Kontrola, i to podwójna

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, do czego zdolne jest dziecko i co może zrobić pod naszą nieobecność. Należy jednak dokładnie obejrzeć pomieszczenia, by stwierdzić, co ewentualnie stanowi zagrożenie. Przede wszystkim sprawdź, czy nie ma źle izolowanych przewodów elektrycznych, ostrych noży pozostawionych na blacie, pękniętych szyb, podwiniętych wykładzin, stojących w dostępnym miejscu środków czy­stości. Generalnie możesz zabronić dotykania urządzeń elektrycznych, wtyczek i kabli, zapalania lub gaszenia świateł (jeśli jesteś szczególnie przewrażliwiona), wspinania się, robienia czegokolwiek z ogniem lub z ostrymi narzędziami (wliczając w to nawet scyzoryki), używania two­ich sprzętów sportowych, jak ciężarki czy rower do ćwiczeń.

Nie do przyjęcia jest ograniczanie dziecku swobody ruchu przez za­mykanie w jednym pokoju, ale nie urażając jego dumy, możesz zabro­nić mu wykonywania, gdy jest samo w domu, wielu zwyczajnych czyn­ności. Ważne, abyś czuła się spokojniejsza. Żadna lista zakazów nie zakłóci dziecku odczuwanej przyjemności i smaku wolności z prostego faktu bycia samemu.

Nim wyjdziesz, warto, żebyś porozmawiała z dzieckiem i wyjaśniła mu, co może robić bez narażania się na niebezpieczeństwo. Jeśli ma na to ochotę, włącz mu telewizor lub komputer. Wymyśl jakieś zajęcie, np. nakrycie stołu do kolacji, posprzątanie w szufladzie, składanie ubrań.Zabroń dziecku otwierania drzwi, nawet przyjaciołom. Niektórzy rodzice pozwalają wpuszczać zaprzyjaźnione dzieci, ale myślę, że le­piej tego zabronić. Prościej jest wprowadzić jasną zasadę, że nikomu nie wolno otwierać drzwi, niż rozważać, kto może wejść, a kto nie. Wy­chodząc, zamknij drzwi, ale przedtem sprawdź, czy dziecko umie je otworzyć, omów z nim także, którędy może się wydostać w razie wybu­chu pożaru.

Zaleca się zakładanie łańcuchów na drzwi, ale wydaje mi się, że od­powiednie zamki wystarczą. Poza tym, gdy dziecko założy łańcuch, w sytuacji awaryjnej nie będziesz mogła dostać się do mieszkania.

Mało użyteczny jest zakaz odbierania telefonów, ponieważ sama możesz chcieć skontaktować się z dzieckiem. Z drugiej strony lepiej, aby jakiś intruz nie wiedział, że twoje dzieci są same w domu. Dla­tego wielu rodziców instruuje swoje pociechy, by mówiły, że mama jest w wannie albo śpi. Kłopot w tym, że wiele dzieci kłamie jak z nut i namawianie ich, żeby mówiły nieprawdę, jest dość haniebnym pro­cederem. Rozwiązaniem idealnym jest automatyczna sekretarka, zwłaszcza taka, która umożliwia słuchanie nagrywanego głosu. Kiedy zaopatrzysz się w automatyczną sekretarkę, naucz dziecko, że gdy jest samo, ma odbierać telefon tylko wtedy, gdy usłyszy twój głos. I oczy­wiście przekonaj, że zawsze ma prawo odwiesić słuchawkę, gdy ktoś odzywa się niegrzecznie i go niepokoi. Jeśli nie masz nic przeciwko te­mu, żeby dziecko odbierało telefon, dopilnuj, żeby zgłaszało się tylko słowem halo, a nie podawało nazwiska i numeru. Na polecenie, aby poprosiło mamę lub tatę, powinno odpowiedzieć, że rodzice nie mo­gą podejść, ale ono zanotuje i przekaże wiadomość. Przed wyjściem zostaw numery telefonów, pod które dziecko ma zadzwonić, gdy bę­dzie miało problem.

Nim zdecydujesz się na ten wielki krok, żeby zostawić dziecko po raz pierwszy samo w domu, wielokrotnie przećwicz z nim zasady bez­pieczeństwa. Musi wiedzieć, że w wypadku pożaru, wejścia kogoś ob­cego, czy jakiegokolwiek zagrożenia, ma wybiec z domu i wzywać po­mocy.

Niektóre dzieci wracają ze szkoły do pustego domu. Ich powinny obowiązywać te same zasady. Powinnaś ponadto zadbać o bezpieczeń­stwo przy wejściu do domu, np. instalując światła, przycinając żywo­płot, żeby żaden intruz nie mógł się schować. W bloku natomiast do­brze jest umówić się z zaufanym sąsiadem, aby wprowadzał dziecko do mieszkania.

Dziecko powinno być nauczone, że przed otwarciem drzwi ma uważnie nasłuchiwać, czy ze środka nie dochodzą jakieś dźwięki. Po wejściu do mieszkania musi zamknąć dokładnie drzwi i dać znać umó­wionej osobie, że bezpiecznie dotarło do domu.

Zakładam, że pierwsze doświadczenie „bycia samemu" będzie mia­ło miejsce w ciągu dnia. Zostawianie dzieci samych wieczorem to zu­pełnie inna sprawa. Dopiero gdy przynajmniej jedno ma ponad dzie­sięć lat i jest godne zaufania, można o tym myśleć.
Opowiada Belinda, samotna matka trzech chłopców:

Synowie zosta­li pierwszy raz wieczorem bez opiekuna, gdy mieli czternaście, trzynaście i dziesięć lat. Kwadrans po dziewiątej najstarszy zadzwonił do przyjaciół, u których byłam, i powiedział, że Tom (dziesięciolatek) założył kajdanki, chociaż on mu zabraniał, i teraz potrzebny jest klucz. Nie miałam poję­cia, gdzie jest. Wtedy usłyszałam, że muszą je przeciąć, że mam się nie martwić o meble, bo zrobią to w ogrodzie. Powiedziałam, że mają być ostrożni. Kiedy wróciłam wieczorem, przed domem było zbiegowisko. Szczęśliwie Tom byt już uwolniony z kajdanków i nie odniósł obrażeń. Te­raz wiem, że powinnam do dzieci zadzwonić lub wrócić natychmiast po telefonie, ale wtedy myślałam przede wszystkim o sobie. Chciałam spę­dzić miły wieczór z przyjaciółmi. Wiedziałam, że najstarszy syn nie skrzywdzi Toma, że przestanie piłować kajdanki, kiedy się przekona, że jest to bardzo trudne.

Zaniedbywanie dzieci jest przestępstwem. Zaś nadmierna opieka, brak warunków do poznawania własnych możliwości przemienia nasze dzieci w sfrustrowanych młodych ludzi.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.