Samodzielne chodzenie do szkoły

W latach sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych trzy czwarte siedmiolatków samodzielnie, bez opieki wędrowało do szko­ły. Obecnie prawie to się nie zdarza. Nawet wśród jedenastolatków tyl­ko połowa chodzi sama. Aż trudno uwierzyć, że niektórym dzieciom nie wolno nawet podjąć takiej próby.

Organizacja charytatywna pod nazwą Suzy Lamplugh Trust, zajmu­jąca się edukacją i bezpieczeństwem osobistym, zaleca, aby początko­wo przemierzać z dzieckiem trasę i po drodze razem rozpoznawać charakterystyczne, bezpieczne miejsca: sklepy, bibliotekę, posterunek policji, przychodnię lekarską, żeby dziecko miało rozeznanie, gdzie może wejść i poprosić o pomoc.


Wycofywanie się rodzica krok po kroku

Jeśli uświadomiłaś sobie, że przepaść pomiędzy tym, gdzie twoje dziecko obecnie potrafi dotrzeć samodzielnie, a tym, gdzie będzie po­trzebowało dotrzeć lub ty byś chciała, żeby umiało dojść czy dojechać za rok albo za dwa jest przeogromna, zacznij pracować nad zasypywa­niem przepaści krok po kroku. Przypuśćmy, że odprowadzasz córkę lub syna do szkoły. Ośmioletnie dziecko powinno przejść ostatnie sto metrów dzielące je od szkoły samodzielnie. Zatrzymaj się więc pewne­go dnia, oczywiście po uprzednim uprzedzeniu dziecka, w pewnej od­ległości od szkoły i pozwól mu dalej iść samemu. Jeśli denerwujesz się o jego bezpieczeństwo lub pociecha ma skłonność do zamyślania się, wycofuj się krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Za każ­dym razem żegnaj się z dzieckiem trochę dalej od celu.

Jeśli w drodze do szkoły korzystacie z publicznego transportu, spró­buj wysiadać jeden przystanek wcześniej. Niektórzy rodzice zdają się na osobę budzącą zaufanie, na przykład matkę z dziećmi lub starsze­go ucznia z tej samej szkoły i proszą o zwrócenie uwagi na dziecko podczas wysiadania. Pamiętaj jednak, że nikomu nie można w pełni zawierzyć. Jeśli do szkoły podróżujecie pociągiem, zacznij od rozsta­wania się z dzieckiem na ulicy, przy której jest szkoła.

Jeśli jeździcie samochodem, obmyśl własny sposób na wycofywanie się krok po kroku. Możesz zacząć od zatrzymywania się niedaleko od szkoły, tam gdzie jest dogodne miejsce do zaparkowania. Początkowo wysiadaj z dzieckiem i maszerujcie razem. Następnie wydłużaj drogę do samodzielnego przebycia.

W przypadkach bardziej skomplikowanych, gdy na trasie trzeba się przesiadać, towarzysz dziecku do ostatniego środka transportu (z pew­nością najbardziej obawiasz się przesiadki). Na samodzielne przesiada­nie pozwól, gdy będzie starsze. Przedtem sprawdź, jakie są przewidzia­ne działania w stosunku do dziecka, które zgubiło bilet lub pieniądze na opłatę za przejazd.

Jeśli wraz z kilkoma rodzinami na zmianę wozicie dzieci do szkoły, umów się, żeby twoje, zamiast spod samych drzwi, było zabierane z po­bliskiego przystanku. Wadą tego rozwiązania jest to, że podwożący danego dnia samochód może się nie pojawić i dziecko zostanie na przystanku, co nie jest bezpieczne. Ważne więc jest, żeby znało „bez­pieczne miejsca". Organizacja Suzy Lamplugh zaleca, aby dziecko i rodzina mieli swoje sekretne hasło. Wtedy będzie mogło uchronić się przed fałszywym przyjacielem rodziny udającym, że chce je podwieźć na prośbę rodziców.

Starannie wybierz miejsce, z którego dziecko będzie odbierane. Po­winno być bezpieczne, dobrze oświetlone, w ruchliwym punkcie, bli­sko budki telefonicznej, posterunku policji, przychodni etc. Jeśli nie uda ci się znaleźć takiego miejsca, pomyśl o domu kogoś, kto zna two­je dziecko. W razie potrzeby odśwież znajomość z pobliskim kioska­rzem lub sprzedawcą ze sklepu, rozmawiając z nimi upewnij się, czy znają imię twojego dziecka. Pomyśl o znalezieniu osoby, która, choć nie jest odpowiedzialna za twoje dziecko, pomoże mu, gdy zajdzie ta­ka potrzeba.

Theresa zastanawiała się, czy nie pozwolić ośmiolatkowi jeździć do szkoły jeden przystanek metrem w Londynie (droga do metra i od me­tra do szkoły jest bezpieczna), ale zrezygnowała z tego pomysłu, po­nieważ syn musiałby wtedy opiekować się sześcioletnim bratem. Uznała, że na to nie może się zdecydować. To byłaby zbyt wielka odpowiedzial­ność dla starszego i Theresa czułaby się niespokojna, że podróżują sa­mi. Przypuszcza, że zaczną jeździć sami, gdy będą mieli odpowiednio po dziesięć i osiem lat. Czeka na ten moment z niecierpliwością, bo uważa, że jest to ważne dla ich poczucia pewności siebie.Dziecko powinno mieć przy sobie w portmonetce lub zapinanej na suwak kieszeni kartę telefoniczną oraz zapisany numer do domu i kil­ka tak zwanych numerów awaryjnych. Jeśli należycie do tego rodzaju rodzin, które nie pamiętają o kupieniu nowej karty po wyczerpaniu się starej (a której rodzinie to się nie zdarza?), pomyśl o zaopatrzeniu się w specjalną kartę telefoniczną, która działa jak karta kredytowa, a wtedy mający ją przy sobie członek rodziny będzie zawsze mógł dzwonić bez pieniędzy. Dopilnuj, żeby dziecko umiało posługiwać się publicznymi telefonami.

Jeśli masz pewność, że nie zostanie skradziony i że dziecko umie z niego skorzystać, dodaj gwizdek i osobisty alarm (pod warunkiem że szkoła zezwala). Szkoda, że to urządzenie nie jest zaprojektowane z myślą o dzieciach, więc może sprawiać trudności. Nastolatki nato­miast śmiało można wyposażyć w osobiste alarmy. Wytłumacz dziec­ku, że gwizdek lub alarm nie są środkami służącymi do obrony, mogą jedynie w razie ataku zwrócić uwagę innych. Nie zastąpią zaś rozwagi, czujności i umiejętności poruszania się po drogach.

Utwierdzaj dziecko w przekonaniu, że warto reagować, gdy sytua­cja w jakikolwiek sposób wydaje się dziwna lub niebezpieczna. Jeśli na przykład jakaś osoba wzbudza w nim niepokój, powinno szybko odejść i skierować się do jednego z „bezpiecznych miejsc".

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.