Archive for the ‘Szkoła’ Category

Czytanie z dzieckiem

Staraj się nie traktować wieczornego czytania jak dopustu bożego. Porozmawiaj o fabule opowiadania i zadawaj pytania, które pomogą dziecku zrozumieć sens słów. W przeciwnym razie czytanie we wcze­snych etapach będzie dla uczącego się czytać dziecka zajęciem mecha­nicznym i bez sensu. Staraj się nie przerywać przez cały czas, popra­wiając każde przekręcone słowo. Kontynuuj czytanie dziecku przed snem, rozbudowuj własną biblioteczkę lub wypoży­czaj książki z wypożyczalni.


Pomoc w pisaniu

Jeśli dziecku potrzebne będą dodatkowe ćwiczenia do opanowania kształtu niektórych liter, nauczyciel poradzi ci, co robić, ale w młod­szych klasach możesz również poprawić technikę pisania dziecka przez wynajdywanie twórczych powodów do pisania. Napiszcie z dzieckiem list do znajomych lub krewnych (najlepiej do jego rówie­śnika), a potem zachęć malca do samodzielnego pisania, zasugeruj prowadzenie wakacyjnego dziennika. Namów do pisania dla celów do­mowych, zacznij od sporządzania listy zakupów, a potem przejdźcie do ambitniejszych zadań – scenariusza do przedstawienia z lalkami czy do amatorskiego filmu wideo.

Praca domowa

Ośmioletnie dziecko jest w stanie zająć się pracą domową przez około dwudziestu minut trzy lub cztery razy w tygodniu, a dziesięcio- lub jedenastolatek około pół godziny dziennie. Wszystkie dobre szko­ły oczekują od rodziców, już od pierwszego dnia zajęć, że będą siadać z dziećmi do lekcji.

Obecnie wśród starszych dzieci panuje moda na pisanie wypracowań na komputerze, z użyciem programu do poprawy pisowni. Nieste­ty, w ten sposób uczniowie nie rozwijają dojrzałego stylu ręcznego pi­sania i w przyszłości będą mieli trudności z efektywnym notowaniem w szkole średniej i na studiach. Ponadto nie uczą się ortografii, gdy komputer sam poprawia błędy. I wreszcie wcale nie oszczędzają cza­su, bo tylko nieliczne dzieci potrafią sprawnie posługiwać się klawia­turą i literować wyrazy.

Dzieci często upierają się, żeby słuchać muzyki lub mieć włączony telewizor podczas odrabiania lekcji, bo jak twierdzą, pomaga im to odprężyć się i skoncentrować. Tyle że do odrabiania lekcji relaks nie jest potrzebny, a skoncentrować nie można się na wykonywanym za­daniu, gdy część umysłu pochłonięta jest czymś innym. Pamiętaj, że szachowi arcymistrzowie nie przynoszą odtwarzaczy osobistych na turnieje.

Dla skutecznych rodziców obecność w szkole i praca domowa są wartościami priorytetowymi, ponieważ za nimi kryje się jeszcze jedna wartość. Dzieci powinny wiedzieć, że dla ich rodziców ważne jest, aby obowiązki były spełniane rzetelnie. Nauczyciel ze szkoły prywatnej powiedział mi kiedyś:


Mamy bardzo dużo rodziców, którzy uważają, że ponieważ płacą za wykształcenie, nie muszą zajmować się sprawami szkolnymi. Chłopcy wracają w poniedziałek z nieodrobionymi lekcjami i tłumaczą, że byli u dziadków albo w parku rozrywki. Za te zajęcia ro­dzice czują się odpowiedzialni. To od rodziców zależy, czy rodzina wybie­ra się do parku rozrywki, czy też dziecko zabiera ze sobą do dziadków lek­cje do odrobienia.

Załatwianie spraw z rodzicami

Jeśli nie chcesz zmieniać szkoły, a ta nie chroni twojego dziecka przed prześladowaniem, pozostaje ci jedno wyjście – bezpośrednia rozmowa z rodzicami sprawcy. Nie jest to dobre rozwiązanie, jeśli oso­by te są agresywne, ale jeśli ich znasz i wydaje ci się, że są rozsądne, zaproś ich na rozmowę do siebie do domu. Przede wszystkim pod­kreśl, jaki wpływ na twoje dziecko ma prześladowanie. Drugi rodzic może mieć zupełnie inny pogląd na całą sytuację i wcale nie musi przy­jąć do wiadomości, że córka czy syn znęcają się nad kolegą z klasy.

W przypadku małych dzieci może będziecie w stanie je nakłonić do wspólnej zabawy poza środowiskiem szkolnym, chociaż twoje dziecko może ostro protestować


Bezpośrednie zwracanie się do sprawcy

Jest to ostatnia deska ratunku, poza oczywiście zabraniem dziecka ze szkoły. Odradzam jednak jakiekolwiek paktowanie, jeśli nie znasz dobrze zaangażowanych w sprawę dzieci i środowiska, z jakiego po­chodzą. Może się bowiem zdarzyć, że zostaniesz oskarżona o grożenie dzieciom, co z kolei może być powodem koszmarnej awantury.

Imogen, nauczycielka, była zdegustowana bezradnością szkoły wo­bec rozpieszczonego chłopca, który fizycznie atakował jej pięcioletnie­go syna. Oboje z mężem przy różnych okazjach rozmawiali na osobno­ści z dzieckiem, domagając się, aby zostawił ich syna w spokoju, ale nigdy nie formułowali żadnych gróźb pod jego adresem. Choć mieli poczucie, że zrobili, co było ich w mocy, nie na wiele się to zdało. Chłopiec przestał zaczepiać ich dziecko, dopiero gdy został przenie­siony do innej klasy.

Prześladowanie, a szkoła

Szkoła powinna sprawdzać zasadność każdej skargi. Jeśli nie masz pewności, że tak się dzieje, jeśli masz poczucie, że życie twojego dziec­ka jest rujnowane przez prześladowców, powinnaś podjąć kroki w ce­lu przeniesienia go do innej szkoły.

Opowiada Ingrid, sześć miesięcy po przeniesieniu córki Anny do innej szkoły, właśnie z powodu prześladowania:


Trwało to dwa lata. Przez ten cały czas córka zupełnie zatraciła swą osobowość. Teraz za­czynam obserwować odradzanie się Anny. Zawsze była najmniejsza w klasie, co było powodem drwin. Przezywano ją także „głupia ", ponie­waż nie najlepiej radziła sobie i nie potrafiła dobrze czytać i pisać. Czy dokuczanie nie miało wpływu na jej naukę, a nawet na jej wzrost, nie jestem pewna. Wiem natomiast, że szkoła nie zrobiła niczego, żeby prze­rwać owe praktyki, i że teraz uwolniona od koszmaru córka bardzo się zmieniła.

W szkole podstawowej prawdopodobnie to nauczyciel zainicjuje rozmowę z ofiarą i prześladowcą lub tylko z prześladowcą, a potem z dwiema stronami (oczywiście bez świadków), w której skonfrontuje agresora z prześladowanym i każe mu się wczuć w jego sytuację.
Dziecko musi mieć zaufanie do nauczyciela, że ten zachowa dyskre­cję. Jeśli znajdzie się odważne dziecko, które powie nauczycielowi, że ktoś jest prześladowany, oprawca nigdy nie może się dowiedzieć, kto był informatorem. Niestety, w tym względzie pedagodzy nie zawsze postępują właściwie. Popełniają również inne błędy, tak elementarne, jak na przykład wychwalanie stale jednego dziecka, ku rosnącej iryta­cji reszty klasy, czy permanentne krytykowanie szczególnie irytujące­go albo nieatrakcyjnego ucznia, czym w obu przypadkach kreują kozła ofiarnego.

Nauczyciele mogą zapobiec aktom znęcania się, które praktycznie zdarzają się w każdej szkole, a jednak niektórzy z nich lekceważą problem.

Jeśli paczka starszych dzieci dokucza młodszym podczas przerw, szkoła łatwo może dokonać podziału boiska na część dla starszych i dla młodszych. W ten sposób można zlikwidować wiele przypadków codziennych konfliktów.

Niemniej wydaje mi się, że dzieci powinny umieć współpracować z kolegami z różnych grup wiekowych. Dlatego oddzielaniu powinno towarzyszyć inicjowanie innych form kontaktu pomiędzy młodszymi a starszymi uczniami, na przykład starsi pod nadzorem dorosłych mo­gą pomagać dzieciom z klas młodszych w czytaniu lub na placu zabaw, ucząc różnych gier.

Co może zrobić ofiara

Oprócz gruntownego wyjaśnienia problemu w szkole, twoje dziec­ko prawdopodobnie jest w stanie wziąć sprawy we własne ręce i znie­chęcić prześladowców do szykan. Porozmawiaj z nim, dlaczego prze­śladowcy znęcanie się sprawia przyjemność i jak reagują ofiary – złością, strachem, łzami? Spróbuj wytłumaczyć, że jeśli będzie zacho­wywać się spokojnie, lekceważąco i nie okaże emocji, prześladowca straci ochotę na dręczenie go i po jakimś czasie przestanie. W domu ćwiczcie właściwe reakcje, na zmianę odgrywajcie rolę prześladowcy i ofiary.

Prześladowca

Usłyszeć od nauczyciela, że dziecko znęca się nad kimś, musi być strasznym szokiem. Pierwszym odruchem będzie mieszanina niedowie­rzania, złości i podejrzenia, że inni rodzice lub ich dzieci „wrobiły" two­ją córkę czy syna. Są to uczucia destrukcyjne. Jeśli nauczyciel twierdzi, że twoje dziecko prześladuje kogoś, lepiej mu uwierz i próbuj coś z tym zrobić. Upieranie się, że to nieprawda, jest bezsensowne.

Czy w domu nie wydarzyło się coś, co dziecko niepokoi? Może jest zazdrosne o rodzeństwo, nowo narodzone niemowlę? Może zmieniłaś pracę i masz mniej czasu dla niego? Kryzys małżeński, separacja, roz­wód, nowy związek, kłótnie?

Pomyśl o samoocenie dziecka. Prześladowcy często są ofiarami prześladowania w domu, czasem w bardzo subtelnej, mało widocznej formie. Z reguły czują się niedoceniani i demonstrowanie siły popra­wia im samopoczucie.

Jeśli nawet nie bijesz dziecka, może masz zwyczaj dawania mu klapsa? Porównaj, ile razy skrytykowałaś go za to, co robi, a ile razy zdobyłaś się na pochwalę. Czy stale słyszy, że jest niegrzeczny, czy ra­czej, że jest cudownym chłopcem, któremu czasem zdarza się psocić? Czy porównujesz go do rodzeństwa, które według ciebie jest od nie­go lepsze? Czy chcesz, żeby osiągnął więcej, niż pozwalają mu na to możliwości?

Prześladowanie w szkole: ofiara

Kiedy myślimy o znęcaniu się w szkole, wyobrażamy sobie na przy­kład rosłych chłopaków fizycznie krzywdzących mniejszego chłopca. Tymczasem ten proceder może mieć miejsce w rozmaitych sytuacjach, wśród obu płci. Posługujemy się tym szerokim terminem, gdy mówimy o znęcaniu się zarówno fizycznym, jak i psychicznym nad ofiarą.

Dziecko może być ofiarą szykan z różnych przyczyn, przeważnie z powodu jakiejś cechy, która w oczach napastnika różni je od innych. Oczywiście, nie jest grzecznie posłać swoje dziecko do szkoły ubrane inaczej niż pozostali uczniowie, ale także nie ma powodu, by wszyscy wyglądali, jakby wyszli spod jednej sztancy. To samo odnosi się do imion, możesz unikać domowego zdrobnienia w obecności kolegów (dotyczy to także najlepszego przyjaciela), ale na zmianę dziwacznego imienia jest już za późno, a poza tym dzieci obecnie mają bardziej wy­szukane imiona, niż dawniej.

Jeśli chodzi o znęcanie się w szkole podstawowej, sama inność w istocie nie ma znaczenia. Prześladowca poszukuje nie kogoś, kto ma inną fryzurę od pozostałych lub imię, o jakim przedtem nikt nie sły­szał, on szuka kogoś, kogo bardzo łatwo urazić docinkami.
Ofiary szykan, szczególnie siedmiolatki i starsze, często mają wyjąt­kowo niską samoocenę, co czyni je idealnym materiałem na ofiarę. Je­śli takie właśnie jest twoje dziecko, nie lekceważ tego. Możesz potrze­bować profesjonalnej pomocy. Zacznij od lekarza pierwszego kontaktu i nauczyciela, oni udzielą ci porady, jak wzmacniać u dziec­ka poczucie własnej wartości. Ale możesz również zacząć od siebie, przyjrzyj się, ile pozytywnych wzmocnień i zachęt dziecko otrzymuje lub nie od ciebie i reszty rodziny.

Często rodzice dopiero po długim czasie orientują się, że uczniowie znęcają się nad ich dzieckiem. Dzieje się tak dlatego, że ofiary nie­chętnie opowiadają o swoim losie. Dziecko wstydzi się i nie chce, by o nim opowiadano, poza tym bardzo się boi, co je czeka, gdy rodzice przyjdą do szkoły.

U dzieci ze szkoły podstawowej zwracaj uwagę na: nagłą utratę za­interesowania szkołą, opuszczenie się w nauce, zły nastrój, któremu towarzyszy wymigiwanie się od pójścia do szkoły i częste napady roz­maitych bólów – głowy, brzucha itp., złe samopoczucie w drugiej po­łowie szkolnego dnia, niewyjaśnione rany i siniaki, z niewiadomych powodów podarte ubrania i poniszczone rzeczy.
O swoich przeżyciach opowiada Patricia:


Długo trwało, nim odkry­łam, że jeden chłopiec zorganizował całą klasę przeciwko mojemu sied­miolatkowi. Syn nie powiedział mi o tym ani słowa przez wiele tygodni. Później, kiedy zaczęłam go wypytywać, oświadczył, że nie mógł mi o tym powiedzieć, bo i tak nic nie mogłabym zrobić. Inni dorośli, nawet matki dzieci, niczego nie zauważyły. Pewnie nie zorientowałabym się w sytuacji nawet przez całe lata, gdyby nie fakt, który stopniowo stawał się coraz bardziej widoczny, a mianowicie syn przestał być zapraszany do dzieci. Wypadliśmy z towarzyskiego kółka. Nagle coś mnie olśniło i zaczęłam wypytywać. Pomału wykryłam, kto był przywódcą i inicjatorem zmowy, w jaki sposób namówił klasę do udziału w szykanowaniu itd.Głównym prześladowcą był bardzo rozpieszczony synek świetnie sytu­owanych rodziców. Nauczyciele nie potrafili nad nim zapanować, ale ostatecznie przekonano opiekunów, żeby przenieśli go do innej placówki. Od tego momentu skończyły się kłopoty syna. Rozkwitł towarzysko, stał się pogodny, tryskał humorem.

Spróbuj dowiedzieć się dokładnie, o co chodzi, i rób notatki. Młod­sze dzieci z reguły bardziej otwarcie opowiadają o prześladowaniu niż starsze, np. uczniowie szkół średnich potrafią ukrywać swoje cierpie­nia przez lata. Jeśli teraz, kiedy jest małe, uda ci się nakłonić dziecko do rozmowy otwarcie i bez poczucie wstydu, masz szansę, że będziesz mogła rozmawiać z nim o jego problemach w przyszłości.

Oskarżając inne dziecko o prześladowanie, musisz zdawać sobie sprawę, że może mieć to wpływ na całe jego życie. Jest to bardzo po­ważne oskarżenie, dlatego nie powinno być postawione lekkomyśl­nie. Pamiętaj, że nie każde prześladowanie jest całkowicie bezpod­stawne. Zachowanie twojego dziecka, a nawet jego higiena osobista, być może pozostawiają wiele do życzenia. Może jest arogancki, ła­two się złości lub jest skory do płaczu? Jeśli nie jesteś zaznajomio­na z realiami szkolnego życia albo masz jedynaka lub ofiarą jest twoje najstarsze dziecko, zacznij od sprawdzenia, czy zachowanie, które cię martwi, jest rzeczywiście prześladowaniem, a nie jedynie nieco brutalną podwórkową zabawą, w której twoje dziecko aktyw­nie uczestniczy.

Kiedy nabierzesz pewności, że masz do czynienia z prześladowaniem, wybierz się dyskretnie do szkoły. W żadnym wypadku nie maszeruj w to­warzystwie dziecka prosto do dyrektora na oczach prześladowców.

Rozmawianie z nauczycielami

Z nauczycielami należy obchodzić się delikatnie. Niczego z pew­nością nie osiągniesz, jeśli wmaszerujesz do sali i przy wszystkich uczniach zaczniesz zgłaszać pretensje. Jeśli na sam dźwięk twoich kro­ków na korytarzu nauczycielka będzie odczuwała organiczną niena­wiść do ciebie, nie znajdzie w sobie ochoty, żeby długo i wyczerpująco rozmawiać o twoim dziecku. Łatwiej wam będzie dyskutować, jeśli od pierwszego dnia szkoły zaczniesz przygotowywać przyjazny grunt, oka­zując, że cenisz rzeczy, które ona czy on robią dobrze. Warto zdobyć się na wysiłek i słowa wdzięczności.

Pamiętaj, że nauczycielka tak widzi twoje dziecko w szkole, jak je postrzega. Ty nie jesteś z nim w klasie. Jeśli więc ma zupełnie od­mienne od ciebie zdanie o jego charakterze i inteligencji, rozsąd­niej jest założyć, że twoja pociecha inaczej zachowuje się w szkole, a inaczej w domu, niż z góry przyjmować, że nauczycielka nie ma racji.

Jeżeli pedagog posługuje się sformułowaniami brzmiącymi jak techniczne wyrażenia, których nie rozumiesz, poproś o wyjaśnienie. Profesjonalny język nauczycieli pełen jest żargonowych określeń, trze­ba uważać, żeby nie używali go jako zasłony dymnej.Jeśli chcesz rozmawiać o czymś, co cię martwi, raczej umów się wcześniej, a nie próbuj złapać nauczycielki przed lub po lekcjach. Roz­pocznij od podziękowania za to, że znalazła dla ciebie czas. Zamiast pytań w stylu „co pani zamierza z tym zrobić", podkreślaj chęć współ­pracy przy rozwiązywaniu problemu. Pytaj więc na przykład, jak mo­żesz dziecku pomóc w domu z matematyki, a nie rób wyrzutów, dla­czego nie uczy go tabliczki mnożenia.

Niektórzy nauczyciele nie lubią rodziców, którzy próbują ich po­uczać, zwłaszcza gdy starają się powiedzieć, co nauczyciel ma myśleć o ich dziecku. Nessa, której córka uczęszcza do prywatnej szkoły, opo­wiada:


Na początku roku poprosiłam, żeby moja córka nie siedziała ze swoją najbliższą przyjaciółką, bo wiedziałam, że będą rozmawiać. Na­uczycielka odpowiedziała, że to ona decyduje, gdzie kto siedzi i szybko usadziła dziewczynki razem, żeby, jak myślę, dać mi prztyczka. Byłam niezadowolona, ale mogę zrozumieć jej punkt widzenia. Gdyby pozwoli­ła jednemu rodzicowi wejść na swoje podwórko, wnet dwadzieścia pięć par rodziców zarzuciłoby ją instrukcjami, co ma robić.

Kiedy rozmawiasz z nauczycielką o incydencie, o którym słyszałaś od dziecka, przedstaw jasno jego wersję przebiegu wydarzeń, a następ­nie wysłuchaj, co ma w tej sprawie do powiedzenia nauczycielka. Jest twoją powinnością wspieranie syna czy córki, ale to wcale nie znaczy, że dziecko wszystko dobrze zrozumiało albo że nie zinterpretowało mylnie wydarzeń. Nie mów, że w tej sprawie pójdziesz do dyrektorki, groźby jedynie wzmagają ducha konfrontacji, a tego powinnaś unikać. Lepiej zaproponować, że razem pójdziecie porozmawiać z dyrektorką, która być może będzie w stanie wam pomóc.

Style uczenia

Imogen, która podobnie jak Marion uczy języków dzieci w różnym wieku, mówi:

Nie mam wątpliwości, że w szkołach, które w sprawach dyscypliny są liberalne, mnie, jako nauczycielce, jest znacznie ciężej. W grupie dwudziestu uczniów znajduje się z pół tuzina takich, którzy w każdych okolicznościach zachowują się bez zarzutu – słuchają i spon­tanicznie uczestniczą w lekcjach – podobnie jak mój najstarszy syn. Resz­ta to jak moje bliźniaczki – łatwo się rozprasza. Tym dzieciom potrzebne jest uporządkowane, zdyscyplinowane otoczenie, a to, czy takie będzie, zależy głównie od polityki dyrektora.

Oczywiście dyscyplina i style uczenia to nie to samo, ale rodzice często je mylą. Rozgardiasz w klasie związany jest z wyznawaną przez szkoły filozofią, że uczniowie mają pracować samodzielnie lub w gru­pach, a nie pod bezpośrednim kierunkiem nauczyciela. Nadal po­wszechnie stosuje się w szkołach podstawowych metody pracy samo­dzielnej oraz realizuje się trudne, żmudne projekty, którymi trudno jest zainteresować dzieci i skupić ich uwagę.

Metoda, według której każde dziecko pracuje we własnym tempie, prawie zawsze idzie w parze z przekonaniami, że rolą nauczyciela nie jest nauczanie, a ułatwianie, wskazywanie drogi. Tego rodzaju metody przez niektórych określane są jako nauczanie progresywne, choć wie­lu rodzicom wydaje się, że dzieci uczone tą metodą w ogóle nie robią postępów.

Mamy prawo oczekiwać, że dzieci uczone w ten sposób będą bar­dziej samodzielne w zdobywaniu wiedzy. Sęk jednak w tym, że jeśli na­wet są samodzielne, nie odnoszą sukcesów akademickich, ponieważ brakuje im innych niezbędnych umiejętności szkolnych i technik, bez których samodzielność jest bezużyteczna. Bycie „ułatwiaczem", a nie po prostu nauczycielem jest niezmiernie trudne i przeważnie przekra­cza możliwości nauczycieli szkół podstawowych.

Nauczyciele powinni być także przewodnikami, a więc dawać znacz­nie więcej, niż „ulatwiacze". Każdy, kto musi godzinami „odkrywać" podstawowe pojęcia matematyczne, których wyjaśnienie zajęłoby na­uczycielowi kilka minut, nudzi się w klasie okropnie. Niektórzy na­uczyciele wyzbyli się wszelkich złudzeń co do wartości techniki „od­krywania", która skazuje ich na wieczne obserwowanie dzieci podczas bezowocnych starań wymyślania koła metodą prób i błędów.

Lydia, która ma czworo dzieci w państwowej szkole w śródmieściu Londynu, podkreśla, że chociaż stosowane tam metody nauczania nie przynoszą nadzwyczajnych wyników w zakresie pisania i czytania, wspaniale, w sposób nieporównywalnie lepszy niż w prywatnych pla­cówkach, uczą samodzielnej pracy i dociekliwości. Zachwycona jest badawczą postawą dzieci, którą nabyły w szkole. Lydia opowiada:


 W państwowej szkole podstawowej, w trzydziestoosobowej grupie, dziec­ko spędza mnóstwo czasu, pracując w pojedynkę. Praca nad projektem rozgałęzia się na najróżniejsze obszary i zawsze znajdzie się cos', co cię wciągnie. Wszystkim moim dzieciom brakuje umiejętności. Nie są dobre ani w pisaniu, ani w czytaniu, ale za to mają potężny zasób informacji, które przyswoiły podczas realizowania ciekawych zadań w ramach róż­nych projektów.

Natomiast w szkole średniej dzieci, których doświadczenia związa­ne są głównie z realizowaniem projektów, dziwią się, gdy wymaga się od nich w ramach przygotowań do egzaminów koncentracji przez czterdzieści pięć minut na jednym przedmiocie. Jeśli chcesz nauczyć się czegoś szybko, metoda „odkrywania" zupełnie odpada. Żaden do­rosły nie próbuje uczyć się francuskiego takimi metodami, lecz siada na całe godziny z podręcznikiem, gramatyką i listą słówek. Oczywiście dzieci po treningu metodami progresywnymi zupełnie nie mają prak­tyki ani umiejętności potrzebnych do tego typu nauki. Stąd, gdy w średniej szkole są proszone o ich przyswojenie, nie radzą sobie, ich zachowanie pogarsza się, na czym cierpi nie zawsze sprawiedliwie re­putacja podstawówki.
Nadużywanie pracy grupowej, w której oczekuje się od dzieci zdol­niejszych, że pomogą słabszym, stawia te słabsze na wyraźnie gorszych pozycjach w szkole ponadpodstawowej. Przyzwyczajone do polegania na kolegach, nie potrafią same zorganizować własnej pracy ani zabrać się samodzielnie do zadania.

Imogen była załamana, kiedy jako nauczycielka starszych nastolat­ków zobaczyła, jak funkcjonuje młodzież z kursów zawodowych na lekcjach francuskiego. Nauczycielka opowiada:

Oni w ogóle nie są przy­zwyczajeni do siedzenia i koncentrowania się na tablicy przez dłużej, niż dziesięć minut. Nie mają żadnych doświadczeń w tym zakresie. Nie wie­rzą, gdy mówię im, że dzięki ciężkiej pracy w klasie mają szansę na dobrą pracę i zarobki. Choć sami, z własnej woli, wybrali moje lekcje i realizu­ją ciekawy program, muszę traktować ich surowo, jak małe dzieci. Czuję się okropnie, widząc, jak ta choroba przeżera całe młode pokolenie. Uczę także na wieczorowych kursach dla dorosłych. Ludzie około trzydziestki i starsi bez trudu koncentrują się i uczestniczą w lekcjach. Młodsi zaś wiercą się niespokojnie, nie bardzo potrafią włączyć się i zachowują się raczej jak dzieci.

Jeśli twoje dziecko uczone jest metodami, które według ciebie nie rozwijają koncentracji i w rezultacie mają negatywny wpływ na dyscy­plinę, porozmawiaj o tym z rodzicami innych dzieci. Po upewnieniu się, że rodzice myślą podobnie i są gotowi cię poprzeć, porusz ten pro­blem na zebraniu rodziców.

Jakiego zachowania mogą oczekiwać rodzice

Nauczyciele nie lubią uczyć nieposłusznych uczniów, nie mogą pra­cować skutecznie, jeśli dzieci nie współpracują i źle się zachowują. Jed­nak nie wszyscy dyrektorzy szkół rozumieją, jak bardzo potrzebne jest wprowadzenie od samego początku jasnych reguł postępowania, do których dziecko będzie się mogło odwoływać do końca kariery szkolnej.

Niżej przedstawiam kilka kluczowych punktów, na które powinnaś zwrócić uwagę, ponieważ są doskonałymi wskaźnikami skuteczności stosowania dyscypliny w szkole. Żaden z nich nie wykracza poza moż­liwości przeciętnego dziecka w wieku szkolnym, bez względu na środo­wisko, z którego się wywodzi.

Dzieci najmłodsze powinny:

•        Umieć ustawić się spokojnie w szeregu na polecenie.

•        Zachować ciszę i pozostać w bezruchu przez co najmniej pół godzi­ny, gdy tego wymaga sytuacja.

•        Mieć nawyk odnoszenia się do nauczycieli z szacunkiem.

Nauczyciele i inni pracownicy szkoły powinni:

•        Natychmiast reagować na brutalne zachowania, bójki, znęcanie się.

•        Sumiennie pełnić dyżury na boisku.

•        Umieć spokojnie przywołać do porządku całą klasę i poszczegól­nych uczniów.

Nauczyciele i dyscyplina

Najczęściej wymieniane przez rodziców obawy dotyczące szkoły to te związane z dyscypliną lub jej brakiem. Rodzice chcą, żeby dzieci na­uczyły się siedzieć i słuchać, kiedy się do nich mówi. Uważają, że jeśli w młodszych klasach będą się dobrze zachowywać, w starszych zaczną odnosić sukcesy w nauce. Dobre zachowanie nie gwarantuje osiągnięć w nauce, ale bez niego nie ma co marzyć o sukcesach w szkole. Szko­da, że niewielu nauczycieli przeszło przez szkolenie, jak kontrolować klasę. Próbują radzić sobie na bieżąco. Wbrew powszechnemu mnie­maniu szkolna dyscyplina nie zależy całkowicie od nauczycieli. Ty, ja­ko rodzic, masz wielki wpływ na atmosferę w klasie, ponieważ to ty uczysz dziecko szacunku dla nauczyciela. Oczywiście dzieci ze stabil­nych, pełnych rodzin z dobrego środowiska sprawiają znacznie mniej problemów niż te zaniedbane, z rodzin patologicznych. Niemniej nauczyciel nie zdyscyplinuje nawet tych „najłatwiejszych" dzieci, jeśli wychowano je w braku poszanowania dla nauczycieli. A zmiany kultu­rowe idą w tym kierunku. Breda Joyce, matka piątki dzieci, ostro za­reagowała, gdy jej nastoletni syn chwalił się tym, jak przy całej klasie poprawiał studenta matematyki, odbywającego w szkole praktykę.

 

Breda opowiada:

Przyjechaliśmy z Irlandii i odkryliśmy, że nasz syn Paul wyprzedza angielskie dzieci w matematyce o jakieś dwa, trzy lata. Był więc na lekcji takim „starym malutkim", co to wie wszystko. Kiedy naśmiewał się z młodego nauczy cięła, spytałam, co chce przez to osiągnąć i jakby on się czuł, gdyby znalazł się w podobnej sytuacji, a jakiś mądrala czyniłby uwagi wzbudzające ogólny śmiech. Powiedziałam, że od kogoś tak bystre­go i inteligentnego spodziewałam się czegoś innego, raczej wsparcia, niż wyśmiewania. Nie zgadzam się na wyszydzanie nauczycieli. Jeśli dziecko czuje się skrzywdzone, może o tym porozmawiać z rodzicami, ale nie wol­no mu drwić i obrażać nauczycieli.

Pogardliwy stosunek do nauczycieli nie jest tylko bolączką szkół państwowych. Marion, nauczycielka w prywatnej szkole, była zaszoko­wana, kiedy jej własna córka lekceważąco opowiadała o swojej nauczy­cielce, która powinna pamiętać jakiś szczególny fakt, bo przecież jej za to płacą.

Marion opowiada:

Powiedziałam jej, że nie wolno śmiać się z nauczy­cielki, nawet jeśli wie, że jest od niej inteligentniejsza. Córka i jej przyja­ciółki są bardzo uwrażliwione na punkcie swoich praw, praw dzieci itp. Jest to, przyznaję, dobre, ale widzę również związek takiej postawy z obser­wowanym przeze mnie w szkole zjawiskiem zacierania granic pomiędzy dorosłym a dzieckiem. Dużo dzieci przychodzących do szkoły nie ma wy­czucia, co jest właściwe w kontaktach z dorosłymi. Wydaje mi się, że one nie są świadome tego, że do osób sprawujących władzę trzeba odnosić się z respektem. Dwaj bracia, siedmio- i jedenastoletni, przyszli do szkoły, w której uczę. Zupełnie nie mają wyczucia. Odzywają się do nauczycieli tak, jakby byli ich kolegami. Po prostu nie dostrzegają różnicy między ma­mą, tatą, sąsiadem, a dyrektorem szkoły. Otwarcie również biorą przed­mioty należące do innych osób. Spotkanie z rodzicami tych chłopców by­ło jeszcze bardziej przerażające. Usiedli w gabinecie tyłem do dyrektora, a kiedy poprosiłam, żeby kupili synom podręczniki do francuskiego, które każdy uczeń powinien mieć, matka odpowiedziała, że nie dostaną książek za karę za zle zachowanie. Chłopcy niszczą wszystko, więc nie da im pod­ręczników do francuskiego. Musiałam wyjaśniać, że to jest kara dla mnie, a nie dla dzieci, bo dopóki nie mają książek, nie mogę ich uczyć.