Rodziny przybrane

Mówi Katya, macocha trzech nastolatków i matka dwójki młod­szych dzieci:

W wieku trzech lat mój najmłodszy pasierb często rzucał na mnie stos poduszek, gdy na podłodze czytałam czasopisma. Kiedy skakał po nich, ja udawałam, że nic się nie dzieje. On sprawdzał, jak daleko mo­że się posunąć, ale można również powiedzieć, że chciał mnie wyelimino­wać ze swojego życia. Pewnego dnia, mniej więcej rok po ślubie, doczeka­łam się wreszcie wspaniałej chwili. Malec nieumyślnie upuścił na podłogę talerz z posiłkiem. Uklękłam i zaczęłam zbierać jedzenie. On wtedy popa­trzył na mnie i wyszeptał, że mnie lubi. Wydawało mu się, że w tej sytua­cji – ja na kolanach na podłodze – może bezpiecznie wygłosić tego typu oświadczenie.

Belinda czytała swoim trzem synom – w kilka lat po bolesnej sepa­racji z ich ojcem, który ponownie się ożenił – bajkę o wiedźmie i ma­cosze. Po wysłuchaniu opowiadania ośmiolatek wykrzyknął, że histo­ria jest bardzo łatwa do zrozumienia, bo wiedźma i macocha to po prostu jedna i ta sama osoba. Macocha w rzeczywistości była bardzo dobra, ale to pokazuje, jak wielkie napięcie przez cały czas towarzyszy­ło dzieciom.

Chociaż dostępne jest poradnictwo i wsparcie dla przybranych ro­dzin, większość macoch, ojczymów i ich przybranych dzieci samotnie zmaga się z problemem, jak najlepiej ułożyć współżycie.

Problem rodzin przybranych jest zbyt poważny i skomplikowany, by w niniejszym poradniku omawiać go szczegółowo. Do telefonu zaufa­nia prowadzonego przez organizację Rodzin Przybranych dzwonią głównie żony i mężowie rodziców dzieci, zaniepokojeni zachowaniem wychowanków. Przeważnie telefony pochodzą od macoch, chociaż w większości przybranych rodzin dzieci są wychowywane przez matki i mężów matki. Wygląda na to, że albo kobiety są bardziej śmiałe, dla­tego częściej korzystają z telefonów zaufania, albo ich rola jest szcze­gólnie trudna.

W telefonie zaufania również słyszy się skargi partnerów rodziców dzieci na atmosferę panującą w trakcie odwiedzin. Czują się oni wyłą­czeni i pomijani. Straszne macochy uwijają się w kuchni przy zmywaniu garów, a tatusiowie z dziećmi spędzają pożytecznie czas przed telewi­zorem. (Nie jest ważne, że w istocie wspólne zmywanie jest znacznie bardziej wartościowe, niż oglądanie telewizji, tu liczy się samopoczu­cie). Wiele osób związuje się z osobami posiadającymi dzieci, nie zda­jąc sobie sprawy z magnetyzmu, jaki wiąże rodziców i dzieci. Czują się więc zazdrośni o czas, który partner spędza z własnymi dziećmi.

Grupy wsparcia, spotykające się raz w miesiącu w domu któregoś z członków, mogą być bardzo pomocne. Nie rozwiążą one oczywiście problemu, ale pokażą macochom i ojczymom, że nie są sami. W przy­bliżeniu jedna rodzina z dziećmi na osiem to rodzina przybrana. We­dług szacunków mniej więcej jedna czwarta dzieci przed ukończeniem szesnastego roku życia doświadczy rozwodu rodziców. Pamiętać też trzeba, że oficjalne statystyki nie ujmują dzieci, które tylko przez pe­wien czas wychowywane są w przybranych rodzinach, to znaczy dzieci, które żyją z jednym rodzicem, przeważnie tylko z matką, a regularnie na weekendy i wakacje zabierane są przez drugiego rodzica, który za­warł kolejny związek małżeński.

Grupy samopomocy zawiązują się samorzutnie i zwykle nie trwają dłużej niż jeden rok. Rozpad grupy jest raczej oznaką sukcesu, a nie porażki, jej członkowie prwadopodobnie już nie potrzebują wsparcia. Grupa, której członkowie mieszkają blisko siebie, może być także po­mostem dla dzieci z podzielonych rodzin. Tam dzieci mogą znaleźć no­wych znajomych, którzy są w podobnej sytuacji.
Jeśli rzeczywiście jesteś typem osoby, która nie czerpie przyjemno­ści z przynależności do grup samopomocowych, powinnaś rozważyć przyłączenie się do jednej z nich dla dobra dzieci. Dotkliwie brakuje poradnictwa i wsparcia dla dzieci żyjących z jednym rodzicem i part­nerem rodzica, a mających problemy z zachowaniem lub z nauką. Dzieci, których zachowanie lub nauka w sposób bardzo znaczący po­garsza się po rozstaniu rodziców, skupiają na sobie najwięcej uwagi, ponieważ częściej się dostrzega „złe dzieci", natomiast ignoruje te wy­cofujące się, ciche, szukające ucieczki w książkach albo owładnięte pa­sją gier komputerowych, bardziej związanych z grupą rówieśniczą niż rodziną. Te dzieci podejmują desperackie próby reagowania na zmie­nione warunki rodzinne w sposób, w jaki wydaje im się, że oczekują od nich rodzice, ale w środku przeżywają katusze.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.