Rozmowy o ważnych rzeczach

Żaden rodzic nie ma prawa uważać, że wie dokładnie, co się dzieje w głowie jego dziecka. Jeśli nadmiernie będziemy próbowali naruszać prywatność dziecka, posuwając się do wypytywania go o każdą minutę dnia, nie możemy się dziwić, że będzie chciało odsunąć się od nas.

Skuteczni rodzice nie bombardują dzieci pytaniami, lecz rozmawiają z nimi.

Poważna rozmowa z dziećmi wywołuje w nas niepokój. Dziecko jest skłonne do zadawania niewinnych, dociekliwych pytań. Twoja prawdo­mówność zostanie poddana testowi.

Mój partner nie rozumie psychiki dzieci, skarżyła się matka, której małżeństwo było bliskie rozpadu. On ma skłonność do traktowania ich jak maszyny. Sam wychował się w kibucu i mnie się wydaje, że to był bar­dzo dziwaczny sposób wychowywania. Był jednym z wielu. Nie miał wo­kół siebie nikogo, kto by go rozumiał łub interesował się tym, co przeżywa. Nikt go nie kochał. Teraz ma trudności z okazywaniem miłości dzieciom. Kocha je, ale nie potrafi tego wyrazić. One uważają, że ich nie kocha, a ja stale próbuję wynagrodzić im brak miłości. Staram się „nadrobić" to, cze­go nie dostają od ojca. Wspaniale opiekował się dziećmi, póki były malut­kie. Wykonywał zabiegi pielęgnacyjne, ale odkąd zaczęły samodzielnie my­śleć i wyrażać własne zdanie, nie wie, jak z nimi postępować.

Nie ma znaczenia, czy był to sprawiedliwy osąd owego mężczyzny. Problemem w rodzinie było to, że ojciec miał poważne trudności z ekspresją uczuć, natomiast matka nie mogła temu zaradzić, ponie­waż łączyły ją z dziećmi silne więzi emocjonalne. Zachowanie matki w istocie prowadziło do odsuwania ojca z kręgu rodzinnej miłości. Niekiedy, żeby zmienić taki nieprawidłowy związek, konieczna jest profesjonalna pomoc w formie terapii rodzinnej, ale wiele rodzin, w których ten problem występuje w małej skali, może dać sobie radę bez ingerencji z zewnątrz, przez usprawnienie systemu komunikacji wewnątrzrodzinnej.

Zastanów się, ile minut w ciągu dnia poświęcasz na rozmowę z dzieckiem. Według niektórych opracowań wielu rodziców, a szcze­gólnie ojców, rozmawia z dziećmi tylko dwie minuty dziennie. Czy pozwalasz dziecku swobodnie mówić, kiedy rozmawiacie, czy też prze­rywasz mu, podsuwając brakujące słowa? Czy kiedy rozmawiacie, opo­wiadasz mu o ciekawych rzeczach, które mogą go interesować, w taki sposób, w jaki byś mówiła do znajomych, czy ograniczasz się do wyda­wania rozkazów typu Podnieś to! Odłóż to tam! Posprzątaj pokój! Pospiesz się!?

Czy kiedy dziecko dzieli się interesującymi, nowymi faktami zada­jesz mu dalsze pytania na ten temat? Czy podśmiewasz się, gdy gubi wątek? Czy przynajmniej udajesz, że go słuchasz, gdy powtarzasz Wspaniale kochanie! co kilka sekund, nim wyłowisz słowa mające coś wspólnego z seksem, po których zrywasz się na równe nogi, krzycząc: A kto ci to powiedział?!
Marsha, matka trzech chłopców, dodaje:


Nie pytaj: "A  kto ci to po­wiedział?", kiedy twoje dziecko zdobyło niepożądaną lub fałszywą infor­mację, ponieważ malec szybko zauważy, że twoje zainteresowanie źró­dłem informacji zawsze sprowadza kłopoty. Pytaj natomiast, kto powiedział mu o planetach, Aztekach czy innych sprawach i bądź zado­wolona z odpowiedzi.

Czy pytasz dziecko o jego zdanie, szczególnie w sprawach, w któ­rych może mieć sprecyzowany pogląd? Na przykład: Czy podobają ci się dywany w tym sklepie? Jak ci się wydaje, dlaczego twój przyjaciel Max był dzisiaj w takim złym nastroju, gdy zabieraliśmy go ze szkoły? Jest wielka różnica pomiędzy poglądami twojego dziecka na temat rzeczy, na których się zna – każdy, kto rozróżnia barwy, może mieć swoje zdanie na temat kolorów, dziecko lepiej wie niż ty, co się stało przy­jacielowi w szkole – a poglądami na sprawy, o których ma niewielkie pojęcie.

Czy masz czas na długie rozmowy? Jeśli znajdziesz czas teraz i do­brze go wykorzystasz, nigdy nie będziesz tego żałować. Jeśli teraz nie wygospodarujesz czasu na rozmowy, będziesz tego gorzko żałowała, ponieważ taka okazja już nigdy się nie powtórzy. Marsha mówi:

Te­raz moi dwaj starsi chłopcy mają dwanaście i trzynaście lat. Żałuję bar­dzo, że nie rozmawiałam z nimi więcej, kiedy byli młodsi, szczególnie po ataku złości jednego z nich, ale jakoś nie starczyło na to czasu, stale by­ło coś innego do zrobienia. Chłopak czasami wpadał w straszny szał. Kiedyś, miał wtedy dziesięć lat, pozrywał wszystko ze ścian w swoim po­koju i ze złości podarł, co się dało. Jak się uspokoił spytałam, dlaczego był taki zły. Powiedział, że nie wie, że po prostu zdenerwowaliśmy go. Trudno było wtedy podjąć temat, ale teraz żałuję, że nie drążyłam tej sprawy dalej.

Rodziny, w których i matka i ojciec pracują zawodowo, mają bardzo mało czasu na rozmowy w ciągu tygodnia. Może udałoby ci się znaleźć dziesięć minut w czasie śniadania, gdybyś wstawała nieco wcześniej. Niektóre czynności, jak prasowanie, porządkowanie notesu z adresa­mi czy malowanie paznokci, mogłabyś wykonywać, gdy dziecko jest blisko ciebie, a równocześnie prowadzić rozmowę, podczas której ono opowie ci o ważnych dla niego sprawach.

Mówi Sheila:


John, mój partner, jest fantastycznym kolekcjonerem wiedzy ogólnej. On kocha fakty. Uwielbia uczyć się i dowiadywać różnych nowych rzeczy. Potrafi rano, gdy wszyscy szykują się do wyjścia, zacząć tłumaczyć, co to jest elektryczność. W ten sposób wyraża swoje uczucia. Dzieci ubierają się, a John nagle rozpoczyna opowieść o człowieku z epo­ki neolitu. Lubi wyjaśniać wszystko możliwie jak najdokładniej, z detala­mi, nie upraszcza niczego, nie dopasowuje do wieku dzieci. Nie przejmu­je się, że słuchacz ma sześć lat. Nasz syn z trudem uczył się czytać w szkole podstawowej, ale w wieku czternastu lat czyta znacznie lepiej niż się spo­dziewaliśmy i dobrze koncentruje się na lekcjach. Słucha, gdy ktoś do nie­go mówi, czy jest to nauczyciel, czy ksiądz, ponieważ oczekuje, że będzie to coś ciekawego, co go zainteresuje.

Niektóre rodziny muszą nadać ramy instytucjonalne swoim rozmo­wom. Zoe, matka siedmiorga aktywnych i często agresywnych dzieci, zwołuje rodzinną konferencję przeważnie raz w miesiącu. Te zebrania mają wyjątkowo formalny charakter i wydają się dość niezwykłe. Szóstka rozzłoszczonych nastolatków, ich mały braciszek oraz mama i tata zajmują miejsca w kręgu na miękkich pufach. Mówią o żalach, jakie mają do innych członków rodziny. Ten system stosowany jest w domach dziecka i innych instytucjach. Rodzic musi być dobrym przewodniczącym, żeby porządkować obrady, zapobiegać chaosowi i każdemu po kolei udzielać głosu.
Lotte, matka dwóch dziewczynek, opowiada:

Kiedy córki miały sześć i siedem lat, wprowadziłam obyczaj „prywatnych rozmów". Była to reakcja na konflikty i rywalizację pogłębiającą się między dziewczynka­mi. Oznaczało to tyle, że wysłuchiwałam żalów dziecka (z reguły doty­czyły one siostry) i nie odzywałam się, póki nie skończyło. Swoboda w wyrażaniu żalu ipretensji oraz możliwość poskarżenia się są dla córek równie ważne jak działanie dyscyplinujące, które podejmuję po wysłu­chaniu relacji. Teraz dziewczynki są już nastolatkami, ale nadal to ja je­stem osobą żądającą „prywatnych rozmów" i nadającą porządek wymia­nie zdań.

Bardzo trudno jest powstrzymywać się od komentarzy i ukierunko­wywania rozmowy, gdy słucha się dziecka. Rita, samotna matka trójki dzieci, uczyła się tej sztuki długo i kosztowało ją to wiele wysiłku. Tak opowiada:

Jeśli któraś z moich córek wracała ze szkoły rozdrażniona po bójce z innym dzieckiem, musiałam się bardzo starać, by ograniczyć się tylko do stwierdzenia: „Jesteś bardzo zła, bardzo zdenerwowana" i nie mówić nic więcej przez jakiś czas. Wystarczy powiedzieć dzieciom, jakie uczucia malują się na ich twarzach, co prawdopodobnie czują. Wtedy one zaczynają mówić, a ty zamieniasz się w słuch. Dziecko samo zda re­lację z tego, co się wydarzyło. Sęk w tym, że my zawsze pytamy: Dlaczego jesteś zły? Co się stało? Kto cię uderzył? Tymi pytaniami blokujemy dziec­ko. Takie śledztwo przeważnie prowadzi nas do szybkiego osądu sytuacji, zajmujemy stanowisko, stajemy po jednej stronie, a czasem kończy się to tak, że wkładamy dziecku do głowy sformowane przez nas opinie. Nawet zwykłe „Co się stało?" zakłada, że coś się wydarzyło. Początkowo nie wie­rzyłam, że stosując tę metodę można coś osiągnąć, bo przecież ogranicza się ona do absolutnego minimum. Mówisz dzieciom tylko o ich własnych emocjach. Nauczyłam się, że gdy zaczynają opowiadać o tym, co je zde­nerwowało, trzeba zasznurować sobie usta i jedynie potakiwać na znak, że się słucha. Kiedy dziecko relacjonuje: Byłam strasznie wściekła, gdy Henrietta walnęła mnie szpadlem w kolano, ty mówisz tylko: Tak, to bar­dzo boli, kiedy ktoś uderzy cię szpadlem. Przekonałam się, że jest to znacznie lepsza reakcja, niż odpowiedź w stylu: Co to za okropna dziew­czynka ta Henrietta, nigdy więcej nie baw się z nią! Ograniczanie się w ta­kiej sytuacji do słuchania dziecka wydaje się być reakcją nieco nienatu­ralną, ponieważ instynktownie chcemy natychmiast je ukoić, sprawić, żeby poczuło się lepiej. Zakładamy przy tym, że dziecko wie dokładnie, co to jest smutek, lęk i złość. A dzieci wcale nie muszą tego wiedzieć, nawet w wieku ośmiu lat, chyba że byty nauczone, jak te uczucia rozpoznawać. Ponadto dzieciaki muszą mieć do ciebie zaufanie, że ich słuchasz. Prze­konałam się, że rozmawianie z dzieckiem według podanego schematu naprawdę jest skuteczne.

Najczęściej stosowane przez nas pytania typu „Kto cię uderzył?" są niebezpieczne z dwóch powodów. Po pierwsze w tym sensie, o którym wspominała Rita, a po drugie dlatego, że dziecku wydaje się, iż ocze­kujemy od niego właściwej, poprawnej odpowiedzi. Nieświadomie za­ciemniamy prawdę, ponieważ komunikujemy dziecku, że chcemy usły­szeć bardzo określoną relację ze zdarzenia, zachęcamy je więc do zmyślenia historii na nasz użytek.

Czy ujawniasz przed dzieckiem emocje? Wygłaszanie dzieciom bombastycznych mów i okazywanie wściekłości generalnie uznawane są za niewłaściwe rodzicielskie zachowania, ale nie zawsze takimi być muszą. Nancy opowiada:


Płaczę w obecności moich trzech córek i nie rozumiem, dlaczego mam ukrywać przed nimi fakt, że dorośli także mar­twią się różnymi sprawami. Jeśli dziewczynki są dla siebie niedobre, wy­bucham płaczem. Nie robię tego celowo, po prostu tak reaguję i nie wi­dzę w tym nic dziwnego. Dzieci nie powinny uważać cię za robota. Prędzej czy później dorosną i same staną wobec tego samego problemu.

Czy jesteś szczera z dziećmi? Czy je przepraszasz, jeśli się unie­siesz? Rita mówi:


Są takie dni, kiedy musisz im powiedzieć, że twoja cierpliwość się wyczerpała. Nie możesz udawać, że jesteś doskonała. Nie możesz udawać, że twoja cierpliwość nie ma granic, że masz doskonały nastrój.

Nerys mówi:

Dobrym momentem, by przeprosić dzieci za to, że się na nie krzyczało, jest wieczorne pożegnanie przed snem. Jeśli masz powód, żeby gniewać się na nich, nie musisz natychmiast przepraszać. Jeśli zrobi­ły coś, czego nie powinny, masz prawo być zła, dzieci często są nie w po­rządku. Ale jeśli ty potrafisz je przeprosić, łatwiej im będzie powiedzieć „przepraszam " komuś innemu. Mówię im tak: „Jest mi przykro, że na was nakrzyczałam, ale wolałabym, żebyście mnie nie denerwowali, bijąc się/rozlewając keczup na podłodze/niszcząc moją książkę", albo „Byłam w takim stanie, ponieważ coś się zdarzyło".

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.