Mamo, kocham chomika

Według powieściopisarki Alice Thomas tragedia ludzkiej egzysten­cji polega na tym, że mężczyźni kochają kobiety, kobiety kochają dzie­ci, a dzieci kochają chomiki. Dorośli uważają, że każde dziecko pra­gnie mieć swoje zwierzątko i rzeczywiście większość naszych pociech marzy o posiadaniu zwierzaka na tyle silnie, że potrafi przekonać ro­dziców do spełnienia prośby. Kocham go, przekonasz się! Tymi słowa­mi odezwał się kiedyś do mnie mój czteroletni syn, przyglądając się malutkiemu, brązowemu ślimaczkowi, którego znalazł na spacerze i ustanowił natychmiast swoim wiernym towarzyszem. Przez godzinę brązowy ślimak otoczony był miłością i dobrocią, o jakiej żaden mię­czak nawet nie śnił, a potem został zwrócony do naturalnego środowi­ska i całkiem zapomniany.

Często kupuje się zwierzątka dzieciom w nadziei, że opiekując się nimi, nauczą się odpowiedzialności. Niestety, są to jedynie pobożne życzenia, a prawda jest taka, że to mama sprząta, wyprowadza, karmi, pielęgnuje. Dzieci od czasu do czasu zainteresują się pupilem, niejed­nokrotnie doprowadzając biedne, malutkie zwierzątko do szału w myl­nym przekonaniu, że je bawią.

Mówi Kirstie, matka dwojga dzieci, mieszkająca na przedmieściu w domu z dużym ogrodem i garażem (idealne warunki dla psa lub kota):


Jestem nikczemną matką, nie lubię zwierząt w domu. Kiedyś dzieci miały dwie złote rybki. Nikt się nimi nie interesował, były kar­mione i tyle. Jedna rybka zdechła, potem druga. Usunęłiśmy z Henrym akwarium z salonu, nie mówiąc nic dzieciom. lataliśmy, nie uzyskując odpowiedzi, czy zauważyły jakieś zmiany. Wreszcie po tygodniu zaczę­ty błagać, żeby im w końcu powiedzieć, o co chodzi, i mąż kazał im po­patrzeć na półkę nad radioodbiornikiem. Nagłe spostrzegły brak akwa­rium i zalały się łzami. Pomyślałam wtedy, że mogło być gorzej. Nasza rodzina miała jeszcze raz kontakt ze światem zwierzęcym. Wzięliśmy na weekend ze szkoły chomika. Znudził się dzieciom w niedzielę wie­czorem.

Ośmioletni synek Theresy stracił zainteresowanie chomikiem po miesiącu i teraz zwierzątkiem opiekuje się jego ojciec. Nadal jednak twierdzi uparcie: Kocham chomika, naprawdę go kocham! Jego mama nie jest tego pewna.

W Wielkiej Brytanii panuje sentymentalne przekonanie, że dzie­ciom potrzebne są zwierzaki. A przecież niektóre dzieci, choćby dzie­ci Kirstie, nie mają zamiłowania do zwierząt. Z drugiej strony, zwie­rzętom dzieci są potrzebne jak kula u nogi. Jeśli więc dziecko nie jest prawdziwym opiekunem zwierzątka, nie ma się co oszukiwać, że po­czuje się za nie odpowiedzialne. Gdybyś chciała poważnie traktować „naukę odpowiedzialności", powinnaś przestać karmić oraz poić zwie­rzaka i nawet nie przypominać dziecku, żeby się tym zajęło, a to prze­cież byłoby okrucieństwem. Nie jestem wcale pewna, czy zwierzęta są najlepszym materiałem do wyrabiania u dzieci poczucia odpowiedzial­ności, jak to się powszechnie uważa, zwłaszcza że złe ich traktowanie jest przestępstwem.

Zwierzęta domowe nie powinny służyć jedynie takiemu celowi. Ob­cowanie z nimi dostarcza mnóstwo przyjemności. Są cudownymi kom­panami i obiektem fascynacji. Często stanowią rodzaj katalizatora, po­magają nieśmiałym, zamkniętym w sobie, zaburzonym emocjonalnie dzieciom przełamać barierę blokującą okazywanie emocji. Wzbudza­ją czułość i sympatię.

Dostarczają także pierwszych doświadczeń z zakresu seksu i śmierci, szczególnie śmierci. Dla mnie jednym z po­wodów, dla których warto trzymać zwierzęta, jest właśnie to, że umierają. W naszym życiu prawie nie mamy kontaktu ze śmiercią. Ludzie umierają w szpitalach, nie zawsze widzimy ich ciała. Miran­da, matka dwójki dzieci, piętnasto- i dziesięcioletniego, która ma dom pełen zwierząt, opowiada:

Kiedy moje dzieci są czymś zmartwio­ne, zwykle mawiają: „Szkoda, że już nie ma z nami Heidi" (nasz stary pies).

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.