Fakty i fikcja

Kiedy zaczęłaś rozmawiać z dzieckiem o telewizji, być może zauwa­żyłaś, że w oglądanej sztuce nie uchwyciło ono różnicy pomiędzy akto­rami a granymi postaciami tak dobrze, jak ci się zdawało.

Mówi Marsha, mając na uwadze swojego siedmiolatka:

Telewizja przejęła rolę świętego Mikołaja, który choć fikcyjny, jest przedstawiany dzie­ciom jako postać rzeczywista. W tym wieku jest bardzo trudno oddzielić te­lewizję od świata realnego. Dopiero nieco starsze dzieci to potrafią. Nieste­ty, wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy, i to jest bardzo niebezpieczne, jak trudno jest maluchom odróżnić fakty od fikcji. Moi dwaj starsi synowie po­trafili dostrzec różnicę dopiero w wieku dziesięciu, jedenastu lat, kiedy za­częli czytać w czasopismach o życiu aktorów i o produkcji filmów.

Dlaczego dzieci mają rozumieć różnicę pomiędzy telewizją a rze­czywistością? Przecież za każdym razem, gdy w popularnej telenoweli lub słuchowisku radiowym przychodzi na świat dziecko, biuro produk­cji jest zasypywane zabawkami i zrobionymi na drutach buciczkami, nadsyłanymi nie przez dzieci, a przez dorosłych. Wielu z tych doro­słych nie rozumie różnicy i przesyła prezenty, żeby w ten sposób wziąć udział w fikcji, która tak bardzo im się podoba. Oni nadal grają role z ich ulubionych programów, żeby cieszyć się, jak dzieci. Zawsze poja­wia się problem tych nazbyt wierzących. Oni są przekonani, że posta­cie, których życie dokładnie śledzą, istnieją naprawdę. Smutne? Oczy­wiście, ale dlaczego, jeśli wśród starszych zdarzają się takie przypadki, zakładamy, że nasze dzieci są bardziej wyrafinowane?

W zrozumieniu, że przedstawienia telewizyjne są fikcją, pomaga dzieciom dwóch użytecznych sprzymierzeńców. Po pierwsze, dobrze jest, jeśli można obejrzeć program, który przedstawia, co się dzieje po­za sceną i kulisy widowiska – przebierających się aktorów, pracę reży­serów i innych członków ekipy, których zwykle nie widać.

Po programie, w którym aktor samotnie wchodzi do tajemniczego, nawiedzanego przez duchy domu, musisz się upewnić, czy twoje dziec­ko jest świadome, że wszystko, co widziało, było udawane, że na miej­scu znajdowała się cała ekipa, która tę scenę dla telewidzów nakręci­ła. Wymaga to od malca wielkiej wyobraźni. Nie zapominaj, że są dorośli, którzy nie potrafią tego przeskoczyć.
Temu celowi dobrze też służą programy na „żywo", w których ka­mery swobodnie przesuwają się, utrwalając kolejne obrazy, prezente­rów pochłoniętych rozmowami z innymi osobami, kamerzystów. Takie ujęcia ukazują nagą prawdę o telewizji. To, że ów swobodny styl jest w każdym calu dokładnie wyreżyserowany, podobnie jak wystąpienia polityków czy innych ważnych osób, nie zaprząta jeszcze uwagi mło­dych telewidzów.

Drugim sprzymierzeńcem w uświadamianiu telewizyjnej fikcji są czasopisma ukazujące prywatne życie aktorów. Musisz jednak zadbać, aby dziecko nie nabrało przekonania, że aktorzy to jedyni interesują­cy ludzie, o których warto czytać. Jak długo te czasopisma nie są jedy­nymi, po które dziecko sięga, stanowią skuteczne narzędzie w delikat­nym wyrabianiu w nim przekonania, że aktorzy i grane przez nich postaci to nie to samo.

Nie ma natomiast żadnego sensu tłumaczenie w czasie programu, że to, co dzieje się na ekranie, jest fikcją. Przeszkadzanie świadczy o złych manierach i jeśli tak robisz, zasługujesz na to, żeby tobie zakłó­cano oglądanie ulubionego programu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.