Pakiet ratunkowy: zaginięcie dziecka

Opowiada Nerys:

W zeszłym roku dwójka naszych najmłodszych pociech – cztery i sześć lat – wdrapała się na górę i na kilka godzin znik­nęła nam z oczu. To było przerażające, ale w istocie nic im się nie stało.

 Trzeba mieć doświadczenie matki czwórki dzieci, żeby nie panikować w podobnych okolicznościach, będąc w nieznanym bliżej miejscu, wśród ludzi mówiących innym językiem.

Pamiętam, jak kiedyś zaginęło moje dziecko. Syn miał wtedy pięć lat, wracaliśmy z pikniku i zgubił się w pobliżu parkingu. Prawdopo­dobnie nic mu wtedy nie groziło, ale to było najdłuższe pół godziny w moim życiu. Przez głowę przelatywały mi najkoszmarniejsze myśli. Został uprowadzony? Przejechany? Wpadł do kopalnianego szybu? Zniknął w króliczej jamce?

Nastrój wakacyjny sprawia, że daje się dzieciom więcej swobody niż zazwyczaj, dlatego zawczasu zabezpiecz się przed przykrymi niespo­dziankami. Nim opuścicie dom, wyposaż każde dziecko w laminowa­ną wizytówkę z wypisanym niezmywalnym flamastrem wakacyjnym adresem i numerem telefonu, którą powiesisz na bransolecie lub na łańcuszku na szyi, albo przypniesz do ubrania. Poucz, że jeśli się zgu­bią gdzieś w ruchliwym punkcie, mają nie ruszać się z miejsca, lecz czekać i rozglądać się w poszukiwaniu osoby, najlepiej policjanta, do którego można się zwrócić z prośbą o pomoc. Natomiast gdy zgubią się na odludziu, mogą, jeśli są absolutnie pewne, skąd przyszły, ruszyć z powrotem po swoich śladach. W ciemnościach mają zabezpieczać się przed zimnem i stać w jednym miejscu.

Mój zagubiony pięciolatek całkiem sensownie odwrócił się i poma­szerował z powrotem ścieżką, którą omyłkowo poszedł. Zgodnie z za­sadami powinien zostać i czekać na nas, ale wtedy w dziewiczym rejo­nie Somerset byłoby nam bardzo trudno go znaleźć.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.