Separacja i rozwód

Separacja i rozwód

Badanie przeprowadzone przez uniwersytet w Exeter wykazało, że dzieci z przeorganizowanych rodzin są mniej szczęśliwe niż dzieci z nierozwiązanych związków, i to nawet wtedy, gdy rodzice żyją razem skłóceni.

U dzieci ze zreorganizowanych rodzin, jeśli się je porówna z dzieć­mi z nierozwiedzionych rodzin po uwzględnieniu takich czynników, jak wiek, płeć, klasa społeczna, typ szkoły, do której uczęszczają, jest dwa razy większe prawdopodobieństwo występowania problemów zdrowot­nych i niskiej samooceny, trzy razy większe prawdopodobieństwo zabu­rzeń zachowania i prawie czterokrotnie większe prawdopodobieństwo występowania problemów w życiu społecznym i w pracy szkolnej.

Problemy nasilają się znacznie u dzieci, które kilka razy zmieniły rodzinę, i takie dzieci częściej mają trudności, niż te wychowywane przez jednego rodzica lub przez rodzica i ojczyma albo macochę.

Częścią badania, szczególnie bulwersującą, była ta, w której stwier­dzono, że dzieciom lepiej jest w nierozwiedzionych rodzinach, nawet gdy rodzice kłócą się i nie zgadzają, niż w kolejnych związkach. To spo­strzeżenie uderza w samo sedno myślenia o rozwodach i prawa rozwo­dowego, w koncepcję, według której, z punktu widzenia dziecka, lepiej jest, jeśli rodzice rozstają się pokojowo, bez upokorzeń i oskarżeń, niż gdy poświęcają własne szczęście i trwają w związkach „dla dobra dzie­ci". Wiele dzieci, których rodzice pozostają w ostrym konflikcie i któ­re doświadczyły domowej przemocy, odczuwa wielką ulgę, kiedy ro­dzice się rozchodzą. Badanie z Exeter pokazuje jednak, że nie zawsze tak jest. Co więcej, nawet te dzieci, które były zadowolone z rozstania rodziców, w życiu dorosłym mają często trudności z zaangażowaniem się w stały związek.

Z badania z Exeter wypływają jeszcze inne wnioski. Po pierwsze ro­dzice, którzy pragną separacji, powinni właściwie przygotować dzieci na to, co je czeka. W większości wypadków ojciec odchodzi, a matka mówi dzieciom, że tatuś się wyprowadził. Jedna piąta z indagowanych dzieci nie otrzymała dokładniejszych wyjaśnień w tej sprawie, ponieważ matki utrzymywały, że dzieci są za małe, żeby zrozumieć takie sprawy.

Większość dzieci chciałaby, żeby rodzice pozostali razem. Wygląda na to, że również bardzo troskliwi rodzice, którzy robią wszystko, co w ich mocy, żeby nie krytykować się nawzajem w obecności dzieci, zo­stawiają swoje pociechy bez zadowalających wyjaśnień.
Po drugie, dzieci pragną więcej, niż z reguły mają, kontaktów z ro­dzicem, który z nimi nie mieszka. A także z ukochanymi dziadkami, ciociami, wujkami, byłymi ojczymami, macochami, byłym przyrodnim rodzeństwem i tymi wszystkimi, którzy na pewnym etapie odgrywali ważną rolę w ich życiu, a teraz zniknęli z pola widzenia.

Po trzecie, sprawiedliwe rozwiązanie problemu kontaktów, nawet dla rodziców wrażliwych, dbających o dobro dziecka, jest w praktyce bardzo trudne i stresujące. Jednym z takich rozwiązań jest podwójny dom. Dzieci dzielą swój czas równo między oboje rodziców. Wydaje się jednak, że dwa domy nie są lepsze od jednego. Macocha, która przez lata starała się, żeby dzieci męża czuły się u niej jak u mamy, powie­działa mi, jak bardzo było jej smutno, kiedy jedno z nich, już dorosłe, bardzo delikatnie wypomniało, że nigdy tak naprawdę nie miało domu.

Obecne rozwiązania prawne koncentrują się na „dobrym rozwo­dzie", który drogą mediacji przeprowadzany jest „wzorowo", z uwzględnieniem dobra i szczęścia dzieci. Cel jest szczytny, ale nie ma się co oszukiwać, że para może się rozstać bez krzywdzenia dzieci. Ro­dzice najwyżej mogą się starać, żeby rany się nie pogłębiały, mogą oczywiście także odnieść sukces w odbudowywaniu szczęśliwego życia wszystkim zainteresowanym. Nie są jednak w stanie całkowicie zapo­biec zranieniom. Blizny pozostaną.
Rozwód nie tylko bezpośrednio dotyka dzieci z rozbitej rodziny, ale także ma wpływ na inne dzieci.

Mówi jedna z matek:


Był taki okres, że mniej więcej co dwa tygodnie któraś ze znanych nam par się rozstawała. Myślę, że jeśli wokół wiele małżeństw decyduje się na rozwód, dzieciom wydaje się, że obecnie jest to bardziej społecznie akceptowane, niż kiedyś. Zastanawiam się, co przy­niesie przyszłość, kiedy one będą zawierać związki małżeńskie. Czy będą przeżywać rozterki trzy tygodnie przed ślubem, odnośnie swego wyboru, czy też podejdą do sprawy lekko, bo przecież można się rozwieść? Czy bę­dą angażować się w związki, jakich próbuje nasze pokolenie i próbowała generacja naszych rodziców?

Kirstie, wychowana na dalekiej prowincji w Szkocji, ale teraz miesz­kająca w południowo-wschodniej Anglii, pamięta, jak trudno było jej wytłumaczyć ośmioletniej córce, że przyjaciele się rozwodzą.

Laura z powodu choroby nie poszła do szkoły i była w domu, kiedy zadzwonił nasz przyjaciel z wiadomością, że oboje z żoną Elizabeth postanowili się rozstać. Musiałam wytłumaczyć Laurze, że Jack już nie kocha żony i że znalazł sobie inną kobietę. Wydawało mi się, że córka będzie przede wszystkim zaniepokojona tym, że my też możemy się rozejść, a tymczasem ona bardziej martwiła się o dzieci tamtego małżeństwa, z którymi się przy­jaźniła. Pytała, czy nadal będą widywały się z ojcem, czy nie pragną, żeby ich rodzice byli razem. Nigdy nie podejrzewała, że rodzice się rozwodzą, ponieważ dzieci były niegrzeczne. Najtrudniej było mi wyjaśnić jej, dlacze­go Jack zrobił coś takiego swoim dzieciom. To rozstanie było dla mnie tak wielkim szokiem, że sama sobie nie umiałam tego wyjaśnić. Pewnego dnia, niespodziewanie, w sprawie rozwodu przyjaciół wypowiedział się Donald, młodszy brat Laury. Stwierdził, że to okropne być osobą porzuco­ną. Jackowi jest dobrze, bo ma nową żonę, ale Elizabeth musi sobie radzić sama. Uświadomiłam sobie wtedy, że syn musiał o tym dużo myśleć.

Theresa opowiadała, że kiedyś w hotelu jej synowie, sześcio- i ośmioletni oglądali w telewizji film o rozwiedzionej parze. Początko­wo Theresa była przeciwna oglądaniu, ale potem pomyślała, że dobrze się stało.

Film był świetną okazją do rozpoczęcia rozmowy na temat roz­wodów. Zobaczyli, jak to się odbywa i przede wszystkim zrozumieli, że ni­gdy nie następuje z winy dzieci. Utwierdzili się w przekonaniu, że ja i mój partner nie zamierzamy się rozstać. My jesteśmy razem, ale chłopcy mają dużo przyjaciół, których rodzice się rozwiedli, więc byłam zadowolona, że ich niepokój w tej sprawie został rozwiany.

 

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.