Trzeci aspekt wychowania dziecka: obowiązki czy służba?

Idea powierzania dzieciom obowiązków ma bardzo niesympatyczną historię. Każdy uczeń w Wielkiej Brytanii uczy się o koszmarnej nie­doli dzieci w dziewiętnastym wieku, wykorzystywanych do katorżni­czej pracy w młynach czy kopalniach. Przerażają nas współczesne opo­wieści z Dalekiego Wschodu o prostytucji nieletnich, o dzieciach tyrających w fabrykach, zasypiających przy warsztatach.

Powszechne oburzenie wywołują podawane przez media rewelacje, że setki dzieci w Wielkiej Brytanii jest odpowiedzialnych za sprawowa­nie opieki nad niepełnosprawnymi rodzicami. To obowiązki ponad si­ły dzieci i nic dziwnego, że obciążanie ich tego typu zajęciami budzi powszechny sprzeciw.

Rita jest matką trójki dzieci, z których każde zostało poczęte „przy­padkiem" i ma innego ojca. Chociaż sama w młodości nie umiała do­konywać trafnych wyborów i jak sama przyznaje, była wykorzystywana przez mężczyzn, spożytkowała właściwie swoje doświadczenia. Zosta­ła podziwu godną matką, całkowicie poświęciła się dzieciom. Uważnie obserwuje ich rozwój i dobrze rozumie rolę w jego kształtowaniu. Dzieci sprawiają jej radość i wiedzą o tym. Rita zaskakująco trzeźwo patrzy na swoje błędy i robi wszystko, żeby jej dzieci bardziej odpowie­dzialnie pokierowały własnym życiem. Za czynnik najważniejszy w procesie usamodzielniania uznała możliwie jak najwcześniejsze wchodzenie w świat dorosłych. Każdy ma ochotę powiedzieć dzieciom, żeby poszły się pobawić. Niech bawią się lalkami. Niech mają wspaniałe dzieciństwo i nie robią nic realnego. Niech mają wszystko i nie uczestni­czą w świecie dorosłych. Ałe one przede wszystkim pragną brać udział w naszym życiu. Nie chcą być odstawiane do pudełek, jak lalka Barbie.

Dzieci muszą mieć możliwość uczenia się na własnych błędach. Po­trzebują swobody, żeby poznawać prawdziwy świat przez podejmowa­nie prawdziwych obowiązków. Muszą uczestniczyć w życiu dorosłych w sposób na tyle prosty, żeby mogły sobie radzić, a jednocześnie na ty­le znaczący, żeby wzrastało ich poczucie własnej wartości.

Odpowiedzialność, obok poczucia własnej wartości i niezależności, jest częścią tego życiowo ważnego zespołu cech, który jest niezbędny twojemu dziecku. Rodzice na wiele różnych sposobów mogą doprowa­dzić do tego, że ich dzieci staną się nadmiernie zależne. Często popeł­nianym błędem jest oczekiwanie, że dzieci będą powielać nasze posta­wy i przekonania. Rzadziej spotykanym zjawiskiem jest narzucanie dziecku wzorów przeniesionych ze swojego dzieciństwa, bez zastana­wiania się, w jakim stopniu pasują one do syna czy córki.

Jednak najpowszechniejszą przyczyną zamykania w pułapce zależ­ności są podejmowane przez rodziców starania, które mają na celu chronienie dziecka przed wszelkim ryzykiem i niebezpieczeństwem. Jakiś czas temu media sensacyjnie opisywały bohaterski wyczyn czter­nastoletniego chłopca, który na kartę kredytową ojca kupił bilet lotni­czy i poleciał do Malezji. Postrzegano go jako buntownika, wędrowca, snuto domysły, dlaczego poszukuje przygód. Linie lotnicze, straż gra­niczną i władze lotniska ostro krytykowano za to, że nie zatrzymały chłopca i nie odstawiły do domu.

Mówiąc krótko, chłopca potraktowano jak czterolatka, a nie czter­nastolatka. A przecież to wcale nie jest dziwne, przynajmniej mnie tak się wydaje, że czternastoletni chłopiec posiada wiedzę potrzebną do odbycia podróży na drugi koniec świata. Jeśli raz przyjrzał się, jak wy­gląda procedura na jednym lotnisku, wie, jak wygląda na każdym in­nym. Nie musi nawet, żeby podróżować, mówić w obcych językach.

W całej tej sprawie najbardziej zaskoczyła mnie reakcja opinii pu­blicznej. Dlaczego wyczyn chłopca uznano za niewyobrażalnie boha­terski. Smuci mnie raczej niż dziwi fakt, że chłopiec, aby udowodnić, iż potrafi zachowywać się jak dorosły, został zmuszony do podjęcia tak dramatycznych kroków.

Rita, jak wielu rodziców, nie pozwala swoim córkom, ośmio- i sied­mioletniej, samym wychodzić na ulicę, a więc ten szczególny obszar, gdzie budowana jest samodzielność i odpowiedzialność jest dla nich zamknięty. Kiedy mieszkali w bloku, pozwalała dziewczynkom bawić się z innymi dziećmi na podwórku, bo mogła patrzeć na nie z okna, ale teraz, kiedy przenieśli się do szeregowca z dużym ogrodem, już same nie wychodzą, ich doświadczenie życiowe, zamiast się poszerzyć, zawę­ziło się.

Rita stara się wbudowywać odpowiedzialność w codzienne życie có­rek w inny sposób. Wciąga córki w przygotowywanie posiłków; kroje­nie grzybów tępym nożem to dobre na początek, podobnie jak tarcie sera. Znalazła na targu stary, używany ręczny mikser, bezpieczny w użyciu, bo ze schowanymi ostrzami. Teraz dziewczynki ucierają róż­nego rodzaju produkty. Pomagają w robieniu pizzy i sałatek. Dostają od matki samodzielne prace do wykonania w kuchni, których nie mo­gą porzucić po kilku minutach, gdy się znudzą.
Na subkontynencie azjatyckim wiele dzieci pracuje razem ze swoimi rodzicami. My odrzuciliśmy pracę dzieci, ale nie oferujemy im w to miejsce nic innego, co mogłoby umacniać ich poczucie własnej wartości.

Jamila, urodzona w Bombaju, absolwentka Uniwersytetu w Cam­bridge, mieszkająca obecnie w Anglii z mężem i dwiema córkami, z sukcesem przenosi na grunt europejski indyjskie postawy wycho­wawcze. Pewnego dnia jej starsza, ośmioletnia dziewczynka spytała, czy mogłaby sama wyprasować swoje rzeczy. Jamila, w odróżnieniu od wielu matek, które by od razu powiedziały: W żadnym wypadku, to zbyt niebezpieczne, jesteś za mała, zaczęła dawać jej lekcje prasowania. Wy­łączała żelazko i czekała, aż trochę ostygnie, dawała małej ścierki i chusteczki, a potem podkoszulki, spódnice i dżinsy. Teraz w wieku dziewięciu lat córka potrafi wyprasować swoje rzeczy i Jamila wkrótce pozwoli jej używać włączonego żelazka.

Prawdopodobnie w następnym etapie, za rok lub za dwa, dziew­czynka przejmie, przynajmniej w czasie wakacji, całkowitą odpowie­dzialność za prasowanie swoich rzeczy. Tymczasem jej młodsza, sze­ścioletnia siostra pomaga prasować małe chusteczki.

Dziewięciolatka szczególnie lubi robić coś dla siebie, prawdopo­dobnie dlatego, że zasmakowała w niezależności. Potrafi przygotować kanapki do szkoły (oczywiście matka nauczyła ją posługiwać się ostrym nożem do chleba), każdego wieczoru kroi warzywa na sałatkę, od dziewiątych urodzin sama robi herbatę (wielu jej rówieśników ni­gdy jeszcze nie dotknęło czajnika ani tostera).

Jamila, z zawodu architekt, podkreśla, że nauczenie dzieci nowej umiejętności w początkowym etapie wymaga czasu i cierpliwości. Sa­ma miała okazję się o tym przekonać, bo ćwiczy z nimi szycie i hafto­wanie. Ma jednak poczucie, że jest to czas dobrze wykorzystany. Dziewczynki nie tylko świetnie się bawią, ale i rozwijają twórczo.

Dla pracujących rodziców podejmowanie takich działań z dziećmi nie jest łatwe, bo zabiera bardzo dużo czasu. Jeśli jednak nie wygospo­darujesz go teraz, w przyszłości będziesz marnowała mnóstwo własnego czasu, wykonując codzienne czynności za swoje nastoletnie pociechy.

Zastanów się, jakie obowiązki mają w domu twoje dzieci. Czy mo­głyby sprostać większym wyzwaniom? Kiedy ostatnio były uczone cze­goś nowego? Jeśli wydaje ci się, że minęło od tamtej pory więcej niż pół roku, rozejrzyj się po mieszkaniu (i ogrodzie, jeśli takowy posia­dasz), pomyśl, jakie wykonujesz czynności i zastanów się, które z nich po pewnym treningu mogłyby bezpiecznie przejąć dzieci. Bądź cierpli­wa, one nie zostaną od razu ekspertami od pielęgnowania trawnika czy składania prześcieradeł. Do wszystkiego potrzebna jest praktyka. Ale im później zaczną się uczyć, tym później dojdą do wprawy. Począt­kowo skup się na obowiązkach, które wykonuje się tylko w weekendy lub w innym czasie, kiedy jesteś w domu, żebyś mogła sprawdzić, czy wszystko zostało zrobione jak należy.

Ważne jest, abyś powierzała dzieciom takie zadania, które nie będą wykonane, jeśli one same się do nich nie zabiorą. Większość dzieci rozpoczyna od porządków we własnym pokoju. Szkopuł w tym, że ba­łagan dopiero po długim czasie zaczyna im przeszkadzać. Wiele dzie­ci żyje sobie szczęśliwie pochłoniętych swoimi sprawami i stan ich sy­pialni mało ich obchodzi.

Alister ma niemal obsesję na punkcie porządku. Po powrocie z pra­cy chodzi po całym mieszkaniu i porozrzucane rzeczy odkłada na wła­ściwe miejsce. Rodzina odkryła, że gdy robią to wszyscy, porządkowa­nie nie zabiera więcej czasu niż kwadrans. Dzieciom wolno cały dzień bałaganić ile chcą, pod warunkiem że potem przyłożą się do sprząta­nia. Nawyki tworzą się szybko. Siedmiolatek Alistera znany jest z te­go, że teraz nie może spać w pokoju, w którym jest bałagan.

Wdrażanie dzieci do obowiązków udaje się szczególnie wtedy, gdy powierza się im zadania, od których zależy funkcjonowanie całego domowego gospodarstwa. Zwróć przy tym uwagę, że dziecko ma in­ne podejście do obowiązków, gdy jest w pełni odpowiedzialne za ich realizację, niż wtedy, gdy wie, że zrobisz za niego to, czego ono z róż­nych powodów nie wykona. A taka sytuacja jest dla nas prawie nie­możliwa do przeskoczenia. Znacznie łatwiej jest zastąpić syna czy córkę i klnąc zrobić wszystko samej, od początku do końca. Może, je­śli wyręczasz dzieci często, przyszedł czas na zmianę taktyki? Nie de­nerwuj się. Jeśli do zadań dziecka należy nakrycie stołu do kolacji, a ono tego nie zrobi, może jednego wieczoru, nim do niego dotrze, o co chodzi, będziecie musieli posiedzieć przy pustym stole. Bez względu na to, jak się sprawy potoczą, ten wieczór przynajmniej za­padnie wam w pamięć.

W przypadku jedynaków zachęcanie do podejmowania obowiąz­ków często się nie udaje, ponieważ łatwo i szybko można obsłużyć jed­no dziecko. Nessie, matce ośmiolatki, wydaje się, że córka mogłaby być bardziej samodzielna, gdyby udało się przełamać jej strach przed byciem samej. Jej pokój znajduje się na piętrze i dziewczynka niena­widzi przebywać w nim sama. Z tego powodu ścieli swoje łóżko tylko wtedy, gdy ktoś drugi jest z nią w sypialni.

W dużych rodzinach można popełnić inny błąd – przerzucić na star­sze dziecko więcej obowiązków, niż wynikałoby to ze sprawiedliwego podziału.

Gerry, artystka, ma tylko dwie córki. Chce, żeby jej rodzina była zu­pełnie inna niż ta, w której wychowywała się ona. Miała pięcioro ro­dzeństwa. Mówi:


Teraz wiem, że dziewięcioletnia dziewczynka powinna sama uprać swoje ubrania w pralce, a siedmioletnia poskładać swoje rze­czy na stole, zaś obie powinny ścielić swoje łóżka. Jednak od moich có­rek oczekuję bardzo mało w porównaniu z tym, czego wymagano ode mnie, głównie dlatego, że jesteśmy zamożniejsi. W moim domu panowa­ła bieda i dzieci miały dużo obowiązków. Była trójka starszych i trójka młodszych. My starsi byliśmy odpowiedzialni za wychowanie młodszych. Pamiętam, że mieliśmy ściśle wyznaczone dyżury popołudniowe do opie­ki nad rodzeństwem. Myślę, że ja po prostu nie chcę uprzykrzać moim dzieciom życia.

Niemniej Gerry pilnuje bardzo, żeby dziewczynki wdrażały się do obowiązków. Niezwykle stanowczo egzekwuje zbieranie ubrań z pod­łogi. Jedenastolatka, z wyjątkiem dni, kiedy jest poza domem, odpo­wiada za karmienie kota i gotowanie niedzielnego lunchu. Przygotowu­je kluski z sosem, nic wykwintnego, ale chodzi o to, że ja nic nie robię. Ona może zrobić to sama.

Deborah, która ma dziewięcioro dzieci i była w ciąży z jedenastym (jedno zmarło w niemowlęctwie), również wspominała o tym, że musi się pilnować, by nie przeciążać obowiązkami starszych dzieci. Wyszłam do toalety, zostawiłam niemowlaka pod opieką starszego dziecka. Gdy wróciłam, maluch leżał porzucony na podłodze, a „opiekuna" wcale nie interesowało, czy nie wkłada sobie czegoś do buzi. Dlatego wolę dwuna- sto- czy dziewięciolatka wysłać do kuchni załadować zmywarkę i samej zajmować się malcem. W czasie szkoły, kiedy mają lekcje do odrabiania i inne sprawy, nie można za dużo od nich wymagać.

Belinda, rozwiedziona matka trzech nastoletnich chłopaków, zmu­siła synów do prasowania koszul. Niedawno nauczyłam ich, jak to się robi, ponieważ ciągle jęczeli, żeby im wyprasować. Oczywiście narzekają, że ja robię to lepiej, ale odpowiadam, że nabiorą wprawy. Belinda uczy­ła chłopców od bardzo młodego wieku prać własne rzeczy. Próbowa­łam wbić im do głów, że nie wkłada się nowych granatowych podkoszul­ków z białymi, ale chłopcom taka nauka przychodzi z trudem. Gdy zabierają się do prania, zawsze liczą na moją pomoc.

Nerys, matka piątki dzieci, lubi mieć poczucie, że nie zleca dzie­ciom zadań do wykonania, ale że razem dochodzą do wniosku, dlacze­go należy lub nie należy robić pewnych rzeczy. Mam nadzieję, że kiedy dorosną, będą traktowali obowiązki odpowiedzialnie, będą się kierować własnym rozumem, a nie tym, co ktoś im powiedział. Zbiór zasad dla malców jest bardzo prosty, potem dostosowuje się go do występujących w danym wieku problemów, picia, palenia, zażywania narkotyków. Jeśli ufacie sobie nawzajem, kiedy dzieci są malutkie, wtedy będziecie mogli sobie wierzyć, kiedy dorosną.

Czteroletni synek Nerys, który, jak większość najmłodszych dzieci w rodzinach, ma więcej swobody, niż miało w tym samym wieku starsze rodzeństwo, sam przygotowuje sobie grzanki w tosterze. Starsze dzieci w wieku dziewięciu lat zostały nauczone prasowania, a siedmioletnia dziewczynka potrafi usmażyć jajka i robi to, gdy w kuchni są rodzice lub dwunastoletnia siostra. Wszystkie dzieci gotują, ale nie wolno im otwierać piekarnika. Kiedy potrawa jest gotowa, kontrolują proces pie­czenia przez szybkę, wołają do kuchni mamę, żeby wyjęła naczynie na blat. Ostatnio Nerys zezwala dwunastolatce wystawiać chleb z pieca.

Nerys mówi: Zawsze bardzo łatwo jest wtrącać się, a bardzo trudno stać z boku i obserwować, jak sobie dają radę. Trzeba być przygotowanym na bałagan. Sytuacja jest analogiczna jak wówczas, kiedy byli mali i uczy­li się wspinać po drabinkach. Nie powinno się pomagać, bo oni muszą poczuć, że wdrapują się samodzielnie, muszą czuć radość z odkrywania własnej siły.

Nancy, energiczna, skuteczna w działaniu matka trzech dziewczy­nek, mówi, że ma podobne problemy: Muszę się pilnować, żeby nie wy­ręczać dziesięcioletniej córki, która wszystko robi bardzo powoli. Czasami jedynym wyjściem, które nam pozostaje, oczywiście poza wybuchem złości, jest opuszczenie pomieszczenia. Żadne dziecko nie nabierze sprawności, jeśli nie będzie mu wolno wykonywać danej czynności.

Jeśli podczas pielenia wyrwie razem z chwastami kwiaty, przyjmij to ze spokojem. Zrób dobrą minę, poklep dziecko po ramieniu, podzię­kuj za pomoc. Wstrzymaj się z ponownym sadzeniem wyrwanych kwia­tów do czasu, aż pójdzie do łóżka albo do przyszłego roku.

Chłopcy mają opinię bardziej opornych, jeśli chodzi o podejmowa­nie domowych obowiązków, choć nie zawsze jest to zgodne z prawdą. Breda Joyce mówi, że gdy chce mieć coś naprawdę pięknie wypraso­wane, zwraca się z prośbą do młodszego, nastoletniego syna. Dwaj niezwykle męscy synowie Theresy już w wieku sześciu lat potrafili przygotować sobie śniadanie i wstawić brudne naczynia do zmywarki. Theresa nie wymaga od chłopców, aby rano ścielili łóżka, ponieważ, jak większość dzieci w tym wieku, wcześnie wychodzą do szkoły. Nato­miast stanowczo żąda, żeby w weekendy porządkowali swoje pokoje.

Życie dzieci z natury związane jest z domem. Dorośli mają pracę i tam wykazują się odpowiedzialnością i siłą. Dla dziecka ekwiwalen­tem pracy jest szkoła, ale jeśli uczniom ze szkoły podstawowej odma­wia się podejmowania odpowiedzialnych zadań w domu, wtedy samo­dzielne zadania oferowane im przez szkołę nie wystarczają, żeby zaspokoić ich potrzebę niezależności. Miejscem, w którym dziecko może zaprezentować swoją siłę, jest dom.

Jeśli chłopcom nie stworzymy warunków, aby mogli czuć się odpo­wiedzialnymi za dom w takim samym stopniu jak dziewczynki, będą mieli poczucie, że są wyłączeni z prawdziwego życia.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.