Archive for the ‘Życie ze szklanym ekranem’ Category

Rozmowy o telewizji

Zacznij od oglądania programu wraz z dzieckiem, a potem zainicjuj rozmowę na ten temat. Na początek wybierz audycję, która nie będzie między wami kością niezgody. Inaczej mówiąc, jeśli nagle zaczniesz oglądać jakiś brutalny film, o którym wcześniej wypowiadałaś się z od­razą, dziecko natychmiast wyczuje obłudę. Wybierz coś, co wam oboj­gu może się spodobać.

Jak dzieci zachowują się podczas oglądania programu? Czy stale wygłaszają sarkastyczne komentarze, czy też pogrążają się w absolut­nej ciszy? Jeśli są cicho, nie rób bardzo mądrych uwag, ani nie zada­waj głupich pytań w stylu „co on teraz robi?". Usłyszysz, że masz nie przerywać, a bohater posiada magiczną moc. Spokojnie rozsiądź się na kanapie z poduszką ułożoną wygodnie pod głową.
Rozmawia się po zakończeniu emisji. Nie zaczynaj od oceniania programu, a raczej stawiaj otwarte pytania, pomocne w zorientowaniu się, ile dziecko zrozumiało, jak docierają do niego przekazywane tre­ści. Porozmawiajcie o podobieństwach między tym programem, a in­nym widzianym wcześniej, co je łączy, w jakiej są konwencji.

Przede wszystkim zastanów się, jakie jest przesianie programu. Nie zakładaj z góry, że zaakceptujesz tezę autora. Pomyśl, czy przesłanie jest prawdziwe, czy rzeczywiście ostatnia saga superherosa muzyki heavy metal traktuje o wojnie między dobrem a złem, jak twierdzi twórca, czy jest lekcją okrucieństwa z dodanymi przypadkowo słowa­mi o walce dobra ze złem. Producenci niektórych agresywnych kreskó­wek dowodzą, że ich filmy przekazują wartościowe treści moralne. Jak dalece owe treści pasują do prezentowanych obrazów?

Jeśli zgadzasz się z przesłaniem, jasno to powiedz, ale jeśli się nie zgadzasz, również nie wahaj się wyrazić swojej opinii. Nie czuj się zo­bowiązana do podporządkowywania się dyktatowi telewizji.

Pomyśl o tym, w jaki sposób dziewczynki i chłopcy są przedstawia­ni w telewizyjnych blokach programowych dla dzieci. Zwróciłaś praw­dopodobnie uwagę na kobiece ideały piękności w kreskówkach – talie jak u osy i niewiarygodnie długie nogi. Czy te postacie mają coś wspól­nego z prawdziwymi kobietami? Czy obserwując te figurki, twoja cór­ka może sobie wyrobić zdanie, co to znaczy być kobietą?

Zwróć także uwagę na stereotyp „niegrzecznego chłopca", którego męskość jest określana przez złe zachowanie, głupotę lub agresyw­ność. Czy twojemu synowi wydaje się, że musi się źle zachowywać i być agresywnym, żeby pokazać swoją męskość? Twój syn powinien wie­dzieć, że nie musi być agresywnym chamem, żeby być mężczyzną.

Nerys opowiada:


Monitoruję trochę, nie za dużo, oglądanie telewizji. Myślę, że dzieci muszą się nauczyć odróżniać dobro od zla i jeśli nigdy nie pozwolisz im oglądać złych programów, nie będą miały na to szans. Dla­tego nie powinnaś stale mówić: Nie patrzcie, to jest nic nie warte. Pody­skutujcie po programie, dlaczego nie był dobry. Moja najstarsza córka ma koszmary nocne i lęki po obejrzeniu czegokolwiek na temat sił nadprzy­rodzonych i duchów. Nauczyła się rozpoznawać, czego się boi i unika tych programów.

Pakiet ratunkowy: kreowanie właściwych nawyków telewizyjnych

Większość z nas nie pała żądzą pozbycia się telewizora. Sami przecież lubimy oglądać telewizję. Prawdziwie wartościowym celem dla rodzica może być stworzenie dziecku warunków do takiego ży­cia, w którym telewizja jest lubianą rozrywką, ale zajmuje miejsce nie ważniejsze, niż inne zajęcia. Staraj się, żeby telewizja przynosiła korzyści twojej rodzinie i nie pozwól, żeby nadawała ton waszemu życiu.

Omówione zasady, jak kontrolować wpływ telewizji na dzieci, moż­na także zastosować do innych rozrastających się gałęzi elektronicz­nych technologii – gier komputerowych, internetu itp.Jeśli uznasz, że oglądanie telewizji przez dziecko trochę wymknęło ci się spod nadzoru, podejmij zobowiązanie, że na pewno zajmiesz się tą sprawą.

Początek roku szkolnego jest rzeczywiście najlepszym momen­tem do wprowadzenia poważnych ograniczeń, ponieważ, co podkre­śla wielu skutecznych rodziców, różne obowiązki – szkolne prace domowe, zajęcia dodatkowe, spotkania towarzyskie na tyle obciąża­ją dzieci, że telewizja wypada z rozkładu dnia, przynajmniej w ciągu tygodnia.

Bądź realistką, nie oczekuj cudów. Nie nastawiaj się, że rozprawisz się z telewizją raz na zawsze. Nie spodziewaj się także, że twoje dziec­ko wyrośnie na genialnego muzyka lub pisarkę klasy Jane Austen (ona też nie oglądała telewizji).

Możesz natomiast liczyć na to, że dziecko będzie potrafiło ocenić, czy dany program jest wart oglądania. Możesz też mieć uzasadnioną nadzieję, że umiejętności tej nigdy się nie wyzbędzie. I wreszcie ocze­kuj, że stopniowo będzie się poszerzać wachlarz zajęć, które sprawia­ją dziecku przyjemność.

Bodziec do twórczej zabawy

Ta opinia wywołuje chyba najwięcej sprzeciwów oraz ironiczny śmiech rodziców, którzy rozdzielają swoich małych synów gotowych zatłuc się na śmierć (bo tak zachowują się bohaterowie ulubionego serialu), albo znoszą ataki złości i zawiści swoich córek, którym od­mówili ostatnio kupna reklamowanej w telewizji lalki. Nikt z rodzi­ców, z którymi rozmawiałam, nie miał wątpliwości, że na zachowanie ich dzieci olbrzymi wpływ ma to, co widziały na szklanym ekranie. Co więcej, wydaje im się, że ten wpływ nie jest ani stymulujący, ani pozy­tywny.

Niemniej odgrywanie zdarzeń oglądanych w telewizji jest jedną z najbardziej lubianych aktywności dostępnych dzieciom. To nic nie kosztuje, zachęca dzieci do wcielania się w różne role. Rozwija język i do pewnego stopnia kształtuje zdolność negocjacji. Tyle dobrego można powiedzieć na początek. Natomiast dzieci, które nie czytają książek, ale odtwarzają role z programów telewizyjnych i wykazują zdolności do rozbudowywania charakterów granych postaci, mogą dzięki telewizji brać udział w twórczej aktywności.
Niektórzy rodzice uważają, że dzieci, które tylko od czasu do czasu oglądają telewizję, lepiej wykorzystują to, co widziały w twórczej zaba­wie, niż ich uzależnieni od telewizji rówieśnicy.

Obserwuj swoje dzieci bawiące się w teatr. One nie wykorzystują w pełni odgrywanych ról jeśli:

•        Wielokrotnie powtarzają te same sekwencje. Pomóż im, sugerując pewne zmiany w scenariuszu. Nawet jeśli odrzucą twoje sugestie z krzykiem i złością, przynajmniej z nimi porozmawiasz o tym, co można, a czego nie można zmienić w danej sztuce.

•        Granie w sztuce traktują jako okazję do bójki.

•        Nie potrafią cieszyć się grą, jeśli nie mają rekwizytów, na przykład kupionych w sklepie kukiełek postaci występujących w danym pro­gramie telewizyjnym.

Takie zabawki są często bardzo drogie. Niektórzy z moich rozmów­ców zwracali uwagę, że producenci przerzucają na barki rodziców koszty filmów. Kupując laleczki – bohaterów jakiejś kreskówki, nie tyl­ko wchodzimy w posiadanie figurki, ale finansujemy także kolejne od­cinki serii. Skoro twoje dzieci nie umieją cieszyć się programem, gdy nie mają występujących w nim lalek, to sygnał, że telewizja, a nie ty, sprawuje nad nimi kontrolę. Myślę, że takiej sytuacji za wszelką cenę chciałabyś uniknąć.

Źródło tematów do dyskusji

Można się ze mną nie zgadzać, ale uważam, że dyskusje wywołane kolejnymi odcinkami współczesnych seriali rzadko wykraczają poza ustalanie zdarzeń. Samodzielne sądy ograniczają się do ocen, co było dobre, a co złe. Nie musimy akceptować dyktatu telewizji w sprawach tematów do dyskusji. W rzeczywistości dzisiejsi asertywni rodzice co­raz częściej chronią dzieci przed pokazywanymi w telewizji obrazami, stając przed ekranem, gdy pojawią się zdjęcia zbyt drastyczne. Oliwia, matka dwójki dzieci, udaje w takich chwilach, że musi coś położyć na regał nad odbiornikiem.

Mówi Lotte, matka dwóch dziewczynek:

 Jane miała około dziesię­ciu lat, kiedy zaczęła obsesyjnie myśleć o katastrofie promu w Zeebrugge po obejrzeniu w Wiadomościach zdjęć z wypadku. Moim zdaniem dzieci nie powinny oglądać dzienników, ale w szkole zadają im to jako pracę domową.

Inni rodzice mówią, że dzieci przeżywają koszmary nocne po obej­rzeniu filmu z terenów ogarniętych wojną oraz scen okrucieństwa, których na pewno nie pokazywano by dwadzieścia lat temu.

Jeśli masz wrażliwe dziecko, albo nie chcesz, żeby twój rozrabiaka całkowicie zatracił wrażliwość, musisz, i to koniecznie, pomóc mu w prawidłowym rozumieniu współczesnych wydarzeń. Jeśli chciałabyś rozbudzić jego zainteresowanie prawdziwym światem, włącz radio i za­miast krzyczeć na dziecko, żeby się uciszyło, bo chcesz posłuchać wia­domości, zaproponuj: Posłuchajmy, czy znaleźli więcej żywych po tym trzęsieniu ziemi. Zobaczmy, czy dowiemy się czegoś nowego z raportu o zdrowiu dzieci. Czytaj na głos te kawałki w gazetach, które cię intere­sują. Nawiązuj do poszczególnych historii, które zaciekawiły dziecko, a które ty chciałabyś rozwinąć. Korzystaj z różnych źródeł, z telegazety i innych serwisów. Szukaj kolejnych informacji, dotyczących spraw po­ruszanych w telewizji. Porównuj doniesienia telewizyjne z prasowymi. Zajmuj się tym w okresie wakacji, ponieważ w roku szkolnym zabrak­nie ci czasu, pamiętaj, że jest to dział, który wymaga od ciebie dużego zaangażowania. Dopiero po dokładnym wysłuchaniu serwisu informa­cyjnego będziesz mogła z dzieckiem odpowiednio porozmawiać.

Jeśli czujesz się na siłach, tzn. jesteś dobrze zorganizowana, i jakieś ważne wiadomości przykuwają uwagę dziecka, możesz mu przygoto­wać zeszyt z wycinkami prasowymi na ten temat.

Nie planuj jednak zakupu specjalnego zeszytu do wycinków, bo:
a)        Nigdy nie znajdziesz czasu, żeby pójść go kupić.
b)        Będziesz miała mnóstwo zmarnowanych kartek, bo nie zgroma­dzisz tylu wycinków.

Po prostu pozszywaj razem kartki z bloku rysunkowego A 4, a jeśli pracujesz w biurze, wykorzystaj jakiś niepotrzebny folder. Zostaw miejsce pomiędzy notatkami gazetowymi oraz fotografiami i poproś dziecko, żeby napisało kilka słów czy zdań na ten temat, wykorzystu­jąc to, co zapamiętało z telewizyjnych wiadomości.

Mówi Kirstie:

Złości mnie, że wiadomości są tak podawane, jakby dzieci w ogóle nie istniały. Nie mam ochoty na przykład wyjaśniać moje­mu dziewięciołatkowi o wpół do dziewiątej rano, co to znaczy, że jeden na dziewięćdziesięciu mężczyzn miał doświadczenia homoseksualne. Dzieci będą wzrastały w przekonaniu, że rzeczy takie jak erotyczna fascy­nacja samym sobą są powszechne, ponieważ tyle o tym słyszały w wiado­mościach. Kiedyś moja córka słuchała audycji na temat szkodliwości ni­kotyny. Dowiedziała się między innymi, że rezultaty palenia w czasie ciąży mogą się ujawnić nawet w trzecim pokoleniu. Przerażona pytała, czy bab­cia, kiedy była ze mną w ciąży, paliła. Uświadomiłam sobie wtedy, jak mało nadawcy przejmują się dziećmi.

Wspaniałe źródło informacji

Kim ma wątpliwości, czy rzeczywiście dzieci asymilują dużo infor­macji z telewizji. Poziom przyswajania jest bardzo różny i zależy od dziecka, ale ty możesz mieć na to duży wpływ. Inna matka opowiada­ła, że poprosiła swoją ośmioletnią córeczkę o powtórzenie jednego zdania, które utkwiło jej w pamięci po obejrzeniu bardzo popularne­go serialu. Ku jej zdumieniu, rozsądna skądinąd dziewczynka nie po­trafiła przypomnieć sobie ani słowa.

Podaje to w wątpliwość teorię, że telewizja jest znakomitym prze­kaźnikiem informacji. Każdy fakt musi przeskoczyć przez trzy szcze­ble, nim dostanie się do głowy dziecka.

Po pierwsze, programy faktograficzne są mniej popularne. Jak mó­wi Kirstie, nie zdobędziesz sobie uznania wśród rówieśników, jeżeli twoim ulubionym programem będą Wiadomości. Informacje mają bardzo ograniczony czas w blokach programowych dla dzieci. Po dru­gie, każda informacja, która ma dotrzeć do dziecka drogą werbalną, z wielkim prawdopodobieństwem zostanie zagubiona w zamęcie zmie­niających się obrazów. W rezultacie dziecko odbierze jedynie zagma­twaną, ogólnikową wiadomość. Po trzecie, producenci wolą koncen­trować się na informacjach, które mogą być przekazywane za pomocą technik wizualnych. Programy przyrodnicze wypadają wspaniale, po­nieważ całkowicie zależą od danych wizualnych, natomiast wszystkie inne ulegają zniekształceniu podczas upraszczających zabiegów w trakcie tworzenia scenariusza.

Jeśli jesteś stałą czytelniczką beletrystyki i czytasz wersję powieścio­wą filmu, szybko uświadamiasz sobie, że jest w niej coś dziwacznego. Powieść składa się z opisów, scen i dialogów. Życie wewnętrzne, które traktujesz jako rzecz oczywistą w każdej noweli, czy to w nagradzanej nagrodami literackimi, czy to w pornograficznej szmirze, tu jest nie­obecne. Również nie ma go w programach telewizyjnych, które oglą­dają nasze dzieci.

Argumenty przemawiające za telewizją: kultura podwórkowa

Przypatrzmy się argumentom ekspertów, które mają przemawiać na korzyść telewizji. Po pierwsze, że jest elementem kultury podwór­kowej, czyli masowej. Według Kim nie brzmi to przekonująco. Jej cór­ka znała nazwiska osób z popularnych seriali szybciej niż ona. Dzieci są bardzo sprytne w uczeniu się słów-kodów, które zapewniają im przetrwanie na placu zabaw. Mniej więcej do dziewiątego roku życia dzieci chowane bez telewizora nie zauważają swojej inności. Później lepiej jest zwiększyć dziecku dostęp do telewizji, jeżeli z powodu bra­ku znajomości pewnych programów cierpi w życiu towarzyskim. Tele­wizja nie jest religią.

Nie zasługuje na ofiary. Z drugiej strony ostatnio szybko maleje prawdopodobieństwo, że wszyscy na podwórku ogląda­li ten sam program poprzedniej nocy. Nasze dzieci mają do wyboru dziesiątki programów. Oczywiście, zawsze będzie jakaś specjalna au­dycja, ciesząca się większym uznaniem, niż inne. Ale coraz więcej dzie­ci nie podziela tych samych upodobań, a więc te pozbawione możliwo­ści oglądania telewizji stają się mniej widoczne. Jeśli porozmawiasz z rodzicami, usłyszysz zaskakujące wersje na temat prawdziwej oglą­dalności telewizji przez przyjaciół twoich dzieci z placu zabaw. W za­dziwiający sposób stało się tak, że łatwiej jest przetrwać na podwórku dziecku, które nie ma telewizora, gdy więcej jest stacji i kanałów tele­wizyjnych.

Rodzina marshy

Marsha i Andrew, rodzice trzech chłopców w wieku trzynastu, dwu­nastu i siedmiu lat wprowadzili zasadę „bez telewizora" na daczy. W każdy weekend jest awantura, czasem bardzo burzliwa, ponieważ dzieci próbują wymusić zabranie telewizora na działkę.

Marsha nie ulega chłopcom, ponieważ jest zdumiona zmianami w ich zachowaniu, jakie następują, gdy nie ma telewizora. Chłopcy są również wielkimi miłośnikami gier komputerowych.

Marsha mówi:

To jest wspaniałe. Zamiast oglądać telewizję, oni gra­ją. Nie mogę w to uwierzyć, ale grają w Monopol, Ryzyko i inne gry plan­szowe, popularne w czasach mojego dzieciństwa. Kupowałam je chłop­com przez łata, ale nie bawili się nimi, pewnie dlatego, że zawsze w domu był telewizor. Dopiero na daczy wzbudziły ich zainteresowanie. Jestem przekonana, że istnieje bezpośrednia korelacja pomiędzy posiadaniem te­lewizora, a grą w gry planszowe.

Marsha jest jedną z milionów tych, którzy kręcą głowami z niedo­wierzaniem, słysząc, iż nadal nie ma dowodów, że przemoc w telewizji wywołuje agresywne zachowanie:

Kiedy moi starsi chłopcy mieli odpowiednio cztery i dwa lata, bawili się w wojnę. Starszy kopnął młodszego, gdy ten leżał na podłodze. Krzyknęłam, że tak nie wolno, bo może zrobić mu krzywdę, na co usły­szałam, że on teraz jest policjantem i tak musi się zachowywać. W telewizji widział, jak obezwładniają policjanci. To okropne, by taki mały chłopiec oglądał policjanta kopiącego leżącego człowieka. Nie uwierzę, że takie sceny nie mają bezpośredniego przełożenia na postępowanie dzieci.

Czterolatek ma teraz dwanaście lat i cotygodniowe przerwy tele­wizyjne przynoszą kolejne korzyści. Jest pobudliwym chłopcem, mie­wa częste niekontrolowane ataki złości. Tymczasem będąc poza Lon­dynem, kiedy nie ogląda telewizji, jego ulubionym zajęciem jest samotne wędkowanie. To działa na niego uspokajająco, zmniejsza agresję.
Marsha dodaje:

Z wielkim trudem udało się nam wprowadzić zasadę „bez telewizora" na daczy. Co tydzień się upominali, argumentując, że koledzy będą oglądali jakieś programy. Na początku, chcąc wynagrodzić im brak odbiornika, proponowałam zakup gry, którą widzieli, albo zesta­wu Lego. Naszym głównym ustępstwem było nabycie magnetowidu, żeby mogli nagrywać filmy nadawane w czasie weekendów. Teraz bardzo rzad­ko je oglądają. Wystarczy im świadomość, że jeśli będą mieli ochotę, mo­gą obejrzeć.

Rodzina jessiki

Brak odbiornika telewizyjnego w mieszkaniu, które zajmuje Jessica z dwiema córkami w wieku ośmiu i dwunastu lat, to sprawa przypad­ku.

Mieszkaliśmy długo za granicą i tam mieliśmy telewizor, a po powro­cie do Wielkiej Brytanii po prostu jakoś „nie mogliśmy się zebrać" na za­kupy. Długo pracujemy, bardzo późno jadamy i nie odczuwamy potrzeby oglądania telewizji.

Życie bez telewizora jest również częściowo rezul­tatem ich zainteresowań sztuką. Oboje z mężem zajmują się sztuką wi­zualną, a dzieci są zamiłowanymi muzykami.

Przyznaję, że nasila się presja, żeby kupić telewizor. Wydaje mi się, że trzeba mieć odbiornik ze względu na dziewczynki. Wielu rodziców po­dziela obawy Jessiki. Choć jej córki mają mnóstwo przyjaciół i bogate życie towarzyskie, matka obawia się, że będą szykanowane przez kole­gów. Co więcej, zaobserwowała zadziwiające różnice pomiędzy jej cór­kami, a dziećmi, które mają w domu telewizję.

Zauważyłam, że moje dzieci są bardziej otwarte na nowe doświadcze­nia, niż wielu ich przyjaciół. Częściej chodzą na występy zespołów mu­zycznych, do teatru, uczestniczą w imprezach kulturalnych. Częściej niż inne rodziny zabieramy nasze córki do kina – raz lub dwa razy w miesią­cu. Inne matki komentują, że my stale chodzimy do kina. Moje dziew­czynki oglądają wszystkie najnowsze filmy, podczas gdy rodzice ich kole­żanek nie potrafią wygospodarować na to czasu.

Trzy rodziny, które żyją bez telewizji

Kim ma dwoje dzieci – ośmioletnie i półtoraroczne. Telewizora nie mają „bez specjalnego powodu", po prostu jej rodzice nigdy, z wyjąt­kiem Bożego Narodzenia, nie oglądają telewizji, a więc ani ona, ani jej mąż naukowiec nie wyrośli w „telewizyjnej kulturze". To śmieszne, jak można odzwyczaić się od potrzeby oglądania telewizji.

Kim po prostu lekceważy telewizję.

 Nie przejmuję się tym, że moja córka ogląda programy w innych domach. Niech się wgapia, jak długo chce, byle tylko nie były to sceny przemocy. Kiedy w czasie wakacji wynaj­mujemy daczę z telewizorem, pozwalamy jej oglądać telewizję, gdy ma na to ochotę. Nie przeszkadza mi, jeśli kładzie się po obiedzie z pilotem w rę­ku. Nie muszę się tym przejmować, bo nie mam w domu codziennych kłótni na ten temat. I to chyba jest jednym z powodów braku odbiornika. Wydaje mi się, że telewizor podsyca konflikty, a ja chciałabym żyć spokoj­nie, bez awantur.

Córka Kim ma olbrzymią bibliotekę, składającą się z nagranych na taśmy opowiadań. Po lekcjach słucha nagrań, leżąc i rysując na podło­dze w swoim pokoju. Kim uważa, że po przyjściu ze szkoły dzieciom potrzebny jest relaks, żeby mogły się wyciszyć. Interesujące, brak tele­wizora nie przyczynił się do rozbudzenia u dziewczynki zainteresowa­nia czytaniem, jakby tego oczekiwali przeciwnicy szklanego ekranu. Córka Kim ma poważne trudności. W szkole stosowana jest w nauce czytania bardzo krytykowana metoda „Popatrz i powiedz", czyli czyta­nie metodą całościową.

Kim opowiada dalej:

Dzieci oglądające telewizję stają się apatyczne. Nie pamiętają, co oglądały, natomiast cały dzień pamiętają, co czytały. Myślę, że pamięć wzrokowa nie jest tak dobra, jak zapamiętywanie słów podczas czytania. W pokoju, podczas oglądania telewizji, nie prowadzi się rozmów lub są to rozmowy urywane. Kiedy dzieci oglądają, chcą, że­by dorośli byli cicho, nie może więc w tym pokoju toczyć się normalne życie. Córka z kuzynem oglądali jakiś program, a mój mały synek trochę marudził, co bardzo ich irytowało. Prosili też dorosłych, żeby nie rozma­wiali. Oglądali tylko kreskówki, a tyle było zamieszania. Kiedy ludzie mówią mi, że dzisiaj jest jakiś dobry program, chcąc mnie przekonać, że tych wyjątkowych audycji nie można przegapić, ja po prostu wzruszam ramionami.

Życie ze szklanym ekranem

Telewizja jest siłą, która izoluje od siebie członków rodziny. To chyba najbardziej oskarżycielska uwaga, jaką usłyszałam od rodzica na temat najpotężniejszego środka masowej komunikacji. I nie była to uwaga przypadkowa. Autorka tych słów ma za sobą prawie dwadzieścia lat trudnego rodzicielstwa. Breda Joyce jest ciepłą, dowcipną Irlandką i wszystko, co mówi, płynie z głębi serca. Ona, jej przez lata bezrobot­ny mąż Mike oraz ich pięcioro dzieci otrzymali tytuł Rodziny Roku.

Kiedy poznałam Bredę i pozostałych domowników, telewizor stał u nich w salonie i nic nie wskazywało, żeby zamierzali się go pozbyć. Dopiero później, gdy zostali ciężko doświadczeni przez los – żyli z za­siłku dla bezrobotnych – uświadomili sobie, jak ważne dla rodziny są dobre relacje pomiędzy jej członkami. Zauważyli, że telewizja nie sprzyja komunikacji wewnątrzrodzinnej.

Rodzice, którzy mają dzieci w przedziale od lat pięciu do jedenastu, nie znają życia bez telewizora, bez czynności, które koncentrują się w domu wokół małego ekranu. Telewizja wywołuje w nas bardzo silne, przeciwstawne emocje. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że na­sze dziecko, spędzając godziny przed telewizorem, szkodzi sobie, a w najlepszym razie bezproduktywnie spędza czas, z drugiej strony czujemy, że telewizor stał się nieodzowną rzeczą w naszych domach. Nie brakuje trafiających do przekonania argumentów, że telewizja od­grywa pozytywną rolę w życiu naszych dzieci. Mówi się, że:

•        Telewizja jest składnikiem kultury podwórkowej. Kto nie wie, co się stało w ostatnim odcinku telenoweli, czuje się w grupie obco.

•        Telewizja dostarcza dzieciom informacji w lekkiej, przystępnej for­mie z bardzo wielu dziedzin – ulubionym przykładem, najczęściej przytaczanym, jest życie dzikich zwierząt w warunkach natural­nych, z czym miejskie dzieci nie mają kontaktu.

•        Telewizja podsuwa wiele tematów do dyskusji.

•        Telewizja dostarcza dzieciom pomysłów do tworzenia własnych za­baw, materiałów do pisania książek, rysowania, zabaw tematycz­nych z odgrywaniem ról itp.

Te argumenty brzmią zadowalająco, ale w rzeczywistości telewizja sama w sobie nie przynosi tych korzyści. Do tego potrzebna jest współ­praca rodziców. Telewizja ma wspaniałe referencje jako „opiekunka", ale w praktyce musi być nadzorowana bardziej, niż ci się zdaje.

Najżarliwszymi adwokatami telewizji są ludzie bezpośrednio lub pośrednio od niej zależni – zaangażowani w produkcję lub związani z badaniami fundowanymi przez firmy telewizyjne. Dla kontrastu ża­den rodzic, z którym rozmawiałam, nie opowiedział się jednoznacznie po stronie telewizji. Poniżej przytaczam typowe opinie:

Dzieci niczym się nie zajmują, kiedy oglądają telewizję. Po prostu sie­dzą. Sam program jest całkiem dobry.
Myślę, że większość programów dla dzieci nie ma żadnej wartości, ale to jest ich kultura i nie ma powodu, żeby zabraniać oglądania.
Niektóre programy mają wartość edukacyjną, ale prawda jest taka, że godzinami gapisz się w ekran, zamiast robić coś innego.

Przez ostatnie trzydzieści lat rozwinęła się teoria, w myśl której te­lewizja jest dobra dla dzieci i każdy, kto otwarcie się z tym nie zgadza, wyśmiewany jest jako osoba staroświecka, zacofana lub taka, która stale powraca do koncepcji złotego wieku dzieciństwa, kiedy to wszy­scy zajmowali się twórczym działaniem i sami przygotowywali sobie rozrywki. Według tej teorii nie ma czegoś takiego, jak bezwartościowa, tandetna telewizja, ponieważ wszystkie programy, we właściwych rę­kach, mogą potencjalnie wzbogacać doświadczenie. Dzieci uczą się bardzo dużo z małego ekranu, choć czasem nie jest to od razu oczywi­ste. Nie dawaj temu wiary.

Rodzice z prawdziwego zdarzenia, skutecz­ni w swoich poczynaniach, wiedzą lepiej.

Po pierwsze, są przekonani, że dzieciństwo jest zbyt ważne, żeby miało podlegać modom. Nigdy nie było czegoś takiego, jak złoty wiek. Każde pokolenie dobrze radziło sobie z wychowywaniem dzieci w jed­nych dziedzinach, a źle w innych.

Po drugie, nie widzą w tym nic dziwnego, żeby czasem patrzeć na te­lewizję, jak na rodzaj chwastu i uważają, że to adwokaci telewizji są śmieszni ze swoim entuzjastycznym do niej stosunkiem, jakby dopiero co powstała. Słyszałam pełne podniecenia wypowiedzi wielbicieli szkla­nego ekranu, które mówiąc szczerze, trącały myszką. Bardziej przyszło­ściowym podejściem jest sprowadzenie telewizji na właściwe miejsce.

Po trzecie, skuteczni rodzice świetnie wiedzą, że istnieje bezwarto­ściowa telewizja, ponieważ wyraźnie dostrzegają jej fatalny wpływ. Dzieci przed ekranem stają się nieznośne, męczą się (chociaż nic nie robią) fizycznie i psychicznie. Są wyczerpane, a jednocześnie rozle­niwione, niezdolne do zajęcia się czymkolwiek. Gry komputerowe i „śmieciowe" programy są dla umysłów tym, czym guma do żucia dla szczęk, męczą i nie dają satysfakcji. Niektórzy rodzice twierdzą, że długie oglądanie głupich programów wyzwala agresję.

Prawie każda rodzina ma telewizor. Natomiast kilka spośród niepo- siadających telewizora podkreślało, że w ogóle nie odczuwają jego braku, czym sami są zdziwieni. Dwa procent populacji nie ma telewi­zora, i jeśli się nad tym zastanowić, jest to w istocie bardzo dużo, a nie bardzo mało.

Kiedy przeprowadziliśmy się do innego domu, na kilka tygodni zo­staliśmy pozbawieni telewizora, ponieważ zawieruszył się gdzieś w sto­sie nierozpakowanych pudeł, zbyt ciężkich, żeby je przestawiać. Ku mojemu zdziwieniu dzieci ani razu nie spytały o odbiornik, nawet mo­ja malutka córeczka, która na kilka tygodni przed przeprowadzką za­częła regularnie oglądać „Ulicę Sezamkową". Kiedyś, kiedy przecho­dziłyśmy obok sklepu z telewizorami, w którym na wystawie mrugały ekrany, zawstydziła mnie, bowiem rozbawiona wykrzyknęła: „Patrz, to my!". Dlaczego byłam zawstydzona? Dlatego, że jak większość rodzi­ców uważata, że są lepsze sposoby spędzania czasu, niż oglądanie za dnia programów telewizyjnych. A jednak, gdy przed południem mia­łam do załatwienia ważne sprawy przez telefon i nie chciałam, żeby dziecko mi przeszkadzało, uciekałam się do najprostszego sposobu: włączałam telewizor i szukałam kanału, który oferował największą rozmaitość zmieniających się obrazów. Zapewne gdybyśmy mieli tele­wizję kablową, mogłabym znaleźć coś bardziej dla niej odpowiednie­go, ale tu już wchodzimy w zagadnienie, co jest, a co nie jest odpo­wiednie dla małego dziecka. Poza tym, jeżeli nawet ogląda program przeznaczony dla trzylatków, nie zmienia to faktu, że siedzi przed te­lewizorem, zamiast się bawić. I to właśnie budzi mój niepokój. Jeśli coś budzi niepokój rodzica, to rodzic powinien położyć temu kres. Ale jak poradzić sobie z telewizją?

Przede wszystkim wybadaj, ile godzin twoje dzieci spędzają przed telewizorem. Podoba mi się szczerość, z jaką mówi łona, matka sied­miolatka i trzylatka:

 Moje dzieci prawdopodobnie oglądają znacznie więcej, niż ja o tym wiem. Wracam do domu po szóstej, już po progra­mach dziecięcych, a więc od naszej opiekunki zależy, co oglądają, i jak długo.

Prawdopodobnie wszyscy siedzimy przed telewizorem dłużej, niż się nam wydaje, tak samo pijemy więcej, niż się przyznajemy le­karzom.

W brytyjskim badaniu przeprowadzonym we wczesnych latach dzie­więćdziesiątych na pytanie: „Co robiłeś poprzedniego dnia po szko­le?", od siedemdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu procent dzieci od­powiedziało, że oglądały telewizję. Tylko od dziesięciu do dwunastu procent oglądało telewizję cały wieczór, ale ponad połowa odpowie­działa, że oglądała wideo. Prawie połowa chłopców grała w gry kom­puterowe. Z badań wynika, że dla większości dzieci normą jest spędza­nie całego wieczoru przed ekranem.
Nie ma w tym nic zaskakującego. Trzeba tylko pamiętać, że zmienia się specyfika oglądania z godziny na godzinę – od programu telewizyj­nego, przez filmy na wideo, do gier komputerowych.

Najczęściej cytowanymi, z uwagi na ich sensacyjność, są statystyki oglądalności telewizji w USA. Wynika z nich, że przeciętne amerykań­skie dziecko, do czasu ukończenia szkoły średniej, spędzi dwadzieścia tysięcy godzin przed telewizorem, a tylko jedenaście tysięcy w klasie szkolnej. Prawdopodobnie po uwzględnieniu telewizji satelitarnej i in­nych technik audiowizualnych brytyjskie dzieci wypadną podobnie.

To naturalne, że czujemy się zagrożeni przez coś, co zabiera dzie­ciom tak dużo czasu, w sytuacji bardzo ograniczonej kontroli z naszej strony. Pamiętaj, że podstawową funkcją telewizji jest dostarczanie rozrywki. Brzmi to na tyle banalnie, że aż śmiesznie, a jednak, kiedy uważnie przyjrzysz się temu, jak mówimy o telewizji i jak rozprawiają o niej nasze dzieci, zorientujesz się, że oczekujemy znacznie więcej. Jeśli po prostu chcielibyśmy się dowiedzieć, co ważnego zdarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin, mógłby nam to przeczy­tać piegowaty, mały facecik spoglądający na nas z okienka. Niepo­trzebna by była cała dramatyczna otoczka, ze specjalnie wyreżysero­wanym scenariuszem. A tak właśnie jest. Wiadomości przekazuje atrakcyjna kobieta, która dzięki zastosowaniu sprytnej techniki patrzy nam głęboko w oczy. Dobrane starannie słowa są ilustrowane sensa­cyjnym filmem, zrobionym za duże pieniądze. Producent wie, że woli­my patrzeć na piękne kobiety i sensacyjne filmy z coraz większym ła­dunkiem agresji, niż na malutkiego, piegowatego facecika.

Głównym celem telewizji jest pozyskanie jak największej liczby wi­dzów przez zastosowanie najprostszej metody, a więc poprzez ofero­wanie rozrywki. Wszystkie inne formy komunikacji zajmują dalsze miejsca. Publiczna telewizja, w której oglądalność ma mniejsze zna­czenie, a większą wagę przywiązuje się do jakości, jest w odwrocie. Ce­lem programów dziecięcych jest przyciągnięcie najmłodszych widzów przed ekrany i zatrzymanie ich jak najdłużej.

Jeśli uda ci się dotrzeć do dzieci z wyjaśnieniami na temat prawdzi­wej natury telewizji, będziesz na dobrej drodze do unieszkodliwienia jej porażającej mocy. Słuchaj, co mówią dzieci o telewizji w drodze ze szkoły, na jakie programy wyczekują. Wtedy jest moment, żeby rzucić pytanie: Dlaczego musisz to oglądać? Czyżbyś jutro miał z tego klasówkę?

Dyskutuj z dziećmi, które programy naprawdę lubią oglądać, które oglądają, bo koledzy dużo o nich mówią, a na które patrzą, bo po pro­stu pojawiły się na ekranie. Tłumacz dzieciom, jakie komercyjne względy przemawiają za produkcją programów, że ich celem jest po­zyskiwanie jak największej liczby widzów. Zwróć uwagę na sprytne za­powiedzi, które promują występujących jako wielkie osobowości i bo­haterów, na zwiastuny programów w czasopismach, mające zachęcić dzieci do ich oglądania.

Przypomnij sobie czasy, kiedy były tylko dwie brytyjskie stacje tele­wizyjne. Program był przerywany między szóstą a siódmą wieczorem, żeby matki mogły położyć dzieci spać bez awantur. Ta praktyka nie trwała długo, ale sama koncepcja, że stacja telewizyjna powinna aż w tak olbrzymim stopniu wpływać na codzienne życie rodzinne, dzisiaj szokuje swoją osobliwością.