Związki z dorosłymi

Na pewnym etapie przekonujemy dzieci, żeby uważały się za osoby równe dorosłym, co ułatwia zarówno jednym, jak i drugim wzajemną komunikację. Jednak kompletny brak respektu dla dorosłych, brak świadomości istnienia różnic pomiędzy dziećmi a starszymi, prowadzi w rezultacie do powstawania barier między tymi grupami i odcina dzieci od świata dorosłych.
Zoe mówi:

Zawsze powtarzam dzieciom, że nie wolno odzywać się niegrzecznie do dorosłych. Nawet jeśli dorosły nie ma racji, należy mu się szacunek, po prostu dlatego, że jest dorosły. I nie ma znaczenia, że osobi­ście moje dziecko uważa, iż danej osobie respekt się nie należy. Potem możemy o tym porozmawiać i niewykluczone, iż zgodzę się z nim, że ktoś nie zasługuje na szacunek. Niemniej dzieci muszą wiedzieć, że bez wzglę­du na to, co myślą i czują, muszą odnosić się do dorosłych grzecznie.

Chociaż ciągle jeszcze pojawiają się opinie, że od dzieci nie powin­no oczekiwać się okazywania szacunku starszym, gdyż to w pewien spo­sób niszczy ich poczucie własnej wartości, skuteczni rodzice całkowicie odcinają się od tego poglądu. Uważają, że nie ucząc dzieci stosownego zachowania wobec dorosłych, jesteśmy nie w porządku wobec samych dzieci. Przekazujemy im zafałszowany obraz rzeczywistości. Dziecko, które myśli, że starsza, miła pani z sąsiedztwa równie radośnie odnie­sie się do wulgarnych odzywek, jak jego kilkunastoletni kuzyn, zostało po prostu oszukane. Z kolei dziecko, któremu nikt nie wytłumaczy, że miła starsza pani, gdy będzie dla niej sympatyczne i uprzejme, może stać się przyjaciółką, która chętnie posłucha o jego szkolnych sukce­sach, a nawet o wydarzeniach w ulubionym serialu telewizyjnym, jest pozbawione gamy przyjemnych doświadczeń. Takie dziecko nie ma do­stępu do wartościowego, bogatego źródła kontaktów towarzyskich.

W czasach, w których niechętnie zezwalamy dzieciom spacerować bez opieki, podróżować autobusami, jeździć rowerem po ulicach czy parku, udział dorosłych w życiu młodego pokolenia staje się ważniej­szy, niż był kiedykolwiek. Dzieci, którym nie wolno wyjść z domu i pa­trzeć na świat z innej niż rodziców perspektywy, mają odpowiednio mniej możliwości do osądzania rzeczywistości.
Teraz, jak nigdy przedtem, jest bardzo ważne, żeby dzieci zaprzyjaź­niały się z godnymi zaufania dorosłymi spoza rodziny. Pójście do są­siadów na podwieczorek, bez dozoru rodzica czy opiekuna, da dziec­ku z „wielkiego wózka" poczucie niezależności, którego inaczej nie mogłoby rozwinąć, a u ciebie nie wywoła lęku.Kim mówi:

Moja dziewięciolatka, której nie wolno samej nigdzie cho­dzić, zawarła znajomość z dwiema osiemdziesięcioletnimi paniami, z małżeństwem mieszkającym obok, którego dzieci już się usamodzielni­ły i dwójką nastolatków z naszej ulicy. Te przyjaźnie mają dla niej wielką wartość. Od trzeciego roku życia często zostawiałam ją u sąsiadów na mniej więcej dwadzieścia minut, teraz ona sama chodzi do starych pa­nien. Ważne, że ci ludzie nie należą do rodziny i nikt nie uczył jej, że ma być dla nich miła. Lubią ją dla niej samej i myślę, że ona o tym wie. Sta­rych ludzi i dzieci łączą osobliwe więzi. Mam na myśli choćby ograniczo­ną mobilność, skłonność do koncentrowania się na sobie, do zamykania we własnym świecie i nieuganiania się za prozaicznymi rzeczami, jak my. Starzy ludzie mają czas, żeby usiąść i rozmawiać z dzieckiem o jego waż­nych sprawach. Moja córka, gdy idzie do starszych pań, uwielbia zabie­rać ze sobą coś, z czego jest dumna, coś, co sama zrobiła lub znalazła.

Każdemu dziecku potrzebni są dziadkowie, ktoś, kto z racji, że jest znacznie starszy od rodziców, pokaże mu życie z innej perspektywy. Mówi się, że babcie i dziadkowie rozpieszczają wnuki słodyczami i prezencikami. To rozpieszczanie ma swój cel.

Często w dyskusjach o tym, że są różne punkty widzenia i oceniania rzeczywistości, różne sposoby na życie, powołuje się na dziadków. Współcześni dziadkowie żyją dłużej i są bardziej aktywni fizycznie, niż ich poprzednicy. Coraz częściej wyrażają dezaprobatę wobec tradycyj­nych metod wychowywania dzieci i niektórzy nawet dziwią się, że mo­gli być tak surowi dla własnych pociech. Konflikty międzypokoleniowe traktują jako rzecz naturalną i z pewnością lepiej sobie z nimi radzą, niż ich dziadkowie. Podsumowując, można rzec, że dziadkowie mają środki, doświadczenie i licencje na prowadzenie nieco wywrotowej działalności.

Nastolatki i młodzi dorośli niemający własnych dzieci tworzą na­stępną grupę osób, z którymi dziecko „przywiązane do samochodu" ma mało styczności. Głód kontaktów z ludźmi stojącymi pomiędzy światem rodziców (którzy są oczywiście koszmarnie starzy), a własnym światem dzieciństwa jest jednym z powodów wielkiej popularności wśród dzieci młodzieżowych seriali, filmów i czasopism. W realnym życiu dziecko potrzebuje rzeczywistych nastolatków.

Jessica, która zatrudnia od dziesięciu lat studentów do opieki nad dziećmi, mówi:


Naszym dziewczynkom niezwykłe dużo dobrego dały kontakty z całą rzeszą nastoletnich opiekunek w wieku od szesnastu do dwudziestu dwóch lat. Najlepiej sprawdziły się Amerykanki, które świet­nie łączyły naukę z pracą. Córki wesoło się z nimi bawiły, robiły rzeczy, których my nie robilibyśmy z nimi, nauczyły się sporo o życiu i dorasta­niu, dowiedziały się, jak wygląda następny po dzieciństwie etap.

Marion opowiada o lokatorkach, które dzieliły mieszkanie z nią i jej córką:

Dziewczyny prezentowały najróżniejsze wzorce młodych kobiet między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Dzięki nim córka zoba­czyła, jak żyją inni ludzie, jak radzą sobie z przyjaciółmi, jakie mają ma­niery, jak organizują swoje życie, czym się zajmują. Ona zawsze bacznie się im przyglądała i te doświadczenia pomogły jej usamodzielnić się bez zrywania łączących nas więzi.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.