Od chcenia do cieszenia się

Trący, matka piątki dzieci, od niemowlaka do siedmiu lat, często wychodzi z parku bez grosza w portmonetce, ponieważ obrzydło jej już powtarzanie, że lody są zbyt drogie i nie może ich kupić. Trący chcia­łaby mieć inny argument.

Przez jakiś czas można żonglować argumen­tem, że coś, o co się dopominają, jest zbyt drogie. Nie można jednak z tym przesadzać, bo w końcu dziecko dojdzie do wniosku, że gdybyś miała wię­cej pieniędzy, kupiłabyś daną zabawkę. Ono musi wreszcie zrozumieć, że ta czy inna zabawka jest mu niepotrzebna i nie dostanie jej, nawet jeśli cię na nią stać.

Kim opowiada:


Powiedziałam mojej dziewięcioletniej córce, że do­mek Barbie jest jej zupełnie niepotrzebny. Odpowiedziała mi rozdrażnio­nym tonem, że jeśli nie zamierzam kupić jej domku na urodziny, będzie zmuszona zrobić go sama. I rzeczywiście, urządziła dom w szafie w sypial­ni. Jest naprawdę śliczny, znacznie lepszy od oryginalnego. Lalki usadzi­ła dookoła stołu nakrytego do podwieczorku.

Pragnienie czegoś, czego nie możesz kupić, próbuj zamienić w wy­obraźni dziecka w fantazję, w coś, co będzie przyjemnie tworzyć. Tak postępuje Rita, niezamężna matka trójki dzieci, która ma bardzo ograniczony budżet.

Próbuję oddziaływać na ich wyobraźnię. Przypuść­my, że dzieci marzą o pójściu do restauracji McDonald śa. Wtedy mówię, że byłoby wspaniale mieć furgonetkę pieniędzy. Moglibyśmy odwiedzać restauracje McDonald śa w Ameryce, Meksyku i na całym świecie. To działa. Dzieci zaczynają same fantazjować, ich pragnienie przemienia się w dobrą, przyjemną zabawę. Najważniejsza jest umiejętność słuchania dzieci, rozumienia ich potrzeb. Kiedy to potrafimy, możemy wyjść im na­przeciw. Wtedy one nabierają zaufania i wiedzą, że szanujesz ich pragnie­nia. Pamiętaj, gdy usłyszysz: „ja chcę", od razu stosuj opisaną metodę. Jest skuteczna, ale musi być wprowadzana bezzwłocznie.

Wraz z pragnieniem rzeczy pojawia się ból. Rita próbuje oddzielić ból od chcenia. Stara się pokazać, że można cieszyć się rzeczami, któ­rych się nie posiada. Chodzenie po sklepach jest przyjemniejsze, gdy nie musimy niczego kupić. Znacznie zabawniejsze jest włóczenie się po salonie meblowym i udawanie, że to właśnie jest nasz dom, niż ku­powanie materiału obiciowego.
Marketing jest wysoce rozwiniętym przemysłem i dzieci muszą mieć znacznie większą wiedzę na ten temat, niż w ich wieku posiadali rodzi­ce. Muszą wiedzieć, dlaczego istnieje reklama i co to jest promocja.

Imogen opowiada:

 Nasza szkoła podstawowa otrzymała od lokalne­go supermarketu komputer w zamian za pudlo wypełnione kuponami o wartości jednego pensa każdy. Kierownictwo sklepu przekazało kompu­ter na specjalnej uroczystości, dyrektorka wygłosiła mowę dziękczynną. Wtedy mój mąż Mike wstał i głośno zapytał, kogo próbują omamić. Zę­by dzieci mogły uzbierać kupony, wszyscy rodzice musieli w ciągu kilku miesięcy wydać w supermarkecie ponad osiemdziesiąt tysięcy funtów. W nagrodę szkoła otrzymała jeden niskiej klasy komputer PC, więc mo­że kierownictwo sklepu powinno podziękować rodzicom za ich ofiarność i zostawione u nich pieniądze. Dyrektorka była przerażona. My jednak nie mogliśmy pogodzić się z taką nieuczciwością. Usiłowali nam wmó­wić, że dali komputer z dobrego serca. Całą akcję zorganizowali po to, że­byśmy dokonywali zakupów w ich sklepie, a nie w żadnym innym, i jesz­cze wciągnęli w to dzieci.

Dzieciom mechanizmy takiego działania powinno się przystępnie tłumaczyć, choć niekoniecznie trzeba je opatrywać krytyczną oceną. Wyjaśnij dzieciom, dlaczego firmy organizują kampanie promocyjne, co przez to zyskują. Zastanówcie się razem, kiedy superoferty mają na celu szybsze sprzedanie towaru, kiedy wzbudzają zainteresowanie przedmiotem i powodują, że dziecko chce dostać daną zabawkę, pły­tę, wideo lub po prostu bilet na określony film.

Dopomóż dzieciom w wyrobieniu krytycznego stosunku do czyta­nych komiksów i czasopism. Niech będą świadome, w jakim celu po­kazuje się nagle w filmie jakiś określony przedmiot. Niech wiedzą, że figurki ulubionych bohaterów po to są w seriach do kompletowania, żeby zachęcić do ich kupna.

Naszym celem powinno być uświadomienie dzieciom roli marketin­gu w tworzeniu zapotrzebowania na dany produkt i kształtowaniu określonych zachowań. Podejmowane przez nas działania nie powinny natomiast być postrzegane jako takie, które pozbawiają przyjemności.

Dzieci mają prawo do rozrywki i dobrej zabawy. Jeśli podoba się im przereklamowany, kiczowaty film, nie ma w tym nic złego. Rodzice, którzy totalnie krytykują reklamę jako taką, po pierwsze są niereali­styczni, a po drugie są na dobrej drodze do wywołania u dzieci, gdy te wejdą w okres dojrzewania, silnych reakcji sprzeciwu, buntu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.