Jak następowały zmiany

Z długoletnich badań prowadzonych przez Instytut Badań Spo­łecznych (Policy Studies Institute) wynika, że w 1990 roku cztery ra-
13. Jak być.., zy więcej dzieci w wieku od lat siedmiu do jedenastu było podwożo­nych samochodem do szkoły niż w roku 1971 i liczba ta, co chyba ni­kogo nie zaskakuje, stale rośnie. Trzy czwarte dzieci w tym przedzia­le wiekowym mogło samodzielnie przechodzić przez ulicę w roku 1971, zaś dwadzieścia lat później pozwalano na to tylko połowie. Jed­nemu dziecku na dwoje wolno było podróżować autobusem bez opie­ki w roku 1971, obecnie mniej niż jednemu na siedmioro dany jest ten przywilej.

Moim zdaniem najsmutniejszym aspektem tych przemian jest zmia­na podejścia do użytkowania roweru. Pierwszy rower ma dla nas war­tość szczególną, ma w sobie coś specjalnego. Być może tajemnica tkwi w samej konstrukcji roweru – żeby koła mogły się kręcić, a hamulce skutecznie hamować, muszą być identyczne, jak te używane w pojaz­dach dla dorosłych. Rower dziecięcy jest więc pierwszą własną rzeczą, która bezdyskusyjnie nie jest zabawką, nie jest niezgrabną podróbką prawdziwego urządzenia. W istocie to połączenie chromu i stali, szyb­kich kół i swobody daje niezapomniane wrażenia.

W 1971 roku tylko dwie trzecie dzieci posiadało własny rower, ale z tej grupy aż dwóm trzecim wolno było jeździć po ulicach. Oznacza to, że więcej niż czworo dzieci z dziesięciu, ze szkół podstawowych (ju­nior school), a prawdopodobnie większość tych w wieku lat dziesięciu lub starszych, posiadało samodzielny środek transportu tak samo do­bry jak pojazd dla dorosłych i miało przyzwolenie rodziców na korzy­stanie z niego w sposób mniej więcej tak swobodny, jak dorośli.

Dwadzieścia lat później sytuacja uległa dramatycznej zmianie. Obecnie prawie wszystkie dzieci posiadają własne rowery – dziewię­cioro z dziesięciu w 1990 roku i dzisiaj pewnie jeszcze więcej. Ale tyl­ko czwarta część posiadaczy rowerów w 1990 mogła jeździć po dro­gach i były to dzieci najstarsze w tej grupie wiekowej lub mieszkające w wyjątkowo bezpiecznych miejscach, w których ruch drogowy jest niewielki. Możemy się również domyślać, że rodzice nałożyli znaczne ograniczenia dotyczące odległości od domu.

Liczba dzieci, którym wolno cieszyć się swobodą i samodzielnie po­dróżować po drogach, przez niespełna dwadzieścia łat zmalała o poło­wę. W tym samym czasie o połowę wzrosła liczba dzieci, którym rodzi­ce w prezencie urodzinowym podarowali wspaniałe maszyny, jakie mogłyby dać im poczucie wolności. Większość dzieci, około 70 procent, posiada drogie rowery, na których nie wolno im jeździć po prawdzi­wych drogach, mogą z nich korzystać tylko w parkach, na przygotowa­nych torach. Są więźniami trzymanymi w złotych klatkach dzieciństwa, jak wielobarwne ptaki, którym przycięto skrzydła.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.