Ubiór

Mówi Breda Joyce:

 Dzieciom szczególnie zależy na tym, żeby mieć własny, często bardzo wyszukany styl. Chcą być o krok przed rówieśnika­mi, chcą uchodzić za światowców. Zdarza się jednak i tak, że to rodzice pragną, by ich pociechy były ubrane modnie, „na czasie" i w jak najlep­szym stylu, by to właśnie na nich się wzorowano. Spotkałam kiedyś mat­kę, która nie chciała pójść do miasta z trzynastoletnią córką, ponieważ ubranie dziewczynki odbiegało od obowiązującego aktualnie stylu. W stroju dziecka nie było nic niewłaściwego. Po prostu matka chciała, żeby córka zważała na modę i podobała się chłopcom już w wieku trzyna­stu lat, kiedy to na ogół dzieci raczej nie przejawiają istotnego zaintereso­wania płcią przeciwną. Rodzice patrzą na dzieci jak na swoje odbicie, a nie jak na osoby, które mają prawo do zachowania własnej indywi­dualności.

Rupa, Hinduska, matka dwójki dzieci, uważa, że dostępne na ryn­ku stroje dla dziesięcioletnich dziewczynek są zanadto kobiece – de­kolty w bluzkach i bardzo obcisłe szorty. Jest to niestosowne. Chce, że­by jej córka ubierała się praktycznie i wygodnie, żeby wyglądała jak dziewczynka, a nie jak kobieta.

Już w wieku ośmiu lat dziewczynki interesują się modą, a około je­denastu ubiór staje się tematem niezwykle drażliwym. Jessica, której starsza córka przeszła do prywatnej, średniej szkoły, mówi:

Dziewczyn­ki uznają tylko jeden kolor dżinsów, jeśli chodzi o buty, największym uznaniem cieszą się glany Doc Martens.

łona, matka siedmioletniej córki, dodaje:

Jestem przerażona moral­ną presją, jaką na rodziców wywierają dzieci, uczniowie szkoły podstawo­wej. Ci, których nie stać na zakup butów typu Adidas, są wręcz do tego zmuszani, a groźby dzieci wcale nie brzmią jak żarty. Ja nie widzę powo­du, żeby kupować takie buty. W naszym klimacie są niepraktyczne.

Mówi Belinda:


Kiedy po raz pierwszy zapłaciłam pięćdziesiąt funtów za parę sportowych butów dla mojego najstarszego syna, byłam zszoko­wana. Niestety, musiał dostosować się do kolegów. Ubiór staje się kodem rozpozna w czym.

Mówi Gina:


Moja córka, kiedy jeszcze była dzieckiem, koniecznie chciała być modnie ubrana. Myślałam, że to dlatego, iż mieszkamy w Londynie. Ale to nieprawda. Na prowincji dzieci stroją się tak samo. Za moich czasów nie było wyboru ubrań. Te, które dostawaliśmy, pocho­dziły z bazarów, ze sklepów z używaną odzieżą. Nowe stroje kupowało się na Boże Narodzenie, Wielkanoc czy inne specjalne okazje. Moja dziewię­cioletnia córka może przebierać, stać nas na ubrania dla niej. Ogląda ciuchy w telewizji, reklamy zachęcają wciąż do zakupów.

Obcokrajowcy traktują zamiłowanie Brytyjczyków do szkolnych mundurków jako rodzaj nieszkodliwego bzika lub narodową osobli­wość. Ja jednak myślę, że jest to jedna z kilku ostatnich rzeczy w bry­tyjskich szkołach, która jest dobra. Mundurek wspaniale niweluje róż­nice. Daje dzieciom możliwość ujawniania własnej indywidualności na poziomie znacznie głębszym niż wygląd zewnętrzny. W szkołach pań­stwowych, w których dzieci z bardzo zróżnicowanych środowisk muszą uczyć się i bawić razem, mundurek sprzyja nawiązywaniu kontaktów towarzyskich. W szkołach prywatnych również jest elementem pozy­tywnym, ponieważ dzieci są z natury snobami i są niezwykle wrażliwe na niuanse bogactwa i gustu.

Nessa mówi w imieniu milionów rodziców, którzy odetchnęli z ulgą, gdy zostały wprowadzone obowiązkowe stroje szkolne. Od wczesnego dzieciństwa toczyłam wojnę z córką o ubrania. Nie o jedzenie, bo w tej sprawie dałam jej wolną rękę. Uznałam, że życie jest zbyt krótkie, żeby handryczyć się o żarcie. Ale ubranie to coś innego. Ona przez strój pra­gnęła wyrażać swoje prawo do zachowywania własnej indywidualności.

Wojny o ubranie są okropne, traci się na nie mnóstwo czasu. Wyda­je ci się, że nie posunęłaś się ani o krok, od kiedy twoje maleństwo racz­kowało po podłodze i ściągało z siebie rzeczy. Maluch, który rozbie­ra się dwadzieścia razy dziennie, celebruje fakt, że potrafi to zrobić. Dziecko, które upiera się przy noszeniu zupełnie niestosownych ubrań, celebruje fakt, że ma do tego prawo. Jeśli trzęsie się z zimna lub oble­wa potem z gorąca, to trudno. Dokonało takiego wyboru i musi samo wyciągnąć wnioski. Jedyne, co można zrobić, to pozwolić dziecku decy­dować o własnym ubiorze, pod warunkiem że na specjalne okazje zgo­dzi się ubrać w to, co mu naszykujesz, oraz że zadba o drogie rzeczy (np. córka nie będzie się wspinać na drzewa w wizytowej sukience).

Trący, która ma sześcioletnie bliźniaczki i troje młodszych dzieci, mówi:


Umowa jest taka, że same wybierają ubrania w dni bez szkoły, chy­ba że jest jakaś specjalna okazja. Bywa tak, że palę się ze wstydu, kiedy pojawiają się w kościele lub z wizytą u przyjaciół w niesamowitych zesta­wieniach. Ale ponieważ rzadko interweniuję, nie mają nic przeciwko, gdy czasem coś im narzucam.

Czy kupujesz ubrania wspólnie z dziećmi? Czy pozwalasz dzieciom, które mają hopla na punkcie strojów, wybierać samodzielnie ubrania? Czy kupujesz im rzeczy, kiedy są w szkole i stawiasz przed faktem do­konanym? Począwszy od siódmego roku życia, ważne się staje rozwi­janie umiejętności odpowiedzialnego nabywcy.

Marion zaobserwowała u swojej córki wielkie pragnienie samo­dzielnego dobierania ubrań już od szóstego roku życia:

Mówiła, że nie­koniecznie musi mieć taki gust, jak ja. Chodziłyśmy na zakupy razem, i z moją poradą ona wybierała rzeczy. Nigdy nie kupiłyśmy niczego, co by się jej nie podobało. Pamiętam, że jako mała dziewczynka dostawałam ubrania, które w ogóle mi się nie podobały i nie chciałam, żeby moja cór­ka doświadczała tego samego.

Jeśli twoje dzieci nie mają wymagań dotyczących ubrań, masz szczę­ście. Niech pozostaną dziećmi, sama kupuj im stroje, a zaoszczędzisz mnóstwo czasu. Z drugiej strony, te wybredne muszą nauczyć się być wybrednymi w sposób twórczy. Niech przekonają się na własnej skó­rze, że właściwe zestawienie ze sobą różnych rzeczy naprawdę jest sztuką. Warto również uświadomić dzieciom, że należy się ubierać sto­sownie do okazji, a przede wszystkim zdawać sobie sprawę, na które rzeczy, z tych oglądanych w sklepach, je stać.

 

Dobrą zabawą, i na pewno mniej stresującą finansowo, jest wyszu­kiwanie ciekawych ubrań w sklepach z używaną odzieżą. Tutaj możesz pozwolić dziecku nawet na zły wybór, córka przekona się z czasem, że nigdy nie włoży przyciasnej spódnicy, bo będzie jej w niej niewygodnie, a syn stwierdzi, że o kilka numerów za duża bluza to nie najlepszy strój na upalne lato.

Pasjonaci strojów piłkarskich oraz innej drogiej odzieży i butów są wielkim zmartwieniem dla rodziców. Firmy ubierające drużyny piłkar­skie bardzo sprytnie zmieniają co sezon układ pasków na koszulkach i spodenkach. Z tego powodu rodzice nawet nie mają co marzyć, że zeszłoroczny, szokująco drogi strój piłkarski starszego brata da się wcisnąć w tym roku młodszemu. Ten ostatni raczej pójdzie do szkoły w piżamie siostry z rysunkiem kucyka na piersi, niż w koszulce z nie­aktualnym układem pasków.

Chęć posiadania stroju, który świadczy o przynależności do grupy, jest bardzo silna. Dla chłopców niezwykle ważne są ubrania piłkarskie, obuwie, akcesoria do deskorolek. Jeśli nie możesz wyciągnąć dziecka z grupy, która wywiera na niego zbyt duży nacisk w kwestii stroju, przynajmniej popracuj nad jego samodzielnością. Jedenastoletniemu synowi Marsha zapowiedziała, że musi sam uzbierać pieniądze na ko­szulkę klubu Arsenał i chłopak zgromadził odpowiednią sumę z bar­dzo skromnego kieszonkowego. Chłopcy zrobią wszystko, żeby zdobyć strój piłkarski, może nawet posprzątają pokój.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.