Archive for the ‘Miłość, nienawiść i inne miłe zajęcia’ Category

Pakiet ratunkowy: dziecko bez przyjaciela

Dziecko, a wraz z nim cała rodzina, może przeżywać okropne katu­sze, gdy ma problemy z zawieraniem przyjaźni. Ismene mówi:

Nasza dziesięciolatka nigdy nie miała bliskiej przyjaciółki. Kolejne dziewczynki odchodziły i łączyły się z innymi dziećmi. Ona nie potrafi utrzymać przy­jaźni. Przekonuję ją stale, że jest serdeczna i miła i że niekoniecznie mu­si się mieć jednego najlepszego przyjaciela. Wydaje mi się, że córka nigdy nie jest naprawdę zadowolona z przyjaciółki, którą ma w danym czasie. Myśli, że z kimś innym byłoby lepiej. Próbowaliśmy pomóc jej zawrzeć znajomości ze spokojnymi dziećmi, w obecności których nie czułaby się zagrożona, ale to nie wychodziło. Doszłam w końcu do wniosku, że ona jeszcze nie jest gotowa do relacji jeden na jeden. Najbardziej lubi chodzić do domu, gdzie są trzy dziewczynki w podobnym wieku.

Złą sytuację córki pogarszało jeszcze to, że jej młodsza siostra jest bardzo bystra i cieszy się ogromną popularnością. Stopniowo jednak, z wydatną pomocą rodziców, udało się jej przebrnąć przez ten trudny okres i zaczęła nawiązywać długotrwałe przyjaźnie.
Niektóre dzieci są samotnikami i niewiele można w tej sprawie zro­bić. Theresa mówi:

Mój sześcioletni syn źle czuje się w dużej grupie dzie­ci. W szkole bawi się sam. Początkowo bardzo się tym martwiliśmy, ale potem przekonaliśmy się, że jemu jest z tym dobrze. Do zabawy wystarcza mu brat oraz jeden lub dwóch kolegów.

Dobry nauczyciel może zmienić nastawienie samotnika, na przykład zachęcając go do zabierania głosu na lekcji. Syn Theresy miał szczęście trafić na wspaniałą nauczycielkę w klasie wstępnej, która powiesiła ob­razek łaciatego dinozaura na tablicy i obiecała zamalowywać jedną łat­kę za każdym razem, kiedy chłopiec opowie coś o swoim domu.

Inny mały chłopiec, w tym samym wieku, kiedyś po prostu zniknął. Gdy rodzice go odnaleźli, siedział sobie spokojnie i patrzył przed sie­bie. Wyglądał na zadowolonego, a całe zajście skwitował stwierdze­niem, że chciał pobyć sam.

Jeśli jednak twoje dziecko skarży się, że nie ma przyjaciół i wyraź­nie się tym martwi, wtedy trzeba z nim koniecznie porozmawiać o tym, jak zachowuje się wśród dzieci. Czy słucha, co mówią i czego od niego oczekują? Czy bierze pod uwagę, co czują inni, zanim coś powie? Czy myśli o czymś, czym mógłby sprawić komuś przyjemność, czy raczej wymusza to, co samo lubi? A może – i to powinno wzbudzić niepokój – jest na podwórku szykanowane, bite, wyśmiewane?

Trzeba użyć różnych sposobów, żeby pomóc dziecku znaleźć przyja­ciół. Zaproponować jakieś kółka zainteresowań, wstąpienie do zu­chów, uczestniczenie w zajęciach sportowych. Inną dobrą metodą na samotne dziecko, by nie czuło się bardzo źle w czasie przerw, jest da­nie mu małej, nietłukącej się zabawki lub gry, którą będzie się mogło zająć.

Zaprzyjaźnianie się i bycie z przyjaciółmi

Eksperci sugerują, że aby pomóc dziecku w nawiązywaniu i utrzy­mywaniu przyjaźni, należy do ósmego roku życia ściśle nadzorować je w czasie zabaw z rówieśnikami.

Jednak doświadczeni rodzice uważają, że nie jest to zbyt praktycz­ne, ponieważ w tym czasie dorośli mają wiele innych rzeczy do zrobie­nia. Ponadto dzieci czują się swobodniej, gdy są poza zasięgiem nasze­go wzroku i lepiej się ze sobą dogadują. My często mamy ochotę rozsądzać ich konflikty, nie dając szansy na samodzielne rozwiązanie problemu. Wtykamy też nosy w wymyślane przez nich gry właśnie wte­dy, kiedy zaczyna się najlepsza zabawa.

Skuteczni rodzice zachęcają dziecko do zapraszania przyjaciół, z którymi dobrze się bawi i którzy mają na nie pozytywny wpływ. Nie oznacza to wcale przyjmowania dzieci takich osób, które mamy ocho­tę bliżej poznać, choć oczywiście dobrze jest, jeśli możemy z rodzica­mi naszych gości porozumieć się osobiście w sprawach organizacyj­nych. Dzieci mają skłonność do wybierania przyjaciół podobnych do siebie, spróbuj więc zachęcić je do przyjaźnienia się z osobami prze­ciwnej płci czy innej rasy.

Skuteczni rodzice mają również dość odwagi, żeby pozwolić własne­mu dziecku popełniać błędy w doborze przyjaciół. Myślę, że ustawicz­ne instruowanie dziecka, z kim i jak ma się bawić, przynosi więcej szkody, niż korzyści.

Imogen, matka ośmioletniego chłopca i sześcioletnich bliźniaczek mówi:

Wielu rodziców chce wybierać przyjaciół swoim synom czy cór­kom. Starają się, żeby to były dzieci ich znajomych, albo jeszcze gorzej – żeby to były dzieci osób, które imponują im towarzysko. Maluchy orien­tują się w tym bardzo szybko i przejmują te same zasady.

Przyjaźnie zawierane przez siedmio- czy ośmiolatków są bardzo nietrwałe. Tworzą się i rozpadają niezwykle szybko, wywołując olbrzy­mie emocje. Kiedy byłam dzieckiem, chciałam bawić się z koleżanką, z którą zawsze się kłóciłam. Nie wiem, może miałyśmy na siebie zły wpływ. Jednak uwielbiałyśmy być razem i myślę, że nasze życie było­by znacznie nudniejsze, gdyby nas rozdzielono i nakazano bawić się z innymi.

Najlepszym sposobem, w jaki możesz pomóc dziecku w nawiązywa­niu przyjaźni jest zachęcanie go do zapraszania kolegów do domu. Stanowczo przestrzegaj zasady, że zaproszenie wychodzi od dziecka, a nie od ciebie. Wcześniej porozmawiajcie o przyjacielu, będzie oka­zja, żeby zorientować się, jakim typem jest przyjaciel i z jakimi dzieć­mi twoje czuje się dobrze. Czy przyjaciel należy do tych, którzy lubią spokojne zabawy? Jeśli tak, przygotuj gry planszowe. A może rozpie­ra go energia? Jeśli tak, pochowaj najcenniejsze zabawki, żeby twoje dziecko nie rozpaczało, gdy w ferworze zabawy ulegną zniszczeniu.

Porozmawiaj z dzieckiem także o tym, że przyjaciel może być onie­śmielony i że ono w obcym domu również mogłoby czuć się nieswojo. Porusz ogólne kwestie związane z przyjmowaniem gości i pełnieniem funkcji gospodarza, takie jak np. obowiązek podania talerza przy po­częstunku, ale przede wszystkim przypomnij o tym, co jest najtrudniej­sze, że do gościa należy ostatnie słowo przy wyborze zabawy. Pamię­taj, że jeśli dzieci przyjdą bezpośrednio po szkole, mogą czuć się bardzo zmęczone i trudno im będzie zacząć się bawić. Zaproponuj coś do jedzenia i skieruj uwagę na spokojniejsze zajęcia.

W jakimś momencie wybuchnie awantura. Powinnaś słuchać uważ­nie, ale nie wkraczaj od razu. Niech przynajmniej spróbują załatwić sprawę między sobą. Trący, matka pięciolatki, mówi:


 Kiedy słyszę, że „to jest moja gra i będziemy w nią grać tak, jak ja chcę", nie wytrzymuję i wkraczam do akcji. Stanowczo stwierdzam, że w grę mogą grać wszyscy.

Kiedy twoje dziecko zaproszone jest z wizytą, daj mu jasno do zro­zumienia, że oczekujesz od niego wzorowego zachowania i że od tego zależy, czy będzie mogło kiedyś powtórzyć wizytę w domu przyjaciela. I pamiętaj, traktuj poważnie to, co mówisz.

Przyjaźń nie zawsze się sprawdza, czasem po prostu obie strony zu­pełnie czegoś innego oczekują. Dzieci dopasowują się do siebie emo­cjonalnie na wiele rozmaitych, fascynujących sposobów. To, na co war­to zwrócić uwagę w związkach rówieśniczych, to równowaga. Jeśli syn ma wyraźnie dominującego przyjaciela, nie powinien spędzać z nim zbyt dużo czasu. Dobrze, żeby miał również innych kolegów, z który­mi będzie się bawił jak równy z równym. Z kolei, jeśli córka spędza czas z koleżanką, która łatwo się jej podporządkowuje, spróbuj zna­leźć bardziej wymagającą towarzyszkę. Możesz zasugerować zaprosze­nie do domu dziewczynki ze starszej klasy – jeśli w ogóle coś takiego jest towarzysko dopuszczalne – której nie uda się zawojować twojemu dominującemu dziecku.

Prywatność i wspólne pokoje

Chociaż istoty ludzkie lubią żyć razem, odczuwają wielką potrzebę prywatności i dlatego każde dziecko tęskni za własnym pokojem. Nie znaczy to jednak, że rodzice są moralnie zobligowani do zapewnienia dziecku osobnego pokoju. Wielu opiekunów uważa, że nie dając dziecku oddzielnej sypialni, pozbawiają je należnych praw. A przecież, jeśli dziecko wychowa się w całkowitej prywatności, pierwsze doświad­czenia dzielenia z kimś pokoju będzie zdobywało dopiero wówczas, gdy zamieszka z partnerem. Nie będzie więc miało dobrego startu w przyszłym, poważnym związku.

Nadmierne zagęszczenie pomieszczeń kojarzymy z biedą. Jest jed­nak ogromna różnica pomiędzy stłoczeniem całej rodziny w jednej izbie, a dzieleniem z bratem lub siostrą średniej wielkości pokoju w domu. Dzieci mają wtedy okazję rozwijać samokontrolę i uczyć się zasad współżycia, koniecznych do wspólnego mieszkania.

Nerys opowiada:

Czwórka moich dzieci ma wspólne pokoje. Zauwa­żyłam, że dzieci, które zajmują osobne sypialnie, złoszczą się, gdy inni wchodzą na ich teren. Z tego powodu cieszę się, że moje są razem. Nie odcinają się od reszty, nie toczą stałych batalii o terytorium. Lubią mieć własny kącik, ale nie są rygorystyczne.

W gospodarstwie Joyce'ów nie jest łatwo o prywatność, bo w małym domu mieszka siedem osób: Micheal i Breda, trójka dorosłych dzieci i dwie małe siostry. Micheal mówi:

Respektujemy potrzebę prywatności, ale nie zgadzamy się na zamykanie drzwi ani na nie wpuszczanie do po­koju.

Breda dodaje:

Kiedy żyje się w domu z sześcioma osobami, trzeba uwzględniać ich obecność. Nikt nie może funkcjonować całkowicie nie­zależnie, choć każdemu, gdy tego potrzebuje, należy dać przestrzeń. Nie mamy telewizorów w sypialniach, i tak będzie zawsze.

Jeśli dzieci będą miały zapewnione własne pokoje, komputery i za­bawki tylko dla siebie (żeby się o nie nie kłócić), nigdy nie nauczą się, jak unikać konfliktów. Same bójki są ważniejsze od części komputero­wego oprogramowania czy kawałka plastiku, o które toczy się wojna. Tylko poprzez skuteczne rozwiązywanie sporów – rodzice tu powinni służyć radą i doświadczeniem – dzieci nauczą się współżyć z rodzeń­stwem i przyjaciółmi. Lalki Barbie tylko w pewnych okresach są waż­ne, potem odchodzą w zapomnienie, a siostrę ma się na całe życie.

Lydia mówi o dwójce swoich średnich dzieci, chłopcu i dziewczyn­ce:

Dziewięciolatek i dwunastolatka wieczorem idą do pokoju i wymie­niają się książkami lub razem słuchają kaset. Obojgu sprawia to przyjem­ność. Są wtedy sami z sobą, bez reszty rodziny na karku. Ja przez lata dzieliłam pokój z bratem i myślę, że w znacznej mierze właśnie dlatego je­steśmy nadal sobie bardzo bliscy. Uważam, że nie trzeba przesadzać z za­pewnianiem przestrzeni. Jeśli dzieci chcą, zawsze znajdą czas i miejsce na pól godziny samotności.

Dzieciom łatwiej zrozumieć, po co wprowadza się zasady zapewnia­jące prywatność, gdy dzielą pokoje z rodzeństwem i mają nie zamknię­te drzwi. Reguły te są ważne dla każdego, szczególnie gdy przestrzeń jest limitowana, a większość z nas musi się liczyć z ograniczeniami.

Marion, samotna matka, od lat dzieli mieszkanie z córką i wynaj­mującymi pokoje, zmieniającymi się lokatorami. Od czasu, gdy có­reczka skończyła trzy lata, matka zawsze puka przed wejściem do jej pokoju i tego samego domaga się od dziewczynki. Oczywiście zasada ta obowiązuje również wynajmujących. Kiedy Marion związała się z nowym partnerem, obyczaj pukania przed otwarciem drzwi do sy­pialni był już mocno zakorzeniony, dziewczynka więc nigdy nie zasta­ła matki w niestosownej sytuacji. Opisany przypadek dobrze charak­teryzuje jeden z wielu powodów, dla którego rodzice samotnie wychowujący dzieci muszą być bardziej tradycyjni, bardziej stanowczy i konsekwentni niż pary, aby mieć całkowitą pewność, że ich synowie i córki mają zapewnione odpowiednie warunki życia.

Po ukończeniu sześciu lat dzieci potrzebują prywatnej przestrzeni, gdzie nikt, a szczególnie młodsi bracia i siostry, nie może wkroczyć. Nie znaczy to jednak, że muszą mieć dla siebie cały pokój. W niezwy­kłym gospodarstwie Deborah, które składa się z dziesięciorga dzieci, dwójki rodziców i mieszkających okresowo pomocy domowych, istnie­je tradycja nagradzania starszych dzieci specjalnymi pudłami. W po­jemnikach tych mogą chować swoje skarby i rzeczy o największej dla nich wartości. W mniejszych rodzinach, gdzie jest ciasno, też można wykorzystać ten pomysł. Zamiast pudeł mogą być np. walizeczki z zamkiem, mieszczące się pod łóżkiem dziecka. Lepiej stosować zam­ki szyfrowe niż klucze, które mogą się zgubić lub zostać skradzione. Dzieci zaś przejawiają niezwykłe zdolności do zapamiętywania waż­nych cyfr.

Wiele dzieci cierpi okropnie z powodu nadmiaru kontroli. Rodzice nie zostawiają ich samych w domu w obawie, że stanie się coś złego. Nie może więc zaskakiwać fakt, że dzieciaki zamykają się w pokojach, gdy tylko uda się im przekonać rodziców do założenia zamków w drzwiach.

Mówi Miriam:


Czuję się zaszczycona, gdy moja najstarsza, która ma dziewięć lat, chce dyskutować ze mną o rzeczach, o których nie rozmawia w obecności małego brata i sióstr. Przeważnie dotyczy to seksu. Kiedyś po­wiedziała, że czuje się zażenowana pewnymi sprawami. Wyjaśniłam jej, że ma prawo do intymnych myśli i sekretów.

Miriam czuje się zaszczycona tym, że córka ma do niej zaufanie i zwierza się. Nie uważa, że jest to należny jej przywilej. Pewnie dlate­go dziewczynka dzieli się z matką swoimi sekretami.

Pakiet ratunkowy: kiedy wybucha bójka

•        Działaj natychmiast.

•        Rozdzielaj walczących, nawet na siłę, jeśli to konieczne.

•        Strofuj obu jednocześnie, nie tylko agresora.

•        Żądaj przeprosin za każdy przejaw przemocy oraz złe zachowanie i wyrażaj dezaprobatę.

•        Jasno pokazuj, że zarówno atakujący, jak i atakowany mogli zapo­biec bójce. Tom, nie musiałeś uderzyć Benjy'ego, a ty Benjy mogłeś bawić się gdzie indziej, żeby nie przeszkadzać Tomowi.

•        Jeśli przedtem ostrzegałaś walczących, koniecznie wymierz natych­miast surowe kary.

Lydia, matka trzech chłopców i dziewczynki, mówi: Smutną prawdą jest, że w życiu moich dzieci jest bardzo dużo przemocy. W szkole słyszą niewyobrażalnie brutalny język. Stykają się z dziećmi, których byt jest za­grożony i które instynktownie odpowiadają agresją.

Poziom napięcia jest tak wysoki, że wywołuje przemoc. I tak to koło się kręci. Jednak nasze dzieci nie muszą się temu podporządkowywać.

Pakiet ratunkowy: agresja i agresywne zabawy

Jeśli twoje dziecko stale walczy i angażuje się w wojenne gry, przede wszystkim musisz sprawdzić, czy jego zachowanie nie jest reakcją na twoje postępowanie. Czy nie walczysz często ze swoim partnerem? Czy dajesz dziecku klapsy? Inne warianty do sprawdzenia: Czy przypad­kiem dziecko nie jest w szkole kozłem ofiarnym? Czy nie cierpi z jakie­goś innego powodu, który może być przyczyną frustracji? Wiele dzieci przestaje bawić się agresywnie po zlikwidowaniu źródła zmartwienia.

Obserwuj, kiedy dziecko jest agresywne. Czy zdarza się to po kon­kretnej grze komputerowej albo zabawie z określonym kolegą? Podej­mij niezbędne kroki. Wyeliminuj daną grę, zapraszaj innych kolegów, którzy wciągną twoje dziecko w odmienne zabawy. Nie stosuj prostych zakazów, raczej próbuj poszerzyć doświadczenie dziecka. Wpływ tele­wizji na agresywne zachowanie dzieci jest złożony, ale obecnie akcep­tacje zyskuje pogląd, że brutalne programy nasilają agresję u agresyw­nych dzieci. I nawet ci, którzy absolutnie się z tym nie zgadzają, przy­znają, że brutalna telewizja nie pomaga w hamowaniu przemocy.

Jeśli musisz kupować „wojenne" zabawki, wybieraj takie, które dy­stansują dziecko od samej przemocy, np. modele żołnierzyków czy gry planszowe. Te zabawy są bardziej towarzyskie, lepsze niż gry kompu­terowe.

Postaraj się mówić spokojniej. Być może na skutek częstego obco­wania z zachowaniami agresywnymi stałaś się głośna. Czy nie reagu­jesz na agresję agresją? Zastanów się, czy atmosfera w domu nie jest zbyt napięta. Czy mogłabyś to zmienić?
Poszukaj możliwości zwiększenia dziecku dawki ćwiczeń fizycznych. Mówi się, że warto agresywnych chłopców poddać treningowi wojsko­wemu.

Uczą się wtedy walczyć w sposób zdyscyplinowany oraz mają szan­sę przetestować swoją siłę w pojedynkach ze starszymi dziećmi i doro­słymi. Jeśli jednak uważasz, że nauka walki stanowi przede wszystkim zachętę do bicia, pamiętaj, że rozładowywaniu agresji sprzyjają wszyst­kie sporty. Ważne, aby uczyły sprawiedliwości i przestrzegania reguł gry. Wiele może zdziałać dobry trener, który stanie się dla dziecka au­torytetem, wzorem godnym naśladowania. Dlatego, zanim powierzysz mu swoje dziecko, przyjrzyj się, jak pracuje.

Agresja fizyczna

Stereotypy związane z płcią ujawniają się z chwilą naro­dzin. Mój trzyletni syn jest o wiele bardziej agresywny, niż siedmioletnia córka. Tkwi w nim naturalna agresja, której ona zupełnie nie ma. Gdyby nie moje interwencje, biłby bez powodu.

Ale agresja nie jest wyłącznie domeną chłopców, choć skwapliwie tak zakładamy, a nauka wspiera nas w tych sądach. Badania genetycz­ne łączą nasiloną agresję z dodatkowym chromosomem Y, z wysokim poziomem męskich hormonów.

Jednak większość z nas nie ma do czynienia z nasiloną agresją. Je­śli kiedyś miałaś okazję obserwować dziewczynki, bawiące się lalkami lub zajmujące się innymi dziewczyńskimi zabawami, zauważyłaś za­pewne, że w swej istocie nie są to wcale takie łagodne, wychowawcze działania. Zabawki są bite, karane za nieposłuszeństwo i ogólnie mal­tretowane. Dziewczynki ujawniają agresję w sposób zakamuflowany w odgrywanych scenkach z życia rodzinnego. Choć zachowanie agre­sywne jest niewątpliwie głównie problemem chłopców, nie powinno się uważać, że syn przejawia agresję tylko dlatego, ponieważ jest płci męskiej. Wielu chłopców woli konstruktywne zabawy od gier wojen­nych. Powodów agresywnych zachowań jest mnóstwo: zazdrość, brak pewności siebie, trudności szkolne i temu podobne.

Belinda pouczała swoich trzech bardzo zadziornych chłopaków, żeby krzyczeli, wyzywali, wymyślali niegrzeczne przezwiska, ale nie bili. Wydawało się jej, że lepiej uczyć synów walczyć na słowa, niż na pięści.

Obecnie panuje powszechna zgoda co do tego, że nie należy kupo­wać chłopcom wszelkiego rodzaju „wojennych" zabawek – strzelb czy realistycznie wyglądającej broni. Uważa się, że wzmagają one agresję. Ponadto zabawy typu „pif-paf, jesteś zabity", w gruncie rzeczy są okropnie nudne.

Jest oczywiste i nie podlega dyskusji, że chłopcom należy propono­wać różnorodne gry i zabawy. Ale czy pozwalać na gry wojenne, które mają na celu przybliżenie historii lub rozwijanie wyobraźni? Jest ra­czej mało prawdopodobne, żeby twoje dziecko było agresywne tylko na skutek zabaw w wojnę. Warto jednak rozmawiać z nim o zabawkach – karabinach i o tym, co przynosi ludziom prawdziwa broń. Kirstie, której zrównoważony i raczej pozbawiony agresji syn skompletował za kieszonkowe potężny arsenał zabawkowej broni, zauważyła, że sied­miolatek byłby zszokowany, gdyby dowiedział się, do czego w rzeczy­wistości służy broń laserowa.Nerys, która ma czwórkę dzieciaków w wieku od lat czterech do dwunastu, powiedziała, że choć nie mają w domu karabinów, chłopcy, jeśli tylko chcą, mogą je zrobić z klocków Duplo. Według niej łatwiej­sze do zaakceptowania są zabawki – szpady, ponieważ obecnie nie jest to broń używana na polu walki.

Theresa nigdy nie daje swoim chłopcom tego typu zabawek, ale po­zwala, żeby kupowali je za własne kieszonkowe. Synowie zgromadzili kolekcję plastikowych szpad, zbroi i innego średniowiecznego uzbro­jenia. Kiedy w czasie wakacji pojechali do Walii zwiedzać ruiny zam­ku, wzięli ze sobą rycerskie stroje. Bawili się świetnie, urządzając bitwy. Matka uważa, że ich zachowanie miało raczej charakter twór­czego odgrywania ról, niż agresywnej zabawy.

Niemniej chłopcy doskonale rozumieją, jaką rolę w rzeczywistym świecie odgrywają „wojenne" zabawki i potrafią zdefiniować zjawisko agresji. Kojarzą własne połowicznie ukształtowane odczucia z potrze­bami ludzi, którzy w dawnych czasach chronili swoje domy i stada. Theresa, obserwując zabawy dzieci, uważa, że znacznie więcej można zdziałać szpadami. Ze strzelbami nie ma takiej frajdy. Strzelasz, ktoś udaje, że jest martwy, i na tym koniec. Natomiast godzinami można toczyć walkę na szpady.
Inna matka dwóch średnio agresywnych synów, Jocasta, wprowadzi­ła zakaz wszelkiej broni z wyjątkiem pistoletów na wodę. Natomiast chciałaby, żeby chłopcy wzięli udział w polowaniu na kuropatwy. Mó­wi:


Chodzi o to, żeby zobaczyli, co naprawdę się dzieje, kiedy padają strza­ły. Niech będą trochę zszokowani. Chciałabym, żeby pojęli dramatyzm tak okropnej sytuacji. Powinni umieć się bić, gdy zajdzie taka potrzeba, ale również umieć odejść, zanim wybuchnie bójka. Starszy syn jest bardzo opiekuńczym bratem i staram się wzmacniać w nim to poczucie odpowie­dzialności za młodszego. A poza wszystkim chcę, żeby byli dzielni.

Słowa „dzielny" nie słyszy się w dzisiejszych czasach zbyt często, no może z wyjątkiem, kiedy występuje jako synonim głupoty, na przykład:

 Ale jesteś dzielny, że przyszedłeś z malutkim dzieckiem na drinka.

Jednak chłopcy pragną być dzielni. Potrzebują więc kogoś, kto po­każe im, co to znaczy „być dzielnym", kto wyjaśni im, jaka jest różnica pomiędzy dzielnością a bezmyślną bufonadą. Muszą nauczyć się, że si­ła mięśni może być przydatna. Muszą poznać wartość odwagi, poczu­cia sprawiedliwości i lojalności, własnej kreatywności i instynktów opiekuńczych.

Chłopcom żyjącym w świecie równouprawnienia płci, w którym nie istnieje pojęcie „praca tylko dla mężczyzny", trudno jest zrozumieć, czego się od nich oczekuje, jacy powinni być i jak mają traktować wła­sną męskość. W ogólnej, totalnej niechęci do wszelkich przejawów męskiej agresji zagubiło się przekonanie, że tchórzostwem jest bicie słabszego.

Nie możesz zakładać, że uda ci się stłamsić wszelkie przejawy zło­ści. Wszyscy owych uczuć potrzebujemy jako siły napędowej. Możesz natomiast uczyć syna, żeby wyrażał złość w sposób, który nikogo fi­zycznie nie zrani.

Feministki pogardliwie odnoszą się do idei, żeby wychowywać chłopców na opiekunów matek i sióstr, a szczególnie starszych sióstr. Niemniej w niektórych rodzinach jest to najlepszy sposób, aby poka­zać chłopcu, że ma coś specjalnego do zaoferowania innym. Opiekuń­cze uczucia wobec słabszych istot, małych dzieci czy zwierząt, mogą skutecznie rozładowywać agresywne emocje. Jeśli chłopiec w swoim otoczeniu nie ma kruchej istoty, która mogłaby go zainspirować do przeżywania opiekuńczych uczuć, trzeba mu ją wymyślić. Czy zaradna, samodzielna kobieta nie miałaby od czasu do czasu ochoty, żeby za­opiekował się nią synek? Czy jest to przejaw niebotycznej regresji? Myślę, że nie.

Ojcowie odgrywają wielką rolę w opanowywaniu agresywnych uczuć, i to nie tylko dlatego, że paradoksalnie są mniej skłonni niż matki do rozpatrywania agresji jako naturalnego składnika bycia chłopcem. Jeśli w rodzinie nie ma ojca ani nikogo, kto mógłby pełnić jego funkcję, chłopcom jest bardzo trudno wydostać się z agresywnego piekiełka.

Dokuczanie

Rodzeństwa zwykle dokuczają sobie i zapewne te braterskie przyty­ki można uznać za dobry trening oraz przygotowanie do znacznie bar­dziej przykrego dokuczania, jakie często ma miejsce w szkole. Zada­niem twoim jako rodzica jest przekonanie syna czy córki, że docinki ranią tylko wtedy, gdy traktuje się je poważnie, i że dokuczający szyb­ko się znudzi, jeśli nie wywoła spodziewanej reakcji.
W rodzinach wyznaczenie zasad dotyczących drażnienia lub doku­czania jest bardzo pomocne w okresach nasilenia się konfliktów. Każ­dy musi zrozumieć, że nie wolno się podśmiewać, jeśli ofierze jest bar­dzo przykro lub nie widzi w tym nic śmiesznego, musi wiedzieć, że zostanie ukarany za drwiny bez umiaru. Nie może też być zdziwiony, gdy sam stanie się obiektem żartów.

Jeśli dokuczanie przybiera bardzo przykre formy, przyjrzyj się uważ­nie dzieciom, zarówno ofierze, jak i atakującemu. Czy dokuczający ma jakieś problemy, z którymi nie potrafi się uporać? Może trudności w nauce, narodziny brata lub siostry, a może jest w szkole ofiarą przemocy, o czym ty nie wiesz? Czy wyśmiewane dziecko nie jest nadmiernie wychwala­ne, czy nie brakuje mu pewności siebie i poczucia własnej wartości?

Chłopcy Theresy, ośmio- i sześcioletni, są klasycznym przykładem dokuczającego sobie rodzeństwa. Starszy drażni młodszego, który w od­wecie bije brata. Matka chłopców opowiada:

W tym tygodniu młodszy rozkwasił buzię starszemu, lecz ten wcale się tym nie przejął. Cieszył się, że zademonstrował swoją siłę i widać uznał, że zranienia są tego warte.

Sześciolatek wyzwoli się i poczuje ulgę, gdy zdobędzie się na to, by w odpowiedzi na zaczepki brata beznamiętnie wzruszyć ramionami, nawet jeśli w istocie będzie bardzo wzburzony. Każdy, kto w dzieciń­stwie doświadczył przykrych docinków, pamięta to wspaniałe rozpie­rające uczucie radości i lekkości, gdy pewnego dnia, zamiast rzucić się na żartownisia, usiadł spokojnie z zaciśniętymi ustami, ledwie zauwa­żalnym uśmiechem i odparował: Mam cię w nosie!

Dokuczanie łatwiej znieść, gdy jest się do niego przyzwyczajonym, dlatego nie należy robić problemu z delikatnych drwin w domu. Dziec­ko chronione przez rodziców przed wszelkimi formami ośmieszenia, z chwilą pójścia do szkoły przeżyje piekło na ziemi.
Jeśli tobie, podobnie jak mnie, mówiono w dzieciństwie, że słowa nie ranią, prawdopodobnie również, tak jak ja, dziwiłaś się, kto mógł wymyśleć coś tak głupiego. Słowa, rzecz jasna, dotkliwie ranią, i my w procesie dorastania musimy nauczyć się sztuki panowania nad tym, co mówimy. Rodzice dziewcząt zmagają się z dokuczaniem subtelniej- szej natury, a mianowicie z wyrafinowanymi złośliwościami.

Sarah opowiada:

Kiedy starszy brat Ted przechodził w szkole przez bardzo trudny okres, skupiliśmy na nim całą naszą uwagę. Ted poczuła się wtedy gorsza, obniżyła się jej samoocena i zaczęła być bardzo złośli­wa. Uszczypliwe uwagi odnoszą się głównie do zdolności innych dzieci. Podchodzę do sprawy bardzo poważnie i natychmiast ostro reaguję, gdy tylko usłyszę te niezwykle wyszukane wyzwiska.

Ważną rolę w procederze dokuczania odgrywa zazdrość. Matka czwor­ga dzieci, Louise, mówi:


Moja najmłodsza córka dokucza starszym siostrom zawsze wtedy, kiedy wracają do domu z internatu, ponieważ przestaje być najważniejsza. Wprawieniu złośliwości jest niezwykle przebiegła i doskonale potrafi dziewczynkom popsuć humor, mówiąc na przykład, że grubo wyglą­dają w jakimś ubraniu. Ja ze swej strony cierpliwie tłumaczę, że dokuczanie nie jest dobrą cechą, że jej złośliwe uwagi sprawiają siostrom przykrość.

Możesz oczywiście, pod warunkiem że jesteś w stanie wprowadzić je w czyn, odwołać się do kar i gróźb, ale, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci starszych, musisz zdać się na ich rozsądek. Pytaj dziecko, jakby ono się czuło, gdyby ktoś zrobił podobną uwagę pod jego adresem. Staraj się, o ile to możliwe, nie przekomarzać się złośliwie z partnerem w obecności dzieci.

Wykorzystaj temat dokuczania w sposób pozytywny. Zachęcaj dziecko do myślenia o uczuciach i potrzebach innych ludzi. Zróbcie razem listę prezentów urodzinowych, które wybranej osobie sprawiłyby największą przyjemność. Pracuj nad tym, żeby twoja córka czy syn potrafili myśleć o wspaniałych podarunkach nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Chwal za miłe uwagi, gdy powie coś sympatycznego o młodszym bracie, daj znać, że to zauważyłaś. Podkreśl, że maluch czuje się z tego powodu szczęśliwy.

Radość z dobrze wymierzonej złośliwości ma wielką moc. Satysfak­cję przynosi odkrycie, że jedną celną uwagą można zamienić kogoś w „kupkę nieszczęścia". Dziecko przekonuje się, że słowa doskonale mogą zastąpić agresję fizyczną. To doświadczenie samo w sobie wcale nie jest takie złe.

Jeśli chwalisz dziecko za mile czyny i słowa, po pierwsze pozytyw­nie wpływasz na jego samoocenę, bo czuje się wyróżnione, a po drugie pokazujesz mu, że jednym dobrym słowem można zrobić komuś i so­bie przyjemność. Chwal więc, bo warto.

Klasyczne konflikty: starszy przeciwko młodszemu

Piątka dzieci Miriam wraz z wiekiem otrzymuje kolejne przywileje. Matka w ten sposób wspiera stale powtarzane żądania, żeby starsze dzieci były tolerancyjne wobec młodszych. Przypomina więc starszemu dziecku, że nie wszystko, co było dozwolone w wieku czterech lat, jest dozwolone w wieku siedmiu. Wyraźnie podkreśla, że status zmienia się z wiekiem. Bez wysiłku można pozwolić małym na to samo, na co pozwala się dużym, ale to nie jest sprawiedliwe i dzieci bardzo dobrze to rozumieją.

Uczciwie mówiąc, myślę, że tam, gdzie konflikty są głęboko zako­rzenione w strukturze rodziny i starsze dziecko jest w stałym konflik­cie z młodszym, pozytywną rolę może odegrać przyrodni ojciec czy matka. Przyrodni rodzic wnosi nowy, świeży głos i może, jeśli jest to potrzebne, zastosować nową strategię do starego konfliktu. Macocha może zastąpić nauczyciela lub wychowawcę, ponieważ jest postrzega­na jako zewnętrzny sędzia.

Katya poślubiła mężczyznę, który z pierwszego małżeństwa miał dwóch synów i córkę. Najmłodsze z dzieci, chłopiec o trzy lata młod­szy od brata, więcej czasu niż pozostała dwójka spędzał ze swoją natu­ralną matką. W konsekwencji byl przez nią bardzo rozpieszczony, co ogromnie drażniło rodzeństwo. Jednym z pierwszych problemów, z którym musiała poradzić sobie Katya, było położenie kresu walkom między braćmi. Harry, młodszy, miał w zwyczaju naśmiewać się ze starszego, a gdy dostawał od niego lanie, wybuchał płaczem.

Katya opowiada:


W moim domu malutki Harry, ku wielkiemu zasko­czeniu, dowiedział się, że jest także odpowiedzialny za bójki. Wyjaśniłam obydwu, a nie tylko starszemu, że będą karceni za awantury. Ostrzegłam Harry'ego, że nie ma prawa prowokować brata, ani wszczynać zatargów, które nieuchronnie prowadzą do bójki. Jednocześnie dałam jasno do zro­zumienia starszemu, że nie wolno mu krzywdzić młodszego brata. Powie­działam, że jeśli chce, może spróbować walczyć ze mną, ale nie zgadzam się na bicie słabszego.

Celem macochy było uświadomienie młodszemu chłopcu, że jeśli chce, może zapobiec bójkom. Dla dziecka poczucie, że będąc małym i słabym może kontrolować sytuację, jest powodem do dumy. Harry może wybrać albo zadzieranie z bratem, a wtedy będzie ponosił tego konsekwencje, albo zgodę i życie w spokoju. Z kolei starszy może na docinki reagować atakami furii, a może też po prostu wzruszyć ramio­nami. Obaj mają wybór.

Klasyczny układ do walki: mała różnica wieku, bliźniaki

Różnice wieku są postrzegane jako problem, jeżeli my chcemy, żeby były problemem. Między nastoletnimi synami Bredy i Micheala Joyce'ów różnica wieku wynosi nieco ponad jeden rok. Micheal uważa, że:

Brian wtargnął na terytorium Paula zbyt wcześnie. Paul zawsze lekceważył brata, wyśmiewał się, gdy ten uczył się chodzić. Teraz, kiedy są starsi, Paul nadal mu dogryza i krytykuje przy każdej okazji. Wydaje nam się, że z piąt­ki naszych dzieci właśnie Brian jest tym, który ma niską samoocenę i któ­remu brakuje pewności siebie. Dba o czystość, zawsze stara się wyglądać schludnie. Jest mistrzem w prasowaniu. Bardziej dba o swój „image" niż Paul, który zawsze wygląda niechlujnie, a swoje rzeczy rozrzuca byle gdzie.

Rowena, matka siedmioletnich bliźniąt, chłopca i dziewczynki o zu­pełnie innych charakterach, dzieli się swoimi spostrzeżeniami:


Mając bliźnięta, wiesz od początku, że one potrzebują dla siebie więcej przestrze­ni, niż inne dzieci, żeby zaznaczyć własną indywidualność. Dlatego pró­bowałam je rozdzielić. Starałam się zająć czymś syna, kiedy córka zapra­szała do siebie koleżankę. Ale on natychmiast biegł do dziewczynek i przeszkadzał. Podobnie działo się, kiedy u niego był kolega, wtedy ona dokuczała. Teraz, kiedy jedno bawi się u kogoś poza domem, zapraszam do nas kolegów drugiego. W dni wolne ja biorę ze sobą córkę, mąż syna, a potem się zamieniamy. Dla dzieci jest bardzo ważne, żeby każde z nich miało indywidualny kontakt z rodzicami.

Dobrą metodą na szybkie przywrócenie pokoju jest rozdzielenie walczących stron i wysłanie do osobnych pomieszczeń. Niestety, nie da się tego zrobić w samochodzie, autobusie czy supermarkecie. Trący już wcześniej przypominała, że dzieci muszą się nauczyć same rozwiązy­wać spory. Ona stara się raczej zbagatelizować powód awantury, niż podkreślać fakt, że bójka jest czymś bardzo złym.
Lotte, Niemka, matka dwóch w zbliżonym wieku nastolatek, doda­je:

 
Nie próbuję powstrzymywać kłótni. Natychmiast powtarzam, że obie są mi tak samo bliskie, bo u podłoża konfliktów leży przekonanie o bra­ku miłości, poczucie, że ta druga kochana jest bardziej. Rywalizacja mię­dzy nimi jest silniejsza, niż mogłam to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Gdybym mogła cofnąć czas, myślę, że bardziej bym je rozpieszczała, bar­dziej otwarcie okazywałabym im swoje uczucia.

Doświadczeni rodzice zdają sobie sprawę, że nie mają szans widzieć wszystkiego i wiedzieć o wszystkim. Kiedy więc w drugim pokoju wy­buchnie awantura, a ty będziesz musiała ją zażegnać, pamiętaj, że nie było cię tam, gdy się zaczęła.
Zoe, mama siedmiolatka, mówi:

Nigdy nie poznasz prawdy, jeśli nie byłaś świadkiem zdarzenia. Dlatego, kiedy wybucha bójka, z góry uprze­dzam, że ponieważ nie było mnie w pokoju, nie mogę być całkowicie obiektywna. Zaprowadzam spokój, a jeśli moje działanie okazuje się krzywdzące dla którejś ze stron, jest mi bardzo przykro. Później tego dnia rozmawiam z nimi indywidualnie o tym, co się wydarzyło. Żałuję, że na­uczyłam się tego dopiero z czasem, mogłabym postępować w ten sposób, gdy byli mali. Co było powodem awantury zaczniesz rozumieć po spokoj­nej rozmowie z dziećmi, kiedy opadną emocje.

Z tym poglądem zgadza się Miriam, matka pięciorga dzieci:

Jest niezwykle trudno dowiedzieć się, co zaszło, jeżeli samemu się przy tym nie było. Kiedyś bardzo angażowałam się w spory i próbowałam ustalić, kto co powiedział i kto kogo kopnął. Teraz staram się ignorować, chyba że któreś doznało fizycznych obrażeń. Myślę, że dzieciom potrzebne są bój­ki, one w ten sposób rozładowują napięcie. Jest to w pewnym stopniu również sprawdzanie mnie, badają, które z nich jest mi bliższe. Zawsze wykrzykują przy takich okazjach, że jestem po stronie jednego lub drugie­go. Musisz więc bardzo uważać, żeby nie dać się wciągnąć w sytuację, w której będziesz je a priori osądzała.

Sheila, doświadczona świetliczanka pracująca w szkole podstawo­wej i matka dwojga dzieci, swoją rolę rozjemcy traktuje bardzo poważ­nie. Warto do rozwiązywania dziecięcych sporów wprowadzać wypró­bowane przez nią metody. Po pierwsze, wszystkim dzieciom biorącym udział w awanturze pozwala wypowiedzieć się po kolei. W tym czasie inni mają zakaz odzywania się. Ona sama zabiera głos ostatnia i jej zdanie kończy spór. Decyzja jest ostateczna, nie podlega dyskusji, star­sze dzieci prawie we wszystkich konfliktach muszą ustąpić młodszym.

Klasyczny układ do walki: duża różnica wieku

Dziewięcioletnia córka Kim miała pięć i pół roku, kiedy urodził się brat i dowiedziała się, że odtąd ona będzie małym pomocnikiem ma­my. Dziewczynka nigdy nie weszła w tę rolę. Braciszek okropnie ją męczy. Przez pięć i pół roku miała mamę i tatę wyłącznie dla siebie i teraz, gdy widzi, że maluch skupia na sobie całą ich uwagę, jest za­zdrosna, czuje się nieszczęśliwa.
Kim opowiada:

Sytuacja zaczęła się poprawiać, gdy syn miał kilkana­ście miesięcy. Kiedyś nakrzyczałam na niego i córka przekonała się, że maluch jest traktowany przeze mnie w taki sam sposób, jak ona. Raz, gdy płakał, a ja ze zmęczenia wykrzyknęłam: „ O Boże, kiedy on się uspokoi!", wyraźnie się rozpromieniła. Chyba zrozumiała, że mały nie stanowi dla niej zagrożenia. Często pytała, czy jego kocham więcej. Cieszę się, że otwarcie zadawała to pytanie, bo mogłam z nią o tym rozmawiać. Tłu­maczyłam, że kocham ich tak samo, ale niemowlakom trzeba zmieniać pieluchy i często kąpać, a to zajmuje dużo czasu. Teraz bawią się razem. Choć zdarza się, że córka po cichu wyrwie mu z rączki zabawkę, tylko po to, żeby usłyszeć jego krzyk. Gdy przychodzi zmęczona ze szkoły, dobrze mieć braciszka do wyładowania na nim swojej złości. Ale nie zawsze jest tak źle. Pewnego dnia skarciłam syna, a on wdrapał się po schodach do jej pokoju i użalał się, że został skrzyczany. Słyszałam, jak go utulała i mówiła: Ach, co za okropna mama!

Niektórym rodzinom, by dobrze funkcjonować, potrzebny jest kon­flikt. Dzieci, żeby zaprzyjaźnić się ze sobą, muszą zawiązać koalicję przeciwko matce.

Kiedy maluch wbiega do pokoju Kim wyraźnie zasmucony, matka nie bierze go natychmiast na ręce, żeby go utulić i spytać, czy siostra sprawiła mu przykrość. Ignoruje syna przez kilka minut, a kiedy poja­wia się córka, głosem pozbawionym emocji mówi:

 Nie drażnij się z nim. On naprawdę chciałby się z tobą pobawić.

Marsha, której trzeci syn ma siedem lat i jest o sześć lat młodszy od dwóch starszych chłopców, mówi:

Teraz on już mniej ich nudzi i chęt­niej się z nim bawią, ale najczęściej ja muszę się nim zajmować. Chłop­cy nie lubią zabierać go na plac zabaw, bo gdy się uderzy albo płacze, mu­szą z nim wracać do domu. Dlatego ja z nim chodzę. Często sam bawi się klockami Lego. Jest chowany trochę jak jedynak.

W fakcie bycia najmłodszym bratem pozytywne jest to, że dostar­czane przez starszych braci modele ról są automatycznie bardziej inte­resujące niż te, które proponują staromodni rodzice. Marsha dodaje, że jej najmłodszy syn wyraźnie wyprzedza swoich szkolnych rówieśni­ków. Ku zdumieniu rodziny sam zaczął czytać. Po prostu obserwował starszych chłopców i zrozumiał, że czytanie może być przyjemnością, i to nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci.