Opowiadania z gatunku horrorów, filmy horrory i strach

Najnowszym i najpotężniejszym trendem w dziecięcej literaturze staje się horror. Chodzi głównie o opowiadania, w których celowo na­śladuje się najbardziej ponury, bezsensowny strach i sadyzm z książek tego gatunku dla dorosłych. Owa literatura zdobyła sobie pozycję na rynku wydawniczym, jako jedna z usankcjonowanych form twórczości dla dzieci, co z oczywistych powodów wywołuje uzasadnione oburze­nie rodziców.

Opowiadań z gatunku horrorów nie należy mylić ze starymi, tra­dycyjnymi bajkami lub z cudownymi opowieściami z końca dziewięt­nastego i początku dwudziestego wieku o treści fantastyczno-symbolicznej, jakie występują u C.S. Lewisa w „Kronikach z Narni" lub u Georga MacDonald'sa („At the Back of the North Wind"). W tam­tych książkach odwoływano się do lęków, aby przełamać strach, budo­wano modele symbolizujące świat dorosłych i jego wyzwania. Horror nie spełnia żadnej z tych funkcji, wzbudza strach dla samego strachu. Nie oferuje żadnego sposobu uwolnienia się od lęków. Różnica mię­dzy fantastycznymi opowiadaniami J.R.R. Tolkiena, takimi jak „Hob- bit", a horrorami dla dzieci jest podobna do różnicy między strachem, jakiego doznaje dziecko, gdy jest zaczepiane przez agresywnych kole­gów, a lękiem przed potworami, duchami czy czarownicami czyhający­mi w ciemnościach. O ile dziecko jest w stanie pokonać lęk przed ata­kującymi go napastnikami i poradzić sobie w zaistniałej sytuacji, o tyle w przypadku strachów pod łóżkiem lęk jest całkowicie irracjonalny.

Powieści horrory stanowią świetną pożywkę dla rozbudzenia obse­syjnych zainteresowań okultyzmem. Rozwój praktyk okultystycznych jest jednym z najbardziej niepokojących zjawisk we współczesnym świecie. Potwierdzają słuszność tezy G.K Chestertona, który uważał, że z chwilą, gdy człowiek zaprzestanie wierzyć w Boga, uwierzy w co­kolwiek. Dzieci szczególnie łatwo ulegają fascynacji okultyzmem i sa­tanizmem, szybko można je wciągnąć w tajemne rytuały. Popularność literatury z gatunku horroru sprawia, że wzrasta wśród młodych ludzi zainteresowanie okultyzmem i specyficzną atmosferą, jaką wytwarza­ją wokół siebie jego wyznawcy.

Książki z gatunku horroru to wielki, dochodowy biznes. Znane, cie­szące się dużym uznaniem wydawnictwa oferują młodzieży serie tema­tyczne poświęcone strachom i duchom. Książki te nabywają rodzice, ponieważ są reklamowane jako odpowiednie dla dzieci, które czytają niechętnie. W rezultacie powstaje wrażenie, że generalnie taka litera­tura nie jest szkodliwa.

Dla młodszych dzieci producenci przygotowali olbrzymi wybór za­bawek „straszydeł", utrzymanych w konwencji wczesnych filmów z ga­tunku horroru. Na rynku są, mające śmieszyć, figurki wampirów, Frankensteina, poruszające się ludzkie korpusy. Pozornie zabawki te wyglądają niewinnie, trzeba jednak pamiętać, że przerażające elemen­ty ze starych bajeczek dla dzieci stały się mniej przerażające dopiero wtedy, gdy spowszedniały. Jedynym zadaniem zabawek „straszydeł" jest właśnie przybliżenie maluchom horroru. Dzieci oswoją się ze stra­chami, a później, już jako dorośli, będą kupować „straszne" książki i filmy.

Zaniepokojona jestem tym, że dla małych dzieci popularne czarow­nice z reguły przedstawiane w kreskówkach jako jowialne postacie, są pierwowzorem szaleńców z horrorów. Podobnie jak zabawki „straszy­dła", bohaterowie Meg i Mog czy Grotbags (postacie z angielskich ba­jek) wprowadzają dzieci w konwencję horroru i okultyzmu, przygoto­wując je na przyjęcie większych dawek strachu w przyszłości.

Większość zabawek „straszydeł", zarówno tych, które z założenia mają budzić grozę, jak i tych rozweselających, skupia się na śmierci i życiu po śmierci. Przez to wiele dzieci traci rozeznanie co do praw­dziwego znaczenia umierania. Kiedy więc rodzice lub inni dorośli ma­ją za zadanie pomóc dziecku przeżyć prawdziwą śmierć bliskiej osoby, czują się bezradni. Wyobrażam sobie, jak traumatycznym przeżyciem dla dziecka, któremu umarła matka, jest przeczytanie w książce, że mama mogła przemienić się w przerażającą kreaturę i powróci, żeby go straszyć.

Kiedy już dzieci zasmakują w horrorach, bardzo trudno je do nich zniechęcić. Podobnie jak w przypadku przyzwyczajenia się do soli w potrawach. Nie wyczuwa się obecności soli w posiłkach, ale gdy jej nie ma, jedzenie wydaje się mdłe.

Wielu specjalistów zajmujących się literaturą dziecięcą uważa hor­rory za wartościowy gatunek literacki, ale zadziwiająco często nie chcą, żeby ich własne dzieci sięgały po takie lektury. Jeden z nich, wpływowy recenzent książek dla dzieci, powiedział mi kiedyś:

 Nie ujawniam nigdzie, że osobiście nienawidzę horrorów. Myślę, że dzieci czy­tają je przez krótki okres, a potem zarzucają. Jeżeli ten gatunek jest w sta­nie pozyskać czytelników wśród dziewięcio-, dziecięcio- czy jedenastolet­nich chłopców, to warto go rozwijać. Jako profesjonalista jestem zadowo­lony, że ten rodzaj powieści istnieje, ale jako ojciec cieszę się, że moi chłopcy nie chcą tego czytać.

Nie jestem pewna, czy rzeczywiście dzieci odchodzą od horrorów. Olbrzymia liczba młodych czytelników jest od nich uzależniona.
Jeśli nie chcesz zabronić czytania określonych książek w obawie, że staną się bardziej frapujące, zadbaj przynajmniej, żeby dostępna dzie­ciom oferta była jak najbogatsza. Korzystaj z biblioteki publicznej i szkolnej, organizuj wymianę wśród znajomych, zajrzyj do antykwaria­tu. W ten sposób dzieci będą miały znacznie większy wybór.

Co sprawia, że dzieci chcą czytać tylko i wyłącznie horrory? Czy możliwe, że jest to spowodowane brakiem odpowiedzialności i swobo­dy, nadmierną kontrolą ich życia przez dorosłych? Lydia, której dzie­ci mają duży margines wolności i nawet same podróżują pociągami na znaczne odległości, zaobserwowała, że nie zdradzają one żadnego za­interesowania horrorami.

W tym roku spędzaliśmy Wielkanoc z kuzyna­mi i jedno z ich dzieci przez całe święta czytało horrory. Moim dzieciom coś takiego w ogóle nie przychodziło do głowy. Nawet najstarszego, trzy­nastoletniego syna nie kusiło, żeby sięgnąć po horror. Był natomiast zły, że kuzyn, którego bardzo lubi, nie chciał się z nim bawić.

Czy to możliwe, że dzieci takie jak Lydii, od małego uczone zarad­ności, nie odczuwają potrzeby wzbudzania w sobie strachu horrorami? Czy to możliwe, że skazane na dom i samochód dzieci w ten sposób szukają brakującego w ich obsesyjnie bezpiecznym życiu uderzenia ad­renaliny?

Nikomu nie służy czytanie tylko jednego typu książek, ale w przy­padku horrorów jest to bez wątpienia bardzo szkodliwe. Dziecku, któ­rego umysł wypełniony jest obrazami gnijącego ciała, tortur i wrogości w najrozmaitszych jej przejawach, trudno znaleźć odniesienie do nor­malnego świata.

Poznałam kiedyś dwie amerykańskie nastolatki uzależnione od hor­rorów i zafascynowane okultyzmem. Dziewczyny te były przekonane, że jeśli gałęzie drzewa stukają w okno, to znaczy, że przemieniły się w diabelskiego potwora, który w każdej chwili może zbić szybę i po­rwać je z łóżek. Zwykły las jawił się im jako straszny i przerażający. Nie widziały w nim piękna. Obie panny, co jest niezwykle interesujące, by­ły bardzo pilnowane i miały niewiele swobody.

Lęk rujnował ich życie. Rodzice próbowali poradzić sobie z kosz­marnym strachem córek, stosując w domu pewnego rodzaju rytuały, wywodzące się z ruchu New Age. W rezultacie tych zabiegów dziew­czynki bały się jeszcze bardziej. Rodzice, zachowując się tak, jakby lę­ki dzieci były uzasadnione, nieumyślnie wzmacniali w nich poczucie zagrożenia.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.