Swoboda na prowincji

W naszym świecie wszystko przewróciło się do góry nogami. Obec­nie najwięcej swobody mają dzieci w miastach, a najmniej te z prowin­cji, mieszkające na otwartych przestrzeniach. Rodzice z małych zakąt­ków rzadko pozwalają swoim pociechom na radosne, swobodne wędrówki, tak jak to bywało za dziecinnych lat Kim – dzieliła się swo­imi wspomnieniami na początku tego rozdziału.
Kobieta, która jako dziecko włóczyła się samotnie ścieżkami wśród pól, powiedziała mi:

Kiedyś w drodze powrotnej ze szkoły zatrzymałam się, żeby porozmawiać ze starym mężczyzną, który siedział na skraju dro­gi i jadł chleb. Starzec powiedział mi, że nigdy nie był przeziębiony, ponie­waż zawsze wkładał do kanapki trochę surowej cebuli. Przypomniałam sobie o tym spotkaniu po wielu latach, gdy uświadomiłam sobie, jak bar­dzo współczesne dzieci są odcięte od kontaktów z dorosłymi, którzy nie należą do ich najbliższego otoczenia. Dzisiaj taka pogawędka byłaby nie­możliwa, bo zabrania się dzieciom rozmawiać z obcymi. Również starzec mógłby z tego powodu mieć kłopoty. A przecież to było takie sympatycz­ne, ja czułam się ogromnie dorosła i dumna z faktu, że zainicjowałam rozmowę. Przy okazji poznałam jedną z ludowych mądrości.

Niestety, odkąd chorzy psychicznie zamiast w szpitalach poddawa­ni są terapii w środowisku, z pejzażu zniknęły niewinne obrazy małych dziewczynek gawędzących z pogodnymi wędrowcami. Szosy na pro­wincji, z wielkim natężeniem ruchu kołowego i brakiem poboczy, są szczególnie niebezpieczne dla dzieci. Rodzice muszą poszukiwać in­nych obszarów swobody dla swoich pociech, niezwiązanych z porusza­niem się po drogach.

Louise, matka ośmiolatka i jego trzech nastoletnich sióstr, żyjąca na głębokiej prowincji, przyznaje:

Bardzo często nie wiem, gdzie on jest, ale mamy pewność, że znajduje się na wyznaczonym obszarze, który sta­nowi jego terytorium. Może się zdarzyć, że spadnie z drzewa, ale nigdy nie wybiegnie na szosę.

Wyznacz swojemu dziecku podobne terytorium, położone z daleka od drogi, gdzie będzie miało przestrzeń do włóczęgi i przede wszyst­kim będzie mogło bawić się poza zasięgiem twojego wzroku. Diana, która jest bardzo niezadowolona ze szkolnego regulaminu w punkcie dotyczącym przechodzenia przez jezdnię, raz w roku zabiera trójkę własnych dzieci do domu swojej matki na walijskich wzgórzach. Pa­mięta dobrze pierwsze spotkanie dzieci z otwartą przestrzenią:


Kur­czowo trzymały się mnie przez cały czas. Uświadomiłam sobie wtedy, że przecież to ja nauczyłam dzieci, że nie wolno się oddalać. Musiałam im wyraźnie powiedzieć, że mogą korzystać ze swobody. Podkreśliłam, że są bezpieczne. Każdego roku mniej więcej pół dnia zajmuje im oswajanie się z nową sytuacją, a ja znowu muszę je przekonywać, że mogą bawić się same na dworze i że mogą spotkać wyłącznie osoby, które ja znam i któ­re wiedzą, kim one są. To wielka frajda dla moich dzieci, że mają możli­wość takiego kontaktu z ludźmi beze mnie. Wiem, że nie mogą czuć się tak swobodnie jak ja, kiedy byłam w ich wieku. One mają przykazane, żeby nie tracić z oczu domu, ale ludzie spacerujący z psami po polach czasem przystają i gawędzą z nimi. Dzieci czują się bezpiecznie. Zasada, by nie rozmawiać z obcymi jest jakby na ten czas zawieszona. Dostrzega­ją, że jest wielka różnica pomiędzy pytaniem starszej kobiety, której cie­kawość każe się dowiedzieć, czy są dziećmi Diany, a zaczepką obcego mężczyzny, oferującego im podwiezienie w jakieś miejsce lub chcącego usłyszeć od nich coś więcej niż to, jak się wabi ich pies. Jestem przekona­na, że dzieci nie przekroczą pewnej granicy.

Oliwia wraz z córkami mieszka na obrzeżach wioski. Dzieci mają bardzo mało swobody, choć matka przyznaje, że prawdopodobieństwo spotkania przez dziewczynki zboczeńca podczas rowerowych przejaż­dżek jest minimalne. Raczej mogą się natknąć na kogoś takiego w par­ku znajdującym się w terenie zabudowanym, ale tam rzadko zagląda­ją. Oliwia nie pozwala córkom oddalać się od domu. Wypracowała jednak specjalną taktykę, żeby dać im poczucie swobody, której bar­dzo pragną:


Kiedy wybieram się na rower z moją ośmiolatką, puszczam ją przodem. Proszę, żeby zatrzymała się przed zakrętem łub innym cha­rakterystycznym miejscem. Natomiast gdy zauważy coś dziwnego albo za­trzyma się obok samochód, ma rzucić rower i biec prosto tam, gdzie naj­bliżej, do mnie, do domu, albo do znajomej farmy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.