Archive for the ‘Złocone klatki i wózki olbrzymy’ Category

Metoda bezpestycydowa

Można wykryć owsiki i pozbyć się ich bez faszerowania dziecka pestycydami, a także bez dość niesympatycznego zabiegu, jakim jest oglądanie w nocy, przy latarce, odbytu dziecka w poszukiwaniu roba­ków.

Kup w aptece rolkę przylepnej, niewywołującej uczuleń taśmy chi­rurgicznej (miękka, biała papierowa taśma, zwykle używana do przy­twierdzania opatrunków) w najszerszym dostępnym rozmiarze – 5 cm. Codziennie na noc zaklejaj nią ściśle odbyt pacjenta. Pozostaw ją aż do rana. Jeśli podejrzewasz, że owsiki zaatakowały całą rodzinę, po­traktuj w ten sposób każdego domownika.

Samice owsików przyklejają się do taśmy, gdy wychodzą z odbytu, by złożyć jaja, przyklejają się do niej również same jaja. Taśma także zapobiega rzadkiemu zjawisku, jakim jest wpełzanie robaka z powro­tem do odbytu po wylęgnięciu się. Zużytą taśmę spal, nigdy nie wrzu­caj do śmieci. Jeśli cała rodzina podda się zabiegowi przez dwa tygo­dnie plus jedną noc, tak na wszelki wypadek, i zastosuje się do podanych czterech zasad postępowania, przerwiecie cylćl zarażania owsikami. Pomysł z taśmą jest absolutnie niezastąpiony dla kobiet w ciąży i matek karmiących. Zgodnie bowiem z ostrzeżeniami wy­twórców standardowych środków przeciw owsikom, nie mogą ich używać.


Psie odchody

Niewielu rodziców zdaje sobie sprawę, że psie odchody mogą być źródłem zakażenia pasożytami, ciężkiej choroby, która może prowa­dzić nawet do ślepoty. Na właścicielach psów leży odpowiedzialność za ograniczanie ryzyka zachorowania przez dzieci. Dzieci również powin­ny dbać o swoje zdrowie, a więc uważać w miejscach publicznych i myć dokładnie ręce po zabawie w parku czy na boisku. Ucz dziecko, żeby nie głaskało ani nie przytulało obcego psa, choćby był bardzo przyja­cielsko nastawiony. Jeśli dziecko wdepnie w psie odchody, oczyść sta­rannie buty i wymyj pod bieżącą wodą, najlepiej na zewnątrz domu. Niektórzy rodzice popadają w obsesję do tego stopnia, że wyrzucają zabrudzone buty. Przestrzeganie higieny jest niezbędne, ale takie działanie – nie.

Inne gatunki wszy

Wszy łonowe są podobne do wszy na głowie, ale wolniejsze. Przy­czepiają się do włosków na ciele, nie tylko do owłosienia łonowego, także do innych owłosionych miejsc, więc kiedy podejmujesz kurację, pamiętaj o wszystkich zagrożonych miejscach. Zakażenie tego rodza­ju insektami następuje głównie podczas kontaktów seksualnych, więc nie stanowi problemu typowo dziecięcego.
Wszy ubraniowe są obecnie rzadziej spotykane niż kiedyś. Żyją w ubraniach, a kiedy mają okazję, gryzą skórę właściciela odzieży. Zostawiają na ciele maleńkie, czerwone, bardzo swędzące punkciki. Dziecko drapie się bez opamiętania i w rezultacie często dochodzi do infekcji skórnej. Gdyby miało to miejsce, poradź się doktora. Dosta­niesz kremy przeciw insektom i wysuszający puder. Należałoby pozbyć się zarobaczonych ubrań i pościeli.


Świerzb

Świerzb także powoduje silne swędzenie i podobnie jak w przypad­ku wszy ubraniowej poradź się lekarza, czy oprócz stosowania specjal­nych płynów z pestycydami na pogryzione miejsca nie musisz zdezyn­fekować ubrań i pościeli.

Oznakami świerzbu są swędzące, czerwone linie na ciele – „jamki" pod skórą – pojawiające się najpierw między palcami i wokół nad­garstków, a potem w innych miejscach. Nie ma śladów powyżej linii szyi i nie skutkują maści stosowane na egzemę.


Owsiki

Owsiki są małymi, białymi robakami, mają około pół centymetra długości i żyją w jelitach. Jeśli twoje dziecko uskarża się na „bardzo swędzącą pupę" i nie może spać, pewnie ma owsiki. Nie musisz zna­leźć ich w kale. U niektórych osób owsiki nie wywołują swędzenia.

Dość łatwo można się ich pozbyć. Pamiętaj, że nawet jeśli podałaś dziecku leki zaraz po stwierdzeniu owsików, silne podrażnienie okoli­cy odbytu będzie się utrzymywało przez przynajmniej dwadzieścia cztery godziny, podczas gdy lekarstwo przechodzi przez drogi pokar­mowe. Nasiadówka w cieplej wodzie z garścią soli kuchennej, a na­stępnie wysmarowanie pupy kremem do pielęgnacji niemowląt, zawie­rającym cynk lub olej rycynowy, na tyle złagodzą dolegliwości, że dziecko będzie mogło zasnąć. Pod piżamę powinno włożyć majtki, aby ograniczyć bezpośredni kontakt między paznokciami a skórą. Rano należy pupę dziecka dokładnie wymyć i wytrzeć papierem toaletowym przed włożeniem bielizny. Nocne ubranie oraz pościel powinny być zmieniane codziennie przez dwa tygodnie po leczeniu.

Podjęcie radykalnych środków jest niezbędne, ponieważ cykl życio­wy owsików jest uzależniony od kontaktu poprzez ręce pomiędzy usta­mi a odbytem. Jaja owsików, niewidoczne gołym okiem, są lepkie po złożeniu i mogą się znajdować nie tylko na ręcznikach, ale także na de­skach sedesowych, klamkach, kurkach od wody itp.

Owsiki nie przedostają się. do innych części ciała – tam lokują się znacznie rzadsze pasożyty – ale po wydostaniu się z odbytu samice mo­gą migrować do pochwy lub cewki moczowej. Jest to bardzo nieprzy­jemna przypadłość i może prowadzić do infekcji oraz moczenia noc­nego. Jeśli przytrafi się malej dziewczynce, nie wpadaj w panikę i nie wywołuj niepokoju. Owsiki mogą przetrwać i rozmnażać się tylko i wy­łącznie w jelitach.

W wypadku zdiagnozowania owsików musisz przerwać łańcuch, w jakim są przekazywane, poprzez jednoczesne wprowadzenie czte­rech zasad postępowania:

1.        Zastosuj leczenie środkami farmakologicznymi lub opisaną niżej metodą bezpestycydową wszystkich domowników, którzy mają owsiki.

2.        Dbaj o higienę rąk. Małe dzieci, które nie potrafią dokładnie wy­trzeć pupy, ułatwiają życie owsikom. Ucz dziecko starannie wycierać pupę, spuszczać wodę w toalecie, myć ręce, utrzymywać czyste i krót­kie paznokcie. Z mycia rąk uczyń przyjemność, szukaj zabawnych my­dełek i ręczników. Oduczaj wkładania palców do ust, ssania palca i ob­gryzania paznokci.

3.        Dbaj o czystość otoczenia, w domu regularnie czyść klozet i umy­walkę. Złe praktyki w żłobkach i przedszkolach, takie jak pomijanie mycia rąk czy używanie tej samej plasteliny do lepienia przez różne dzieci, sprzyjają roznoszeniu się owsików.

4. Dezynfekuj odzież nocną, bieliznę, pościel, ręczniki w gorącej wodzie – 90°C, a potem susz je dokładnie w suszarce, na grzejniku lub na ostrym słońcu. Jaja przeżywają w zimnym, wilgotnym środowisku wiele tygodni, natomiast giną w suchym, ciepłym powietrzu.

Koniec z wszawicą w dwa tygodnie i bez pestycydów

Angielska fundacja zajmującą się higieną, Community Hygiene Concern, opracowała system skutecznego zwalczania wszawicy we wszyst­kich typach włosów bez stosowania pestycydów. Argumentuje, że nisz­czenie wszy za pomocą środków chemicznych nieuchronnie prowadzi do wytworzenia się u tych insektów odporności. Rotacyjne stosowanie różnych preparatów nie zapobiega temu zjawisku, a entuzjastyczne kampanie promocyjne produktów przeciw wszawicy prowadzone przez koncerny farmaceutyczne niestety nie spowodowały spadku populacji wszy. Z punktu widzenia zdrowia człowieka niepokój budzi również fakt częstego stosowania pestycydów. Choć wiadomo, że przemysł farmaceutyczny podejmuje wszelkie możliwe kroki, by środki przeciw wszawicy były bezpieczne dla dzieci, wielu rodziców z zasady stara się ograniczyć do minimum ilość silnych chemikaliów stosowanych w domach.

System zaproponowany przez fundację działa następująco: raz w ty­godniu, szczególnie w ciągu roku szkolnego, przeprowadza się przegląd włosów u wszystkich członków rodziny. W tym celu włosy się dobrze moczy i obficie pokrywa odżywką zwykle dodawaną do płukania. Do zabiegu wykonywanego przy dobrym oświetleniu używa się gęstego, plastikowego grzebienia lub specjalnego, odpowiednio wyprofilowane­go grzebienia na gnidy. Jajka z zarodkami w środku są praktycznie nie do wykrycia. Puste po wykluciu się wszy są owalne, szarawobiałe, poły­skujące perłowo. Samice przytwierdzają je do włosów u samej nasady, blisko skóry, tak aby cieple ciało gospodarza pełniło funkcję inkubato­ra. Im jaja są dalej od skóry, tym dłużej trwa proces dojrzewania. Jeśli nie masz pewności, czy znalazłaś we włosach łupież czy gnidę, sprawdź, jak łatwo schodzi z włosów. Gnidę trudno ściągnąć. Wesz w linii po­dłużnej osiąga 3 mm. Kiedy włosy są mokre i pokryte odżywką, gnidy nie mogą spaść z grzebienia, więc stają się widoczne. Przeczesuj włosy dziecka pasmo po paśmie na całej głowie. Spłukuj grzebień dokładnie albo usuwaj wszy spomiędzy zębów grzebienia wykałaczką lub papiero­wą chusteczką. Powtarzaj tę czynność po każdym przeczesanym paśmie włosów, aby nie wprowadzić żywej wszy ponownie na głowę.

Po wykonaniu przeglądu spłucz z włosów dziecka odżywkę, nadal przeczesuj włosy podczas płukania. Na tym etapie wesz będzie już zu­pełnie mokra, a włosy bardzo śliskie, więc łatwo ją sczesać grzebie­niem nawet z włosów, które, gdy suche, są mocno skręcone.
Usadź dziecko, spłukane włosy zbierz w ręcznik, ale nie wycieraj. Niech woda z nich skapuje, a ty w tym czasie ponownie je przeczesuj i sprawdzaj, co zbiera się na grzebieniu. Wysusz dziecku włosy, a na­stępnie powtórz całą procedurę z kolejnymi członkami rodziny, na ko­niec zostawiając siebie.

Metoda bezpestycydowa, żeby odniosła skutek, powinna być wyko­nywana bardzo systematycznie. Należałoby zaproponować ją w szko­łach jako część zakrojonej na szeroką skalę kampanii przeciw wszawi­cy. Metoda sprawdza się tylko wtedy, gdy cała rodzina w tym samym czasie poddawana jest zabiegom i cały proces powtarzany jest co trzy, cztery dni przez dwa tygodnie. Dzieje się tak dlatego, że sukces gwa­rantowany jest tylko wtedy, gdy uda się usunąć nowe wszy zaraz po wy­lęgu, nim będą w stanie przenieść się na inną głowę. Jeśli więc dzień, w którym rozpoczęłaś zabiegi, oznaczysz jako dzień pierwszy, musisz je powtórzyć dnia piątego, dziewiątego i trzynastego.

Jeżeli zdecydowałaś się na stosowanie pestycydów, przeprowadź kurację jak najszybciej, stosując odpowiedni płyn. W aptekach są do­stępne środki niszczące wszy, zaś służby sanitarne próbują stosować je przemiennie w nadziei, że insekty nie uodpornią się na zawarte w nich substancje czynne. Jednak ze względu na nasilające się obawy, że nie­które z medykamentów mogą zawierać w swoim składzie substancje rakotwórcze, cały system walki z wszawicą za pomocą pestycydów za­czął się załamywać.Postępuj zgodnie z instrukcją dołączoną do płynu przeciw wszawi­cy. Jeśli należy pozostawić go na głowie przez dwanaście godzin, nie skracaj do jedenastu. Po tym czasie wymyj głowę szamponem i póki włosy są mokre, wyczesuj nieżywe wszy i gnidy.

Nieproszeni goście – wszy

Ostatnimi czasy wszy we włosach stały się zjawiskiem nader częstym zarówno w szkołach, jak i przedszkolach. Natomiast ci z nas, którzy wychowali się w środowisku, gdzie nikt nigdy nie miał wszy, reagują obrzydzeniem. Trudno nam zrozumieć, że mogą je mieć czyste, zadba­ne dzieci.

Wszy są malutkimi, pełzającymi insektami osiągającymi rozmiar za­pałczanej główki. Składają jaja we włosach blisko skóry i odżywiają się krwią z naczyń podskórnych. Ich ugryzienia powodują silne swędze­nie, ale mogą też nie dawać objawów nawet przez trzy miesiące. Tak jak ludzie różnią się wrażliwością na ukąszenia komarów i użądlenia pszczół, tak mogą się różnić wrażliwością na wszy.

Tajemnicą jest, jak wszy się rozprzestrzeniają. Lekarze twierdzą sta­nowczo, że są przenoszone podczas bezpośredniego kontaktu głowy z głową. Niektórzy uważają, że gnidy nie mogą być przenoszone na czapkach, ale większość pracujących z dziećmi ma odmienne zdanie. Jedna z dyrektorek szkoły powiedziała, że według niej czapki i słom­kowe kapelusze bardzo przyczyniają się do rozprzestrzeniania się wszawicy (dlatego wolałaby, żeby rodzice nie dawali dzieciom nakryć głowy). Fryzjerzy są zobligowani do przestrzegania reżimu higienicz­nego, więc raczej trudno jest zwalać całą winę na nich.

Lekarze i farmaceuci obstają, że nie można zarazić się wszami z za­każonego oparcia fotela czy siedzenia w autobusie. Inni mówią, że wy- czesana wesz może wpełzać ponownie.

Rzeczywiście jest prawdą, a nie mitem ukutym dla dobrego samo­poczucia rodziców, że wszy uwielbiają czyste włosy. Na czystej głowie lepiej się im żyje, łatwiej jest przebić skórę, żeby dostać się do naczy­nia krwionośnego. Zwykłe szczotkowanie i czesanie suchych włosów nie jest tak skutecznym sposobem pozbywania się wszawicy, jak często niektórzy myślą. Wyczesana z włosów wesz jest wystarczająco przebie­gła, żeby przeżyć i wpełznąć na inną głowę. Wesz bardzo szybko ucie­ka, gdy fryzura jest burzona, na przykład przez mamę kontrolującą stan włosów, dlatego prawdopodobnie nigdy nie zauważysz żywego in­sekta w suchych włosach. Z tego powodu, jeśli nawet personel prze­prowadza w szkole regularne kontrole, nie wyłapuje wszystkich przy­padków wszawicy. Z reguły dopiero gdy na głowie jest więcej niż dzie­sięć wszy, udaje się je wykryć.

Resztki pozostawiane przez insekty – odchody i złuszczony naskó­rek, widoczne są na poduszce dziecka – jest brudna i szarawa. Mogą też wywoływać wysypkę, szczególnie na szyi (podobnie wyglądająca wysypka bywa też spowodowana innymi dolegliwościami skórnymi). Warkocze, końskie ogony oraz inne fryzury z upiętych włosów wyglą­dają uroczo i zapewne zmniejszają ryzyko wszawicy, ale jeśli nie są re­gularnie rozczesywane oraz przeglądane, stanowią istny raj dla wszy, choć woli ona ciepłe środowisko krótkich włosów, ze względu na bli­skość skóry.

Miesiączki

Wiele dziewcząt nosi staniki i miesiączkuje przed dwunastym ro­kiem życia. Chociaż większość czytelników tej książki ma dzieci znacz­nie młodsze, warto zwrócić uwagę, że dziewczynki mogą zacząć mie­siączkować w wieku dziewięciu lat, nawet jeśli u ich matek nastąpiło to później. Wcześniej, a przynajmniej w tym wieku, dzieci obojga płci po­winny wiedzieć, co to jest miesiączka, dlaczego występuje u kobiet i ja­ki ma związek ze zdolnością do posiadania dzieci. Sięgnij więc po książki, które pomogą ci wyjaśnić dzieciom ten temat.

Bywa, że młodsze dziewczynki, które miesiączkują, nieraz bardzo cierpią z powodu docinków rówieśników. W związku z tym czują się zawstydzone, onieśmielone i źle czują się w szkole. Nie zawsze mają odwagę zwolnić się u nauczyciela z lekcji wychowania fizycznego i w rezultacie, roztrzęsione, nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Bóle mie­siączkowe i wahania nastroju bywają w tym wieku silniejsze, niż u do­rosłych kobiet. Dziewczynki, które już się rozwinęły, dostrzegają, że ich zainteresowania i emocje są na innym poziomie niż koleżanek bę­dących przed okresem dojrzewania. W tym czasie następują podziały w grupie rówieśniczej. Razem trzymają się dziewczynki, które już mie­siączkują, inne paczki tworzą te, które są jeszcze przed okresem pokwitania.

Oficjalnie nie stwierdzono żadnych medycznych powodów, dla któ­rych młode dziewczyny nie powinny używać tamponów i wydaje się, że tampony są najlepszym sposobem na uniknięcie zakłopotania na lek­cjach pływania czy innych zajęciach sportowych. Niemniej podpaski są wygodniejsze w użyciu, nigdy nie były łączone z przypadkami zespołu szoku toksycznego i nie pozostawiają w pochwie żadnych pozostałości, dlatego ja osobiście uważam je za znacznie lepsze dła młodych dziew­cząt, z wyjątkiem szczególnych sytuacji.


Nazywanie rzeczy po imieniu

Jest zadziwiające, jak bardzo niechętnie dorośli opisują dzieciom żeńskie genitalia. Myszkując w księgarni w północnym Londynie w do­brze zaopatrzonym dziale dziecięcym, zauważyłam, że żadna z prezen­towanych tam książek na temat płci nie wymieniła łechtaczki. We wszystkich idea współżycia w aspekcie fizycznej przyjemności była po­minięta, tak jakby miała znaczenie marginalne.
Pewna matka dwóch malutkich córeczek powiedziała:

 Zawsze mó­wi się, że dziewczynki coś tracą z tej racji, że są pozbawione penisa. W do­mu mamy wyrażenie na genitalia córek, nazywamy je pączkami róży. Nazwę tę przejęliśmy od stareńkiej niani, która opiekowała się dziewczyn­kami, gdy były malutkie. Raz pięcioletni chłopiec tonem typowym dla małego chłopca powiedział, że on ma penisa, a niania nie. Wtedy ona zu­pełnie spokojnie odrzekła, że ma pączek róży. Zabrzmiało to uroczo, nie medycznie, a „kwiatowo". Dzieci podchwyciły natychmiast to określenie, spodobało się również koleżankom.

Nie wszyscy rodzice czują się dobrze, rozprawiając o pączkach róży, większość używa ohydnego, eufemistycznego wyrażenia – „przednia pupa". A przecież problem jest prawdziwy. Mówimy o siusiakach, na­tomiast w bardzo niejasny i nieokreślony sposób opisujemy pochwę, srom i łechtaczkę. Myślę, że słuszne jest rozmawianie nawet z bardzo małymi dziewczynkami w taki sposób, żeby rozumiały, że ich genitalia są ważne, by wiedziały, że nie służą tylko do siusiania, lecz będą istot­ne, kiedy dorosną i zechcą mieć dzieci.

Ruch i aktywność fizyczna

Granie w piłkę czy wdrapywanie się na drzewa to pasje stare jak świat, natomiast komputery, Internet, gry wirtualne to nowości, a skutki długotrwałego ich oddziaływania na organizm nie są jeszcze dokładnie poznane. Na pewno żadne z owych dobrodziejstw nie po­prawia kondycji dziecka, nie wymusza aktywności fizycznej.

Dlatego rodzice zatroskani o zdrowie dzieci powinni więcej uwagi poświęcać aktywności fizycznej swoich pociech, ponieważ właśnie ru­chu najbardziej im brakuje. Znam bezkompromisowego ojca, który mówi, że weekendy w domu byłyby nie do zniesienia, gdyby swoich trzech synów zwolnił z porannego biegania. Poziom podniecenia i agresji w domu byłby wówczas niewyobrażalnie wysoki.
Przyjrzyj się dokładnie, w jaki sposób żyje twoje dziecko i zastanów się, czy nie brakuje mu ruchu.

•        Czy twoje dziecko podróżuje codziennie do szkoły i z powrotem sa­mochodem?

•        Czy ma nadwagę?

•        Czy dostaje zadyszki, gdy biegnie, chociaż wiadomo, że nie ma astmy?

•        Czy niechętnie włącza się do gier, które wymagają biegania, cho­ciaż jest prawidłowo zbudowane i nie ma żadnej kontuzji?

•        Czy uskarża się na bóle mięśni następnego ranka po intensywnych ćwiczeniach fizycznych, które trwały ponad trzydzieści minut?

Jeśli odpowiedziałaś „tak" na większość pytań, twojemu dziecku trzeba zmienić plan dnia. Zajęcia sportowe w szkole nigdy nie zastą­pią ruchu, który jest potrzebny dziecku każdego dnia, czyli zabaw na podwórku. Chyba że masz w domu pasjonata, który chciałby cały czas trenować jedną dyscyplinę sportową. Wówczas najlepszym rozwiąza­niem są kreatywne zajęcia, pozwalające cieszyć się odkrywaniem moż­liwości własnego ciała.Lęk współczesnych rodziców o bezpieczeństwo dzieci powoduje, że chyba większość z nich poświęca mnóstwo czasu na podwożenie swo­ich latorośli na rozmaite zajęcia, a następnie zamiast zorganizować im samodzielny powrót, krąży wokół miejsc, gdzie pociechy ćwiczą judo, tańce czy skoki, w oczekiwaniu na zakończenie lekcji czy treningu. A może byłoby lepiej i zdrowiej dla rodziców, gdyby w tym czasie rów­nież mieli judo, tańce, skoki lub inne podobne zajęcia?

Rupa, Azjatka, matka dwójki dzieci mieszkająca w środkowej An­glii, w okolicy, w której mały procent mieszkańców należy do etnicznej mniejszości, spędza wraz z rodziną jeden dzień w indyjskim centrum kulturalnym, w którym jej córka uczy się klasycznego tańca hinduskie­go, mąż gry na tabla, a ona na harmonii. Rupa mówi:

Dzięki lekcjom tańca córka nabrała śmiałości. Szkoda, że mojemu synowi, ponieważ w grupie nie ma chłopców, brakuje odwagi, żeby się przyłączyć, choć ma na to ochotę.

Rzeczywiście szkoda, że chłopców nie zachęca się do tańca. Kiedy jest nudno lub wybucha kłótnia, Sarah, córka Rupy, nastawia płytę i cała rodzina zapamiętale tańczy przez kilka minut, co bardzo rozła­dowuje napięcie.

Używanie rozpuszczalników

Bardzo małe dzieci mogą być wciągnięte w zagrażające ich życiu praktyki wąchania oparów różnych produktów, takich jak kleje, farby, lakiery, paliwa lekkie, aerozole.

O wąchaniu kleju świadczą między innymi: ranki wokół ust i nosa, zmęczenie i senność. Na trop wąchacza czasem może naprowadzić plastikowa torebka ze śladowymi ilościami rozpuszczalnika, zniknięcie substancji z warsztatu lub garażu, albo ewidentna kradzież pieniędzy z twojego portfela, która nie pozostawia wątpliwości, że sprawcą było dziecko. Dzieci potrzebujące środków na klej lub narkotyki stosują również różne fortele, żeby wyżebrać pieniądze od obcych.

Wąchanie kleju zabija. Wywołuje zawroty głowy, halucynacje, albo krótkotrwałe okresy dobrego samopoczucia. Wąchacz traci orientację i jest narażony na wypadki, na przykład może wtargnąć na jezdnię wprost pod samochód. Aerozole, jeśli wstrzyknięte prosto do gardła, mogą spowodować natychmiastową śmierć, ponieważ „zamrażają" drogi oddechowe. Dzieci mogą się także udusić, trzymając głowy w plastikowych torebkach, albo wymiocinami, gdy tracą świadomość i jednocześnie wymiotują. Długotrwałe wąchanie kleju uszkadza mózg, nerki i wątrobę. Jeśli jednak dziecko, które próbowało wąchać klej, zaprzestaniu tego, prawdopodobnie nie będzie miało żadnych chronicznych problemów zdrowotnych.


Nielegalne narkotyki

Konopie, heroina, kokaina/kompot, ekstazy i inne nielegalne lub pozostające pod kontrolą narkotyki rzadko kiedy oferowane są dzie­ciom poniżej dwunastego roku życia z bardzo prostego powodu – ma­łe dzieci zwykle nie mają pieniędzy. Dealerom nie opłaca się handlo­wać z maluchami, choć czasem takie fakty mają miejsce. Niekiedy starsze dzieci próbują sprzedawać narkotyki młodszym, albo w imie­niu starszego rodzeństwa, które potrzebuje pieniędzy na swoje cele, albo na własne konto. Dzieci z zamożnych domów, mieszkające w do­brych dzielnicach, o których wiadomo, że mają niezwykle duże kie­szonkowe, stanowią idealne środowisko do tworzenia narkotykowego rynku.

Krążą legendy o halucynogennych środkach oferowanych dzieciom w postaci kalkomanii i naklejek. Jest mało prawdopodobne, żeby nar­kotyki trafiały do dzieci tą drogą, ale zamieszanie wokół tej sprawy na­rasta, ponieważ zwykłe kalkomanie i naklejki czasem wyglądają bar­dzo podobnie do kartoników nasączonych substancjami odurzającymi.

Nie możesz liczyć na to, że uda ci się zawsze trzymać dziecko pod ścisłą kontrolą. Twoim głównym celem powinno być kreowanie nawy­ku polegania na sobie samym i utrzymywanie dobrej komunikacji z dzieckiem.

Jeśli dziecko przyzwyczajone jest do podejmowania samodzielnych decyzji i uczy się szacunku dla samego siebie, nie ulega presji rówie­śników, jest wielce prawdopodobne, że nie sięgnie po narkotyki. Jeśli spokojnie słuchasz i okazujesz empatię dziecku, które zwierza się ze złych uczynków, jeśli chwalisz za przyznanie się do winy i zaraz potem wyciągasz przyjazną dłoń, jeśli słuchasz i rozmawiasz z dzieckiem o najróżniejszych sprawach, jesteś na dobrej drodze, żeby uchronić je od uzależnienia się od narkotyków.

Papierosy, narkotyki, alkohol

Twoje dziecko prawdopodobnie będzie miało w szkole podstawo­wej lekcje na temat szkodliwości nikotyny, narkotyków i alkoholu. Dzieci w młodszym wieku szkolnym są najbardziej podatne na infor­macje o szkodliwym działaniu wszelkich używek, dlatego nie miej opo­rów i rozmawiaj o tym z dzieckiem, zwłaszcza z takim, które już skoń­czyło dziewięć lat. Zdecydowana większość dzieci przed dwunastym rokiem życia wie, co to jest alkohol, nikotyna czy rozpuszczalniki.

Edukacja odgrywa istotną rolę w walce z nadużywaniem wszelkiego rodzaju używek. Do programów szkolnych dotyczących tego problemu odnoszę się z rezerwą, ponieważ zwykle pomijają fakt, że ludzie zaczy­nają brać narkotyki, pić i palić, bo sprawia im to przyjemność. Dziew­czynka, którą uczono tylko, że palenie jest wstrętne, śmierdzi się od niego jak popielniczka, rujnuje zdrowie i może prowadzić do wczesnej śmierci, będzie zdziwiona, gdy jako nastolatka odkryje, że z papiero­sem w ręku czuje się dziesięć razy pewniejsza siebie i doroślejsza – w rezultacie może polubić cierpki smak nikotyny.


Palenie i picie

Papierosy i alkohol są używkami, z którymi twoje dziecko ma szansę zetknąć się najwcześniej. Palenie i używanie wyrobów tytoniowych przez osoby poniżej szesnastego roku życia nie jest nielegalne i prawie jedna trzecia szesnastolatków pali regularnie. W Wielkiej Brytanii nielegalna jest tylko sprzedaż tych wyrobów osobom poniżej szesnastego roku ży­cia. Nikotyna znacznie zmniejsza apetyt, co sprawia, że papierosy stają się podwójnie atrakcyjne dla młodych ludzi pragnących schudnąć.

Niezgodne z prawem jest sprzedawanie alkoholu osobom poniżej osiemnastego roku życia. Większość ludzi nie zadaje sobie trudu, by właściwie przechowywać trunki w swoich domach, a to znaczy, że jest on łatwo dostępny dla dzieci. Nawet niewielka dawka alkoholu u ma­łego dziecka może wywołać groźne w skutkach następstwa.

Moczenie nocne

Jedno dziecko na sześcioro moczy się w nocy w wieku pięciu lat, jedno na czternaścioro w wieku siedmiu lat i jedno na dwadzieścioro wśród dziesięciolatków. Dzieci, które moczą się w nocy po ukończeniu siódmego roku życia, powinny być pod opieką lekarza rodzinnego, po­nieważ mogą mieć problemy zdrowotne albo psychologiczne.

Do siódmego roku życia najlepszym sposobem radzenia sobie z mo­czeniem nocnym jest bazowanie na pozytywnych wzmocnieniach i za­chętach. Chwal za suche noce, do specjalnego dzienniczka wklejaj gwiazdki, nagradzaj za „suchy tydzień", na przykład obiecaj nagrodę w postaci nowego stroju dla lalki.

Miej w zapasie ubrania na noc i prześcieradła. Koszule nocne, a nie piżamy mogą się okazać przydatniejsze tej przełomowej nocy, kiedy to twoje dziecko obudzi się i dobiegnie do ubikacji, nim zmoczy pościel.

Niektórzy rodzice ograniczają dzieciom ilość płynów w drugiej po­łowie dnia, natomiast nakłaniają do picia rano. Nie rób tego bez kon­sultacji z lekarzem. Nie odmawiaj dzieciom napoju przed spaniem, gdy są spragnione. Rodzice, którzy mają moczące się w nocy dzieci, doradzają, żeby unikać gazowanych płynów, a szczególnie coca-coli.

Spróbuj ćwiczyć dziecko w napinaniu mięśni miednicy, są to w za­sadzie te same ćwiczenia, które zaleca się młodym matkom. Kiedy dziecko wybiera się do ubikacji, zaproponuj, żeby zaśpiewało piosen­kę lub policzyło do dziesięciu, zanim zacznie siusiać.
Jest rzeczą niezwykle ważną, aby, ilekroć dziecku zdarzy się zsiu- siać, nie popadać w złość. Najważniejsze, co potwierdzają wszyscy bo­rykający się z tym problemem rodzice, jest utwierdzenie dziecka w przekonaniu, że naprawdę nie stało się nic strasznego. Chociaż dziecko wygląda na spokojne, może czuć się znacznie bardziej upoko­rzone, niż się na pozór wydaje.

Niemniej każdego wieczoru starannie się przygotuj, sprawdź, czy na materacu jest cerata i czy masz zapasowe prześcieradła. Niestety, za każdym razem, kiedy dziecku się zdarza zmoczyć, ty masz nieprzespa­ną noc. Okresy nocnego moczenia często pojawiają się wówczas, gdy dziecko lub inni członkowie rodziny są pod wpływem silnego stresu.

Mówi Nerys, była pielęgniarka:

Eliza, moje najstarsze dziecko, moczy­ła się w nocy do mniej więcej siedmiu lat. Przez środek łóżka w poprzek kładłam jej stare prześcieradła z dziecinnego łóżeczka z ceratą pod spodem. Kiedy się zmoczyła, nie musiałam prześciełać całego łóżka, wy­ciągałam tylko ten podkład, kładłam suchy i córka mogła od razu iść spać.

Dzieciom powyżej siedmiu lat lekarze niekiedy zapisują lekarstwo zawierające syntetyczny hormon, który redukuje ilość uryny produko­wanej przez nerki. Lek ten stosuje się krótko, na przykład na czas wy­jazdu dziecka na obóz. Mniej więcej połowa dzieci, która stosowała tę kurację, po jej zakończeniu nie moczy się wcale lub znacznie rzadziej. Nie wiadomo, czy dzieje się tak na skutek radykalnego wzrostu pew­ności siebie po dwóch „suchych tygodniach", czy też dzieci po prostu wyrastają z nocnego siusiania w łóżko.
W dłuższym przedziale czasu osiemdziesiąt procent dzieci moczą­cych się w nocy po ukończeniu siódmego roku życia przestaje się mo­czyć po zastosowaniu brzęczyka lub systemu alarmowego, który wybu- dza je ze snu, gdy tylko zaczynają siusiać. Istnieją dwa typy tego rodzaju urządzeń. Można włożyć je dziecku pod ubranie lub umieścić pod prześcieradłem. Panuje pogląd, że dzieci młodsze niż siedmiolet­nie nie są w stanie obsługiwać systemu alarmowego, ponieważ wyma­ga on po zadziałaniu ponownego włączenia. Po użyciu detektor nale­ży wysuszyć i prześcielić łóżko.

Zadaniem alarmu jest ćwiczenie dziecka w budzeniu się w odpo­wiednim momencie i rozpoznawaniu sygnałów o wypełnionym pęche­rzu moczowym. Dziecko uczy się, że na dźwięk brzęczyka ma wstrzy­mać oddawanie moczu. Nie zawsze jednak działa w ten sposób. Caroline, matka inteligentnego, świetnie uczącego się, prawie dzie­więcioletniego Christophera, któremu nadal zdarza się moczyć, opo­wiada:

W wieku siedmiu lat syn moczył się średnio raz na trzy noce, był nerwowy i przygnębiony. Lekarz rodzinny zaproponował alarm w łóżku. Po kilku miesiącach liczba mokrych nocy zmniejszyła się do jednej na trzy tygodnie, choć alarm nie obudził go ani razu, za to stawiał na nogi resztę rodziny. Chłopcu pomogło samo wkładanie alarmu, czuł się lepiej, więc sytuacja się poprawiła. Christopher dużo się poci, a że jego pokój jest wyjątkowo ciepły, alarm często uruchamiany jest przez pot. Kiedyś rzeczy­wiście się zmoczył i gdy go obudziliśmy, nie mógł zrozumieć, co się stało.

Zaburzenia łaknienia

Coraz więcej małych dzieci, nawet sześcioletnich, trafia do szpitali z powodu zaburzeń łaknienia: anoreksji, czyli celowego samogłodzenia się, lub bulimii, która zwykle następuje po niej i polega na kompulsywnym samooczyszczaniu się poprzez prowokowanie wymiotów lub przyjmowanie środków przeczyszczających.

Wydaje się, że zaburzenia te dotykają coraz młodszych grup wieko­wych, chociaż lekarze uważają, że dzieci poniżej szóstego roku życia nie mają na tyle wykształconych zdolności poznawczych, czy jeśli wo­lisz „umysłowego wyposażenia", które są potrzebne jednostce, by by­ła zdolna rozwinąć zaburzenia łaknienia. Dziewczęta cierpią z tego powodu mniej więcej trzy razy częściej niż chłopcy, z kolei chłopcy są bardziej podatni, niż dorośli mężczyźni.

Dzieci mogą bezkarnie stracić znacznie mniej masy ciała, a więc fi­zyczne komplikacje spowodowane anoreksją ujawniają się wcześniej, niż u dorosłych. Należą do nich poważne problemy z krążeniem krwi, które mogą prowadzić do wrzodów na stopach i gangreny. Dzieje się tak, ponieważ serce nie pracuje prawidłowo i nie pompuje krwi do ca­łego ciała. U niektórych chorych dziewczynek macica i jajniki nie są w pełni rozwinięte i w związku z tym późniejsze macierzyństwo stoi pod znakiem zapytania. Czasem pojawia się krwawienie z żołądka, wy­wołane uporczywymi wymiotami. Problemy zdrowotne są wielorakie, od kłopotów z nerkami do trwałego zniszczenia szkliwa zębów. I zda­rza się niestety, że anorektycy umierają.

Typowe anorektyczne dziecko często postrzegane jest jako dziecko idealne, które zawsze zachowuje się wzorowo. W szkole zwykle jest su­mienne, świetnie się uczy i zadziwiająco dojrzale rozmawia o swojej chorobie. Znawcy nie podzielają poglądu, że anoreksja i bulimia wy­stępują u osób pragnących zwrócić na siebie uwagę. Jest to zaburzenie znacznie bardziej skomplikowane. Najważniejsze, aby rodzice wspól­nie pomagali dziecku z zaburzeniami łaknienia. Fakty mówią, że wśród dzieci, których nie udaje się wyprowadzić z choroby, prawie wszystkie mają rodziców niepotrafiących porozumieć się ze sobą lub z lekarzami. W leczeniu stosuje się terapię rodzinną ukierunkowaną na pomoc w zmianie relacji interpersonalnych między jej członkami. Początkowo bardzo może boleć to, że jest się postrzeganym jako „część problemu". Warto wtedy pamiętać, że lekarze nie mają zamia­ru rozbić rodziny, lecz pomóc jej funkcjonować prawidłowo. Proces zdrowienia jest szczególnie trudny dla rodziców, ponieważ dziecko staje się bardziej asertywne i wrogie wobec dorosłych. Etap ten odgry­wa istotną rolę w powracaniu do zdrowia.

Profesjonaliści pracujący z dziećmi z zaburzeniami łaknienia uwa­żają, że niektóre dzieci mają genetyczne predyspozycje do anoreksji. Nie oznacza to wcale, że bezwzględnie zostaną anorektykami, a jedy­nie, że choroba rozwinie się, jeśli zaistnieje określona kombinacja sprzyjających czynników. Tak jak w przypadku wielu innych zaburzeń psychicznych, cały splot wydarzeń, a nie jedno określone, prowadzi do wystąpienia zaburzeń łaknienia. Anorektyczne dzieci wywodzą się z rozmaitych typów rodzin z mnóstwem najróżniejszych problemów lub, pozornie, bez problemów. Niektórzy rodzice mówią do lekarza: Nic złego się z córką nie dzieje, ona po prostu nie je, to wszystko, tak jak­by odmowę jedzenia można było oddzielić od reszty życia dziecka.

Być może obsesja na punkcie seksu i fizycznej atrakcyjności, która ogarnęła społeczeństwo, ma coś wspólnego z tym, że coraz więcej mło­docianych dotkniętych jest zaburzeniami łaknienia. Dzieci z predyspo­zycją do anoreksji czy bulimii mają skłonność do bycia kompulsywnymi perfekcjonistami, chcą robić wszystko najlepiej. Jeśli więc zorientują się, że szczupła figura to ideał, zrobią wszystko, by osiągnąć pożądane kształty. Pomysłowość i przebiegłość, jaką wykazują dzieci z anoreksją, by ukryć fakt, że nie jedzą, są doprawdy zadziwiające. Dorosły może opuszczać posiłki, nikt go nie pyta, czy jadł śniadanie ani nie sprawdza, czy był w stołówce. Dzieci natomiast często są kontrolowane, muszą więc rozbudowywać strategie. Dyrektor Rhodes Farm Cłinic, kliniki dla anorektycznych dzieci i nastolatków, dr Dee Dawson, mówi:

Znam dzieci, które wsmarowywały sobie masło we włosy, żeby uniknąć jedzenia. Dzieci chowają żywność do skarpetek, majtek, dosłownie wszędzie. Raz zamknąłem sześcioletnią dziewczynkę w pokoju, w którym znajdował się tylko stół i wyściełane miękkie krzesło. Powiedziałem, że opuści pokój po zjedzeniu kanapek, które otrzymała. Kiedy wróciłem, zniknęły. Przeszuka­łem małą i pokój, niczego nie znalazłem. Po kilku dniach odkryliśmy, że dziewczynka rozpnda szew w siedzisku krzesła i tam schowała kanapki.

Wystarczy moment, żeby opróżnić miskę mleka z płatkami śniada­niowymi. Zdeterminowane anorektyczne dziecko poprosi cię o przy­gotowanie kanapek do szkoły, bo szkolne obiady są paskudne, albo nie chcę jadać zwierzątek, a potem w drodze do domu ze szkoły wrzuci je do ulicznego kosza na śmieci. Ośmioletnie dziecko, którego rodzina nigdy nie siada razem do posiłku, zawsze znajdzie sposób na pozbycie się jedzenia.