Od nieuwagi do zespołu zaburzeń uwagi

Bardzo doświadczona nauczycielka, która w swojej okolicy prowa­dzi klub muzyczny dla dzieci, powiedziała mi:

Dzieci, które znam, w ogóle nie mają wyrobionych nawyków właściwego zachowania i odpo­wiedniego do sytuacji sposobu bycia. Są to dzieci z „dobrych domów", z rodzin średniozamożnych. Większość z nich nie jest w stanie usiedzieć bez ruchu i słuchać, ani nawet skoncentrować się na tyle, żeby móc za­grać krótki utwór na instrumencie.

Nauczycielka, która przez całe swoje zawodowe życie była zwolen­niczką metody nauczania skoncentrowanej na uczniu, teraz ze smut­kiem myśli o tym, żeby przestać prowadzić klub. Ciągłe uciszanie dzie­ci jest bardzo wyczerpujące i zajęcia nie dostarczają już radości.
Brak umiejętności skoncentrowania się na jednym temacie na dłu­żej niż kilka minut jest szczególnym problemem dzieci naszych cza­sów. Twórcy oferowanych im rozrywek – programów telewizyjnych, muzyki na kasetach wideo, reklam – z góry zakładają, że uwaga od­biorców jest krótkotrwała, więc wymagają od dziecka jak najmniejsze­go wysiłku. Zawartość treściowa i myślowa programów jest niezwykle prosta.

W skrajnych przypadkach brak koncentracji jest jednym z objawów zaburzeń zachowania nazywanych zespołem zaburzeń uwagi (Atten­tion Déficit Disorder, w skrócie ADD). Jest to specyficzna dysfunkcja mózgu, która według danych szacunkowych dotyka 10 procent dzieci w stopniu umiarkowanym i 2 procent w znacznym nasileniu. Nieuważ­ne odczytanie podanych liczb może sugerować, że jedno na dziesięcio­ro dzieci ma ADD, co byłoby grubą przesadą.

Dziecko cierpiące na ADD, choć z pozoru wydaje się, że to rodzice dziecka cierpią, z trudem może pozostać w bezruchu przez minutę, nie jest w stanie skoncentrować uwagi i bezustannie działa pod wpływem impulsów. Czasem zaburzenie to jest opisywane jako niezdolność mózgu do filtrowania setek bodźców-dźwięków, obrazów, wrażeń – które przez cały czas napływają – i wybrania tych najważniejszych. Dorośli, charakteryzując dzieci z ADD, najczęściej mówią, że:

•        On (większość dzieci z ADD to chłopcy, być może u dziewczynek zespół ten jest słabiej rozpoznawalny, bo u nich przebieg jest ła­godniejszy) niczym nie potrafi się zająć, łatwo się rozprasza, nie jest w stanie bawić się jedną rzeczą ani uczyć czegoś dłużej niż kil­ka sekund.

•        Działa bez zastanowienia.

•        Jest niezgrabny w ruchach i zawsze wygląda nieporządnie.

•        Jest pozbawiony zdrowego rozsądku.

•        Jest niedojrzały.

•        Godzinami doprasza się o to samo i nie umie pogodzić się z odmową.

•        Nie potrafi bawić się z dziećmi, nie ma przyjaciół, nie jest zaprasza­ny na przyjęcia.

Wszystkie te stwierdzenia, no może z wyjątkiem ostatniego, w ja­kimś określonym czasie mogą się odnosić do każdego dziecka na świe­cie. Żadnemu jednak, normalnie ruchliwemu i impulsywnemu nie słu­ży etykieta dziecka dotkniętego zespołem ADD, który to zespół prawdopodobnie jest spowodowany specyficzną dysfunkcja mózgu, a nie nieodpowiednim wychowaniem czy złym wpływem środowiska.

Na leczenie prawdziwego ADD składają się: bardzo stanowcze me­tody wychowawcze i wszelkie rutynowe działania o ściśle ustalonej strukturze, różnego rodzaju oddziaływania terapeutyczne, specjalna dieta stosowana pod nadzorem lekarza lub dietetyka, która eliminuje składniki chemiczne uważane za szkodliwe, i lekarstwa.

Z dzieckiem, które cierpi na ADD, trudno jest żyć i jego rodzice również potrzebują pomocy. Niestety, co chorym wcale nie pomaga, często rodzice zdrowych dzieci doszukują się u pociech zaburzeń uwa­gi, żeby usprawiedliwić różne niepowodzenia. Podobnie jest w przy­padku prawdziwie dyslektycznych dzieci, którym wielką krzywdę czy­nią rodzice dzieci bez zaburzeń, mówiąc o swoich dzieciach, mających kłopoty z ortografią, że są „nieco dyslektyczne". Na szkodę dzieci z rzeczywistym zespołem ADD działają ci, którzy wszelkie kaprysy zmęczonego dziecka przypisują chorobie. Dzieci ż ADD są na ogół bardzo bystre, dlatego dumni rodzice chętnie posługują się nazwą te­go zespołu, żeby zamaskować brak akademickich zdolności u swojego malca.

Z drugiej strony nigdy nie wolno traktować ADD jako czysto wy­chowawczego problemu, za którego powstanie winę ponoszą rodzice. Dzieci z ADD wymagają profesjonalnej pomocy. Jeśli podejrzewasz, że twoje dziecko cierpi na zespół zaburzeń uwagi, przede wszystkim porozmawiaj z lekarzem i nauczycielem, poproś o opinię szkolnego psychologa i skontaktuj się z jedną z powstających grup wsparcia dla rodziców.

Wiele dzieci bez zespołu ADD, zdaniem mojej nauczycielki muzy­ki, może dużo zyskać, jeśli poprawi swoją umiejętność koncentracji. Poniżej podaję proste, domowe sposoby na ćwiczenie koncentracji uwagi:

Gry, takie jak szachy i Scrabble, dopingują dziecko do lepszej koncentracji. Dobre, stare gry planszowe świetnie nadają się do ćwiczenia uwagi. Jeśli sama nie grasz w szachy, twoje dziecko mo­że się nauczyć grać, korzystając z bogatej oferty szachowych pro­gramów komputerowych i komputerowych szachów. Aczkolwiek gra z rzeczywistą osobą, poza tym, że dostarcza więcej przyjem­ności, lepiej zachęca do wytężania uwagi i uczy radzenia sobie w rozmaitych sytuacjach. Jeśli dziecko szczególnie zainteresuje się grą w szachy, możesz nawet pomyśleć o klubie szachowym. Niestety, szachy nadal uważane są raczej za męską grę, jeśli więc masz córkę, będzie ona potrzebowała dodatkowych wzmocnień, żeby grać i prawdopodobnie nie zechce wstąpić do klubu szacho­wego.

•        Słuchanie opowiadań z kaset zamiast oglądania telewizji wymaga od dziecka znacznie większej koncentracji, ponieważ brakuje wte­dy bodźców wzrokowych.

•        Lekcje muzyki mają przede wszystkim przynosić radość z samej gry na instrumencie, ale nie ma co do tego wątpliwości, że angażują również uwagę.

Katya, której pięcioletnia córeczka jest nadpobudliwa ruchowo i lekcje skrzypiec pomagają jej w wydłużaniu okresu koncentracji, mówi:

Córka, kiedy gra, musi stać spokojnie i być skupiona, ale satysfakcja płynąca z faktu, ze zagrała cały utwór jest tak wielka, że się mobilizuje. Teraz, gdy grywa bardziej skomplikowane utwory, chętniej ćwiczy niż wte­dy, gdy wykonywała tylko bardzo proste.

Jeśli w szkole twojego dziecka nie ma dobrych indywidualnych lek­cji muzyki, skontaktuj się z ogniskiem muzycznym.
Pragnę jednak ostrzec przed popularną metodą uczenia muzyki, Suzuki. Całe życie zostanie podporządkowane nauce gry, i to nie tyl­ko życie waszego dziecka, ale wszystkich członków rodziny. Lekcji mu­zyki jest bardzo dużo i jeszcze więcej godzin ćwiczeń. Katya, której starsza, dziewięcioletnia córka uczy się grać na skrzypcach według tej metody, postanowiła znacznie ograniczyć czas praktycznych ćwiczeń.

Próbuję ją chronić, żeby muzyka nie zabierała jej całego dzieciństwa. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, w co się pakuję, kiedy córka powiedziała mi, że chce grać na skrzypcach. Wychowano mnie w przeświadczeniu, że gdy coś się robi, to trzeba robić to dobrze, ale ona przesadza. Godzina jej nie wystarcza, chce ćwiczyć więcej. W systemie nauki Suzuki rodzic ma siedzieć i przysłuchiwać się grze dziecka, więc mnie także jej gra pochła­nia mnóstwo czasu.

W szkole nauczyciele stosują różnorodne strategie, żeby poprawić koncentrację uwagi u zdrowych, nieuważnych uczniów. Starają się wzmacniać prawidłowe nawyki przez nagradzanie i punktowanie do­brych zachowań. Theresa opowiada, że nauczyciel jej sześcioletniego dziecka wiesza na ścianie dla każdego ucznia obrazek z nakrapianym dinozaurem i za każdym razem, kiedy dziecko siedzi spokojnie i kon­centruje się nad czymś wystarczająco długo, koloruje jedną plamkę. Tego typu proste systemy nagród mogą być użyteczne w domu.

Ośmioletni synek Rupy ma szczególny rodzaj problemu z koncen­tracją. W odróżnieniu od wielu dzieci nie rozprasza się pod wpływem rozmaitości zadań, natomiast ma trudności ze skończeniem jakiegokol­wiek szkolnego ćwiczenia. Chłopiec ciągle wykańcza swoje prace, po­nieważ w jego mniemaniu rysunek czy inne zadanie nie są na wystar­czająco dobrym poziomie, nie dorównują ideałowi, do którego dąży.

Rupa mówi:

Wiedziałam, że synowi bardzo zależy na kończeniu za­czętych prac, więc prosiłam nauczyciela, żeby pozwalał mu zabierać je do domu. Mając znacznie więcej czasu, doprowadzał je do końca i w ten sposób nauczył się planować swoje działanie.

Sztuka siedzenia w bezruchu przez godzinę lub dłużej jest, wbrew obiegowym sądom rodziców, możliwa do opanowania przez dzieci. Jessica mówi:

Na podstawie obserwacji dzieci w sali koncertowej uwa­żam, że ośmioletnie dziecko bez trudu może spokojnie wysiedzieć przez półtorej godziny, również wielu młodszym dzieciom to się udaje.

Ową umiejętność zdobywa się poprzez ćwiczenie. Jeśli uważasz, że w szkole zbyt mało uwagi przywiązuje się do siedzenia w ciszy i skupie­niu, możesz wprowadzić do rozkładu dnia dziecka zajęcia pomocne w nauczeniu się tego. Mówi Ismene:


 Myślę, że kościół jest dobrym miej­scem do ćwiczenia się w spokojnym siedzeniu. Wydaje mi się, że moje dzie­ci dobrze sobie z tym radzą, obowiązkowo chodzą co niedziela na mszę.


Rzeczywiście, jeśli będziesz na ślubie kościelnym, przekonasz się, że podczas ceremonii krzyczą i biegają te dzieci, które nigdy przedtem nie były w kościele. Natomiast te, które są przyzwyczajone do kościo­ła lub innego miejsca, w którym panuje specyficzna atmosfera, lepiej rozumieją powagę chwili i w konsekwencji zachowują się ciszej, są sku­pione i bardziej przeżywają wydarzenie. Nie ma to nic wspólnego z grzecznością lub niegrzecznością, jest to jedynie kwestia wyćwicze­nia. Dzieci, które są przyzwyczajone do cichego zachowania podczas nabożeństw, potrafią usiedzieć w skupieniu w kościele, nawet jeśli z natury są niespokojne i płaczliwe.
Rodziny niepraktykujące powinny pomyśleć o innych okazjach, uczestniczeniu w wydarzeniach, podczas których dzieci będą zmuszo­ne siedzieć spokojnie przynajmniej przez trzy kwadranse.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.