Agresja fizyczna

Stereotypy związane z płcią ujawniają się z chwilą naro­dzin. Mój trzyletni syn jest o wiele bardziej agresywny, niż siedmioletnia córka. Tkwi w nim naturalna agresja, której ona zupełnie nie ma. Gdyby nie moje interwencje, biłby bez powodu.

Ale agresja nie jest wyłącznie domeną chłopców, choć skwapliwie tak zakładamy, a nauka wspiera nas w tych sądach. Badania genetycz­ne łączą nasiloną agresję z dodatkowym chromosomem Y, z wysokim poziomem męskich hormonów.

Jednak większość z nas nie ma do czynienia z nasiloną agresją. Je­śli kiedyś miałaś okazję obserwować dziewczynki, bawiące się lalkami lub zajmujące się innymi dziewczyńskimi zabawami, zauważyłaś za­pewne, że w swej istocie nie są to wcale takie łagodne, wychowawcze działania. Zabawki są bite, karane za nieposłuszeństwo i ogólnie mal­tretowane. Dziewczynki ujawniają agresję w sposób zakamuflowany w odgrywanych scenkach z życia rodzinnego. Choć zachowanie agre­sywne jest niewątpliwie głównie problemem chłopców, nie powinno się uważać, że syn przejawia agresję tylko dlatego, ponieważ jest płci męskiej. Wielu chłopców woli konstruktywne zabawy od gier wojen­nych. Powodów agresywnych zachowań jest mnóstwo: zazdrość, brak pewności siebie, trudności szkolne i temu podobne.

Belinda pouczała swoich trzech bardzo zadziornych chłopaków, żeby krzyczeli, wyzywali, wymyślali niegrzeczne przezwiska, ale nie bili. Wydawało się jej, że lepiej uczyć synów walczyć na słowa, niż na pięści.

Obecnie panuje powszechna zgoda co do tego, że nie należy kupo­wać chłopcom wszelkiego rodzaju „wojennych" zabawek – strzelb czy realistycznie wyglądającej broni. Uważa się, że wzmagają one agresję. Ponadto zabawy typu „pif-paf, jesteś zabity", w gruncie rzeczy są okropnie nudne.

Jest oczywiste i nie podlega dyskusji, że chłopcom należy propono­wać różnorodne gry i zabawy. Ale czy pozwalać na gry wojenne, które mają na celu przybliżenie historii lub rozwijanie wyobraźni? Jest ra­czej mało prawdopodobne, żeby twoje dziecko było agresywne tylko na skutek zabaw w wojnę. Warto jednak rozmawiać z nim o zabawkach – karabinach i o tym, co przynosi ludziom prawdziwa broń. Kirstie, której zrównoważony i raczej pozbawiony agresji syn skompletował za kieszonkowe potężny arsenał zabawkowej broni, zauważyła, że sied­miolatek byłby zszokowany, gdyby dowiedział się, do czego w rzeczy­wistości służy broń laserowa.Nerys, która ma czwórkę dzieciaków w wieku od lat czterech do dwunastu, powiedziała, że choć nie mają w domu karabinów, chłopcy, jeśli tylko chcą, mogą je zrobić z klocków Duplo. Według niej łatwiej­sze do zaakceptowania są zabawki – szpady, ponieważ obecnie nie jest to broń używana na polu walki.

Theresa nigdy nie daje swoim chłopcom tego typu zabawek, ale po­zwala, żeby kupowali je za własne kieszonkowe. Synowie zgromadzili kolekcję plastikowych szpad, zbroi i innego średniowiecznego uzbro­jenia. Kiedy w czasie wakacji pojechali do Walii zwiedzać ruiny zam­ku, wzięli ze sobą rycerskie stroje. Bawili się świetnie, urządzając bitwy. Matka uważa, że ich zachowanie miało raczej charakter twór­czego odgrywania ról, niż agresywnej zabawy.

Niemniej chłopcy doskonale rozumieją, jaką rolę w rzeczywistym świecie odgrywają „wojenne" zabawki i potrafią zdefiniować zjawisko agresji. Kojarzą własne połowicznie ukształtowane odczucia z potrze­bami ludzi, którzy w dawnych czasach chronili swoje domy i stada. Theresa, obserwując zabawy dzieci, uważa, że znacznie więcej można zdziałać szpadami. Ze strzelbami nie ma takiej frajdy. Strzelasz, ktoś udaje, że jest martwy, i na tym koniec. Natomiast godzinami można toczyć walkę na szpady.
Inna matka dwóch średnio agresywnych synów, Jocasta, wprowadzi­ła zakaz wszelkiej broni z wyjątkiem pistoletów na wodę. Natomiast chciałaby, żeby chłopcy wzięli udział w polowaniu na kuropatwy. Mó­wi:


Chodzi o to, żeby zobaczyli, co naprawdę się dzieje, kiedy padają strza­ły. Niech będą trochę zszokowani. Chciałabym, żeby pojęli dramatyzm tak okropnej sytuacji. Powinni umieć się bić, gdy zajdzie taka potrzeba, ale również umieć odejść, zanim wybuchnie bójka. Starszy syn jest bardzo opiekuńczym bratem i staram się wzmacniać w nim to poczucie odpowie­dzialności za młodszego. A poza wszystkim chcę, żeby byli dzielni.

Słowa „dzielny" nie słyszy się w dzisiejszych czasach zbyt często, no może z wyjątkiem, kiedy występuje jako synonim głupoty, na przykład:

 Ale jesteś dzielny, że przyszedłeś z malutkim dzieckiem na drinka.

Jednak chłopcy pragną być dzielni. Potrzebują więc kogoś, kto po­każe im, co to znaczy „być dzielnym", kto wyjaśni im, jaka jest różnica pomiędzy dzielnością a bezmyślną bufonadą. Muszą nauczyć się, że si­ła mięśni może być przydatna. Muszą poznać wartość odwagi, poczu­cia sprawiedliwości i lojalności, własnej kreatywności i instynktów opiekuńczych.

Chłopcom żyjącym w świecie równouprawnienia płci, w którym nie istnieje pojęcie „praca tylko dla mężczyzny", trudno jest zrozumieć, czego się od nich oczekuje, jacy powinni być i jak mają traktować wła­sną męskość. W ogólnej, totalnej niechęci do wszelkich przejawów męskiej agresji zagubiło się przekonanie, że tchórzostwem jest bicie słabszego.

Nie możesz zakładać, że uda ci się stłamsić wszelkie przejawy zło­ści. Wszyscy owych uczuć potrzebujemy jako siły napędowej. Możesz natomiast uczyć syna, żeby wyrażał złość w sposób, który nikogo fi­zycznie nie zrani.

Feministki pogardliwie odnoszą się do idei, żeby wychowywać chłopców na opiekunów matek i sióstr, a szczególnie starszych sióstr. Niemniej w niektórych rodzinach jest to najlepszy sposób, aby poka­zać chłopcu, że ma coś specjalnego do zaoferowania innym. Opiekuń­cze uczucia wobec słabszych istot, małych dzieci czy zwierząt, mogą skutecznie rozładowywać agresywne emocje. Jeśli chłopiec w swoim otoczeniu nie ma kruchej istoty, która mogłaby go zainspirować do przeżywania opiekuńczych uczuć, trzeba mu ją wymyślić. Czy zaradna, samodzielna kobieta nie miałaby od czasu do czasu ochoty, żeby za­opiekował się nią synek? Czy jest to przejaw niebotycznej regresji? Myślę, że nie.

Ojcowie odgrywają wielką rolę w opanowywaniu agresywnych uczuć, i to nie tylko dlatego, że paradoksalnie są mniej skłonni niż matki do rozpatrywania agresji jako naturalnego składnika bycia chłopcem. Jeśli w rodzinie nie ma ojca ani nikogo, kto mógłby pełnić jego funkcję, chłopcom jest bardzo trudno wydostać się z agresywnego piekiełka.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.