Granice i obowiązki

Siedmioletni Donald właśnie skończył podwieczorek i wypił szklan­kę soku. Teraz kieruje się w stronę lodówki po kolejną porcję czegoś do picia. Matka, która stara się ograniczyć alarmująco duże spożywa­nie przez syna cukru i soków, a zwiększyć w jego diecie udział mleka, mówi: Możesz wziąć tylko mleko lub wodę, nic innego. Donald protestu­je bardzo głośno: O nie!

Matka wzrusza ramionami i dodaje: Kochanie, dlaczego znowu wszczynasz kłótnię? Przyjmij po prostu do wiadomości, że możesz napić się albo wody, albo mleka.

Naburmuszony Donald przyjmuje warunki, a jego mama mówi później: Tak już jest, że on zawsze próbuje i niekiedy wygrywa, kiedy je­stem zajęta lub zmęczona. Powinnam konsekwentnie trzymać się zasad, ale to nie zawsze wychodzi. Cóż, muszę uporczywie trwać w mówieniu „nie".

Olbrzymia liczba rodziców ma zaszczepione poczucie bezsilności: wydaje im się, że w jakiś sposób złe zachowanie rodzi się i jest stymu­lowane przez siły, na które nie mają wpływu, a więc geny, inne czynni­ki, takie jak zaburzenia w koncentracji, niewłaściwa dieta, warunki środowiskowe albo gry komputerowe.

Rodzice, z którymi przeprowadzałam wywiady, byli rekomendowa­ni przez innych rodziców, bowiem w ich opinii uchodzili za wzoro­wych. Kiedy z nimi rozmawiałam, wtrącali: Większość osób uważa, że jesteśmy bardzo surowi.

Na moją prośbę, by wymienili zasady panujące w domu, kręcili gło­wami i odpowiadali, tak jak mama Donalda: Nie mamy listy. Na przy­kład, nie przeklinamy w domu, ale nigdy nie uczyliśmy dzieci, że nie wol­no brzydko się wyrażać. To nastąpiło jakoś samo. Należy zawsze postępować konsekwentnie. Breda Joyce, matka pięciorga dzieci, któ­rej rodzina zdobyła przyznawany przez organizację Relate tytuł RO­DZINA ROKU, ujmuje to tak: W sprawach, w których chcę być suro­wa, jestem surowa.

Słowo „surowy" brzmi okropnie. Przywołuje obraz sztywnej wikto­riańskiej guwernantki i ma nieco sadomasochistyczne zabarwienie.
Dla wielu z nas, których dzieciństwo przypadło po latach sześćdzie­siątych, dyscyplina i konsekwencja kojarzą się bardzo niemiło, bo z bezdusznym traktowaniem dzieci.

Dualne podejście do dyscypliny jest znane nam wszystkim; kij i marchewka, nagroda i kara, wzmocnienie pozytywne i negatywne. Takie podejście dla wielu jest okrutne. Nie lubimy traktować naszych dzieci jak zwierzątka laboratoryjne. Nie chcemy myśleć o sobie, jak o treserach rzucających dzieciom czekoladki za to, że służą jak psy lub odbierających nagrody, aby wymusić działanie, którego cel jest dla malców frustrująco niejasny.

Powszechnie wiadomo, że dzieci, których życie jest nadmiernie re­gulowane, wyrywają się z domu wcześniej lub później. Pamiętać jed­nak należy, żeby obrazu szczególnie surowego rodzica mylnie nie wy­korzystywać do obrony skrajnie liberalnych metod wychowania, które są równie niedobre. Dzieciom wzrastającym w takich warunkach bra­kuje wypracowanych, uporządkowanych wzorów, które mogłyby kształtować ich życie.

Dawniej nie słuchano małych dzieci i zupełnie nie liczono się z ich zdaniem – mówiła Zoe, której dzieci miały po dwadzieścia kilka lat, gdy z nią rozmawiałam. Moje pokolenie zaczęło zauważać, że dziecko to też człowiek, ma uczucia i osobowość. Potem powstało przekonanie, że skoro dzieci nie rozumieją, że są niegrzeczne, nie wolno dać im klapsa ani w ogóle dyscyplinować.

Wielu rodziców przechodzi od skrajności do skrajności, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Rozpoczynają małą wojnę o bała­gan, atakują dziecko, ono w odpowiedzi produkuje serie coraz bar­dziej przykrych komentarzy, a wtedy oni krzyczą i przysięgają sobie, że w przyszłości będą bardziej stanowczy. Wojna staje się oczywiście wy­czerpująca, ponieważ dziecko wie, że tych obiecanek i gróźb nie nale­ży traktować poważnie. Po kilku tygodniach rodzice znowu zaczynają ignorować impertynenckie odzywki dzieci i rezygnują ze zmuszania ich do sprzątania. Niektórzy całymi latami oscylują pomiędzy suro­wym i łagodnym wychowaniem.
Tym, czego brakuje w dzisiejszych czasach rodzicom szamoczącym się między skrajnościami jest trójaspektowe podejście do problemu. Do dwóch biegunów warto dodać swobodę i obowiązki, które teraz są ważniejsze niż były kiedyś, a to dlatego, że współcześnie za dobrze wy­chowywane dziecko uważa się takie, którego życie jest bardzo chro­nione i regulowane.

Bez względu na to, czy jesteś surowym czy liberalnym rodzicem, możesz wykorzystywać ten trzeci aspekt podejścia do wychowania. Je­śli z miłością i troską wyznaczasz swojemu dziecku jakieś poważne obowiązki, które wymagają od niego odpowiedzialności, dodasz do tej depresyjnej huśtawki nowy wymiar. Wpierw jednak przemyśl, co w istocie znaczy być stanowczym i konsekwentnym, inaczej sobie nie poradzisz.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.