Śmierć

Prawdopodobnie pierwszym doświadczeniem śmierci będzie dla twojego dziecka śmierć domowego zwierzęcia. Biorąc pod uwagę krótki żywot chomików czy złotych rybek, skłonna jestem stwierdzić, że głównym celem posiadania tego rodzaju zwierzątek jest oswajanie dzieci ze zjawiskiem umierania. Tobie, rodzicowi, stwarza to dobrą okazję, żeby się przekonać, czy dziecko na pewno rozumie, co to zna­czy śmierć. Jeżeli posiądzie tę wiedzę, będzie na dobrej drodze do ra­dzenia sobie z utratą bliskiej mu osoby.
Pokaż dziecku, że zwierzę się nie porusza ani nie reaguje w żaden sposób, wytłumacz, że już nic nie czuje. Pokaż martwą muchę na pa­rapecie lub robaka w ogródku. Ważne jest, by dziecko rozumiało, że nieżyjącego zwierzęcia już w żaden sposób nie można skrzywdzić. To da mu wyobrażenie, co się dzieje po śmierci z ludzkim ciałem.

Jeśli masz religijne przekonania dotyczące życia po śmierci, dziel się nimi z dzieckiem. Zachęcaj do pytań i odpowiadaj jak najbardziej wyczerpująco. Jeśli nie wierzysz w życie pozagrobowe, zasugeruj dziecku, żeby wyobraziło sobie, co się dzieje z przekłutym balonem; powietrze ze środka łączy się z tym na zewnątrz i choć balon pozosta­je, już nie jest prawdziwym balonem. Innym porównaniem, które ro­dzice uważają za trafne, jest analogia do rękawiczki; kiedy rękawiczka jest na czyjejś ręce, wykonuje ruchy, gdy ją uderzysz, dłoń w środku czuje uderzenie, ale gdy ją zsuniesz z ręki, rękawiczka nie rusza się ani nic nie czuje.

Rodzice niereligijni czasem odwołują się w wyjaśnieniach do tego, jak interpretują śmierć osoby wierzące, łona, matka siedmiolatki, któ­ra stale zasypuje ją pytaniami o śmierć, choć nigdy nie doświadczyła utraty kogoś bliskiego, mówi:


Nie ma nic złego w odwoływaniu się do chrześcijaństwa, tłumacząc zjawisko śmierci. Zawsze zaznaczam, że jest to interpretacja, że inni ludzie mają odmienne religijne przekonania.

Zagubisz się w teologicznych rozważaniach, jeśli będziesz próbowa­ła wyjaśnić dziecku religię, o której sama wiesz niewiele. Znacznie le­piej uczyni to szkolny nauczyciel religii.

Specjaliści, którzy pomagają dzieciom w okresie żałoby, zauważyli, że przez dobre przygotowanie i szczere odpowiadanie na pytania dziecka można w dużym stopniu zmniejszyć jego cierpienie i smutek. Niestety przygotowywanie dziecka na śmierć kogoś bliskiego jest szczególnie trudne dla rodziców i dorosłych, którzy sami desperacko chwytają się nadziei, że to najgorsze nie nastąpi.
Dziecko jednak musi mieć zaufanie do bliskich mu osób dorosłych, dlatego jeśli sama nie jesteś w stanie rozmawiać o tym z dzieckiem, znajdź kogoś, kto potrafi to zrobić. Jeśli wszyscy mówią tylko, że dzia­dek źle się czuje, a tydzień później, że umarł, jak dziecko ma ufać do­rosłym, gdy on lub ktoś z jego otoczenia zachoruje. Często pierwszą reakcją na śmierć dziadka jest strach, że rodzic też umrze. Wtedy po raz pierwszy w umyśle dziecka pojawia się myśl, że rodzice też mogą umrzeć.

Mówi Diana:

Jeśli moja dziesięcioletnia córka jest zasmucona, oglą­dając jakiś film w telewizji, z pewnością jest to jakaś historia o dziecku, które traci rodzica lub jest osamotnione. Zapewniam ją, że jestem młoda i zdrowa, a nawet jeśli coś tak mało prawdopodobnego miałoby się zda­rzyć, to jest wiele osób, które by się nią zajęły. Obiecuję jej, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby żyć. Moja matka bardzo długo chorowa­ła, nie chciałam jednoznacznie mówić dzieciom, że umiera, w obawie, iż pójdą do niej z nowiną: „Mama mówi, że ty babciu umierasz". W ostat­nim miesiącu życia matki na każdą u niej wizytę zabierałam jedną ze starszych córek, pięcioletnią lub ośmioletnią. Decyzję, czy chcą iść na po­grzeb zostawiłam im. Starsza zdecydowała się pójść, natomiast młodsza wolała zostać z dziećmi kuzynów, którzy do nas przyjechali. Tylko naj­młodszej, wtedy trzyletniej, nie pytałam o zdanie. Dla starszej dziewczyn­ki pogrzeb był wielkim wydarzeniem. Jej pierwszym spostrzeżeniem było to, że bardzo dużo ludzi kochało babcię – żegnało ją mnóstwo osób. Do­wiedziała się troszeczkę o poczuciu wspólnoty, przynależności do grupy szerszej, niż rodzina. W Walii na prowincji nadal istnieją społeczności lo­kalne. W mieście nie ma już po nich śladu, dlatego ona przedtem nie miała takich doświadczeń.

Dzieci można zabierać na pogrzeby i według mnie powinno się je pytać o zdanie w tej sprawie. Dorośli często obawiają się, że dziecko ze zdenerwowania głupio się zachowa, zacznie chichotać, albo będzie wystraszone. Zawodowi terapeuci uważają, że dziecko, które jest wła­ściwie przygotowane, to znaczy: wie dokładnie, co to jest śmierć, wie, co się zdarzy podczas ceremonii, wie, że w pudle spuszczanym do zie­mi jest tylko babci „zewnętrzna powloką", nie będzie wystraszone podczas pogrzebu.

Chichotanie może stanowić problem. Jest to oczywiście sposób roz­ładowywania napięcia przerastającego możliwości dziecka, a nie ob­jaw zimnej bezduszności. Ty to rozumiesz, ale ciocia-babcia Elsie, któ­ra ma określony pogląd, na co dzieciom nie powinno się pozwalać, może myśleć zupełnie inaczej i nie dopuści do żadnej dyskusji na ten temat. Niemniej dzieci lepiej przygotowane, lepiej rozumiejące i bar­dziej wczuwające się w sytuację rzadziej chichoczą. Ponadto jest duża szansa, że dziecko tak bardzo będzie zafascynowane uroczystością, że zapomni o nerwach.

Jeśli to możliwe, pozwól dzieciom zobaczyć umarłego. Często fan­tazje maluchów są znacznie bardziej przerażające niż prawda, która dla kontrastu jest uspokajająco prosta. Słyszałam o małym chłopcu, któremu pozwolono zobaczyć ciało dziadka przed zamknięciem trum­ny. Malec z wielką ulgą stwierdził, że dziadek ma głowę, bo z rozmo­wy o tym, że w trumnie leży ciało dziadka wywnioskował, że jest on po­zbawiony głowy.

Dzieci instynktownie wczuwają się w obrzędy. Kiedy spotkałam Ka- tyę, macochę trójki nastolatków oraz matkę pięcio- i ośmioletniego dziecka, cała rodzina przeżywała głęboką żałobę po śwince morskiej, która nie przeżyła operacji. Pięcioletnia córeczka była pogrążona w żalu, matka także miała zaczerwienione oczy. Katya opowiadała:

Rozmawiałyśmy wcześniej o umieraniu, ale to było jej pierwsze zetknięcie ze śmiercią. Pytała mnie wcześniej, czy świnka może umrzeć. Zaskoczyła mnie tym, że dokładnie wiedziała, co ma się stać ze świnką po śmierci. Kiedy po całonocnych próbach ratowania zwierzątka powiedziałam jej, że nie żyje, zadała mi mnóstwo rozmaitych pytań. Potem nagle uświado­miła sobie, co się stało i poprosiła, żebym pokazała jej świnkę. Ułożyły­śmy ją na sianie w pudełku po butach, a pod spód włożyłyśmy białe, pa­pierowe chusteczki. Pozwoliłam jej pogłaskać zwierzątko, ale nie brać na kolana (było bardzo chore). Dopilnowałam, żeby dzieci po dotykaniu świnki umyły ręce, nie tylko ze względów higienicznych, ale także dlatego, żeby miały poczucie całkowitego rozstania. Razem pochowaliśmy świnkę. Córka wybrała miejsce w ogródku i sama chciała rączkami nasypać na wierzch ziemię. Później rozmawiałyśmy, co zrobić dalej. Chciała kupić i posadzić białe kwiatki, żeby świnka mogła stać się kwiatkiem. Następ­nego dnia w szkole przez cały czas płakała, więc została wcześniej zwol­niona. Pojechałyśmy do centrum ogrodniczego, w którym kupiłyśmy roz­kwitające lilie. Tej nocy dziewczynki napisały kilka wierszy o śwince. By­łam pod wielkim wrażeniem, że moja córka wymyśliła cały obrzęd poże­gnania ze świnką. Sądzę, że wykonywanie tych czynności było dla niej bardzo ważne, jak również to, że wszystko robiłyśmy razem. Obrzęd ode­grał swoją rolę, bo był dla niej sposobem na rozładowanie emocji i jed­nocześnie zaspokajał potrzebę działania. Wielkim błędem jest unikanie tematu śmierci, choćby miała to być tylko śmierć świnki morskiej.

Bardzo trudno jest dzieciom, które, gdy są szczęśliwe, żyją w prze­konaniu o własnej nieśmiertelności, rozmyślać o śmierci, o tym, że do­świadczenie śmierci bliskiej osoby może je odciąć od rówieśników za­zdrosnych o uwagę, którą się im poświęca. Nessa opowiadała:

Felicity, dziewczynka z klasy mojej córki, straciła matkę. Jedna z bardziej złośli­wych koleżanek powiedziała mojej córce, że matka Felicity naprawdę wcale nie umarła, a ona tylko tak mówi, żeby wzbudzić współczucie. Na­uczycielka zachęciła Felicity do mówienia o matce na lekcji, której temat brzmiał: „Moja mama ", i dziewczynka z chęcią zabierała głos. Niestety, inne dzieci zamilkły i były zakłopotane. Dziewczynka dobrze czuła się tyl­ko z tymi dziećmi, które byty gotowe rozmawiać z nią o jej mamie.

Z dziećmi trzeba rozmawiać o śmierci wcześniej, niż wielu rodzicom to się wydaje. Czteroletni Donald po śmierci dziadka, którego widywał nie więcej niż trzy tygodnie w roku, powiedział: Często myślę o dziadku. Dokąd on wyjechał? Czy jeszcze kiedyś go zobaczymy? Rodzice odpowie­dzieli, że dziadziuś jest z Jezusem i choć nie wiedzą gdzie, są pewni, że jest szczęśliwy. Mama wytłumaczyła Donaldowi, że gdyby nawet dzia­dek przeżył operację, nie byłby już tym dziadkiem, którego chłopiec znał. Nie mógłby chodzić, ani pomalować mu, jak kiedyś, pokoju.

Kiedy umiera członek najbliższej rodziny, żyjący rodzic lub rodzice często nie mają siły, żeby zająć się pogrążonym w smutku, bezradnym dzieckiem. Mają tendencję do zamykania się w sobie, słabną ich kon­takty z innymi osobami.

Rodzeństwo zmarłego dziecka czuje się niekiedy odrzucone, zwłaszcza gdy śmierć nastąpiła po długiej chorobie, w czasie której ca­ła uwaga rodziny była skupiona na chorym. Często zdarza się słyszeć ludzi, którzy mówią z wielkim współczuciem o rodzicach zmarłego dziecka, natomiast jakby zapominali o jego rodzeństwie. Dzieci rów­nież pogrążają się w smutku. Jedną z najbardziej tragicznych reakcji na śmierć dziecka jest odrzucenie, rzeczywiste lub pozorne, pozostałe­go rodzeństwa, które ma świadomość, że nie jest w stanie wypełnić po­wstałej luki.

Po śmierci jednego z rodziców dziecko lepiej sobie poradzi z rozpa­czą dorosłego, jeśli zostanie utwierdzone w przekonaniu, że ten drugi będzie żył. Ono musi mieć poczucie, że ma opiekuna, który jest dla niego źródłem siły. Rodzic przekonuje się, że wyrażenie własnego smutku pomaga uniknąć sytuacji, w której synowi lub córce wydaje się, że stracili nie jedno z rodziców, ale obydwoje.
Każde dziecko pogrążone w żałobie potrzebuje wielkiego wsparcia, bezpieczeństwa wynikającego ze stabilnego, uporządkowanego życia i stałej obecności małych rytuałów, takich jak częste chodzenie na cmentarz. Przez pewien czas jego smutek będzie malał i wzrastał okre­sowo, być może nawet irracjonalnie.

Dziecko może czuć się na tyle zagrożone i być tak bardzo nastawio­ne na chronienie żyjącego rodzica, że w obawie przed jego zasmuce­niem w ogóle nie będzie wspominało zmarłego. Z kolei rodzica może niepokoić zachowywany przez dziecko dystans. W takim wypadku do­brze jest, jeśli jakiś inny dorosły będzie dużo rozmawiał z dzieckiem o zmarłym, słuchał, co ma ono do powiedzenia i razem z nim wspomi­nał utraconego rodzica, do momentu, w którym żyjący rodzic będzie w stanie sam się tym zająć.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.