Archive for the ‘Życie ze szklanym ekranem’ Category

Gry komputerowe

Gry komputerowe w nieskończoność porównywane są do Pied Piper z Hamelin, który swoją porywającą muzyką sprawił, że dzieci opuści­ły miasto. W odróżnieniu od Internetu, gry komputerowe mają na ce­lu fascynowanie dzieci. O ile Internet był stworzony przez naukowców dla naukowców i wojska, o tyle gry są przygotowywane specjalnie dla młodych. Gry pochłaniają dzieci bez reszty, tak przynajmniej wydaje się wielu rodzicom, odrywają od rodziny. Podekscytowane dzieciaki jak przykute siedzą godzinami przed maleńkim ekranem, na którym roz­grywają się nierealne sceny przemocy. Fascynacja grami komputerowy­mi dotyczy dzieci ze wszystkich grup społecznych. Niemniej najbardziej podatne na uzależnienie są dzieci z rodzin zamożnych, bo to właśnie one najczęściej mają własny sprzęt, którym nie muszą się dzielić z ro­dzeństwem, i pieniądze na zakup drogich gier.

Gry najbardziej brutalne mają często zabezpieczenie blokujące gra­ficzną prezentację najokrutniejszych scen. Skuteczność tego rodzaju zabezpieczeń w rękach niezwykle pomysłowych, normalnych, znają­cych się na komputerach dzieci jest podobna jak w przypadku Inter­netu. Działają dopóty, dopóki dziecko nie nauczy się łamania bloka­dy. Szczególnie martwi rozwój interaktywnych gier wideo, w których dziecko może „zabijać" ludzi występujących w filmie.

Multimedia dostępne obecnie na rynku, jak na przykład gry z rze­czywistością wirtualną, za kilka lat będą uchodziły za absurdalnie nie­winne. Dzieci, być może twoje dzieci, będą mogły spędzić dużą część dzieciństwa, młodości, a nawet wieku dojrzałego w wirtualnym świe­cie, w którym zabija się, okalecza i torturuje wymyślone ofiary, a na­wet obraz samego siebie. Twórcy wirtualnej rzeczywistości zaoferują im dostęp do jeszcze bardziej wymyślnych obrazów przemocy, gwał­tów i sadomasochistycznych praktyk.

Mając przed sobą taką perspektywę, rodzice powinni bardziej niż kiedykolwiek uczyć swoje dzieci odpowiedzialności za własne czyny. Powinni także uważnie obserwować, czy zachowana jest równowaga pomiędzy komputerowym doświadczeniem, a doświadczeniem real­nym w świecie rzeczywistym.

O ile nie ma zgody co do długotrwałych skutków przechodzenia przez okres fascynacji grami komputerowymi (wielu rodziców mówi­ło, że prawie zawsze przybiera to postać okresowego uzależnienia), nie ma wątpliwości, że doraźne skutki są negatywne. Nauczyciele po­dają, że u dzieci, o których wiadomo, że spędzają godziny przy kom­puterze, obserwuje się postępujące zmęczenie, zaburzenia koncentra­cji, wycofywanie się lub zachowania agresywne. Często idzie to w parze, choć nie zawsze, ze słabymi wynikami w nauce oraz ze skłon­nością do wymyślania agresywnych zabaw. Niektóre z tych dzieci ma­ją poważne trudności w odróżnieniu rzeczywistości od fantazji, szcze­gólnie wtedy, kiedy ich doświadczenie życiowe jest ubogie.

Inne niepożądane objawy, które wiąże się z grami komputerowymi, a które również występują u ludzi posługujących się w pracy kompute­rem, to niezwykle bolesne nadwerężenie mięśni na skutek wielokrot­nego powtarzania palcem określonych ruchów, zaburzenia snu oraz napady padaczkowe.

W badaniu przeprowadzonym przez stowarzyszenie nauczycieli w 1994 roku, a więc w okresie, kiedy gry komputerowe były bardzo po­pularne, pedagodzy ze szkół podstawowych wypowiedzieli się, że gry komputerowe zubożają życie dzieci. Poniżej przytaczam charaktery­styczne opinie nauczycieli na ten temat.

Dzieci, które „żyją grą ", nie potrafią skupić się ani zająć nawet najbar­dziej ekscytującym szkolnym zadaniem. Gra tkwi w nich, ponieważ jej obrazy są stale wzmacniane przez codzienne granie. Potrafią rozmawiać wyłącznie o różnych aspektach gier, które z reguły mają wyjątkowo bru­talne, agresywne tytuły. Praca z takimi dziećmi jest bardzo trudna i fru­strująca. Gry działają na nie jak narkotyk.

Obserwuję u dzieci nieprzerwane ruchy gałek ocznych i ciała. Bardzo rzadko udaje się im osiągnąć bezruch i spokój. To początek procesu za­burzenia uwagi.

Następuje widoczny spadek zainteresowań. Dzieci nie mają innych pasji.

Nauczyciele dostrzegają również pozytywne strony gier komputero­wych. Wskazują, że dzieci o obniżonej sprawności ruchowej oraz dys­lektyczne mogą podczas grania ćwiczyć koordynację ruchową i zdol­ność skupiania się na problemie. Gry komputerowe spełniają także funkcję mediatora. W rodzinach, w których przyrodnie rodzeństwo lub dzieci z różnych małżeństw partnerów nie mogą się porozumieć, wspólnie przeżywane gry komputerowe mogą być siłą jednoczącą zwa­śnione strony.

Kiedy dzieci mają dostęp do różnorakich stymulujących zajęć, gry komputerowe tracą swoją narkotyczną moc. Pracownicy ruchomych świetlic (świetlice urządzone w autobusach), którzy odwiedzają miej­skie biedne osiedla, gdzie nie ma placów zabaw, a dzieci mieszkają w domach, w których brakuje odpowiedniej stymulacji, zauważyli, że malcy przychodzący bawić się do autobusu traktują gry komputerowe jako środek do „rozbawienia". Gromadzą się wokół komputera, wal­czą o swoją kolejkę, kibicują innym. Tworzą grupy, zawierają sojusze i mniej więcej po półgodzinie przystępują do innej zabawy.

Gry komputerowe stanowią część wielkiego kompleksu multime­dialnych rozrywek i będą dostępne, póki trwa nasza cywilizacja. Zasa­dy postępowania z tego typu rozrywkami zmieniły się nieznacznie od czasu, gdy jedynym zaawansowanym technologicznie urządzeniem do rozbawiania, poza kinem, był czarno-biały telewizor, w którym przez kilka wieczornych godzin miało się do dyspozycji dwa programy.

Raczkujące programy telewizyjne z późnych lat pięćdziesiątych XX wieku i najnowsze pakiety multimedialne Sony i Sega łączą dwa zasad­nicze podobieństwa. Po pierwsze, nie można się im oprzeć tylko dopó­ki są nowością, i po wtóre, posiadają wyłącznik.

Komputery, Internet, gry komputerowe

Twoje dziecko może mieć podobny typ relacji z komputerem i In­ternetem, jaki ma z telewizją, z tą ważną różnicą, że komputer jest narzędziem, którego obsługi trzeba się nauczyć, nim zacznie się ko­rzystać. Z tego powodu najczęstszy argument przeciw telewizji, że jest złodziejem czasu, w tym wypadku jest mniej trafny. Dzieci bro­nią się, że w szkole potrzebna jest znajomość technik komputero­wych. Jakkolwiek jest sprawą bardzo wątpliwą, czy gry, w których głównie chodzi o zabijanie, istotnie wymagają dobrej znajomości komputera.

Niemniej komputer jest przepustką do infostrady z jej wszystkim; moralnymi i etycznymi problemami. Nie pozwalasz dziecku jeździć na deskorolce po autostradzie. Internet nie stanowi zagrożenia dla życia czy zdrowia, ale swobodne surfowanie, bez nadzoru ze strony doro­słych, może, zdaniem niektórych, negatywnie wpływać na moralny i umysłowy rozwój dziecka.

Istnieje obawa, że dziecko, któremu wolno uruchomić komputer podłączony do Internetu u siebie w sypialni, natrafi na materiały por­nograficzne. Może się zdarzyć, że starsi koledzy podpowiedzą mu, jak znaleźć strony ukazujące sadyzm i degradację ludzką. Uzasadniony też jest strach, że twój maluch otrzyma pornograficzne dyskietki na placu zabaw i po przegraniu, pewnie za pieniądze, odstąpi innym, młodszym od siebie dzieciom.

Na razie takie rzeczy są nader rzadkie, ale musimy liczyć się z fak­tem, że jak długo będzie istniało zainteresowanie pornografią, tak dłu­go takie materiały będą dostawały się w ręce dzieci. Wyobraź sobie, że Internet jest skrzyżowaniem fantastycznie zaopatrzonej biblioteki z salonikiem prasowym posiadającym dział kaset wideo.

Jeśli z portmonetką pełną pieniędzy wyślesz dziecko do biblioteki, kiosku z gazetami i sklepu z filmami wideo, polecając, żeby wybrało sobie, co zechce, kupiło to, co budzi jego ciekawość, obiecując rów­nocześnie, że nie sprawdzisz, co przyniosło, czy rzeczywiście wyobra­żasz sobie, że nabędzie jakieś bardzo ambitne pozycje? Myślę, że ra­czej nie.

Paradoks obecnych czasów polega na tym, że wzrastająca liczba dzieci zamkniętych przez rodziców w kwadracie wyznaczonym przez dom, samochód, szkołę i okazjonalne wycieczki, również pod opieką rodziców, na basen czy do sklepu wideo może teraz wyrwać się z tej złotej klatki w przestrzeń informatyczną i sięgnąć po materiały budzą­ce zaciekawienie i dające poczucie dorosłości.

To zdumiewające, że tylko nieliczni skuteczni rodzice byli zainte­resowani podłączeniem komputera dzieci do Internetu. Większość z nich traktuje komputer jako niezwykle ważne narzędzie służące do pracy, odgrywające olbrzymią rolę w życiu ich dzieci. Nie zgadza­ją się jednak, żeby spędzały przed monitorem zbyt dużo czasu. Bar­dziej zależy im na zachęceniu dzieci do ćwiczeń fizycznych, dzięki którym poznają możliwości własnego ciała, co daje im wiele satys­fakcji.

Jeśli masz ochotę pozwolić dziecku zaglądać do Internetu, to przede wszystkim zastanów się, gdzie ustawić komputer. Sypialnia dziecka jest prawdopodobnie wyborem najgorszym, choć wydaje się być najlepsza z uwagi na miejsce i wygodę. A może jest miejsce u cie­bie? Stracisz odrobinę prywatności, ale przynajmniej zyskasz szansę na posurfowanie i będziesz miała doskonały pretekst, żeby przerywać dziecku sesje komputerowe. Jeśli ta ewentualność nie wchodzi w grę, poszukaj miejsca we wspólnej części domu. Możesz, gdy komputer jest włączony, domagać się ściszenia dźwięku.

Staraj się zachować proporcje i nie pozwól dziecku siedzieć każde­go dnia godzinami przed ekranem. Po pierwsze, siadaj razem z nim, żeby był to wasz wspólnie spędzany czas, a nie samotna aktywność. Ta uwaga odnosi się również do gier komputerowych.
Bądź szczera w ostrzeganiu przed niebezpieczeństwami związany­mi z infostradą, tak jak jesteś szczera w ostrzeganiu przed zabawą na szosie. Wyjaśnij, że tak jak w kinie i w kiosku z gazetami są rzeczy obrzydliwe do oglądania dla dzieci, tak i w Internecie nie wszystko się dla nich nadaje. Rodzice są zaniepokojeni, że ich dzieci mogą znaleźć w Internecie materiały pornograficzne. Zdjęcia i opisy seksu z dzieć­mi rzeczywiście są tam ogólnie dostępne, więc i nieletni mogą je zo­baczyć.

Istnieje kilka praktycznych sposobów, które możesz zastosować, chcąc uchronić dziecko przed oglądaniem materiałów pornograficz­nych na domowym komputerze. Możesz tak zmienić oprogramowa­nie, żeby, chcąc wejść do sieci, trzeba było wpisać hasło. Jeśli zacho­wasz hasło w tajemnicy, dziecko nie dostanie się do Internetu bez ciebie. Z czasem może nauczyć się łączyć z Internetem bez twojej po­mocy i wtedy będziesz musiała zastosować inne środki. Istnieją zabez­pieczenia, które zamykają dostęp do pewnych grup dyskusyjnych. Obecnie (w czasie pisania tej książki) na rynku są trzy takie zabezpie­czenia, wszystkie w niewygórowanej cenie. Możesz je dostosowywać do aktualnej sytuacji, na przykład, gdy pojawi się nowa pornograficz­na grupa. Zaoszczędzisz czas, jeśli zamiast monitorować nowe strony tego typu, odetniesz wszystkie oznaczone – alt. dwucyfrowy prefiks, ponieważ głównie w tej kategorii występuje pornografia (w czasie, gdy to piszę).

Bądź jednak świadoma, że nie ma zabezpieczenia, którego nie można złamać. Możliwe więc jest, że bardzo zdeterminowane dzie­ci odkryją sposób na dostanie się do sieci. Sceny przemocy nie są w tym wypadku poważnym problemem, ponieważ system przekazu­je fotografie, a nie ruchome obrazy. Pamiętaj natomiast, że wszę­dzie w Internecie są materiały równie niestosowne dla dzieci, jak pornografia, na przykład kolekcje zdjęć przedstawiających zmasa­krowane ciała. Dotychczas niewiele uwagi poświęcono temu proble­mowi.

W czasie pisania tej książki poczyniono kolejne kroki w rozwoju komputeryzacji stwarzające nadzieję, że niedługo rodzice będą mo­gli sami decydować, do czego dzieci będą miały dostęp. Sytuacja zmienia się bardzo szybko w tej dziedzinie. Niemniej pamiętaj, że bez względu na to, jakie zabezpieczenia zainstalujesz w komputerze, nie jesteś w stanie skontrolować, co twoje dziecko ogląda w domach kolegów.

W rezultacie, jeżeli uważasz, że powinno ono móc samodzielnie korzystać z Internetu, pozostają ci stare, wypróbowane metody. Od­wołaj się do kombinacji opartej na trzech składnikach: rozmowie, za­ufaniu i stanowczości. Internet nie jest zabawką ani nianią, jest udo­godnieniem dla dorosłych. Może też być pomocny w rozwoju pewnej odpowiedzialności i samokontroli u dziecka, które z racji nałożonych przez ciebie restrykcji na swobodę poruszania (podyktowanych tro­ską o jego bezpieczeństwo), ma ograniczone możliwości rozwijania tych funkcji.

Podejmowane są różnorodne próby delegalizacji pornografii w sie­ci, ale z uwagi na międzynarodowy charakter Internetu, w większości wypadków są one z góry skazane na niepowodzenie. Pocieszeniem dla rodziców może być fakt, że FBI, Scotland Yard oraz inne agencje sto­jące na straży prawa są w stałym kontakcie i przekazują sobie nawza­jem informacje dotyczące ludzi zajmujących się pornografią, a głównie pedofilów. Starają się doprowadzić do aresztowania tych osób, i jeśli to tylko możliwe, próbują otoczyć opieką wykorzystywane seksualnie dzieci. Poliqa penetruje środowiska pedofilów, dzięki czemu porno­grafia dziecięca jest hamowana.
Niemniej dzieci nadal mają łatwy dostęp do pornografii. Zdobywają materiały pornograficzne w sposób tradycyjny – kupują za kieszonko­we wykradzione starszemu bratu magazyny z miękką pornografią – oraz nowoczesny, poprzez akces do Internetu. Jako że dzieciom nie wydaje się kart kredytowych, nie mogą one bez wiedzy rodziców włą­czyć się do sieci.

 

Poza tym trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości i zgłę­bić niezwykle wyrafinowane techniki, żeby znaleźć i podłączyć się do pornograficznej grupy dyskusyjnej. Czasem trzeba czekać aż kwadrans na pojawienie się nieprzyzwoitych zdjęć na ekranie. Nam może wyda­wać się, że piętnaście minut to niedługo, ale dla dziecka, które boi się, że w każdej chwili mama może zajrzeć do pokoju, kwadrans to cała wieczność.

Dzieci wymieniają się na placu zabaw zarówno dyskietkami z por­nografią, jak i czasopismami. W istocie prościej jest oglądać magazy­ny w nocy pod kołdrą przy latarce, niż wyczekiwać na dogodny mo­ment, żeby włączyć dyskietkę. W tym miejscu warto jeszcze raz powtórzyć, że twoim zadaniem jako rodzica jest wypracowanie wła­snych zasad i metod kontroli. Nie możesz oczekiwać, że jakieś czynni­ki urzędowe wyręczą cię w tym.

Pewien bardzo znany dziennikarz, znawca technik komputero­wych, ojciec dwóch synów, ujmuje problem następująco:

Gdybym miał na twardym dysku obrazki z twardą pornografią, co nawiasem mó­wiąc jest nielegalne, starałbym się określić stopień prawdopodobieństwa, jak dalece jest możliwe, by moje dzieci, powodowane zwykłą ciekawo­ścią, znalazły te materiały. Podobnie, gdybym był typem faceta, który trzyma pod łóżkiem świńskie czasopisma, zrobiłbym wszystko, żeby nie wpadły w ręce dzieci. W końcu to od rodziców zależy, a nie od przepisów prawa.

Powiedz dziecku spokojnie, bez emocji, że po prostu nie chcesz, że­by szukało materiałów zawierających seks lub przemoc, tak samo jak nie chcesz, żeby kupowało czasopisma pornograficzne. I przede wszystkim zainteresuj się, co twoje dziecko robi na komputerze. Po­proś, żeby ci pokazało, czym się zajmuje i co jakiś czas usiądź do kom­putera razem z nim. Mogę się założyć, że strony pornograficzne szyb­ko przestaną go korcić.

Ograniczanie czasu oglądania telewizji

Poniżej wymieniam niektóre zasady, które zastosowali skuteczni ro­dzice w celu ograniczenia godzin spędzanych przed telewizorem:

wypadku dzieci, które mają dużo prac domowych lub uczestniczą w rozmaitych zajęciach pozaszkolnych i są stale zajęte. Diana wprowadziła ten zakaz po letnich wakacjach, podczas których straciła kontrolę nad oglądaniem telewizji. Kiedy rozpoczęła się szkoła i dzieciom przybyło obowiązków, uznała, że należy znacz­nie ograniczyć czas spędzany przed telewizorem. Aby osiągnąć cel, musiała jednak przetrwać trudny okres. Dzieci z wielką pre­tensją wykrzykiwały:

Jesteś najokropniejszą, najpodlejszą mamą na całym świecie.

•        Wprowadzenie zakazu oglądania telewizji przez dwa lub trzy dni w tygodniu. Ta zasada świetnie sprawdza się u Jamili, matki dziec­ka sześcioletniego i dziewięcioletniego. Dzieci chodzą do szkoły podstawowej, w której prace domowe nie są tak obciążające, jak w przypadku dzieci Diany, uczących się w prywatnych placówkach. Każdego tygodnia malcy wspólnie negocjują, w które dwa dni bę­dą oglądać telewizję. Jamila opowiada:

Wychodzi to nam całkiem dobrze, choć w czasie wakacji trochę popuszczam. Dzieci razem wy­brały programy, które mają ochotę oglądać, ale ostatnio zaczynają się kłócić, bo każde chce oglądać coś innego. Zasada obowiązuje od ro­ku, od kiedy młodsze dziecko poszło do szkoły. Początkowo oglądał telewizję trzy razy w tygodniu, ale potem, ponieważ zaczęły uczęszczać na lekcje tańca i lekcje muzyki, ograniczyłam telewizję do dwóch wie­czorów. Dzięki tej zasadzie uczą się wybierać selektywnie i dogadywać między sobą, co chcą obejrzeć.

•        Natychmiastowe zaproponowanie interesującej, innej rozrywki, nieobciążającej intelektualnie. Łatwo jest popełnić błąd, proponu­jąc po wyłączeniu telewizora coś trudnego, nieatrakcyjnego lub wy­magającego sporego nakładu energii, na przykład grę na instru­mencie czy sprzątanie pokoju. To uczyni telewizję jeszcze bardziej atrakcyjną. Zaproponuj dzieciom grę w karty, gry planszowe, ko­miksy, układanki, krzyżówki, zabawy słowne, proste zajęcia manu­alne, jak robótki na drutach, wycinanki itp.

•        Trzymaj się ustalonych zasad, nawet jeśli przyjdą do dzieci po połu­dniu koledzy. Będziesz w porządku wobec swojego dziecka, a przy­jaciele nie ucierpią z powodu braku telewizji. Theresa, matka dwóch synów – sześcioletniego i ośmioletniego, żaliła się, że jej chłopcy wiecznie są naciskani przez jednego z kolegów, żeby oglą­dać telewizję, choć oni woleliby bawić się w rycerzy.

Ograniczanie dostępu do telewizora

Gdzie oglądacie telewizję? Wielu skutecznych rodziców uświado­miło sobie, że nie mają ochoty na to, żeby ich domy przeobraziły się w świątynie poświęcone skrzynce wysyłającej katodowe promienie.

Jeśli masz dom wystarczająco duży, przenieś telewizor w miejsce, gdzie nie ogniskuje się życie rodzinne. Każdy dom ma swoje „ogni­sko". Nawet jeśli w domu nie ma prawdziwego kominka, zawsze moż­na powiedzieć, skąd emanuje ciepło, wystarczy przypatrzeć się, jak ustawione są krzesła i fotele w salonie. Większość rodzin skupia się wokół telewizora. Dla dzieci jest to wyraźną wskazówką, który przed­miot w domu jest najważniejszy. Spróbuj tak przemeblować pokój, że­by do oglądania telewizji trzeba było przenieść się z kanapy na inne miejsce, lub po prostu siąść na podłodze.

Możesz też chować odbiornik. Zamontuj go na ruchomych szy­nach i wsuwaj do mało widocznej szafki, gdy nie jest włączony. Wte­dy każdy, kto chce coś obejrzeć, musi otworzyć szafkę i wystawić te­lewizor. Dla wielu leniwców spędzających życie na kanapie akt otwierania drzwiczek wydaje się być nadludzkim wysiłkiem, nawet je­śli ma to na celu wyciągnięcie telewizora. Widziałam również telewi­zor i magnetowid ustawione na dolnej półce między nogami okrągłe­go stolika. Po opuszczeniu obrusa, który sięgał aż do podłogi, całość wyglądała jak salonowy stoliczek. Ten pomysł jest łatwy do skopiowa­nia dla majsterkowicza lub stolarza. Obrus może zastąpić nawet sta­ra zasłona.

Możesz umieścić telewizor w miejscu, gdzie siedzenia są mniej wy­godne. Odważę się powiedzieć, że jest to sposób genialny, może się nim posłużyć każda rodzina, która chce odzyskać kontrolę nad własnym ży­ciem. W gospodarstwie Joyce'ów, w którym pięcioro dzieci w wieku od lat sześciu do dziewiętnastu mieszka wraz z rodzicami w malutkim do­mu na przedmieściu, zadbano o to, żeby osoby, które nie oglądały tele­wizji, nie musiały opuszczać wygodnych kanap i zajmować twardych krzeseł przy obiadowym stole. Dlatego tak przemeblowano salon, by amatorom telewizji było niewygodnie, a nie odwrotnie.

W tym samym czasie wprowadzono zasadę posiłków bez telewizora. Niektórzy rodzice traktują elastycznie zakaz ogląda­nia telewizji podczas kolacji w okresie szkolnym, ponieważ dzieci są pod wieczór bardzo zmęczone i wymagają dodatkowej zachęty, żeby namówić je do jedzenia. I tak może zostać, pod warunkiem że bardzo surowo będziesz egzekwowała zakaz w innych porach dnia. Pamiętaj też, że odkąd coś zaczyna funkcjonować jako codzienny zwyczaj, nie może być specjalną atrakcją. A więc regularne spożywanie posiłków przed szklanym ekranem nieodwołalnie kończy erę, kiedy to pozwole­nie na jedzenie kolacji podanej na tacy w trakcie jakiegoś wyjątkowo dobrego programu, gdy dzieci urosły już na tyle, że nie brudziły, było niezapomnianą przyjemnością.Wiele dzieci, około połowy jedenastolatków i znacznie większy od­setek starszych, ma telewizor w swoim pokoju. Znam wspaniałych ro­dziców, godzących się na to, by ich pociechy oglądały telewizję u sie­bie. Jedną z nich jest matka dziewięcioletniego chłopca, która pozwala synowi mieć telewizor w swoim pokoju, ponieważ nigdzie indziej nie może znieść jego zabaw komputerowych. Komiczność tej sytuacji po­lega na tym, że chłopcu nie wolno włączyć telewizora przy zamknię­tych drzwiach, żeby mama mogła spojrzeć, co jest na ekranie, kiedy przechodzi obok jego pokoju, a robi to nader często. Chłopiec uczęsz­cza do szkoły o bardzo wysokim poziomie i większość wieczoru zabie­rają mu prace domowe.

Rodzina Joyce'ów, której nie stać na luksus osobnych sypialni, ani na posyłanie dzieci do elitarnych szkół, w których zadaje się bardzo dużo prac domowych, jest zdecydowanie przeciwna, by telewizor był w pokoju dziecinnym. Państwo Joyce uważają, że wtedy straciliby kon­trolę nad telewizyjnymi zwyczajami, a to mogłoby doprowadzić do rozpadu rodziny.

Ten pogląd rzeczywiście podziela większość skutecznych rodziców. Własny telewizor w sypialni automatycznie zamyka dziecko w prywat­nym świecie. Powstaje złota klatka, w której żyje samotnie. Jego zdol­ności komunikacyjne ulegają atrofii, słabnie sprawność fizyczna. Po­znałam inną rodzinę, w której trzej energiczni synowie zawsze trzymają się razem, stanowią dobraną paczkę. Telewizję oglądają w pokoju najstarszego brata. Rzadko kiedy któryś z chłopców ogląda coś sam, i może dlatego w ich przypadku telewizor nie przyczynił się do rozdzielenia rodziny.

Inna jeszcze strategia, choć chyba najmniej atrakcyjna, ograniczają­ca oglądanie telewizji, polega na zamianie wielkiego kolorowego tele­wizora z olbrzymim ekranem na malutki czarno-biały.

Obyczaje telewizyjne się dziedziczy, więc ważne jest, jaki ty masz stosunek do telewizji. Jeśli dużo czasu spędzasz przed szklanym ekra­nem, twoje dzieci też będą zagorzałymi telewidzami. Jeśli zobaczą, że wyłączasz ze słowami:


Och, to nie jest zbyt interesujące, zajmę się czymś innym, możliwe, że spróbują cię naśladować. Jeśli sama oglądasz tele­wizję, a im w ogóle nie pozwalasz, jesteś wobec dzieci nie w porządku.

Jak dużo?

Ostatnim krokiem w twoim planie przejęcia kontroli nad ogląda­niem przez dzieci telewizji jest ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem. Większość z nas przyzna, że byłoby dobrze, gdyby udało się go skrócić choćby o pól godziny tygodniowo.

Jeśli zaczęłaś wprowadzać ograniczenia w połowie trymestru, na­dejście kolejnego będzie idealnym momentem do narzucenia nowych zasad w tym zakresie. Możesz to zrobić sekretnie poprzez wywieranie wpływu na dostępność odbiornika lub wprost wykładając karty na stół, czyli wprowadzić nowe zasady. Najlepsze rezultaty uzyskasz, gdy połączysz obie metody. Jak już powiedziałam wcześniej, taktykę kon­trolowania telewizji możesz zaadaptować do innych form informa­tycznych technologii służących rozrywce, które wydają ci się zbyt sil­ne w twoim domu.

Treści wywołujące strach

Jedna z matek opowiada:

Mój ośmiolatek po raz pierwszy obejrzał thriller podczas transatlantyckiego lotu. Po filmie miał koszmarne sny. Wypomniałam mu, że został uprzedzony, iż może się przestraszyć. Prze­strzegłam, żeby następnym razem słuchał moich rad i nie oglądał scen grozy.

Powinnaś uważnie obserwować swoje dziecko, by wiedzieć, czego się boi. Kontrolerzy brytyjskich programów dziecięcych poważnie traktują swoją pracę, ale nie można od nich oczekiwać, żeby znali oso­bliwe lęki poszczególnych dzieci ani żeby wiedzieli, jakie skojarzenia wywołują u twojego dziecka z natury niewinne zjawiska. Tylko ty mo­żesz wiedzieć, i tylko ty możesz wykryć przyczyny strachu.

Niektóre dzieci bardzo silnie przeżywają adresowane do nich pro­gramy telewizyjne. U jednych niesamowity lęk wywołuje samo wy­obrażenie bycia sierotą, choć wychowują się w bezpiecznych domach i mają zdrowych rodziców. Są też takie, które strachem reagują na muzykę.

Na przeciwnym końcu skali znajdują się horrory na kasetach wideo, które w ogóle nie nadają się dla dzieci, ale są dostępne w sklepach, i w związku z tym załóżmy, że przez przypadek trafiają do domów, w których wolno je oglądać małolatom. Filmy te obecnie klasyfikowa­ne jako niegroźne horrory ukazują przemoc, która dwadzieścia lat te­mu byłaby nie do pomyślenia i szokowałaby nawet dorosłych miłośni­ków tego gatunku rozrywki.

Odłóżmy na bok poglądy, że nie ma dostatecznych dowodów na ist­nienie związku między oglądaniem brutalnych scen, a agresywnym za­chowaniem. Namacalnym dowodem, że jednak horrory wpływają na postawy ludzi wobec przemocy jest to, iż społeczeństwo coraz mniej szokuje pokazywana na ekranach agresja, mało tego, trzeba wprowa­dzać coraz więcej scen gwałtu, okrucieństwa i muszą być one coraz mocniejsze, żeby wywołać reakcję. Ludzie z przemysłu filmowego mo­gą uważać, że nie ma nic złego w przedstawieniu pięćdziesięciu dwóch okrutnych scen zabijania w jednym filmie, ale twoje dziecko urodziło się kilka lat temu i nie jest częścią filmowego biznesu. Twój maluch nie ma tak stępionej wrażliwości jak zawodowy cenzor.

Sposób postępowania w takich wypadkach jest bardzo prosty. Nie pozwalaj dziecku tego oglądać. Jeśli idzie do kolegów obejrzeć film na wideo, zapytaj rodziców, co jest w menu i gdy uznasz, że to nie jest od­powiednie, powiedz – nie.

Oczywiście zostaniesz wtedy zapytana, dlaczego to ci nie odpowia­da. Jeśli chcesz wypytać o film, który twoje dziecko ma oglądać w do­mu kolegów, nie martw się, że urazisz rodziców swoim krytycznym sto­sunkiem do ich „filmowych zwyczajów". Psychika twojego dziecka jest znacznie ważniejsza niż miłość do konwencji. A ponadto ten drugi ro­dzic może być nawet bardzo zadowolony, wykorzystując twoją dez­aprobatę jako pretekst do wprowadzenia zakazu w swoim domu. Ty będziesz dla niego wsparciem, którego poszukiwał.

Mówi Oliwia:

Nie widzę powodu, żeby nasze życie było zakłócane przez koszmarna rzeczy, jak przemoc seksualna czy tortury. Nie wszystko w życiu jest piękne, ale nie musimy się w to wpatrywać. Komu potrzebne są takie przeżycia? Czym kierują się ludzie, którzy chcą coś takiego oglądać?

Dzieci są niewinne, choć sprawiają wrażenie bardzo wyrafinowanych

Dziecko, które rozumie zawiłości marketingu i biznesu, wcale nie straciło swojej niewinności. Dorośli, obawiający się, że ich dzieci staną się przemądrzałe lub zbyt wyrafinowane, jeśli będą wiedziały dużo o istocie handlu, prawdopodobnie nie mają nic przeciwko, żeby ich pociechy uczyły się, jak bezpiecznie przechodzić przez jezdnię. A prze­cież wiadomości dotyczące tak handlu, jak i ruchu drogowego są w równym stopniu dziecku potrzebne. Jeszcze przez długi czas mło­dziutki człowiek będzie posługiwał się ową „dorosłą" wiedzą w dzie­cinny sposób, plącząc pojęcia i opacznie je stosując. Może na przykład być przekonany, że oglądając swój ulubiony program, zapewnia utrzymanie biednemu dyrektorowi od reklam. To jest właśnie niewinność, która sprawia, że dzieciństwo jest okresem magicznym. Wielu rodzi­ców boi się, że współczesnym dzieciom brakuje magii, ale ona jest obecna w ich życiu. Nie bój się cynizmu, dzieci są niewinne.

 

Co oglądać

Po przeanalizowaniu, co twoje dziecko oglądało w telewizji przez ostatnie sześć tygodni, oboje jesteście gotowi do krytycznego spojrze­nia na to, co się ogląda. Staliście się bardziej wybredni i troszeczkę mniej skłonni, by obejrzawszy jakiś program dalej gapić się w ekran, mając nadzieję, że pokażą zaraz coś dobrego. Wydaje się więc, że po­święcenie kilku minut w tygodniu na zapoznanie się z telewizyjną ofer­tą i zaznaczenie programów, które warto zobaczyć, nie będzie dla was trudnym zadaniem.

Jeśli przystąpiłaś do wprowadzania stopniowych zmian w obycza­jach telewizyjnych na początku roku szkolnego, po sześciu tygodniach dotarliście do ferii, w czasie których niepomiernie wzrasta pokusa, żeby oglądać wszystko jak leci. Dlatego w tym czasie ze zwiększoną uwagą przyglądaj się temu, co ogląda twoje dziecko. Na razie nie wprowadzaj restrykcyjnych ograniczeń, jeszcze jest na nie za wcześnie.wiście będą podnosiły raban, ale to nic, ty ćwicz się w mówieniu „nie".

No dobrze, ale co właściwie oglądać? Skuteczni rodzice raczej nie narzekają na zawartość programów dla dzieci przygotowanych przez brytyjskie naziemne stacje telewizyjne. Spróbuj zachęcić do stosowa­nia „zrównoważonej diety", w której się znajdą:

•        Programy w konwencji magazynu, które wykraczają poza świat te­lewizyjny, takie jak nieśmiertelny Blue Peter.

•        Widowiska z udziałem aktorów jako przeciwwaga do animowanych kreskówek, bez udziału zabawek i innych gadżetów.

•        Programy typu „zrób to sam".

•        Quizy, które prezentują młodych, myślących ludzi.

•        Programy przedstawiające telewizję „od kuchni".

•        Programy prezentujące książki.

•        Programy inspirujące aktywność dzieci, zachęcające do nadsyłania własnych prac.

Istnieją rodziny (choć trudno w to uwierzyć), które gromadzą na przykład tekturowe wkładki z rolek papieru toaletowego i co tydzień przystępują do jakiegoś konkursu. W nagrodę otrzymują laurki podpi­sane przez ważne telewizyjne osobistości, ale ty nie musisz posuwać się aż tak daleko, by mieć poczucie, że bierzesz z telewizji to, co najlepsze.

Wystarczy, że poweźmiesz zobowiązanie, iż w tym roku obejrzysz je­den program typu „zrób to sam", zanotujesz dokładnie, co jest potrzeb­ne do zrobienia prezentowanego przedmiotu, a następnie zgromadzisz wszystko co należy i zmontujesz go razem z dzieckiem. Jeśli uda się wam zrealizować przynajmniej jedno z tegorocznych postanowień, jesteś naprawdę niezwykle skutecznym rodzicem i zasługujesz na pochwałę.

Reklama

Stephen Kline, kanadyjski profesor zajmujący się środkami przeka­zu, który przeprowadził badania nad dziecięcymi blokami programo­wymi w telewizji oraz ich związkiem z zabawkami i reklamą zabawek, uważa, że abstrahując od reakcji samych dzieci, rodzice cierpią na ro­dzaj kulturowej amnezji w odniesieniu do rynku zabawkarskiego. Kul­turowa amnezja, jak twierdzi, sprawia, iż wydaje się nam, że reklama i programy zawsze były takie same, że dzieci zawsze potrzebowały określonych przedmiotów do zabawy z przyjaciółmi i maskotek przytulanek do zasypiania.

A przecież nie zawsze tak było. Zabawkarstwo to obecnie przemysł. Producenci rozwijający działalność przeznaczają mnóstwo pieniędzy na wymyślanie sposobów, które by rozbudzały w dzieciach żądze po­siadania coraz to nowych zabawek. I co może zdziałać biedny rodzic w konfrontacji z tym silnym, młodym olbrzymem?

Ten poradnik nie jest miejscem do wielkiej dyskusji na temat me­chanizmów reklamy i jej wpływu na dziecięce umysły. Jednak dobrze jest wiedzieć, dlaczego reklamy są prezentowane między programami i w środku programów. Jest to niezbędne do właściwego rozumienia telewizji. Nie potrzebujesz dyplomu z ekonomi czy marketingu, żeby klarownie wyjaśnić dziecku podstawowe fakty bez odwoływania się do białych i czarnych charakterów. Jeśli nie masz wyrobionego poglądu na temat reklamy i marketingu, ich miejsca i funkcji w biznesie, wkrót­ce znajdziesz się w niezwykle trudnej sytuacji, bowiem dyskusje z dzieckiem mają to do siebie, że natychmiast ujawniają rodzicielską ignorancję i luki w wiedzy.

Zapoznaj się więc z poniższymi tezami:

•        Reklama jest króciutkim programem, który ma na celu zachęcić cię do zakupu jakiejś rzeczy, a przynajmniej uświadomić ci jej istnienie na rynku, abyś mogła pewnego dnia ją nabyć.

•        Ludzie, którzy produkują daną rzecz, czyli tak zwany produkt, chcą sprzedać jak najwięcej sztuk, żeby zarobić. Próbuj nie sugerować, że robią to tylko z chciwości. Może to być nowy produkt, który chcą zaprezentować ludziom, na przykład nowa zabawka. Może to być produkt konkurencyjny do innego, obecnego już na rynku.

•        Dzieci są egocentrykami i trudno im pojąć bezosobowość reklamy. Musisz im wyjaśnić, że producentom reklam przede wszystkim za­leży, by ludzie chcieli kupować ich produkty, ale nie przejmują się tym, jeśli później nabywcy będą niezadowoleni z zakupu. Wyjaśnij, że istnieje cały przemysł, który ma na celu szkolenie i zatrudnianie ludzi do badania i testowania produktów, prowadzenie sondaży wśród konsumentów tylko po to, żeby oszacować, jak się będą sprzedawać. Ich zadaniem może być na przykład ustalenie, co dzie­ci w określonym wieku i różnej pici będą wolały: zabawkę, coś na śniadanie, czy też czekoladowy batonik.

•        Rozmawiaj z dziećmi o różnicy pomiędzy potrzebowaniem czegoś, a chęcią na coś. Podkreślaj, że ludzie, którzy wyprodukowali dany produkt nie interesują się tym, czy dziecku potrzebna jest ta szcze­gólna zabawka lub żywność, ani też czy mamę na to stać, ani czy dziecko nie wyda długo oszczędzanych pieniędzy ze swojego kie­szonkowego na coś, co okaże się kompletnie bezużyteczne. Porów­naj żywność, która rzeczywiście jest zdrowa, na przykład jabłko, z torebką czegoś gotowego do przegryzienia, co ma atrakcyjne opakowanie z pięknym obrazkiem, ale jest pozbawione wartości odżywczej. Czy często twoje dziecko widuje reklamę jabłka?

•        Zamiast ostrzegać przed niebezpieczeństwem zakamuflowanej perswazji, raczej kładź nacisk na zdolność dziecka do ignorowania perswazji i nieulegania magiczrrćj sile reklamy. Podkreślaj, że to od niego zależy, czy kupi daną rzecz, czy też nie. Również dziecko po­dejmuje decyzję, czy napierać na rodziców, żeby mu kupili rekla­mowany przedmiot. Musi też zdawać sobie sprawę z faktu, że jeśli kupi daną rzecz lub będzie o jej kupno prosić rodziców, postępuje dokładnie tak, jak życzą sobie producenci reklamy.

•        Wyjaśnij, że reklamowanie jest zajęciem jak wiele innych, że w re­klamie pracują matki oraz ojcowie, i że są dumni ze swoich umie­jętności namawiania ludzi do zakupów. Być może będziesz się mu­siała – w zależności od tego, co o pieniądzach wie twoje dziecko – zagłębić w mechanizmy zarabiania pieniędzy.

•        Dziecko może zechce wiedzieć, dlaczego pokazywane są reklamy w trakcie programów dziecięcych. Jeśli nadal masz energię do pro­wadzenia dyskusji, porozmawiaj z nim o tym, że producenci pro­gramów zarabiają pieniądze, sprzedając czas antenowy po wysokiej cenie reklamodawcom. Dziecko może być zaskoczone tym, że w istocie ludziom z telewizji zależy na reklamach pokazywanych w trakcie programów. Wyjaśnij mu, że im więcej dzieci ogląda da­ny program, tym więcej pieniędzy zarobią jego producenci za sprzedany czas na reklamy, a więc producentom także zależy, żeby ich program był jak najpopularniejszy.
Może ci się wydawać, że popularność jest miarą jakości, niemniej wytłumacz dziecku, że nie musi podzielać gustu innych.

Fakty i fikcja

Kiedy zaczęłaś rozmawiać z dzieckiem o telewizji, być może zauwa­żyłaś, że w oglądanej sztuce nie uchwyciło ono różnicy pomiędzy akto­rami a granymi postaciami tak dobrze, jak ci się zdawało.

Mówi Marsha, mając na uwadze swojego siedmiolatka:

Telewizja przejęła rolę świętego Mikołaja, który choć fikcyjny, jest przedstawiany dzie­ciom jako postać rzeczywista. W tym wieku jest bardzo trudno oddzielić te­lewizję od świata realnego. Dopiero nieco starsze dzieci to potrafią. Nieste­ty, wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy, i to jest bardzo niebezpieczne, jak trudno jest maluchom odróżnić fakty od fikcji. Moi dwaj starsi synowie po­trafili dostrzec różnicę dopiero w wieku dziesięciu, jedenastu lat, kiedy za­częli czytać w czasopismach o życiu aktorów i o produkcji filmów.

Dlaczego dzieci mają rozumieć różnicę pomiędzy telewizją a rze­czywistością? Przecież za każdym razem, gdy w popularnej telenoweli lub słuchowisku radiowym przychodzi na świat dziecko, biuro produk­cji jest zasypywane zabawkami i zrobionymi na drutach buciczkami, nadsyłanymi nie przez dzieci, a przez dorosłych. Wielu z tych doro­słych nie rozumie różnicy i przesyła prezenty, żeby w ten sposób wziąć udział w fikcji, która tak bardzo im się podoba. Oni nadal grają role z ich ulubionych programów, żeby cieszyć się, jak dzieci. Zawsze poja­wia się problem tych nazbyt wierzących. Oni są przekonani, że posta­cie, których życie dokładnie śledzą, istnieją naprawdę. Smutne? Oczy­wiście, ale dlaczego, jeśli wśród starszych zdarzają się takie przypadki, zakładamy, że nasze dzieci są bardziej wyrafinowane?

W zrozumieniu, że przedstawienia telewizyjne są fikcją, pomaga dzieciom dwóch użytecznych sprzymierzeńców. Po pierwsze, dobrze jest, jeśli można obejrzeć program, który przedstawia, co się dzieje po­za sceną i kulisy widowiska – przebierających się aktorów, pracę reży­serów i innych członków ekipy, których zwykle nie widać.

Po programie, w którym aktor samotnie wchodzi do tajemniczego, nawiedzanego przez duchy domu, musisz się upewnić, czy twoje dziec­ko jest świadome, że wszystko, co widziało, było udawane, że na miej­scu znajdowała się cała ekipa, która tę scenę dla telewidzów nakręci­ła. Wymaga to od malca wielkiej wyobraźni. Nie zapominaj, że są dorośli, którzy nie potrafią tego przeskoczyć.
Temu celowi dobrze też służą programy na „żywo", w których ka­mery swobodnie przesuwają się, utrwalając kolejne obrazy, prezente­rów pochłoniętych rozmowami z innymi osobami, kamerzystów. Takie ujęcia ukazują nagą prawdę o telewizji. To, że ów swobodny styl jest w każdym calu dokładnie wyreżyserowany, podobnie jak wystąpienia polityków czy innych ważnych osób, nie zaprząta jeszcze uwagi mło­dych telewidzów.

Drugim sprzymierzeńcem w uświadamianiu telewizyjnej fikcji są czasopisma ukazujące prywatne życie aktorów. Musisz jednak zadbać, aby dziecko nie nabrało przekonania, że aktorzy to jedyni interesują­cy ludzie, o których warto czytać. Jak długo te czasopisma nie są jedy­nymi, po które dziecko sięga, stanowią skuteczne narzędzie w delikat­nym wyrabianiu w nim przekonania, że aktorzy i grane przez nich postaci to nie to samo.

Nie ma natomiast żadnego sensu tłumaczenie w czasie programu, że to, co dzieje się na ekranie, jest fikcją. Przeszkadzanie świadczy o złych manierach i jeśli tak robisz, zasługujesz na to, żeby tobie zakłó­cano oglądanie ulubionego programu.

Rozumienie telewizji

Nawet jeśli twoje dziecko ogląda program cały dzień, gdy rozumie telewizję, przynajmniej w pewien sposób kontroluje wpływ tego me­dium na siebie. Rozumienie telewizji określam jako zdolność do:

• Interpretacji tego, co dzieje się na ekranie.

• Rozumienia, po co i dlaczego dany program został zrobiony w ten, a nie inny sposób.

Czyli rozumienie telewizji oznacza również uświadamianie sobie wpływu, jaki wywiera ona na ludzi. Jeśli uda ci się wyjaśnić dzieciom, jak oddziaływuje na nie telewizja, będą na dobrej drodze, żeby oglądać telewizję z korzyścią dla siebie i nie pozwolą, aby nimi zawładnęła.

Niektórzy uważają, i chyba coś w tym jest, że dzieci wychowywane w domach bez telewizorów mają mniejsze szanse nauczenia się, jak ro­zumieć telewizję. Znam wiele rodzin, w których dzieci miały całkowity zakaz oglądania telewizji, gdy były małe. A jednak, kiedy tylko rodzi­cielski zakaz został uchylony (miały wówczas po czternaście, piętna­ście lat), rzuciły się do oglądania telewizji i zamiast przygotowywać się do ważnych egzaminów, spędziły kilka następnych lat przyklejone do szklanych ekranów.