziemy robić? Rodzice mają poczucie, że natychmiast powinni znaleźć odpowiedź, więc zabawiają dzieci od rana do wieczora. Z wiekiem maluchy coraz szybciej same wynajdują sobie coś ciekawego. Ostatnio powiedziałam mojej dzie­sięciolatce, że musi zapewnić sobie rozrywkę, bo jestem zajęta pracą, któ­ra zajmie mi kilka godzin. Telewizja w ciągu dnia jest zakazana. Córka trochę narzekała, a wreszcie wyjęła album z reprodukcjami rysunków sta­rych mistrzów i próbowała je kopiować.

Nie każde dziecko sięgnie po reprodukcje Picassa po kilku godzi­nach spędzonych we własnym towarzystwie. Dzieci z domów, w któ­rych nie ma tego rodzaju książek, rzeczywiście są poszkodowane, ale te, które mają szczęście posiadać i ciekawe książki, i rzeczy do zabawy, nie powinny uważać, że to rodzice mają organizować im zabawę. Dla­tego nie czuj się ani trochę winna, jeśli od czasu do czasu powiesz im, żeby pobawiły się same. Pomóż im zacząć zabawę (ale tylko dzieciom mniej więcej do siódmego roku życia), przygotuj bloki, kredki, farby, klej albo planszę czy sprzęt potrzebny do zabaw w ogródku, ale nie baw się z nimi dłużej, niż tego potrzebują.

Louise opowiada:

Organizowanie dziecku każdej minuty dnia jest strasznym błędem. Mój ośmioletni syn uwielbia bawić się sam. Bardzo uważam, żeby nie wypełnić mu dnia towarzystwem kolegów i zaprosze­niami, bo myślę, że własna inicjatywa w zabawie jest jedną z najcenniej­szych zdolności człowieka, ważniejszą nawet niż zdolności społeczne. W zasadzie każdy żyje sam, choć żenimy się, mamy dzieci, nawiązujemy kontakty z ludźmi. Jednak większość życia spędzamy tylko ze sobą. Jeśli dziecko stale jest z innymi, istnieje niebezpieczeństwo, że pozostawione samo nie będzie wiedziało, co ze sobą zrobić.

Sposoby bawienia się

Jest rzeczą niepodlegającą dyskusji, że w naszej rodzinie osobą naj­bardziej zapracowaną jest niemowlę. Maluch wstaje o świcie po jedena­stu godzinach bardzo potrzebnego mu snu i natychmiast przystępuje do pracy nad doskonaleniem swoich umiejętności. Ćwiczy tak zażarcie, że około dziesiątej jest kompletnie wyczerpany i musi uciąć sobie drzem­kę, aby zebrać siły na popołudniowy trening. Każda czynność wymaga wysiłku, każda umiejętność wymaga dopracowania. Maluch nie może doczekać się posiłku, a gdy dostanie jeść, je w pośpiechu. Codzienne czynności niezmiernie męczą niemowlaka. Kiedy jednak ktoś spyta: A gdzie jest dziecko? – dowie się, że maluch bawi się radośnie.

Zabawa odgrywa olbrzymią rolę w życiu dziecka, tak ważną, że nie można jej umieścić w osobnym rozdziale, bo przenika wszystkie sfery jego aktywności. Dla najmłodszych dzieci różnica między pracą a za­bawą nie istnieje. Z wiekiem człowiek oddziela odpoczynek i zabawę od czynności wymagających wysiłku, które kojarzone są z pracą.

Na pewno słyszałaś o uczeniu się przez zabawę. Za pomocą tego terminu próbowano wyjaśnić rodzicom filozofię, która leży u podstaw metod edukacyjnych opartych na założeniu, że należy w nauczaniu wy­chodzić od dziecka. Metody te przebojem zawojowały szkoły podsta­wowe w Wielkiej Brytanii w latach sześćdziesiątych i nadal są bardzo popularne. Teraz pomyśl o zabawie przez uczenie się.

Repertuar gier i zabaw każdego dziecka powinien zawierać zdrową proporcję czynności, które wymagają zarówno doskonalenia umiejęt­ności fizycznych, jak i umysłowych. Nie można skutecznie grać w teni­sa, dopóki nie opanuje się sprawnego uderzania rakietą w piłkę. Dla małego dziecka wyzwaniem w grze w szachy jest samo nauczenie się i zapamiętanie zasad.

Jeśli twoje dziecko jest zdolne, potrzebuje czegoś, co go naprowadzi na nowe rozwiązania i zmusi do ich zapamiętania, dzięki czemu doko­na przełomu w grze. Natomiast mniej zdolne, niezbyt wierzące we wła­sne siły, potrzebuje czegoś, co je zachęci do podejmowania czynności, których nie jest pewne. Ale przede wszystkim musisz zadbać o to, żeby dziecko nie utożsamiało podejmowania wysiłku z nudą.

Wybieraj zabawki, które poszerzają realne doświadczenia dzieci w byciu razem. Dobrze, gdy dziecko gra w grę komputerową z zapro­szonym do domu kolegą, ale pod warunkiem, że przestrzegają swojej kolejności. Próbuj jednak ograniczać zabawy przed ekranem i zachę­caj do zabaw z przebieraniem się czy gier planszowych.

Nie bagatelizuj znaczenia gier planszowych czy gry w karty. Zmu­szają one dzieci do porozumiewania się, negocjowania, przestrzegania kolejności, podporządkowywania się zasadom. Uczą radzenia sobie z niemiłymi rzeczami, jak oszukiwanie, przegrywanie. Nie musisz ku­pować wielkiej liczby gier w celu urozmaicenia zabawy, zaproponuj krótkoterminową wymianę gier między kolegami.

Marsha zgromadziła w pozbawionej telewizora rodzinnej daczy stare gry planszowe. Ku jej wielkiemu zaskoczeniu i radości, zwariowani na punkcie telewizji synowie polubili te gry. Marsha opowiada:

Siedmiola­tek gra jak równy z równym ze starszymi braćmi w Monopol. Może to brzmi śmiesznie, ale ja naprawdę bardzo się cieszę, że chłopcy polubili gry planszo­we. Odczulam ulgę, przekonawszy się, że nie są całkiem uzależnieni od kul­tury telewizyjnej. Nie przepadają za nowymi grami, wolą wracać do starych. Zadziwia mnie ich zamiłowanie do gry w Monopol. Częściowo chodzi o ha­zard, częściowo o posiadanie pieniędzy. Dobrze, że nie chcą gracze mną.

Jeśli potrafisz zaszczepić dzieciom entuzjazm, gry planszowe mogą okazać się atrakcyjniejsze od komputerowych. Rupa, urodzona w In­diach, ale mieszkająca w południowo-wschodniej Anglii, poprosiła krewnych o przysłanie gry, zwanej Carroum. Teraz jej dzieci wolą tę indyjską grę planszową, w której toczy się malutkie piłeczki po bogato zdobionej planszy, od gier elektronicznych Sega. Rodzina gra wspól­nie, a dziewięcioletni syn zachęcił także, z dobrym rezultatem, swoich kolegów nieazjatyckiego pochodzenia.

Zabawa w przebieranie się jest popularna u obu płci. Pewna znana mi rodzina bardzo dużo podróżuje i często zmienia miejsce zamiesz­kania. Jedynymi zabawkami, które dzieci zabierają ze sobą jest kolek­cja różnych strojów do przebierania się. Gotowe, specjalnie uszyte przebrania szybko stają się za małe, poza tym są niebotycznie drogie. Zgromadzenie własnego pudła strojów lub praktyczniej szuflady wy­maga więcej zachodu, ale starcza na dłużej. Poniżej kilka pomysłów, jak powiększyć kolekcję.

•        Można wykorzystać ubrania dziadków, które naprawdę bywają eg­zotyczne.

•        Warto odwiedzać sklepy indyjskie, a jeśli masz jakieś afrykańskie związki, może uda ci się wyprosić piękne rzeczy od krewnych.

•        Często można wypatrzyć coś ciekawego w sklepach z odzieżą używa­ną. Szukaj koszul nocnych, apaszek i szali, pasków, sztucznej biżu­terii. Kapelusze najlepiej brać od znajomych osób, o których wiemy, że nie mają zawszonych głów, zadbaj o to dla świętego spokoju.

•        Podkoszulki i bluzy w dorosłych rozmiarach, przepasane paskiem i z obciętymi rękawami, usztywnione filcem, mogą służyć do prze­bierania się za kosmonautę, średniowiecznego rycerza itp. Filc można dostać w sklepach rzemieślniczych, a jeśli go nie ma, moż­na go zastąpić kawałkami wełnianego sukna.

Opiekunowie

Istnieje różnica pomiędzy opiekunami a osobami dorosłymi, z któ­rymi dziecko zaprzyjaźniło się z własnej woli. Motywem wyjściowym u dziecka w jego kontaktach z opiekunem jest niewątpliwie poczucie bycia zdradzonym przez rodziców. Niemniej ten związek ma szansę przeobrazić się z czasem w coś dobrego dla obu stron i dziecko może dużo w nim zyskać. Mówi o tym śmieszna książeczka obrazkowa Ali­cji Dumas Teresa, our au pair.

Autorka zapoznaje dzieci z pojęciem au pair, a także przedstawia, jakie kłopoty i przyjemności spotykają tych, którymi zajmuje się opie­kunka. Początkowo malcy nastawieni są wrogo i okropnie traktują Te­resę, ale powoli dziewczyna zyskuje ich sympatię, przede wszystkim dlatego, że bawi się z nimi inaczej niż rodzice – wozi na kierownicy swojego roweru, przynosi kolacje do wanny.

Gerry podkreśla, że dzieci powinny być pozytywnie nastawiane do opiekunki. Sama Gerry kiedyś spędziła całe popołudnie na pociesza­niu au pair, którą jej dziewięcioletnia córka nazwała swoim niewolni­kiem. Dziewczynka wypowiedziała kwestię teatralnym tonem i uważa­ła, że to dobry żart.

Dzieci nie będą współpracować z opiekunką, jeśli zauważą, że ro­dzice jej nie szanują. Dlatego nigdy nie podważaj autorytetu niani, nie krytykuj jej w obecności dzieci ani nie podśmiewaj się z niej wraz z dziećmi za jej plecami. Rozmawiaj dużo i swobodnie na temat opie­kunki, ale nie osądzaj. Najlepiej zorientujesz się, czy dzieci mają za­pewnioną prawidłową opiekę, jeśli będziesz zadawała im mnóstwo py­tań dotyczących zajęć, które organizuje im opiekunka.

Wszelkiego rodzaju nianie, au pairs czy tak zwane ciocie, mają wie­le do zaoferowania dzieciom w formie wsparcia, wspólnych doświad­czeń i przyjaźni.
Gerry opowiada:

Powstała szczególna więź między moimi córkami i au pair. Kiedy starsza dziewczynka dostała pierwsze glany Doc Marten, o których, jak każda nastolatka, marzyła, australijska au pair powiedzia­ła jej, że wygląda w nich super. Charlotte była zachwycona. To stwierdze­nie znaczyło dla niej dużo więcej, niż moje „bardzo ładnie, kochanie". Inna matka, łona, mówi: Nauczyłam się bardzo dużo od opiekunki, która zajmowała się moją córką przez pięć lat. Była typem wspaniałej, staromodnej niani – spokojna i autorytatywna, bezwzględnie przestrzega­ła rozkładu dnia, posiłki podawała codziennie o tej samej porze z do­kładnością co do minuty. Jej zasady dotyczące zachowania byty klarow­ne i jednoznaczne. Niania miała wspaniały wpływ na moją córkę. Ja zaś nauczyłam się od niej, że w wychowaniu małych dzieci najważniejsze jest wielokrotne powtarzanie tych samych zasad.

Pakiet ratunkowy: jeśli podejrzewasz wykorzystywanie

Wykorzystywanie dziecka rozpatrujemy w czterech kategoriach: wykorzystywanie seksualne, fizyczne, emocjonalne (w którym mieści się dręczenie) i zaniedbywanie.

Jeśli masz uzasadnione podstawy, by sądzić, że dziecko zostało skrzywdzone lub że popełniono przestępstwo, masz prawo zawiado­mić lekarza rodzinnego, nauczyciela, Komitet Praw Dziecka, policję. Możesz również skorzystać z telefonicznej Niebieskiej Linii, przezna­czonej specjalnie dla osób mających taki problem, tam uzyskasz facho­wą poradę co do dalszego postępowania (dotyczy polskich warun­ków). Wykorzystywanie seksualne jest najtrudniejsze do zauważenia, trudno tu także o pewność, że przestępstwo istotnie zostało popełnio­ne. Niemniej twoja czujność może okazać się zbawienna dla wykorzy­stywanego dziecka. Dlatego, jeśli podejrzewasz, że dziecku dzieje się krzywda, musisz zareagować natychmiast i skontaktować się z osoba­mi, które w sposób kompetentny potrafią pomóc.

Oto oznaki, mogące świadczyć o wykorzystywaniu seksualnym:
•        Jednoznacznie seksualne zachowania u dziecka, np. próby seksual­nego pobudzania osoby dorosłej.

•        Nadmierne skupianie się na seksie. Nie należy mylić z normalnym w wieku dziecięcym zainteresowaniem anatomicznymi różnicami płciowymi. Bądź czujna, jeśli zauważysz, że dzieci bawią się w ma­musie i tatusiów w dość nieoczekiwany sposób, ale gdy są to spora­dyczne zabawy, a nie powtarzające się, nie ma powodu do paniki, że dziecko jest wykorzystywane. Pamiętaj, że dzieci widzą różne niestosowne rzeczy w telewizji i na filmach wideo. (Dziwne, ale nikt nie reaguje, gdy dzieci, naśladując filmowych bohaterów, brutalnie się biją, natomiast gdy imitują zachowania seksualne, dorośli ru­szają do akcji).

•        Zachowania regresywne, takie jak ssanie kciuka czy moczenie nocne.

•        Niewłaściwe okazywanie uczuć pomiędzy, powiedzmy, ojcem i córką.

Podczas badania lekarskiego doktor powinien zwrócić uwagę na:

•        Siniaki i zadrapania, które nie pasują do obrazu przypadkowo do­znanych urazów.

•        Swędzenie, otarcia, niewyjaśnione krwawienie.

•        Przedmioty w cewce moczowej dziecka, pęcherzu, pochwie lub od­bycie.

•        Ból przy załatwianiu się i infekcje przenoszone drogą płciową.

Strach przed molestowaniem

W opinii publicznej molestowanie dziecka łączy się przede wszyst­kim z wykorzystywaniem seksualnym. Tymczasem, w przeciwieństwie do obiegowych przekonań, w ostatnich latach nie wzrasta liczba zgła­szanych tego rodzaju wykroczeń, natomiast coraz więcej notuje się przypadków dzieci torturowanych emocjonalnie i zaniedbywanych. Nie musi to wcale oznaczać, że obecnie wzrasta liczba dzieci dręczo­nych psychicznie, możliwe, że jest to związane ze znacznie większym niż kiedyś wyczuleniem społeczeństwa na dobro dziecka. Dobrze by było, gdyby owo przypuszczenie okazało się prawdą.

Niemniej właśnie strach przed wykorzystywaniem seksualnym zmienił na gorsze życie wielu dzieci. Czujni rodzice mniej chętnie po­zwalają im budować niewinne, a bardzo wartościowe związki z innymi dorosłymi. Szczególnie obawiają się nawiązywania znajomości z męż­czyznami, co dotkliwie godzi w chłopców, którzy bardzo potrzebują do tworzenia własnych wyobrażeń o prawidłowym męskim zachowaniu wielu dobrych męskich wzorów.

Jedna z matek opowiedziała mi następującą historię:

Znajomy, któ­rego poznaliśmy przez sąsiadów, bardzo zaprzyjaźnił się z naszym synem. Jack miał wtedy dziesięć lat. Mężczyzna przynosił prezenty wszystkim na­szym dzieciom, ale gdy jedne obdarowywał kredkami, Jack otrzymywał zdalnie sterowaną łódkę. Zapraszał syna do miasta na posiłki, ale prze­ważnie towarzyszył im mój mąż. Byliśmy nieco zaniepokojeni tą sytuacją. Pewnego dnia wezwał nas do szkoły dyrektor, któremu ktoś powiedział, że widział, jak ten mężczyzna obejmował Jacka w kawiarni. Później wyszło na jaw, że człowiek ten był dwukrotnie wyrzucany z pracy za nadmierne „zaprzyjaźnianie się" z dziećmi. Nie mieliśmy jednak żadnych dowodów, wskazujących na jego kontakty seksualne z chłopcami. Musieliśmy więc porozmawiać z naszym synem. Spytaliśmy, czy jest coś, o czym chciałby nam powiedzieć i czy kiedykolwiek czuł się nieswojo, gdy ten znajomy okazywał mu uczucia. Jack przyznał, że czasem był zażenowany. Najtrud­niejsze w tym wszystkim było to, że nie chcieliśmy, żeby w jego głowie po­wstały błędne wnioski. Nie chcieliśmy, by nabrał przekonania, że siada­nie na kolanach u dorosłej osoby jest czymś nagannym, ponieważ samo w sobie nie jest. Powiedzieliśmy, że jest rzeczą złą, bo tak sami czuliśmy, gdy dziesięcioletni chłopiec ogląda telewizję siedząc na kolanach znajo­mego mężczyzny, chociaż już dawno wyrósł ze zwyczaju siadania na ko­lanach taty. To był karkołomny wywód. Potem przeprowadziłam najtrud­niejszą rozmowę w moim życiu. Poprosiliśmy owego człowieka do nas do domu i powtórzyliśmy wszystko, czego się dowiedzieliśmy. Zareagował bardzo agresywnie. Przeżyliśmy koszmar.

Rodzice Jacka są ludźmi powściągliwymi i nie łatwo im było oskar­żyć człowieka o molestowanie seksualne dziecka, ale zdobyli się na to, choć z wielkim trudem, i są przekonani, że dobrze zrobili.

Pierwszą linią obrony przed tego rodzaju zdarzeniami jest twoja czujność. Jeśli dziecko zaprzyjaźniło się z dorosłym, nie wyobrażaj so­bie najgorszego, ale pamiętaj, że masz prawo przeprowadzić wywiad na temat tej osoby. Wielu rodziców uważa, że najbezpieczniejsze, a przynajmniej najprostsze jest zakazanie kontaktów z samotnymi mężczyznami. Myślę jednak, że nie ma takiej potrzeby, jeśli zdrowy rozsądek ci mówi, że pan, którego dobrze znasz, jest osobą wiarygod­ną, w żaden sposób niezagrażającą dzieciom.

Rodzice Jacka znali „przyjaciela" syna niespełna rok, a więc niewy­starczająco długo. Kiedy tylko nabrali podejrzeń w stosunku do jego osoby, zdecydowali się na bezpośrednią rozmowę. Postąpili nad wyraz rozważnie. Dali mężczyźnie szansę na wytłumaczenie się, jeśliby oka­zał się niewinny, a z drugiej strony było to ostrzeżenie, że jeśli zawinił, nie ujdzie mu to na sucho. Ponieważ nie mieli żadnych dowodów na to, że syn został seksualnie wykorzystany, nie mogli nadać sprawie dal­szego biegu. Prawo zajmuje się przestępstwami, które zostały popeł­nione, a nie takimi, które prawdopodobnie miały miejsce.

Drugą linią obrony jest czujność twojego dziecka. Spróbuj nakłonić je do przyswojenia sobie kilku podstawowych w tym zakresie zasad bezpieczeństwa:

•        Jeśli ktokolwiek – dorosły lub dziecko – próbuje nakłonić cię do zrobienia czegoś, co cię żenuje lub jest nieprzyjemne, odpowiedz „nie" i natychmiast powiedz o tym rodzicom lub opiekunom. Jeśli coś cię dręczy, porozmawiaj o tym z osobą dorosłą, do której masz zaufanie.

•        Nie musisz całować nikogo, jeśli nie masz na to ochoty, obejmować, jeśli nie sprawia ci to przyjemności, siadać na kolanach, jeśli tego nie lubisz, dotykać, jeśli nie chcesz, nie musisz dawać się łaskotać, jeśli nie lubisz łaskotania.

•        Jeżeli dorosły podaruje ci prezent lub sprawi niespodziankę, upew­nij się, czy wiedzą o tym rodzice.

•        Nie zgadzaj się na tajemnice, nawet jeśli prosi o to rodzic, a jeśli ktoś ci grozi, zwróć się do rodziców lub osoby dorosłej, której ufasz.

•        Myślę, że ostatnia z zasad jest jedną z najlepszych reguł, którą mu­szą przyswoić sobie dzieci. Niestety jest bardzo skomplikowana. Po­zornie wydaje się destrukcyjna, ponieważ dzieci przywiązują do tajem­nic wielką wagę. Sekrety także otwierają drogę do właściwego rodzaju przeżyć seksualnych, które nieodłącznie wiążą się ze skromnością i po­trzebą prywatności, a więc są częścią procesu oddzielania się od rodzi­ców. Nie martw się jednak, że zasada ta zniweczy dzieciom przyjem­ność z zakładania sekretnych towarzystw, czy przesyłania potajemnie wiadomości. Musisz po prostu wyjaśnić, że każdy ma prawo zachowy­wać uczucia tylko dla siebie, natomiast nikt nie ma prawa zmuszać nas do dochowywania tajemnic. Wytłumacz, że dorosły, który domaga się ukrywania różnych rzeczy przed rodzicami, nie jest na pewno ich przy­jacielem, a więc także i dziecka.

• Bycie uprzejmym nie oznacza wcale, że trzeba zgadzać się na rze­czy, które sprawiają przykrość.

Ta zasada również wymaga komentarza. Dziecku trzeba wyjaśnić, że nic nie uprawnia go do robienia scen przy stole i domagania się spe­cjalnych potraw, na przykład hamburgera zamiast obiadu. Pokaż na własnym przykładzie, jak można powiedzieć grzecznie „nie", gdy nie masz na coś ochoty. Wtedy dziecko zobaczy, jakie w danej sytuacji ma możliwe do zaakceptowania zachowania.

Oczywiście molestowanie dziecka jest przestępstwem, ale fałszy­we oskarżenie o to niewinnego człowieka ma również daleko idą­ce skutki. Dlatego nigdy nie stawiaj takiego zarzutu pochopnie. Zde­cydowanie przerwij kontakty dziecka z podejrzanym dorosłym, ale zanim nadasz sprawie bieg, miej świadomość, że stawiając niepraw­dziwe zarzuty, możesz zrujnować komuś życie. Każde fałszywe oskar­żenie pomaga wymigać się od odpowiedzialności prawdziwym spraw­com.

Specjaliści zajmujący się tą problematyką uważają, że dzieci nie kłamią na temat molestowania. Jeśli jednak rzeczywiście zależy ci na uzyskaniu prawdziwych informacji, nigdy nie stawiaj dziecku pytań, które sugerowałyby „prawidłową" odpowiedź. Lepiej zapytaj:

Czy jest cos' w X, co ci przeszkadza?, a nie: Czy X próbował robić coś, co cię za­wstydzało?

Oprócz znajomości wyżej wymienionych zasad, dziecko powinno wiedzieć, jak należy postępować w różnych sytuacjach, na przykład przed wyjściem do sąsiada ma powiedzieć, gdzie idzie i ustalić z tobą godzinę powrotu.

Maniery

Dobre maniery nic nie kosztują. Te słowa powtarza wielokrotnie czwórce swoich dzieci jedna znana mi, nadzwyczajnie skuteczna mat­ka. I wygląda na to, że osiąga sukcesy. Przyjmować jej dzieci u siebie w domu to sama przyjemność.

Dzieci muszą zrozumieć, że jeśli chcą być zapraszane do domów in­nych ludzi lub zabierane na poczęstunek w mieście, muszą udowodnić, że potrafią się odpowiednio zachować, a więc, że są uprzejme, nie za­pominają o słowach proszę i dziękuję, że nie panoszą się u innych, na przykład nie szperają w lodówce.


Rodzicielska współpraca

Rodzice mogą osiągnąć bardzo dużo, wymieniając się spostrzeże­niami na temat zachowania dzieci. Camilla, matka trzech energicz­nych chłopców, zawsze prosi, aby znajomi szczerze opowiedzieli, jak podczas wizyt w ich domach zachowywali się jej synowie. Pyta o to gło­śno, aby dzieci wiedziały, że mama na pewno dowie się, jeśli coś było nie w porządku.

Nie wstydź się prosić znajomych o uczciwą ocenę zachowania two­jego dziecka. Może to być najużyteczniejsza informacja, jaką kiedykol­wiek dostałaś. Jeśli będziesz reagować obronnie lub wrogo, oni po prostu nie podejmą tematu albo powiedzą ci to, o czym wiesz.

Ty z kolei uprzedź rodziców przyjaciół twoich dzieci, że z przyjem­nością podzielisz się swoimi spostrzeżeniami na temat zachowania się ich pociech w twoim domu. Witając ich w progu słowami cedzonymi przez zaciśnięte zęby:  Och, on był grzeczny jak aniołek! – dusisz w sobie złość i niechęć, no i oczywiście nie pomagasz opiekunom rozrabiaki.

Patricia, która odkryła, że dziecko sąsiadów było przywódcą grupy pastwiącej się nad jej ośmioletnim synem, powiedziała:

Kiedy o spra­wie trzeba poinformować rodziców, przeżywa się okropne rozterki, jak zrobić to grzecznie.

Inna matka wyznała:

Ja bym raczej wolała umrzeć, niż skarżyć rodzi­cowi, że jego dziecko pokazało mojemu niestosowny film na wideo.

 Że­by zapobiec takim sytuacjom, najlepiej wyjaśnić rodzicom wcześniej, co jest dozwolone, a co nie w twoim domu i jasno powiedzieć, że od małego gościa oczekujesz przestrzegania obowiązujących u ciebie za­sad. Wspomnij przed wizytą:


Spodziewam się, że będziesz zadowolona, jeśli opowiem ci, jak Ben zachowywał się, kiedy ciebie nie było. Ja rów­nież wolę wiedzieć wszystko, choćby najgorsze, o moim dziecku.

Żadne z nas nie jest rodzicem bez skazy i nikt nie ma idealnych dzieci. Najlepiej pomożemy sobie nawzajem, uświadamiając sobie tę prawdę. Skuteczni rodzice nie mają zahamowań, by powiedzieć znajo­mym, że ich dzieci zlekceważyły zasady obowiązujące w goszczącym je domu, ale powstrzymują się od karania nie swoich pociech. Koniecz­nie zadbaj, żeby przyjaciel znał twoje domowe ustalenia. Jeśli nie chcesz, by gość skakał po kanapie lub penetrował zawartość lodówki, powiedz mu ciepło, ale stanowczo:

Dzieciom mieszkającym w tym do­mu nie wolno tego robić, więc będzie niesprawiedliwie, jeśli pozwolę to­bie. Chyba się ze mną zgodzisz?  - a potem szybko zaproponuj coś inne­go, co ułagodzi jego urażoną dumę.

Związki z dorosłymi

Na pewnym etapie przekonujemy dzieci, żeby uważały się za osoby równe dorosłym, co ułatwia zarówno jednym, jak i drugim wzajemną komunikację. Jednak kompletny brak respektu dla dorosłych, brak świadomości istnienia różnic pomiędzy dziećmi a starszymi, prowadzi w rezultacie do powstawania barier między tymi grupami i odcina dzieci od świata dorosłych.
Zoe mówi:

Zawsze powtarzam dzieciom, że nie wolno odzywać się niegrzecznie do dorosłych. Nawet jeśli dorosły nie ma racji, należy mu się szacunek, po prostu dlatego, że jest dorosły. I nie ma znaczenia, że osobi­ście moje dziecko uważa, iż danej osobie respekt się nie należy. Potem możemy o tym porozmawiać i niewykluczone, iż zgodzę się z nim, że ktoś nie zasługuje na szacunek. Niemniej dzieci muszą wiedzieć, że bez wzglę­du na to, co myślą i czują, muszą odnosić się do dorosłych grzecznie.

Chociaż ciągle jeszcze pojawiają się opinie, że od dzieci nie powin­no oczekiwać się okazywania szacunku starszym, gdyż to w pewien spo­sób niszczy ich poczucie własnej wartości, skuteczni rodzice całkowicie odcinają się od tego poglądu. Uważają, że nie ucząc dzieci stosownego zachowania wobec dorosłych, jesteśmy nie w porządku wobec samych dzieci. Przekazujemy im zafałszowany obraz rzeczywistości. Dziecko, które myśli, że starsza, miła pani z sąsiedztwa równie radośnie odnie­sie się do wulgarnych odzywek, jak jego kilkunastoletni kuzyn, zostało po prostu oszukane. Z kolei dziecko, któremu nikt nie wytłumaczy, że miła starsza pani, gdy będzie dla niej sympatyczne i uprzejme, może stać się przyjaciółką, która chętnie posłucha o jego szkolnych sukce­sach, a nawet o wydarzeniach w ulubionym serialu telewizyjnym, jest pozbawione gamy przyjemnych doświadczeń. Takie dziecko nie ma do­stępu do wartościowego, bogatego źródła kontaktów towarzyskich.

W czasach, w których niechętnie zezwalamy dzieciom spacerować bez opieki, podróżować autobusami, jeździć rowerem po ulicach czy parku, udział dorosłych w życiu młodego pokolenia staje się ważniej­szy, niż był kiedykolwiek. Dzieci, którym nie wolno wyjść z domu i pa­trzeć na świat z innej niż rodziców perspektywy, mają odpowiednio mniej możliwości do osądzania rzeczywistości.
Teraz, jak nigdy przedtem, jest bardzo ważne, żeby dzieci zaprzyjaź­niały się z godnymi zaufania dorosłymi spoza rodziny. Pójście do są­siadów na podwieczorek, bez dozoru rodzica czy opiekuna, da dziec­ku z „wielkiego wózka" poczucie niezależności, którego inaczej nie mogłoby rozwinąć, a u ciebie nie wywoła lęku.Kim mówi:

Moja dziewięciolatka, której nie wolno samej nigdzie cho­dzić, zawarła znajomość z dwiema osiemdziesięcioletnimi paniami, z małżeństwem mieszkającym obok, którego dzieci już się usamodzielni­ły i dwójką nastolatków z naszej ulicy. Te przyjaźnie mają dla niej wielką wartość. Od trzeciego roku życia często zostawiałam ją u sąsiadów na mniej więcej dwadzieścia minut, teraz ona sama chodzi do starych pa­nien. Ważne, że ci ludzie nie należą do rodziny i nikt nie uczył jej, że ma być dla nich miła. Lubią ją dla niej samej i myślę, że ona o tym wie. Sta­rych ludzi i dzieci łączą osobliwe więzi. Mam na myśli choćby ograniczo­ną mobilność, skłonność do koncentrowania się na sobie, do zamykania we własnym świecie i nieuganiania się za prozaicznymi rzeczami, jak my. Starzy ludzie mają czas, żeby usiąść i rozmawiać z dzieckiem o jego waż­nych sprawach. Moja córka, gdy idzie do starszych pań, uwielbia zabie­rać ze sobą coś, z czego jest dumna, coś, co sama zrobiła lub znalazła.

Każdemu dziecku potrzebni są dziadkowie, ktoś, kto z racji, że jest znacznie starszy od rodziców, pokaże mu życie z innej perspektywy. Mówi się, że babcie i dziadkowie rozpieszczają wnuki słodyczami i prezencikami. To rozpieszczanie ma swój cel.

Często w dyskusjach o tym, że są różne punkty widzenia i oceniania rzeczywistości, różne sposoby na życie, powołuje się na dziadków. Współcześni dziadkowie żyją dłużej i są bardziej aktywni fizycznie, niż ich poprzednicy. Coraz częściej wyrażają dezaprobatę wobec tradycyj­nych metod wychowywania dzieci i niektórzy nawet dziwią się, że mo­gli być tak surowi dla własnych pociech. Konflikty międzypokoleniowe traktują jako rzecz naturalną i z pewnością lepiej sobie z nimi radzą, niż ich dziadkowie. Podsumowując, można rzec, że dziadkowie mają środki, doświadczenie i licencje na prowadzenie nieco wywrotowej działalności.

Nastolatki i młodzi dorośli niemający własnych dzieci tworzą na­stępną grupę osób, z którymi dziecko „przywiązane do samochodu" ma mało styczności. Głód kontaktów z ludźmi stojącymi pomiędzy światem rodziców (którzy są oczywiście koszmarnie starzy), a własnym światem dzieciństwa jest jednym z powodów wielkiej popularności wśród dzieci młodzieżowych seriali, filmów i czasopism. W realnym życiu dziecko potrzebuje rzeczywistych nastolatków.

Jessica, która zatrudnia od dziesięciu lat studentów do opieki nad dziećmi, mówi:


Naszym dziewczynkom niezwykłe dużo dobrego dały kontakty z całą rzeszą nastoletnich opiekunek w wieku od szesnastu do dwudziestu dwóch lat. Najlepiej sprawdziły się Amerykanki, które świet­nie łączyły naukę z pracą. Córki wesoło się z nimi bawiły, robiły rzeczy, których my nie robilibyśmy z nimi, nauczyły się sporo o życiu i dorasta­niu, dowiedziały się, jak wygląda następny po dzieciństwie etap.

Marion opowiada o lokatorkach, które dzieliły mieszkanie z nią i jej córką:

Dziewczyny prezentowały najróżniejsze wzorce młodych kobiet między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Dzięki nim córka zoba­czyła, jak żyją inni ludzie, jak radzą sobie z przyjaciółmi, jakie mają ma­niery, jak organizują swoje życie, czym się zajmują. Ona zawsze bacznie się im przyglądała i te doświadczenia pomogły jej usamodzielnić się bez zrywania łączących nas więzi.

Mieć chłopaka, mieć dziewczynę

Znacznie wcześniej, niż było to za naszego dzieciństwa, twoje dzieci zainteresują się posiadaniem chłopaka czy dziewczyny. Niepokojąco wcześnie zaczną rozmawiać, i to poważnie, o „chodzeniu" z kimś z klasy.

Maluchy ze szkoły podstawowej wiążą się w pary, bo chcą zachowy­wać się jak inni wokół nich. Dzieciaki widzą zalecających się do siebie dorosłych, chodzących ze sobą, całujących się w usta, więc same chcą się przekonać, jak to jest.

Dzieci dojrzewają fizycznie wcześniej, niż sto lat temu. Średni wiek, w którym dziewczynki zaczynają miesiączkować, powoli obniża się. A zatem coraz młodsze dzieci są konfrontowane z własną seksualno­ścią w aspekcie przynajmniej społecznym, jeśli jeszcze nie fizycznym.

Możesz pomóc dziecku, gdy widzisz, że jego przyjaciół absorbują damsko-męskie związki, właściwie tylko w jeden sposób – traktując ich zaangażowanie bardzo poważnie. Powinnaś podkreślić, że jak w każ­dej innej „specjalnej" znajomości, trzeba rozważyć różne rzeczy. Oce­niając tylko wygląd, raczej się nie dowiemy, czy z daną osobą będzie nam przyjemnie, czy nie. Szacunek dla pragnień drugiej osoby ma zna­czenie chyba jeszcze większe, dlatego rozmawiaj z dziećmi na temat wykorzystywania jednych przez drugich, zmuszania do robienia rze­czy, których nie chcą, choć nadal pragną pozostać przyjaciółmi.

W związkach dzieci i nastolatków charakterystyczne jest słabo wy­kształcone w tym wieku poczucie wierności partnerowi. Wiele dzieci od­czuwa potrzebę wchodzenia w różne relacje. Bądź szczera z dzieckiem (oczywiście tym starszym) i wyjaśnij, że jeśli ma ochotę zaangażować się w quasi-seksualny związek, musi być przygotowane na jego zakończe­nie, a także na to, że zostanie on zerwany przez partnera. Wytłumacz, że pewnego dnia spotka osobę, z którą będzie chciało zostać na zawsze, ale że raczej nie stanie się to wtedy, kiedy jest bardzo młode, gdy samo dopiero odkrywa, jaki typ osobowości najbardziej mu odpowiada.

Nie będziesz w stanie zabronić wszelkiej fizycznej eksploracji, ale jak długo dziecko nie jest związane ze znacznie starszą dziewczyną czy chłopakiem, najpewniej nie musisz się martwić. Twoim zadaniem na tym etapie życia dziecka jest utwierdzanie go w przekonaniu, że jesteś po jego stronie.

Jeśli natomiast masz do czynienia z bardziej tradycyjną dziecięcą przyjaźnią, bądź otwarta i zainteresowana wszystkimi podwórkowymi plotkami, którymi chce podzielić się z tobą dziecko. Nigdy nie wyśmie­waj się z dziecięcych gwałtownych przyjaźni, zerwanych stosunków czy nagłych rozstań. Są one tak samo rzeczywiste, jak twoje własne emo­cje. Kpiąc z przeżyć dziecka, zamykasz sobie drogę prowadzącą do je­go świata. Jeśli pozwolisz sobie na żarty, córka czy syn zamkną się przed tobą przed okresem dojrzewania.