Życie ze szklanym ekranem

Telewizja jest siłą, która izoluje od siebie członków rodziny. To chyba najbardziej oskarżycielska uwaga, jaką usłyszałam od rodzica na temat najpotężniejszego środka masowej komunikacji. I nie była to uwaga przypadkowa. Autorka tych słów ma za sobą prawie dwadzieścia lat trudnego rodzicielstwa. Breda Joyce jest ciepłą, dowcipną Irlandką i wszystko, co mówi, płynie z głębi serca. Ona, jej przez lata bezrobot­ny mąż Mike oraz ich pięcioro dzieci otrzymali tytuł Rodziny Roku.

Kiedy poznałam Bredę i pozostałych domowników, telewizor stał u nich w salonie i nic nie wskazywało, żeby zamierzali się go pozbyć. Dopiero później, gdy zostali ciężko doświadczeni przez los – żyli z za­siłku dla bezrobotnych – uświadomili sobie, jak ważne dla rodziny są dobre relacje pomiędzy jej członkami. Zauważyli, że telewizja nie sprzyja komunikacji wewnątrzrodzinnej.

Rodzice, którzy mają dzieci w przedziale od lat pięciu do jedenastu, nie znają życia bez telewizora, bez czynności, które koncentrują się w domu wokół małego ekranu. Telewizja wywołuje w nas bardzo silne, przeciwstawne emocje. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że na­sze dziecko, spędzając godziny przed telewizorem, szkodzi sobie, a w najlepszym razie bezproduktywnie spędza czas, z drugiej strony czujemy, że telewizor stał się nieodzowną rzeczą w naszych domach. Nie brakuje trafiających do przekonania argumentów, że telewizja od­grywa pozytywną rolę w życiu naszych dzieci. Mówi się, że:

•        Telewizja jest składnikiem kultury podwórkowej. Kto nie wie, co się stało w ostatnim odcinku telenoweli, czuje się w grupie obco.

•        Telewizja dostarcza dzieciom informacji w lekkiej, przystępnej for­mie z bardzo wielu dziedzin – ulubionym przykładem, najczęściej przytaczanym, jest życie dzikich zwierząt w warunkach natural­nych, z czym miejskie dzieci nie mają kontaktu.

•        Telewizja podsuwa wiele tematów do dyskusji.

•        Telewizja dostarcza dzieciom pomysłów do tworzenia własnych za­baw, materiałów do pisania książek, rysowania, zabaw tematycz­nych z odgrywaniem ról itp.

Te argumenty brzmią zadowalająco, ale w rzeczywistości telewizja sama w sobie nie przynosi tych korzyści. Do tego potrzebna jest współ­praca rodziców. Telewizja ma wspaniałe referencje jako „opiekunka", ale w praktyce musi być nadzorowana bardziej, niż ci się zdaje.

Najżarliwszymi adwokatami telewizji są ludzie bezpośrednio lub pośrednio od niej zależni – zaangażowani w produkcję lub związani z badaniami fundowanymi przez firmy telewizyjne. Dla kontrastu ża­den rodzic, z którym rozmawiałam, nie opowiedział się jednoznacznie po stronie telewizji. Poniżej przytaczam typowe opinie:

Dzieci niczym się nie zajmują, kiedy oglądają telewizję. Po prostu sie­dzą. Sam program jest całkiem dobry.
Myślę, że większość programów dla dzieci nie ma żadnej wartości, ale to jest ich kultura i nie ma powodu, żeby zabraniać oglądania.
Niektóre programy mają wartość edukacyjną, ale prawda jest taka, że godzinami gapisz się w ekran, zamiast robić coś innego.

Przez ostatnie trzydzieści lat rozwinęła się teoria, w myśl której te­lewizja jest dobra dla dzieci i każdy, kto otwarcie się z tym nie zgadza, wyśmiewany jest jako osoba staroświecka, zacofana lub taka, która stale powraca do koncepcji złotego wieku dzieciństwa, kiedy to wszy­scy zajmowali się twórczym działaniem i sami przygotowywali sobie rozrywki. Według tej teorii nie ma czegoś takiego, jak bezwartościowa, tandetna telewizja, ponieważ wszystkie programy, we właściwych rę­kach, mogą potencjalnie wzbogacać doświadczenie. Dzieci uczą się bardzo dużo z małego ekranu, choć czasem nie jest to od razu oczywi­ste. Nie dawaj temu wiary.

Rodzice z prawdziwego zdarzenia, skutecz­ni w swoich poczynaniach, wiedzą lepiej.

Po pierwsze, są przekonani, że dzieciństwo jest zbyt ważne, żeby miało podlegać modom. Nigdy nie było czegoś takiego, jak złoty wiek. Każde pokolenie dobrze radziło sobie z wychowywaniem dzieci w jed­nych dziedzinach, a źle w innych.

Po drugie, nie widzą w tym nic dziwnego, żeby czasem patrzeć na te­lewizję, jak na rodzaj chwastu i uważają, że to adwokaci telewizji są śmieszni ze swoim entuzjastycznym do niej stosunkiem, jakby dopiero co powstała. Słyszałam pełne podniecenia wypowiedzi wielbicieli szkla­nego ekranu, które mówiąc szczerze, trącały myszką. Bardziej przyszło­ściowym podejściem jest sprowadzenie telewizji na właściwe miejsce.

Po trzecie, skuteczni rodzice świetnie wiedzą, że istnieje bezwarto­ściowa telewizja, ponieważ wyraźnie dostrzegają jej fatalny wpływ. Dzieci przed ekranem stają się nieznośne, męczą się (chociaż nic nie robią) fizycznie i psychicznie. Są wyczerpane, a jednocześnie rozle­niwione, niezdolne do zajęcia się czymkolwiek. Gry komputerowe i „śmieciowe" programy są dla umysłów tym, czym guma do żucia dla szczęk, męczą i nie dają satysfakcji. Niektórzy rodzice twierdzą, że długie oglądanie głupich programów wyzwala agresję.

Prawie każda rodzina ma telewizor. Natomiast kilka spośród niepo- siadających telewizora podkreślało, że w ogóle nie odczuwają jego braku, czym sami są zdziwieni. Dwa procent populacji nie ma telewi­zora, i jeśli się nad tym zastanowić, jest to w istocie bardzo dużo, a nie bardzo mało.

Kiedy przeprowadziliśmy się do innego domu, na kilka tygodni zo­staliśmy pozbawieni telewizora, ponieważ zawieruszył się gdzieś w sto­sie nierozpakowanych pudeł, zbyt ciężkich, żeby je przestawiać. Ku mojemu zdziwieniu dzieci ani razu nie spytały o odbiornik, nawet mo­ja malutka córeczka, która na kilka tygodni przed przeprowadzką za­częła regularnie oglądać „Ulicę Sezamkową". Kiedyś, kiedy przecho­dziłyśmy obok sklepu z telewizorami, w którym na wystawie mrugały ekrany, zawstydziła mnie, bowiem rozbawiona wykrzyknęła: „Patrz, to my!". Dlaczego byłam zawstydzona? Dlatego, że jak większość rodzi­ców uważata, że są lepsze sposoby spędzania czasu, niż oglądanie za dnia programów telewizyjnych. A jednak, gdy przed południem mia­łam do załatwienia ważne sprawy przez telefon i nie chciałam, żeby dziecko mi przeszkadzało, uciekałam się do najprostszego sposobu: włączałam telewizor i szukałam kanału, który oferował największą rozmaitość zmieniających się obrazów. Zapewne gdybyśmy mieli tele­wizję kablową, mogłabym znaleźć coś bardziej dla niej odpowiednie­go, ale tu już wchodzimy w zagadnienie, co jest, a co nie jest odpo­wiednie dla małego dziecka. Poza tym, jeżeli nawet ogląda program przeznaczony dla trzylatków, nie zmienia to faktu, że siedzi przed te­lewizorem, zamiast się bawić. I to właśnie budzi mój niepokój. Jeśli coś budzi niepokój rodzica, to rodzic powinien położyć temu kres. Ale jak poradzić sobie z telewizją?

Przede wszystkim wybadaj, ile godzin twoje dzieci spędzają przed telewizorem. Podoba mi się szczerość, z jaką mówi łona, matka sied­miolatka i trzylatka:

 Moje dzieci prawdopodobnie oglądają znacznie więcej, niż ja o tym wiem. Wracam do domu po szóstej, już po progra­mach dziecięcych, a więc od naszej opiekunki zależy, co oglądają, i jak długo.

Prawdopodobnie wszyscy siedzimy przed telewizorem dłużej, niż się nam wydaje, tak samo pijemy więcej, niż się przyznajemy le­karzom.

W brytyjskim badaniu przeprowadzonym we wczesnych latach dzie­więćdziesiątych na pytanie: „Co robiłeś poprzedniego dnia po szko­le?", od siedemdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu procent dzieci od­powiedziało, że oglądały telewizję. Tylko od dziesięciu do dwunastu procent oglądało telewizję cały wieczór, ale ponad połowa odpowie­działa, że oglądała wideo. Prawie połowa chłopców grała w gry kom­puterowe. Z badań wynika, że dla większości dzieci normą jest spędza­nie całego wieczoru przed ekranem.
Nie ma w tym nic zaskakującego. Trzeba tylko pamiętać, że zmienia się specyfika oglądania z godziny na godzinę – od programu telewizyj­nego, przez filmy na wideo, do gier komputerowych.

Najczęściej cytowanymi, z uwagi na ich sensacyjność, są statystyki oglądalności telewizji w USA. Wynika z nich, że przeciętne amerykań­skie dziecko, do czasu ukończenia szkoły średniej, spędzi dwadzieścia tysięcy godzin przed telewizorem, a tylko jedenaście tysięcy w klasie szkolnej. Prawdopodobnie po uwzględnieniu telewizji satelitarnej i in­nych technik audiowizualnych brytyjskie dzieci wypadną podobnie.

To naturalne, że czujemy się zagrożeni przez coś, co zabiera dzie­ciom tak dużo czasu, w sytuacji bardzo ograniczonej kontroli z naszej strony. Pamiętaj, że podstawową funkcją telewizji jest dostarczanie rozrywki. Brzmi to na tyle banalnie, że aż śmiesznie, a jednak, kiedy uważnie przyjrzysz się temu, jak mówimy o telewizji i jak rozprawiają o niej nasze dzieci, zorientujesz się, że oczekujemy znacznie więcej. Jeśli po prostu chcielibyśmy się dowiedzieć, co ważnego zdarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin, mógłby nam to przeczy­tać piegowaty, mały facecik spoglądający na nas z okienka. Niepo­trzebna by była cała dramatyczna otoczka, ze specjalnie wyreżysero­wanym scenariuszem. A tak właśnie jest. Wiadomości przekazuje atrakcyjna kobieta, która dzięki zastosowaniu sprytnej techniki patrzy nam głęboko w oczy. Dobrane starannie słowa są ilustrowane sensa­cyjnym filmem, zrobionym za duże pieniądze. Producent wie, że woli­my patrzeć na piękne kobiety i sensacyjne filmy z coraz większym ła­dunkiem agresji, niż na malutkiego, piegowatego facecika.

Głównym celem telewizji jest pozyskanie jak największej liczby wi­dzów przez zastosowanie najprostszej metody, a więc poprzez ofero­wanie rozrywki. Wszystkie inne formy komunikacji zajmują dalsze miejsca. Publiczna telewizja, w której oglądalność ma mniejsze zna­czenie, a większą wagę przywiązuje się do jakości, jest w odwrocie. Ce­lem programów dziecięcych jest przyciągnięcie najmłodszych widzów przed ekrany i zatrzymanie ich jak najdłużej.

Jeśli uda ci się dotrzeć do dzieci z wyjaśnieniami na temat prawdzi­wej natury telewizji, będziesz na dobrej drodze do unieszkodliwienia jej porażającej mocy. Słuchaj, co mówią dzieci o telewizji w drodze ze szkoły, na jakie programy wyczekują. Wtedy jest moment, żeby rzucić pytanie: Dlaczego musisz to oglądać? Czyżbyś jutro miał z tego klasówkę?

Dyskutuj z dziećmi, które programy naprawdę lubią oglądać, które oglądają, bo koledzy dużo o nich mówią, a na które patrzą, bo po pro­stu pojawiły się na ekranie. Tłumacz dzieciom, jakie komercyjne względy przemawiają za produkcją programów, że ich celem jest po­zyskiwanie jak największej liczby widzów. Zwróć uwagę na sprytne za­powiedzi, które promują występujących jako wielkie osobowości i bo­haterów, na zwiastuny programów w czasopismach, mające zachęcić dzieci do ich oglądania.

Przypomnij sobie czasy, kiedy były tylko dwie brytyjskie stacje tele­wizyjne. Program był przerywany między szóstą a siódmą wieczorem, żeby matki mogły położyć dzieci spać bez awantur. Ta praktyka nie trwała długo, ale sama koncepcja, że stacja telewizyjna powinna aż w tak olbrzymim stopniu wpływać na codzienne życie rodzinne, dzisiaj szokuje swoją osobliwością.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.