Pociągi, autobusy, statki, samoloty

Dwaj starsi synowie Lydii zaczęli razem jeździć metrem po Lon­dynie, gdy starszy miał jedenaście lat, a młodszy dziewięć. Lydia i Jas­per, rodzice zaangażowani zawodowo, mieszkający ze swoimi dziećmi w Północnym Londynie, podobnie jak inni rodzice, którzy zdecydowa­li się dać swoim latoroślom nieco swobody, nie przestrzegają żadnych specjalnych reguł dotyczących samodzielnego poruszania się dzieci po mieście. Indywidualnie oceniają, czy dziecko poradzi sobie z daną sy­tuacją. Dziewięcioletniej córce wolno jeździć na rowerze po ulicach w pobliżu domu (choć nie jest to tak spokojna, podmiejska okolica, jak u Imogen lub Rupy). W wieku ośmiu lat dziewczynka sama kilka­krotnie jechała godzinę pociągiem do cioci. Matka wsadziła ją jedynie do wagonu i poprosiła całkiem obcą osobą o opiekę nad córką. Na miejscu po dziewczynkę wyszła ciocia.

Lydia, wysyłając dzieci w podróż pociągiem, upewnia się, czy jest ja­kaś dorosła osoba i czy można powierzyć jej dziecko. Radzi innym:


Wybierz przyjemną, otyłą babcię, która podróżuje ze swoimi wnukami. Kogoś zaufanego lub kuzyna poproś o wyjście po dziecko – tylko nie ta­kiego, który załatwia tysiąc spraw jednego dnia, bo może się spóźnić. Ważne jest również, żeby osoba, która ma się zaopiekować twoim dziec­kiem podczas podróży, nie miała zbyt dużo dzieci pod opieką. Nie licz na przychylność pracowników kolei.

Nie twierdzę, że kryterium otyłej babci jest idealne. Podaję je jako wypracowaną i jak dotąd sprawdzającą się metodę jednej z matek. In­ne rodziny raczej nie pochwalają tego sposobu.

Powiedz dziecku, żeby trzymało się w pobliżu kilku osób różnej płci i unikało grup składających się z kilku mężczyzn lub nastoletnich chłopców. Jeśli dziecko nie czuje się całkiem bezpiecznie, powinno zmienić wagon, a gdy nadal jest zaniepokojone, najlepiej, jeśli podej­dzie do kogoś z obsługi. W dzisiejszych czasach rzadko polegamy na rozsądku dziecka, a przecież niektórzy z nas pamiętają, że gdy byliśmy dziećmi, odwoływano się do naszego rozsądku. Obecnie nawet nie po­winno zalecać się takich praktyk. Wszystko, co mówię, wypróbowała Lydia, i co ważniejsze, przyjęły jej dzieci.

Opowiada Lydia:

 Nie jestem tchórzliwa. Nie straszyłam dzieci obcy­mi. Nie mam w drzwiach łańcucha. Mówiąc ogólnie, ludzie są dobrzy. Należą do rzadkości przypadki zamordowania dziecka przez osobę nie­znaną ofierze. Każdego może zaatakować łobuz wałęsający się po uli­cach. Na wolności wciąż pozostaje wielu niezrównoważonych osobników, i to budzi niepokój. Ja z takim samym prawdopodobieństwem jak dzieci mogę natknąć się na wariata na skwerku, a mimo to chodzę tam.

Jeśli wysyłasz dziecko do innego miasta, gdzie będzie mogło zano­cować u przyjaciół lub krewnych, rozważ podróż ekspresowym auto­busem. Są one mniejsze od pociągów, rzadziej się zatrzymują i wyda­ją się być bezpieczniejsze dla dzieci. Pokonaj najpierw trasę sama lub zasięgnij języka u doświadczonych podróżnych, wypytaj ich o ludzi, których ewentualnie dziecko może spotkać na tym odcinku, na co zwrócić szczególną uwagę, ile przystanków ma autobus w mieście do­celowym. Wybierz autobus ze stewardesą, jeśli takowe jeszcze istnieją, i uprzedź ją, że dziecko podróżuje samo.

W czasie podróży dziecko będzie musiało wykazać się inicjatywą i radzić sobie w różnych sytuacjach. Nim wysiądzie, musi upewnić się, czy na pewno jest to właściwy przystanek. Jeśli powierzysz dziecko opiece współpasażera budzącego zaufanie, powinno grzecznie pod­trzymywać konwersację, jednocześnie strzegąc swojej niezależności. Nie może zapomnieć o swoim bagażu i o tym, by nie wdawać się w roz­mowę z nieznajomymi.

Jeśli stanie się najgorsze i nikt po nie wyjdzie na stację lub przysta­nek, w żadnym wypadku nie może pokazać, że jest zagubione, ani dać się gdziekolwiek podwieźć. Powinno natomiast udać się prosto do ka­sy, informacji lub kontrolera biletów i powiedzieć, co się stało. Ponie­waż jednak na wielu stacjach nie ma dzisiaj personelu, koniecznie daj dziecku pieniądze na telefon lub kartę telefoniczną i krótką listę nu­merów – swój numer i paru przyjaciół. Powinno zabrać coś do czyta­nia, żeby miało co robić, gdy przyjdzie mu czekać. Nie będzie się wte­dy rozglądało, budząc niepotrzebne zainteresowanie. Dobrą rzeczą jest hasło, które może okazać się bardzo przydatne, gdy plan nie wy­pali i ktoś inny przyjdzie je odebrać.

Lydia prawdopodobnie ma więcej powodów niż większość rodzi­ców, żeby obawiać się o zdrowie swoich dzieci, ponieważ jej siostra zginęła w wypadku drogowym, a wujek podczas wspinaczki w górach. Zdaje sobie jednak sprawę, że dzięki takim doświadczeniom dzieci za­chowują się rozważniej, a to wpływa na ich bezpieczeństwo.

Jej dwaj starsi synowie, gdy mieli odpowiednio jedenaście i dziesięć lat, popłynęli zupełnie sami nocnym promem na Hybrydy. Warunki były takie, że musieli sami wejść na prom, potem przesiąść się do wła­ściwego autobusu, a następnie spędzić noc na dużym statku. Droga powrotna była taka sama. Do tej poiy Lydię przeszywa dreszcz na wspomnienie tamtej wyprawy. Pomyśl, że to nie zdarzyło się w czasach przedwojennych, ale w Wielkiej Brytanii lat dziewięćdziesiątych, kie­dy poczucie zagrożenia było znacznie większe.

Opowiada Lydia:

Bywa, że sprawy się zagmatwają. Kiedyś wsadziłam jedenastolatka do niewłaściwego pociągu. Dojechał na miejsce i nikt na niego nie czekał. Moja przyjaciółka miała wyjść na pociąg osobowy, a ja wyprawiłam go pospiesznym. Zadzwonił do mnie z pytaniem, co ma zro­bić. Dał sobie radę, spokojnie poczekał. Kiedy coś nie wychodzi, dzieci wcale nie głupieją. One bardzo dużo zyskują na tych samodzielnych po­dróżach. Mogą pojechać same i zatrzymać się u przyjaciół bez naszej eskorty. Czują się niezależne, bo przez godzinę czy dwie muszą radzić so­bie same. Bez samodzielności nie nauczą się zaradności.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.