Wizyty domowe

Lekarze rodzinni są zdecydowanie wrogo nastawieni do dorosłych, którzy wzywają ich w środku nocy, żeby obejrzeć krostkę na nosie. Niewątpliwie chętniej odwiedzają dzieci, ale też są przypadki, kiedy rodzice zwracają się o pomoc, chociaż sami mogliby sobie zupełnie do­brze poradzić. Na przykład gdy dziecko ma wysoką gorączkę i halucy­nacje, doktor do wezwania odniesie się ze zrozumieniem, ale rodzic powinien przedtem sam podjąć konieczne kroki. Po pierwsze trzeba obniżyć temperaturę, podając środek przeciwgorączkowy w dawce i formie odpowiedniej do wieku dziecka. Należy również rozebrać je i zwilżyć tułów, pachwiny oraz pachy letnią (nie zimną) wodą. Konty­nuować schładzanie i uspokajająco przemawiać do dziecka. Jeśli po­mimo tych zabiegów temperatura nie spada, bez względu na porę we­zwać lekarza.
 


Twoja postawa wobec chorego dziecka

 

U czwartego dziecka Louise, Williama, wkrótce po urodzeniu rozpoznano fenyloketonurię. Jest to rzadka choroba. Organizm nie wytwarza enzymu koniecznego do rozkładu białka. Chłopiec musi przestrzegać specjalnej diety, od której wykluczone są wszelkie od­stępstwa. Każdy posiłek trzeba ważyć, nie może być w nim więcej, niż 2,2 grama białka. Mama piecze dla niego specjalny chleb i cia­sta. William nie może jeść żadnych słodyczy ani jakichkolwiek dzie­cięcych przysmaków. Sztuczny słodzik aspartam, który jest obecny w bardzo wielu produktach spożywczych z uwagi na olbrzymie zapo­trzebowanie na żywność i napoje bez cukru, jest dla niego trucizną. Z tego powodu trzeba dokładnie sprawdzać wszystkie etykietki na kupowanej żywności. Louise mówi:

Ucinamy natychmiast, jeśli ktoś mówi współczująco, w rodzaju „maty, biedny William". On wcale nie jest biedny, a wręcz odwrotnie, ma wielkie szczęście, że choroba zosta­ła rozpoznana, dzięki temu żyje. Do niedawna dzieci takie jak on umierały w okresie niemowlęcym. Otaczamy go miłością i serdeczno­ścią, ale nie pozwalamy, żeby użalał się nad sobą. Nigdy się nie uskar­ża. Najbardziej nienawidzi poczucia, że jest inny. Dlatego woli wrócić do domu głodny, niż marudzić w szkole, żeby mu dali coś innego na obiad. Jego choroba zmieniała nas wszystkich. Od czasu postawienia diagnozy trzy starsze siostry czują się za niego odpowiedzialne i są bar­dzo opiekuńcze. Szybko zrozumiały, co mu grozi – popełnienie błędu w diecie może spowodować poważne uszkodzenie mózgu – i otoczyły go opieką.

William nie jest rozpieszczonym synkiem, co z pewnością jest zasłu­gą rodziny. Jeśli dziecko ma jakąś słabą stronę, rodzice zwykle stają się nadopiekuńczy. To, które ciężko chorowało w niemowlęctwie, będzie zatrzymywane w domu z powodu zwykłego kaszlu. Później, jako ostat­niemu w klasie, będzie mu wolno samemu przejść przez jezdnię. Wil­liam jest raczej niezależnym, samodzielnym chłopcem z prowincji. Nie tylko przygotowuje śniadania i kontroluje dietę (do tego stopnia, że słodycze, które dostaje od nauczyciela w nagrodę za dobrą pracę, cho­wa i oddaje siostrom), ale także podczas wakacji znika na całe godzi­ny w okolicznych lasach, wspina się na drzewa i miewa przygody, któ­re by zaszokowały wielu rodziców z miasta.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.