Kiedy mogą już przechodzić samodzielnie?

Gdy Theresa zamieszkała w Londynie, trenowała ze swoim synem przechodzenie przez jezdnię przez cały rok, zanim pozwoliła mu sa­modzielnie przejść przez ulicę. Chłopiec miał wtedy osiem lat. Kobie­ta tak opowiada:

 Teraz pozwalam synowi chodzić do kiosku, w którym sprzedają kolekcjonowane przez niego nalepki z piłkarzami. Żeby tam dotrzeć, musi pójść do końca naszej uliczki, a następnie przejść przez nie­zbyt ruchliwą ulicę, na której zainstalowano spowalniacze ruchu. Umó­wiłam się z synem, że zgodzę się na samodzielne wyjścia, pod warunkiem że będzie prawidłowo zachowywał się na wszystkich skrzyżowaniach, bez mojego przypominania.

Ulica obok domu Theresy jest fatalna, ale na szczęście pośrodku, pomiędzy pasami ruchu w przeciwnych kierun­kach, jest dobrze widoczna wysepka dla pieszych. Kiosk z gazetami mieści się blisko piekarni i delikatesów, więc odkąd chłopiec opano­wał drogę do niego, otworzyły się przed nim perspektywy daleko wy­kraczające poza futbolowe nalepki. Teraz jest odpowiedzialny za prawdziwie dorosłe zakupy – zaopatruje rodzinę w chleb i ser.

Dziecku przestrzegającemu zasad Kodeksu Zielonego Krzyża ofi­cjalnie można zezwolić na samodzielne przechodzenie przez mało ruchliwą ulicę w wieku ośmiu lat. Odradzałabym puszczanie na ulice dzieci młodszych, ale również nie należy odkładać zgody na chodzenie bez opieki w nieskończoność. Dla większości dzieci jest to ważne do­świadczenie.

Oficjalne poradniki, takie jak wydawane w Wielkiej Brytanii przez Towarzystwo Zapobiegania Wypadkom wśród Dzieci, podają, że dzie­ci do jedenastu, dwunastu lat nie potrafią ocenić prędkości, z jaką po­rusza się samochód, i dlatego nie umieją zachować się właściwie na ruchliwych drogach. Bez problemu jednak mogą korzystać z przejść z sygnalizacją świetlną lub namalowaną zebrą, a także wcześniej uczyć się szacować, z jaką prędkością nadjeżdża pojazd, dzięki metodzie po­dwójnej kontroli. Jeśli z ośmiolatkiem będziesz zawsze pokonywała jezdnię zgodnie z zasadami Kodeksu Zielonego Krzyża, dziecko nie rozwinie umiejętności oceniania prędkości i odległości samochodu.

Starszy, jedenastoletni syn Jocasty był bardzo wystraszony, gdy mat­ka po raz pierwszy poprosiła go, żeby zrobił drobne zakupy. Rodzina mieszka w Londynie, w pobliżu najruchliwszej ulicy w mieście, i chło­piec w drodze do sklepu musiał przejść przez prowadzącą do niej dro­gę dojazdową. Wtedy Jocasta uświadomiła sobie, co było dla niej wiel­kim szokiem, że syn nie miał absolutnie żadnego doświadczenia w sa­modzielnym poruszaniu się po ulicach. Postanowiła nadrobić zanie­dbania. Szczęśliwie zawsze stosowała metodę podwójnej kontroli i wiedziała, że chłopiec potrafi poradzić sobie z przejściem przez jezd­nię o jednym pasie ruchu w każdym kierunku. Dzięki temu dość łatwo przezwyciężyła strach syna; co sobota wysyłała go po sprawunki do po­bliskiego sklepu na rogu. Wkrótce ufała już mu na tyle, że zezwalała na zabieranie młodszego brata na miejski, ogrodzony plac zabaw po­łożony nieco dalej od domu. Od tego momentu życie chłopców zaczę­ło się otwierać na zewnętrzne otoczenie.

Sheila, która nie posiada samochodu, również zaczęła wysyłać dwój­kę swoich dzieci do pobliskiego sklepu, gdy jedno miało osiem, a dru­gie siedem lat. Opowiada o tym tak:

Najpierw dzieci poruszały się tylko po maleńkich osiedlowych uliczkach, które nie wyprowadzały poza osie­dle. Później zezwoliliśmy na przechodzenie przez zebrę na ruchliwszej uli­cy. Córka chodziła w towarzystwie o rok starszego brata.

Chłopak miał duże trudności w nauce, które potencjalnie mogły w znacznym stopniu zachwiać jego samooceną. Rodzicom wydaje się, że wyrósł na otwar­tego, pewnego siebie i szczęśliwego nastolatka, w dużym stopniu dzię­ki temu, że oczekiwano od niego dużej samodzielności w poruszaniu się po mieście, zarówno pieszo, jak i transportem miejskim.

Inna matka dwójki dzieci, Gina, podobnie jak Jocasta, uświadomi­ła sobie, że dzieci potrzebują więcej samodzielności, gdy zauważyła, jak bardzo denerwują się na samą myśl o podróżowaniu bez opieki:


W sobotę po ich lekcji pływania wstąpiłam do pralni chemicznej. Dowie­działam się, że jeśli poczekam dwadzieścia minut, pranie będzie gotowe. Zaproponowałam więc dzieciom, że przeprowadzę je przez ulicę, a potem same pójdą do domu. Dziewięciolatek był z tego zadowolony, ale sied­miolatek rozpłakał się, mówiąc, że się boi i nie pójdzie. Uświadomiłam sobie, iż to ja wpoiłam im, że kiedy są sami, muszą uważać na obcych, którzy mogą być niebezpieczni. Nie przyszło mi do głowy, że w rezultacie będą się bali przejść sami kilkaset metrów. Postanowiłam popracować nad wyrobieniem w nich pewności siebie.

W związku z tym, że rodzice bardziej obawiają się ataków o charak­terze seksualnym i chuligańskim w stosunku do córek, dziewczynki mają znacznie mniej doświadczeń w kwestii samodzielnego przecho­dzenia przez jezdnię. A jednak właśnie chłopcy częściej ulegają wy­padkom drogowym, i jak wskazują obserwacje, częściej reagują impul­sywnie. To niesprawiedliwe, że dziewczynki, które mają większe szan­se przeżycia na ulicach niż chłopcy, trzymane są pod kontrolą z powo­du strachu przed czymś, co zdarza się znacznie rzadziej, niż wypadek drogowy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.