Kieszonkowe

Wypłacanie kieszonkowego należy rozpocząć dopiero wtedy, kiedy dziecko chce kupować sobie rzeczy samodzielnie i prosi o środki na zakupy. Nie ma powodu, żeby powierzać pieniądze bujającemu w ob­łokach czterolatkowi. On je po prostu gdzieś zgubi. Większość najstar­szych dzieci w rodzinie nie myśli o kieszonkowym do siódmego, ósme­go roku życia, chyba że pomysł ten jest im zaszczepiony przez rodziców chcących, by stały się wcześniej, niż są do tego przygotowa­ne, nastolatkami. Młodsze rodzeństwo dorasta do chęci posiadania własnych pieniędzy znacznie szybciej.

Ile płacisz, zależy od ciebie. W latach osiemdziesiątych i dziewięć­dziesiątych popularna była zasada: dziesięć pensów tygodniowo za każdy rok życia.

Jest to niewątpliwie sprawiedliwe w odniesieniu do rodzeństwa, ale, moim zdaniem, daje za dużo najmłodszym, a za mało najstarszym dzieciom, no i oczywiście nie uwzględnia inflacji.

Zdecyduj sama, co chciałabyś, żeby twoje dziecko mogło sobie ku­pić za kieszonkowe i na tej podstawie wyznacz sumę. Możesz przeli­czać tygodniówkę według bieżącej ceny paczki chipsów czy czekolado­wego batonika, co będzie równoznaczne z uwzględnieniem inflacji. Przedyskutuj sprawę z dzieckiem, ale staraj się nie rozbudzać apetytu. Myślę, że warto zastanowić się wcześniej, na co ma dziecku starczyć ty­godniówka i przygotować sobie plan, taki jak ten:
 
Wiek    Może kupić za tygodniówkę      
5    Jedną lub dwie paczki chipsów.      
6    Dużego lizaka.      
7    Upragnioną maskotkę, mazak, ołówek, zabawkę.      
8    To, co siedmiolatek, plus troszkę słodyczy i chipsów.      
9    Wybrany przez siebie komiks, ale aprobowany przez rodziców.      
10    Paczkę mazaków, blok rysunkowy, ozdobną papeterię.      
11    Od jednej trzeciej do jednej drugiej wartości kasety audio.     

To smutne, że przedmioty takie jak kasety, nowe książki czy czaso­pisma są obecnie zbyt drogie, żeby je kupować za kieszonkowe. Typo­we małe książeczki w twardych okładkach, przeznaczone dla najmłod­szych czytelników, mają ceny znacznie przewyższające możliwości płatnicze znanych mi dzieci.

Nastolatka mogłaby na przykład za swoje kieszonkowe sfinansować spotkanie z przyjaciółmi, to znaczy przejazd i zestaw z hamburgerem oraz z napojem. Nie wydaje mi się jednak, żeby musiała kupować co­dziennie chipsy lub ubierać się jak gwiazdka pop kultury. Staraj się do­radzać dziecku, jak najbardziej ekonomicznie wydawać pieniądze.

Gerry, mająca dwie córki, wspomina:

Postanowiłam prowadzić do­kładne zapisy przychodów i wydatków osobno dla każdej dziewczynki. Kłopot w tym, że one nigdy nie chodzą po zakupy ani ze mną, ani z opie­kunką. Chociaż mieszkają w centrum miasta, nie mają pojęcia o cenach i przez to w sprawach finansowych są bardzo naiwne. W związku z tym pomyślałam, że prowadzenie księgi pomoże im zorientować się w warto­ści pieniędzy.

Ważne, żeby nie tracić z pola widzenia, na co przeznaczane jest kie­szonkowe. Wydaje nam się, że dzieci w sposób przemyślany gospoda­rują pieniędzmi, a tymczasem one myślą, że pieniądze rosną na drze­wach. Może to brzmi nieco górnolotnie, ale skuteczni rodzice, o czym się przekonałam, uczą dzieci zasady, że pieniądze najpierw się zarabia, a potem wydaje. Kieszonkowe pomaga naszym latoroślom planować wydatki, ale tylko wtedy, gdy o nie proszą (na dzieci spada obowiązek pamiętania o wypłacie) i gdy nie dostają wypłat awansem.

Kirstie, matka Donalda, specjalisty od pożyczek, zauważa:

 Teraz kieszonkowe praktycznie nie ma takiego znaczenia, jak za czasów, kiedy ja byłam dzieckiem. Wtedy miało się znacznie więcej swobody, wychodzi­ło się z przyjaciółmi, zaglądało do sklepiku na rogu. Było gdzie wydać pie­niądze. Byliśmy zorientowani, ile pieniędzy mają znajomi. Obecnie, do­myślam się, moje dzieci nie wiedzą, czy ich koledzy w ogóle dostają tygodniówkę, bo nigdy nie chodzą razem na zakupy.

Kirstie mieszka w zamożnej dzielnicy na obrzeżach miasta. Jej dzie­ci nie znają malutkich sklepików, do których mogłyby chodzić po sło­dycze. Podobnie jak dzieci Gerry, jeśli rodzice nie nauczą ich, jak na­leży korzystać z pieniędzy, wyrosną całkowicie nieświadome ich wartości w życiu.

Kirstie opowiada dalej:

Moje zarabiają pieniądze, wykonując dodat­kowe prace, i to nie tylko dla mnie, ale i dla siebie nawzajem. Donaldpla- ci siostrze za wieczorne czytanie opowiadań. Laura, co wykryłam, liczyła sobie jednorazowo pięć pensów za przegrywanie płyt na kasety. Postępo­wała nieuczciwie, wykorzystując fakt, że ma odtwarzacz. Dlatego ukróci­łam ten proceder.

Wielu rodziców pomyśli, że Laura i Donald to straszni materialiści, ale ja wcale nie jestem tego pewna. Nie mając wielu okazji do robienia zakupów, uczyli się o pieniądzach, posługując się nimi w inny sposób.

Henry, ich ojciec, przypomina sobie rozmowę, którą odbył z Donal­dem pewnej niedzieli w centrum handlowym. Chłopiec miał trzy funty, ale chciał kupić głośnik za ponad cztery funty. Poprosił więc ojca o wy­płacenie awansem następnej tygodniówki. Ojciec odpowiedział, że to po­niekąd rozwiązałoby sprawę, ponieważ nie musieliby przyjeżdżać do skle­pu za tydzień, ale nie dał synowi pieniędzy wyjaśniając, że nie kupuje się rzeczy, jeśli się nie ma pieniędzy. Donald był zawiedziony, ale pogodził się z decyzją. Za tydzień okazało się, że głośniki zostały wyprzedane. Szczęśliwie obyło się bez łez i scen rozpaczy. Rodzice byli bardzo zado­woleni z reakcji syna, i z tego, że poszerzył swą wiedzę o pieniądzach.

Dzieci z zamożnych domów prawdopodobnie wiedzą mniej o pie­niądzach niż dzieci biedne, bo u tych pierwszych one jakby nigdy się nie kończą.

Kirstie dodaje:

 Czasem mówię Donaldowi, że w tym miesiącu nie mam już pieniędzy na dżinsy, choć tak wcale nie jest. Nawet jeśli nie mam gotówki, mogłabym zapłacić kartą kredytową. Mnie jednak bardzo zale­ży, by dzieci zrozumiały, że pieniądze w pewnym momencie się kończą, i że kiedy się je wyda, nie można ich mieć z powrotem.

Marion, która dzieli mieszkanie z córką i lokatorkami, mówi:

 Kiedy w domu są lokatorzy, każdy płaci część rachunku, partycypuje w kosztach środków czystości itp. Ta sytuacja zachęciła moją córkę do współuczest­nictwa. Chętnie dokłada się do rachunku telefonicznego. Kiedy przycho­dzi faktura, siadamy przy kuchennym stole i rozliczamy, od kogo ile się należy. To daje córce poczucie, że postępuje uczciwie i honorowo.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.